ROZDIZAŁ 15

Nick i Judy przechadzali się deptakiem przy plaży. Dochodziło południe, a upały nie dawały nikomu spokoju. Chodzili obserwując bawiące się zwierzęta oraz nowo przybyłych plażowiczów, którzy rozkładali swoje rzeczy. Wiatru praktycznie nie było, mimo to fale z impetem uderzały o falochrony.

-Karocia… Chciałbym cię o coś prosić.

Odparł, wyjmując i podając jej swój portfel.

-Gdyby mnie zabili, ucieknij. Gdziekolwiek się da, ale uciekaj!

-Nick… Nie myśl o tym. Samej chce mi się płakać gdy o tym mówisz. Nie umrzesz… Nie stracę cię, ani ty mnie. Jesteśmy razem! Na zawsze!

Podeszła bliżej niego i przytuliła się do jego łapy.

-Może i to zły moment, ale…

Zatrzymał się i uklęknął przed króliczką. Judy nie kryła zdumienia i od razu domyśliła się jego zamiarów. Łzy szczęścia popłynęły po jej miękkim policzku.

-Panno Hopps. Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym lisem na ziemi i wyjdziesz za mnie, zostając tym samym Panią Bajer?

Przechodnie zatrzymali się, a gdy tylko króliczka rzuciła się Nick'owi na szyję, wszyscy zaczęli klaskać. Wiwaty padły nawet z końca plaży, a zakochani tulili się do siebie w romantycznej chwili. Lis powoli wcisnął obrączkę na mały palec króliczki.

-Dziękuję…

Wyszeptał, a wtedy poczuł niemiłosierny ból w plecach. Stojący za nim przechodnie dostrzegli wylewającą się z koszuli krew.

-Nick?

Judy nie rozumiała nadal co się dzieje, a grymas bólu na jego twarzy potęgował jej zdziwienie. Dopiero wrzask i panika wśród przechodniów, dały jej do zrozumienia najgorszą możliwą opcję. Lis upadł na jej ręce, odsłaniając ranę postrzałową w plecach. Łzy szczęścia, przerodziły się w szloch.

-Lekarza! Ratunku!

Krzyczała, jednak chaos był tak duży, że nikt nie zwrócił na nią uwagi. Po paru minutach, gdy na ulicy nie było prawie nikogo, agentka podniosła swojego partnera. Jego oczy były opadnięte. Usłyszała syrenę policyjną oraz pogotowia. Wszystko zawirowało, zemdlała.

DZIEŃ PÓŹNIEJ

Judy obudziła się w szpitalnym łóżku. Przed nią wisiał duży telewizor, a obok stała komoda z jedzeniem i piciem. Obok niej leżała kartka oraz pusty wazon na wodę. Czuła dyskomfort oraz ból w okolicach czaszki. Poruszyła się a wtedy usłyszała pikanie jej materacu. Do sali wbiegł doktor oraz pielęgniarka.

-O, wreszcie się Pani wybudziła. No jak na zemdlenie z powodu przegrzania to szybko.

Króliczka uśmiechnęła się z nadzieją kontynuacji lekarza.

-No cóż. Jakby to powiedzieć… Nie okłamuję swoich pacjentów. Pani narzeczony lub mąż… Zmarł w trakcie przewozu do szpitala.

Judy pękło serce. Tego się obawiała. Tej informacji wolała nigdy nie usłyszeć. Znów zaczęła płakać, co skłoniło pielęgniarkę do podania jej chusteczki.

-Przykro mi. Natomiast Pani stan nie jest niepokojący. Jeśli będzie Pani w świadomości, że wszystko w porządku, wypiszemy Panią. Żegnam.

Odparł i wraz z asystentką wyszli. Króliczka płacząc, zerknęła na kartkę obok. Wzięła ją i otworzyła. Czaszki oraz kości były na niej złote, a podpis czerwony.

Dwóch się w słonku wygrzewało pod błękitnym, czystym niebem, ale słońce tak przypiekło, że pozostał tylko jeden.

Zerknęła z bólem na podpis pod tekstem.

Wasz kochany wróg!

Zgniotła kartkę i z całej siły rzuciła nią do kosza. Padła zdruzgotana na poduszkę, próbując uświadomić sobie, że to sen.

-Nie…

Zapłakała jeszcze mocniej. Wtedy dostrzegła leżący przy komodzie kabel. Był długi i urwany oraz dość ostry. Długo się nie zastanawiając chwyciła go i ruszyła powoli w stronę schowka. Było to w miarę duże pomieszczenie z beczułkami, miotłami i szufelkami. Przerzuciła kabel przez lampę i zawiązała na jego końcu pętlę. Stanęła na jednej z beczułek i przełożyła swoją głowę przez pętlę. Już się miała odpychać, gdy usłyszała ciche pukanie do drzwi. Tak ją to przestraszyło, że beczka przewróciła się na drugą stronę, a Judy trzymała się już tylko na końcach swoich tylnych odnóży. Ujrzała postać dorosłej tygrysicy w kitlu lekarskim z rewolwerem w ręce. Rozpoznała ją, widzieli się przecież wtedy w teatrze, jak wraz z Nick'iem odkryli bombę.

-A ten jeden, ten ostatni, tak się przejął dolą srogą… Że aż z żalu się powiesił. I nie było już nikogo…

Uśmiechnęła się, kładąc broń na blacie. Króliczka nadal walczyła z osuwającą się beczką. W każdej chwili mogła ona odjechać, a wtedy byłaby bezradna.

-Wiesz co… To nawet śmieszne. Najlepsi agenci dali się powybijać jak małe dzieci. Oj to złe porównanie… Jak niemowlęta.

Zaśmiała się psychicznie.

-Jestem jednak pod wrażeniem uporu Nick'a. Był słodki, nawet mogłam go oszczędzić…

-Dlaczego… To zrobiłaś…

Wydusiła z siebie Judy, wciąż próbując utrzymując równowagę.

-Dlaczego? Bo zepsuliście mój plan! Ten budynek miał wylecieć w powietrze wraz z moimi najgorszymi wrogami! To było takie piękne… A wy to zrujnowaliście!

-Ale… Co z resztą… Agentów…

-Przeszkadzali mi w odnalezieniu tego sekretarza mafii. Ciągle gdy wraz z moimi zabójcami byłam w pobliżu niego, napatoczyli się ci przeklęci federalni! Ten gość miał kupę kasy w tej swojej teczce oraz numery konta zza granicy!

Wreszcie beczka ustała, lecz była już na tyle nisko, że króliczka nie mogła uwolnić swojej głowy zawiniętej w kabel.

-Cóż. Wszystko co dobre, musi się skończyć. A uwierz, że zabawa w zabijanie was była wspaniała!

Podeszła do niej i skrępowała jej ręce z tyłu.

-Pora się pożegnać. Nie lubię tego robić, ale ktoś musi…

Już miała kopnąć beczkę i uśmiercić Judy, gdy poczuła lekkie tykanie po plecach. Obejrzała się i ujrzała Nick'a w garniturze, wcelowanego w nią z pistoletu. Niczym błyskawica chwyciła za rewolwer i wystrzeliła, lecz żaden pocisk nie wypadł z lufy.

-Co… Jak?!

-Jesteś głupia jeśli myślałaś, że pozwolę ci mnie zastrzelić.

Uśmiechnął się i pociągnął za spust. Pocisk trafił w nogę tygrysicy, która z wrzaskiem upadła na ziemię. Lis spokojnie schował broń i pomógł partnerce wywiązać się z sideł. Gdy oboje już stali twardo na ziemi, do pokoju wpadli policjanci i personel medyczny. Funkcjonariusze zakuli tygrysicę i przenieśli ze sobą, a lekarze natychmiast zabrali Judy na obserwację.

-Dziękuję ci… Znowu…

Wyszeptała, spoglądając na swojego wybawiciela.

KOLEJNY DZIEŃ PÓŹNIEJ

-Pani Hopps…

-Panno… Jeszcze nie jestem zamężna.

Zaśmiała się, przerywając lekarzowi.

-No tak. Wracając, stan się ustabilizował, a mięśnie karku pracują jak dawniej. Niestety krążenie trochę spadło, więc panna sobie tu poczeka.

Odwzajemnił uśmiech i wyszedł. Zaraz za nim do sali wbiegł Nick z kwiatami.

-Nie rozumiem… Doktor mówił, że nie żyjesz…

-Poprosiłem go aby tak powiedział. To była część planu. Na szczęście kula, która mnie trafiła nie przebiła kręgosłupa, ani serca, tylko wylądowała kawałek dalej. Więc prócz opatrunku i chwili rozciągania się nic mi nie było. Ale tylko w ten sposób mogłem nas ocalić.

-Przestraszyłeś mnie…

Pocałowała go i powróciła głową na poduszkę.

-Załatwiłem termin ślubu. Poza tym Bogo dał nam dodatkowe dwa tygodnie wolnego, ze względu na… Ostatnie wydarzenia.

-Naprawdę?

Spytała, śmiejąc się uroczo od ucha do ucha.

-Tak. Już się nie mogę doczekać. Tylko boję się reakcji na komendzie gdy wrócimy do Zwierzogrodu… Pazurian się załamię.

Oboje śmiali się nawzajem, aż usłyszeli głos lekarza.

-Panie Bajer… Termin wizyt minął… Proszę przyjść jutro z rana.

-Oczywiście.

Odparł i pocałował Judy w czoło.

-Papa słońce.

-Do zobaczenia.

Dodała krótko i położyła się spać.

KONIEC! Oczywiście jeśli chcecie mogę zrobić krótki Epilog dotyczący ich wspólnego ślubu, ale to niestety nie na jutro. Gdy zobaczę, że chcecie to może w następnym tygodniu postaram się coś wrzucić. Mam nadzieję, że podobała wam się ta zwariowana historia. Zdecydowałem się na Happy End bo wiedziałem, że większość z was by mnie zabiła gdybym uśmiercił każdą postać, choć plan był taki na samym początku.

Jeśli chodzi o Zwierzogród to mój pierwszy i ostatni fanfic. Zmęczyło mnie pisanie o nowym świecie Disney'a. Jednak sądzę, że kiedyś coś może się u mnie na profilu pojawić. Nie wiem jeszcze co, ale coś na pewno. Podsumowując także liczbę wyświetleń na Wattpadzie oraz Fanfiction, uzyskaliśmy…. Fanfary proszę… 2400! Wspaniała liczba, której się nie spodziewałem. Udało nam się to uzyskać w około dwa tygodnie, co jest wspaniałym wynikiem! Trzymajcie się i do zobaczenia wkrótce! O ile ABW i CBŚ nie znajdą kopii mojego nowego opowiadania (tak to ostrzeżenie). xD

Good Bye!