ROZDZIAŁ 14

Nick ostrożnie rozmieścił ładunki wybuchowe na ścianie, uważając na światło reflektorów, które co chwilę sprawdzało teren. Był tak skupiony na pracy, gdy nie usłyszał dzwonku swojego telefonu. Gdyby nie szybka reakcja Judy, która mu go wykradła i odebrała, strażnicy prędko zorientowaliby się o nieproszonych gościach.

-Halo…

Wyszeptała.

-Tutaj sierżant Rogalski. Dzwonię w imieniu Pana Komisarza. Chodzi o to, że doszło do kolejnego zabójstwa. Ciało jakiegoś łosia, wyłowiono dzisiaj z jeziora przy hotelu Grand Paradas.

-Proszę kontynuować.

Odparła, upewniając się, że tylko Perykles i Nick ją słyszą.

-Przynajmniej podejrzewamy, że był to łoś, bo jego głowy praktycznie nie ma. Wyglądało to jakby coś ją odgryzło. Jednak w jeziorze nie było żadnych groźnych ryb.

Lis po skończeniu montowania ładunków, odebrał komórkę Judy.

-A czy coś przy nim znaleziono?

-Tak. Głęboko w zasuniętej kieszeni miał kartkę. Zaraz powiem co było tam napisane… Tylko ją… O mam! Czterech dzielnych żołnierzyków raz po morzu żeglowało, wtem wychynął śledź czerwony. Zjadł jednego, trzech zostało… Policja nadal poszukuje tego, kto to zrobił.

Nick natychmiast rozłączył się.

-Ale to nie ma sensu… Przecież ciało wyłowiono z jeziora… A w wierszu jest mowa o morzu lub oceanie.

-Przy hotelu jest odpływ morski. Możliwe, że ktoś zaatakował go na morzu, ale ciało przepłynęło przez pompę ciśnieniową i wpadło do jeziora.

Powiedział Perykles, wyjmując przycisk detonacyjny. Był on podłączony do ładunków długim kablem. Mieli tylko jedną szansę, po wybuchu musieli natychmiast dostać się do centrum dowodzenia. Cała trójka wycofała się, a gdy tylko Nick dał znać, wilk nacisnął przycisk. Dość potężny wybuch, wyrobił w ceglanej ścianie duży otwór. Perykles przeciął jeden z kabli i podpiął do niego sygnalizator.

-Mamy pięć minut! Szybko!

Ruszyli natychmiast w stronę wejścia do podziemi. Lis wyjął pistolet i postrzelił dwójkę strażników, którzy czekali przy drzwiach. Judy w tym samym czasie rzuciła w ich stronę granat, który w mgnieniu okna rozerwał żelazną konstrukcję, umożliwiając wejście do środka. Kamery i lasery cały czas ich wykrywały, ale po przez impulsy sygnalizatora, nikt nie mógł wzniecić alarmu. Dobiegli do podestu, pod którym znajdowało się laboratorium. Nagle zza drzwi wybiegł niedźwiedź, który z całej siły pchnął Peryklesem o barierkę, ściskając go przy niej z całej siły. Wilk nie utrzymując długo równowagi niczym skała, spadł w dół.

-Nie!

Krzyknął Nick, strzelając w niedźwiedzia. Judy spojrzała tym czasem pod siebie, widząc Peryklesa, leżącego w kałuży krwi.

-Idziemy!

Dodał lis, chwytając króliczkę za łapę i biegnąc w stronę centrum dowodzenia. Nagle usłyszeli dźwięk syreny alarmowej, co oznaczało, że czujnik przestał działać. Mieli chwilę zanim do bunkra zbiegnie się cała ochrona. Nick wziął rozbieg i wywarzył drzwi naprzeciw siebie. W środku dostrzegł strażnika, wcelowanego w nich z karabinu.

-Nie ruszajcie się!

Granatowe ściany co chwilę rozbłyskiwały czerwonym światłem lampy alarmu. Komputer i sprzęt znajdujący się w środku, zakryły kraty włączające się w razie niebezpieczeństwa. Lis i Judy podnieśli łapy do góry, opuściwszy broń. Do sali wbiegło czterech innych ochroniarzy. Wtedy wszyscy usłyszeli dźwięk wydobywający się z megafonu.

-Trójka miłych żołnierzyków bazę sobie raz zwiedzało. Gdy jednego ścisnął niedźwiedź, dwoje tylko pozostało…

Głos był zniekształcony, co nawet strażnikom ta wieść zmroziła krew w żyłach. Z wentylatorów do pokoju ulotnił się purpurowy gaz. Nick natychmiast rozpoznał tę substancję i podnosząc Judy na ręce, wybiegł drogą, którą tu przybyli. Gdy byli już poza kompleksem, lis rozebrał się do spodni.

-Co ty robisz?!

Krzyknęła króliczka, niepokojąc się.

-Kojoty… Mogą nas wywąchać. Zdejmuj koszulę!

-Co?!

-Za późno!

Ponownie chwycił ją i pobiegł w głąb lasu, gubiąc po drodze kluczyki do samochodu. Ciągle widział za sobą światła latarek i laserów taktycznych. Uciekli tak dobre dwadzieścia minut, aż dostrzegli, że już ich nie goni. Nick wycieńczony niczym drzewo upadł na miękką trawę i zaczął ciężko oddychać, robiąc coraz to większe wdechy i wydechy.

-Jak… Jak to się mogła stać…

Judy próbowała cokolwiek powiedzieć, lecz zmęczenie nie pozwalało jej na to.

-Dwoje tylko pozostało… Gdziekolwiek uciekniemy, znajdą nas…

-Nick…

Upadła obok niego i powoli przytuliła się do jego milutkiej sierści. Czuła bicie jego serca, jego oddech.

-Jeśli mamy umrzeć…

Zbliżyła się do niego na tyle, aby ich pyszczki się ze sobą zetknęły.

-Błagam. Daj mi chociaż ten jeden raz.

Pocałowała go, lecz on zamiast skupić się na romantycznej chwili, zaczął myśleć o tym co się stanie.

Nie pozwolę aby nas zabili… Moja przyszłość… Plany względem całego mojego nowego życia… Nie. Nie!

-Nie!

Krzyknął, po czym chwycił króliczkę za rękę i ruszył w stronę miasteczka.

-Nick co ty…

-Nie dam im ciebie zabić!

Gdy wreszcie znaleźli się poza lasem, usiedli na ławce. Dojście im do siebie zajęło krótką chwilę. Nick znalazł portfel w swoich resztkach ubrania, więc natychmiast ruszyli w stronę sklepu odzieżowego. Lis latał w samych bokserkach i podartych spodniach, a Judy w koszuli i małych spodenkach. Po zakupie odpowiednich ubrań: On w ciemnej koszuli z krawatem, ona w codziennym, szarym stroju.

-Dobra, dobra. Tylko spokojnie… Byliśmy szkoleni… Powinniśmy być szkoleni… Czemu nas nie wyszkolono do takich sytuacji?!

Rozhisteryzowanie Nick'a, tak bardzo wpłynęło na Judy, że wreszcie coś do niej dotarło. Cały ten czas to on pomagał jej we wszystkich. Teraz musiała się odwdzięczyć. W dodatku wiedziała, że w lesie za bardzo na niego naciskała. Może to spowodowało u niego taki stan.

-Skarbie… Ja… Chciałam cię przeprosić. Zachowałam się nieodpowiednie. Czuję się jak idiotka…

Lis spojrzał na nią i już miał coś powiedzieć, gdy ponownie mu przerwała.

-Powinnam wiedzieć, że to trudna sytuacja także dla ciebie. A teraz… Skoro jesteśmy sami… Jest środek nocy, a my po nieudanej akcji… Możemy po prostu pobyć chwilę w swoim towarzystwie, nie zważając na cały świat?

Podeszła do niego i przytuliła się.

Najgorszy rozdział za nami! Oczywiście pod względem gramatycznym! xD Jeśli chodzi o akcję… Nawet nie zdajecie sobie sprawy co będzie w następnych. Dziękuję serdecznie, ponieważ podsumowując wyświetlenia z Wattpada oraz Fanficiton wybiło mi ich ponad 2000! WOW! Jestem pod takim wrażeniem, że chyba skoczę z mostu. Ale nie skoczę… Bo nie ma mostu… To komplikuje sprawę… No nic. Widzimy się jutro! :D