Shuuhei nie miał pewności, czy jego siedzenie z wartą przy południowej bramie miało jakikolwiek sens. Świtało, a on jakoś nie potrafił się zmusić do tego, by wrócić do siebie i przespać się choć godzinę. Najchętniej ruszyłby do Rukongai, ale rozsądek stanowczo powstrzymał rozpasane niepokoje, i tak był pewną atrakcją dla shinigamich z Trzeciego Oddziału, którzy niedawno odebrali obowiązki od Ósemki. Już docierały do niego plotki na temat jego i Corrie, z którą widywano go dość często przez ostatnie tygodnie. Ignorował je, wiedział, że dla szeregowych shinigamich dowództwo zawsze będzie źródłem plotek i domniemań, którymi nie należało się przejmować.

Żałował, że nie zajrzał do Szóstki wcześniej. Tak wiedział tylko, że w rodzinie Kurenai coś się wydarzyło, po czym Corrie ruszyła do Rukongai, nie informując nikogo, o co chodzi i jak długo jej nie będzie. Pozostawiony pod opieką poprzedniej warty Suzuku też zdążył wyruszyć w drogę powrotną, więc Shuuhei nie był w stanie dowiedzieć się więcej. Wszystko było jedynie domysłami, które wzmagały jego niepokój.

Czekał wpatrzony w horyzont. W końcu dostrzegł znajomą sylwetkę przyjaciółki, która ostatnie metry dzielące ją od Seireitei pokonywała wolnym, zmęczonym krokiem. Im bliżej była, tym więcej szczegółów dostrzegał i nie napawało go to optymizmem. Ruszył jej naprzeciw.

– Co ty tu robisz? – zapytała bezbarwnie.

Nawet jeśli nie podobało jej się to, nie miała siły, by pokazywać swoje niezadowolenie. Podkrążone oczy stały się znów matowe – pamiętał ten widok zbyt dobrze i obawiał się tego, co usłyszy.

– Słyszałem, że coś się stało, ale nikt nie był w stanie mi niczego wyjaśnić – odpowiedział.

– Shizuka zniknęła. Prawdopodobnie została porwana. Szukaliśmy jej całe popołudnie i pół nocy, ale nie ma żadnych śladów. – W jej oczach zalśniły łzy. Zdawała się bliżej załamania, niż można było sądzić. – Muszę porozmawiać z kapitanem, żebym mogła wrócić do Rukongai i ją znaleźć.

– Kto mógłby…?

– Nie wiem. Reiko powiedziała, że na chwilę przed zniknięciem Shizuki widziała shinigami, ale nie była pewna, czy jej się nie wydawało. Nie wiemy też, czy ma to związek z Shizuką. Nic nie wiem. Nie mogłam jej nigdzie znaleźć – powiedziała z rozpaczą.

Shuuhei przygarnął ją do siebie, czując rodzącą się wściekłość na osobę, która śmiała podnieść rękę na Shizukę. Dziewczynce mogła dziać się krzywda, a oni nie mieli pojęcia, gdzie szukać. Nie wiedział, czy jacyś mieszkańcy Rukongai zamierzali coś na tym porwaniu ugrać, czy ktoś podniósł na nią rękę z premedytacją, by uderzyć w Corrie.

– W Seireitei nikt o niej nie wie – przypomniał rozsądnie.

Dochował powierzonej tajemnicy, nawet jeśli uważał, że Corrie powinna powiedzieć reszcie o Shizuce. Był pewien, że znalazłoby się wiele kochających ciotek i wujków, którzy mogliby wprowadzić dziewczynkę w świat matki.

– A co jeśli ktoś się dowiedział? – zapytała.

– Kto miałby powód, żeby robić coś takiego?

– Nie wiem, Shuuhei. Nie mam żadnych poszlak, nic nie wiem, a Shizuka jest gdzieś tam, nie wiadomo gdzie i Król Dusz wie, co może jej dolegać.

– Corrie, spokojnie. Wiem, że się boisz, nawet nie próbuję sobie tego wyobrazić, ale panika nas do niczego nie zaprowadzi. Musisz odpocząć.

– Muszę ją znaleźć! – krzyknęła z desperacją. – To moja córka. Muszę ją ochronić.

Chciał jakoś uspokoić przyjaciółkę, ale obawiał się, że w tym stanie żadne rozsądne argumenty do niej nie dotrą. Wyglądała jak cień samej siebie, musiała być wykończona, a jednak desperacko chciała działać. W jakiś sposób to rozumiał – rzucenie się w wir działania powstrzymywało natłok czarnych myśli, które pogrążały w rozpaczy.

– Znajdziemy ją, obiecuję – powiedział. – Pomogę ci.

Nie miał pojęcia, gdzie zacząć szukać, ale najpierw chciał ją jakoś uspokoić i nakłonić do odpoczynku. Najchętniej zostawiłby ją w Seireitei, a sam ruszył na poszukiwania, ale podejrzewał, że to nie będzie takie proste. Corrie od zawsze była uparta i gdy sobie coś wbiła do głowy, jeden Kira potrafił ją od tego odwieść.

– Może mogę jakoś pomóc? – Usłyszeli.

Nieco spłoszeni spojrzeli na Otoribashiego stojącego kilka kroków od nich z poważną, nieco zmartwioną miną. Nie byli pewni, jak długo tu stał i ile słyszał z całej rozmowy.

– Co pan kapitan tutaj robi? – zapytał Shuuhei, gdy wyszedł ze stuporu.

Skupiony na Corrie zupełnie nie zwrócił uwagi na zbliżającego się mężczyznę. Trochę go zaniepokoiło, że się tu zjawił, ale może…

– Przy porannym raporcie Aida-kun wspomniał, że na coś wyczekujesz przy bramie, Hisagi-kun. Postanowiłem sprawdzić, o co chodzi. O ile oczywiście postanowicie podzielić się ze mną problemem – wyjaśnił Rose.

– Jedno z dzieci rodziny Kurenai, którą opiekuje się Corrie, wczoraj zaginęło – odparł Shuuhei. – Po dziewczynce zniknął wszelki ślad.

– Rozumiem. Przykro mi to słyszeć.

Otoribashi wiedział o Kurenaiach, zresztą dla nikogo w dowództwie nie było to tajemnicą, więc ta świadomość tłumaczyła, dlaczego Corrie była tak rozemocjonowana. Mężczyzna nie musiał się tym w ogóle interesować, nie węszył w tym interesu, by zamienić bezinteresowną pomoc w argument do przekonania dziewczyny do przyjęcia awansu. Po prostu chciał pomóc, o ile jego oferta zostanie przyjęta. No i czuł, że Izuru nie byłby zachwycony, gdyby zignorował problem Corrie.

– Kapitanie Otoribashi, jako porucznik Trójki miałabym większe pole manewru, żeby znaleźć moją córkę, prawda? – zapytała Shiroyama, desperacko łapiąc się pierwszej myśli, która pojawiła się, gdy ujrzała dowódcę Trzeciego Oddziału.

Otoribashi kiwnął głową, zostawiając na później pytania.

– Oczywiście, pozycja porucznika pozwala na o wiele więcej niż Trzeciego Oficera.

– Wiem, że wykorzystuję to do prywatnych celów, ale…

– Spokojnie, Corrien – przerwał jej Rose. – Może to i prywatna sprawa, ale poważna. Zaginęła dziewczynka, więc musimy ją znaleźć. W sprawie twojego awansu rozmówię się z kapitanem Kuchikim, może nie będzie zachwycony ominięciem procedur, ale tym się nie kłopocz. Wyślę też kilka grup, żeby rozejrzeli się za małą. Jak wygląda?

– Blondynka o zielonych oczach. Wczoraj miała na sobie zieloną yukatę z motywem niezapominajek. Ma dziesięć lat. Jest do niego podobna – dokończyła ciszej. – Przeszukaliśmy najbliższą okolicę, ale zabrakło nam czasu na cały Pięćdziesiąty Szósty.

– Dobrze. Rozumiem, że tożsamość dziewczynki jest tajemnicą, więc jej dochowam – obiecał, po czym spojrzał poważnie na Shuuheia. – Hisagi-kun, przypilnuj moją porucznik, żeby coś zjadła i trochę odpoczęła, nim ruszy na dalsze poszukiwania, proszę. Nie chciałbym, żeby stała jej się krzywda ze zmęczenia.

– Oczywiście, kapitanie Otoribashi. Zaopiekuję się Corrie.

– Dziękuję, kapitanie – odezwała się Shiroyama. – Jestem wdzięczna za pomoc.

– Tyle mogę dla ciebie zrobić, a teraz odpocznij. Znajdziemy małą, obiecuję.

Chwilę później już go nie było, a Corrie poczuła, jak schodzi z niej część napięcia. Otoribashi o nic nie zapytał, wyciągnął pomocną dłoń zupełnie bezinteresownie, nie oburzył się nawet na jej bezczelną propozycję. Przyjęła awans jedynie po to, by wykorzystać związane z nim przywileje dla własnych potrzeb. To było paskudne zachowanie i zasługiwało na co najmniej reprymendę.

– Chodź. – Głos Shuuheia przywrócił ją do rzeczywistości. – Czas coś zjeść, inaczej padniesz z głodu. I nie próbuj mi wmawiać, że czujesz się wypoczęta i najedzona – ostrzegł, gdy otwierała usta. – To polecenie twojego kapitana. Odwdzięczysz się mu w ten sposób.

Na to nie miała kontrargumentu, więc pozwoliła się zaprowadzić do mieszkania Hisagiego. Usadził ją przy stole w kuchni, w dłoń wsadził kubek z herbatą, a sam zabrał się za przygotowanie jedzenia. Interwencja kapitana Otoribashiego uspokoiła go, choć nadal niepokoił się o Shizukę. Jednak czuł, że nowy dowódca Corrie zrobi wszystko, by odnaleźć małą, zwłaszcza ze świadomością, czyim dzieckiem była.

Corrie wierciła się w miejscu, próbując odpędzić zmęczenie i nadchodzącą senność. Najchętniej wróciłaby już do Rukongai, ale Shuuhei był jedną z najbardziej upartych osób, jakie znała, i wiedziała, że jej nie wypuści, dopóki czegoś nie zje i nie odpocznie przez jakiś czas.

– Nie powinnam tu teraz siedzieć i trwonić czasu – mruknęła niezadowolona.

– Wręcz przeciwnie, musisz odpocząć. Osłabiona nie pomożesz Shizuce. To mądra dziewczynka, przetrwa do czasu, aż ją znajdziemy.

– Ale to tylko dziewczynka. Jak pomyślę, co może się stać… – jęknęła, układając głowę na blacie stołu.

– Wiem, że to trudne, ale nie pozwól tym myślom się opanować. To tylko opóźni nasz czas działania. Panika jeszcze nikomu nie pomogła – przypomniał, choć doskonale wiedział, że gdyby to on był na jej miejscu, też szalałby z niepokoju.

– Jeśli coś jej się stanie, jeśli chociaż włos spadnie jej z głowy, zabiję gnoja, który za to odpowiada – powiedziała zimno.

Shuuhei zerknął na nią i to, co zobaczył, przeraziło go nie na żarty. W oczach Corrie błyszczał ten sam chłód, który widział w niej w czasie wojny z Wanderlichami dziesięć lat temu. Mrożąca wściekłość, pragnienie siania śmierci tym, którzy ośmielili rozedrzeć jej świat na strzępy.

Nigdy wcześniej nie sądził, że Corrie ma w sobie coś tak mrocznego. Owszem, wciąż była Yukikaze, która sygnalizowała ciemność Shiroyamy, na którą dziewczyna wiecznie kręciła nosem. Znał to z własnego doświadczenia – Kazeshini do tej pory wzbudzał w nim niechęć – ale ostatnia wojna złamała Corrie na tyle mocno, że po wiecznie uśmiechniętej przyjaciółce czasami nie widział śladu. Bał się nawet zastanawiać, czym by się stała, gdyby nie miała na tym świecie już niczego, co byłoby dla niej drogie. Już i tak przerażała go myśl o jej furii, jeśli Shizuce naprawdę coś się stanie.

– Znajdziemy ją – powtórzył. – Chcę wierzyć, że całą i zdrową. A teraz czas na śniadanie.

Z pełnym żołądkiem Corrie poczuła się jeszcze bardziej senna, więc nawet nie protestowała, kiedy Shuuhei oznajmił, że zabiera ją ze sobą do biura i tam będzie mogła się przespać. Nie chciał zostawiać jej samej w mieszkaniu w obawie, że mimo wszystko od razu, gdy tylko spuści ją z oka, wymknie się do Rukongai. Tak będzie miał na nią baczenie i kiedy odpocznie, będzie mógł ruszyć razem z nią na poszukiwania, które na razie zostawił Trzeciemu Oddziałowi.

Uśmiechnął się lekko, gdy zobaczył, jak szybko Corrie zasnęła. Musiała być wykończona poszukiwaniami i obawami, które rosły od momentu, gdy dowiedziała się o zaginięciu, a może nawet porwaniu Shizuki. Mogła się uważać za okropną matkę, ale nie trudno było zobaczyć, jak bardzo kochała córkę.

To przyniosło też refleksję, jak słabo znał Corrie pomimo wielu lat przyjaźni. Zawsze kryła się pod perfekcyjną maską, kiedyś beztroskiego, radosnego uśmiechu, który pomagał przetrwać ciężkie dni, teraz pod chłodną obojętnością ukształtowaną na podwalinach samotności i żałoby. Dostrzegał to wielokrotnie, czasami sama zdejmowała przy nim tę maskę, by opowiedzieć o swoich obawach, lecz były to bardzo rzadkie przypadki. Nawet kiedy miała problemy, radziła sobie z nimi sama. Wydawało im się, że Corrie była silna, ale może to jedynie pozór, który stworzyła, by się o nią nie martwili. I Shuuhei też na to pozwalał. Wyciągał do niej rękę, pocieszał, gdy pokazywała, że tego potrzebuje, ale nigdy wcześniej z własnej inicjatywy nie nakłaniał jej do dzielenia się problemami. Pozwolił sobie na niej polegać, nie dając od siebie aż tak wiele. Jak okropnym trzeba być przyjacielem, żeby robić coś takiego?

Z drugiej strony to chyba oznaczało, że Corrie nie ufała im tak bardzo, jak myśleli. Nie dzieliła się wieloma własnymi myślami, nie polegała na nich w pozornie błahych sprawach, które mogły zostawić na niej niezauważalne gołym okiem blizny. Grała przed nimi, zbywała własne problemy, jakby nie były ważne. A przecież były! Ile razy powinna im wykrzyczeć swój gniew na Ichimaru, który po raz kolejny wygrał własną grę i zagarnął dla siebie czas Kiry przeznaczony dla Corrie? Jedynie wzruszała ramionami i zmieniała temat ze smutnym, zmęczonym uśmiechem. Ile razy po śmierci Kiry szalała w mieszkaniu z rozpaczy, gdy nikt nie patrzył? Nigdy się nie przyznała do samotnych łez i kiełkującej, bezzasadnej złości na przyjaciół, którzy jakoś ułożyli sobie życie. Nie zrzucała tego nigdy na nikogo, chowając przed nimi te wszystkie uczucia.

Przez chwilę zastanawiał się, ile z tego powierzyła Kirze. Z pewnością niewiele. Ile razy słyszał przyjaciela skarżącego się przy kieliszku, że Corrie nic mu nie mówi, choć dostrzegał wyraźnie, że coś ją trapi? Z ilu koszmarów ją wyrywał, choć nigdy nie zdradziła mu ich treści? Przy tym nie dostrzegała wyrzutów sumienia Kiry, że on nie potrafi być dla niej takim wsparciem, jakim ona była dla niego. To nie było sprawiedliwe.

Ta świadomość budziła gniew, który zdusił w zarodku. Wiedział, że nie może sobie dłużej pozwolić na takie lekceważenie problemu, ale zamierzał o tym porozmawiać z Corrie, gdy odnajdą Shizukę. Teraz należało się skupić na dziewczynce, a czekająca ich rozmowa będzie trudna. Spodziewał się oporu przyjaciółki, która możliwe, że nie umiała inaczej. Możliwe, że się na niego obrazi, że skończy się to awanturą, ale wątpił, żeby ponowne zamiecenie problemu pod dywan było dobrą opcją. Chciał, żeby Corrie mu zaufała naprawdę, by wsparła się na nim jak na przyjacielu. Z pewnością nie zadzieje się to od razu, ale od czegoś trzeba było zacząć.

Na razie zajął się czekającą na niego pracą. Wyruszającym do Rukongai patrolom przykazał, by mieli baczenie na dziwne wydarzenia i oznaki przemocy wśród mieszkańców – zwłaszcza tych, którzy wyglądali obco w danym okręgu – oraz w razie czego udzielili pomocy Trzeciemu Oddziałowi. Martwiła go też ta teoria, że za zniknięciem Shizuki może stać jakiś shinigami. Wątpił, by uprowadził dziewczynkę do Seireitei, ale bardziej obawiał się powodów. Ktoś musiałby orientować się w sekretach Corrie, a to brzmiało dość nierealnie przy skrytości przyjaciółki. No i sam powód tego aktu. Było kilku shinigamich, którzy nie przepadali za dotychczasową Trzecią Oficer Szóstki, ale nie do tego stopnia. Co ktoś mógł zyskać na zranieniu Corrie?

Mashiro zachichotała, gdy weszła w towarzystwie Kenseia i dostrzegła śpiącą na sofie Corrie. Muguruma zaś zmarszczył groźnie brwi, spoglądając na swojego zastępcę, który zmieszał się nieco, wiedząc, że to wszystko wygląda dość dziwnie. Żeby nie powiedzieć dwuznacznie.

– Chcę wiedzieć, co tu robi Corrien? – zapytał Kensei, łapiąc za pierwszą z brzegu teczkę.

– Kapitan Otoribashi prosił, żebym przypilnował ją, żeby odpoczęła – odpowiedział Shuuhei. – Całą noc była w Rukongai. Jedno z dzieci Kurenaiów zaginęło.

Kensei wyczuł, że porucznik nie mówi mu o wszystkim. Sama obecność w tłumaczeniu Rose'a była dość podejrzana, a postanowił wypytać przyjaciela o to później. Podejrzewał zresztą, że jakimś cudem Otoribashiemu udało się osiągnąć cel, choć wciąganie w to Shuuheia było niepotrzebne.

– A już myślałam, że tu jakaś pikantna historia się kroi – stwierdziła z żalem Kuna.

– Mashiro – oburzył się Hisagi.

– No co? Ludzie gadają, że leczysz złamane serce u Corrie. – Wzruszyła ramionami. – Przecież ciągle razem wychodzicie.

– Jesteśmy przyjaciółmi – przypomniał Shuuhei. – To tylko plotki, co gadają. Chyba mają za mało roboty.

– E tam, raczej ci zazdroszczą. Za Corrie-chan faceci oglądają się cały czas, a to tobie udało się roztopić jej lód.

– Przestań głupoty gadać, Mashiro. Mnie i Corrie łączy jedynie przyjaźń. Nic się nie zmieniło.

A chciałbyś, co? – zakpił Kazeshini, ale Shuuhei go zignorował. To nie był dobry moment na takie myśli, zresztą nie miał zamiaru niczego od przyjaciółki wymagać, nawet gdyby jego własne uczucia zaczęły się zmieniać, co nie było przecież prawdą.

– Przesunąłeś patrole – stwierdził surowo Kensei, przerywając swoim porucznikom słowną przepychankę. – Młoda Kuchiki i Risa nie dadzą mi spokoju, jak to zauważą.

– To…

– Kazałeś im szukać dzieciaka.

– Jedynie zasugerowałem, żeby mieli oczy dookoła głowy – przyznał skruszony Shuuhei. – Każda chwila się liczy, kiedy chodzi o tę dziewczynkę, więc chciałem jakoś pomóc, skoro na razie nie mogę być na miejscu.

– Prywatnych spraw nie miesza się do obowiązków, Shuuhei – przypomniał Muguruma. – Powinienem kazać ci je odwołać i wysłać na nowo zgodnie z procedurami.

Hisagi chciał coś powiedzieć, ale wtedy przebudziła się Corrie. Przetarła jeszcze sennie powieki, po czym rozejrzała się po obecnych. Kensei tylko westchnął, przeczuwając, że przez najbliższe tygodnie Shiroyama będzie częstym gościem w jego barakach. Nawet jeśli póki co Shuuhei twierdził inaczej.

– Przepraszam za kłopot – odezwała się Corrie.

– Nieważne już. Stało się. Mashiro, idź do Ósemki i Trzynastki poinformować ich, że poprzesuwaliśmy nieco patrole w ramach ćwiczeń. Później wyślę im dokładniejszy raport – polecił.

– Już się robi! – Kuna uśmiechnęła się pokrzepiająco do Corrie i wybiegła z biura.

Shiroyama wstała, rozpuszczając włosy, by zaraz związać je na powrót w nieco staranniejszego kuca.

– Shuuhei, możesz poinformować kapitana Otoribashiego, że ruszyłam do dalszych poszukiwań? Będę wdzięczna.

– W porządku.

Ukłoniła się jeszcze Mugurumie, po czym wyszła. Nie wyglądała na wypoczętą, ale najwyraźniej niepokój nie pozwolił jej na dłuższy sen. Shuuhei tylko westchnął, pozwalając na to, choć miał ochotę zmusić ją do dalszego odpoczynku. Tylko to niczego by nie zmieniło.

Gdy tylko uporał się z najważniejszymi obowiązkami, poszedł do Trzeciego Oddziału. Otoribashiego zastał w biurze nad dokumentami.

– Dziękuję, Hisagi-kun. Aida-kun i reszta wiedzą już, że mają słuchać poleceń Corrien, więc mam nadzieję, że szybko znajdziemy dziewczynkę. Nie zatrzymuję cię dłużej, bo pewnie też chcesz pomóc w poszukiwaniach. Mnie zostawcie papierologię na głowie. – Uśmiechnął się lekko.

Nie zamierzał wspominać, jak niezadowolony był Kuchiki, gdy przyszedł do niego rano z prośbą o przeniesienie Corrien. Oczywiście mógł się tego spodziewać, Byakuya nie lubił spontanicznych akcji, a przeskoczenie procedur wydawało mu się wręcz aktem zaprowadzenia chaosu w szeregi Oddziałów. Mimo wszystko zgodził się, aczkolwiek niechętnie, i Rose miał wrażenie, że nie bardzo chciał się żegnać ze swoją niezawodną Trzecią Oficer. Nie zapytał jednak o szczegóły całego zamieszania w Rukongai, choć równie dobrze nie sprawiał takich problemów tylko ze względu na to, że Otoribashi należał do starszego pokolenia kapitanów, choć dla niewielu to obecnie cokolwiek znaczyło. Porzucił jednak próbę zrozumienia arystokraty skupiony na zapewnieniu Corrien wsparcia w poszukiwaniach córki. Tylko to się teraz liczyło.