Uśmiech towarzyszył jej zawsze, tak mówili wszyscy, którzy mieli okazję poznać ją bliżej. Była z tego dumna, bo dzięki temu potrafiła poprawić humory najgorszym maruderom w swoim otoczeniu. Zresztą na wszystkich zdjęciach widniał jej radosny, promienny uśmiech. Była szczęśliwa i chciała tym szczęściem zarażać innych.
Gdy poprzedniego wieczoru Shuuhei stwierdził, że pomimo tego, co ich spotkało, nadal potrafi się uśmiechać, wzruszyła tylko ramionami. Nie potrafiła przyznać, że robi to tylko ze względu na ludzi dookoła, by nie być zmartwieniem. Uśmiech stał się maską, tarczą przed współczuciem i litością. I tak nie rozumieli, z czym się zmagała, opłakali już przyjaciela i wrócili do normalnego życia. Tylko ona nie mogła się pozbierać i od pół roku stała w miejscu.
Teraz też o tym myślała nad kolorowym drinkiem w barze Shinjiego. Było jeszcze wcześnie, czekali na kilka osób, ale to nie przeszkadzało Hirako postawić przyjaciołom czegoś dobrego na koszt firmy. Przynajmniej miał czas, żeby z nimi pogadać, skoro im później, tym więcej roboty go czekało.
Corrie nie bardzo miała ochotę na to wyjście, ale Rangiku nie dałaby jej żyć, gdyby się nie pojawiła. Przez pierwsze miesiące po tamtym wieczorze obchodzili się z nią jak z jajkiem i do niczego nie zmuszali. Mogła siedzieć tygodniami pod kocem w dresie i z rozczochranymi włosami, zapominając o kolorowych wstążkach, które tak kochała. Zresztą Rangiku i Momo spędzały z nią dużą część tego czasu, nic nie mówiąc. Dopiero od niedawna, widząc jej uśmiech, wszyscy stwierdzili, że czas ruszyć z miejsca, zacząć wychodzić do ludzi. Gdy nie chciała, Rangiku wyciągała ją niemal siłą, bo przecież „Izuru chciałby, żeby była szczęśliwa". Bez niego już nigdy nie będzie.
Jej telefon drgnął na blacie stolika, przy którym siedzieli. Bez entuzjazmu odblokowała ekran, sądząc, że to znowu jakaś oferta operatora. „Jeśli nie masz dziś żadnych planów, zapraszam na kawę. Shuuhei" – brzmiała wiadomość. Uśmiechnęła się, bo nie sądziła, że brunet spełni obietnicę. Niby przestał być taki spięty w jej towarzystwie, ale podejrzewała, że nadal gryzie się tą „napaścią", do której sama doprowadziła. Od tamtego momentu nadal krążył jej po głowie, choć nie do końca rozumiała, dlaczego. Może po tamtej nocy rzeczywiście stała się wariatką, choć póki co nikt tego nie spostrzegł.
„Co prawda jestem ze znajomymi, ale jakoś nie mam ochoty na picie, więc chętnie" – odpisała.
„Nie będą mieli nic przeciwko?"
„Sami chcieli, żebym wychodziła do ludzi."
„Jesteś pewna, że o to im chodziło?"
„Mniej więcej. To jak?"
Przez dłuższą chwilę nie odpisywał, więc sądziła, że się rozmyślił. Przez myśl przeszło jej, żeby zaprosić go do Sakanae, ale to nie był najlepszy moment. Sama nie czułaby się tu zbyt bezpiecznie, gdyby nie to, że bar należał do Shinjiego, który miał tu absolutną kontrolę.
„To gdzie się spotkamy?" – brzmiała kolejna wiadomość.
– Corrie, ty nas w ogóle nie słuchasz. – Hirako uwiesił się dziewczynie na ramionach, próbując zajrzeć w telefon, ten jednak zgasł szybciej, niż sądził. – Z kim tak namiętnie piszesz?
– Ze znajomym – mruknęła. – Zejdź ze mnie, Shinji. Wiesz, że tego nie lubię.
– Za to zwróciło twoją uwagę – odparł, prostując się. – Co to za znajomy? Znamy go?
– Nie – odparła, krzywiąc się na wścibstwo przyjaciela.
Oczywiście wiedziała, że przesłuchanie motywowała troska. Pół roku to trochę mało, by zaleczyć rany i poradzić sobie z traumą, więc najbliżsi starali się ją chronić. Wątpiła, by z entuzjazmem przyjęli informację, że właśnie umówiła się na kawę z facetem, który rzucił się na nią z nożem w parku, gdy nieopatrznie chciała go wyrwać z koszmaru, który go opętał. Mogłaby ich okłamać, ale nie chciała kłopotów, które na pewno z tego wynikną.
– Opowiedz o nim – zaproponował Shinji. – Albo najlepiej zaproś do nas, chętnie go poznamy.
– Może innym razem – odparła.
– No wiesz, a jak to nieodpowiedni facet dla ciebie?
Corrie się skrzywiła.
– To tylko znajomy. Nie wyciągaj pochopnych wniosków, Shinji.
To trochę ją zdenerwowało, bo nie patrzyła w tym kontekście na Shuuheia. Owszem, był przystojny, ale Corrie daleko było do myślenia o kolejnym związku. Jakimkolwiek związku.
Hirako wyszczerzył zęby, jakby nic sobie nie robiąc z zagniewanego spojrzenia dziewczyny.
– I tak prędzej czy później go obczaimy – uznał.
– Skończ, Shinji.
„Wybacz, musieliśmy coś obgadać. Znasz bar Sakanae? Spotkajmy się pod nim" – odpisała Shuuheiowi.
Wiedziała, że tym samym naraża go na spotkanie z jej przyjaciółmi, ale zaczynało być ciemno i nie chciała sama wychodzić.
„Będę za 20 minut."
„Czekam."
– Idę z nim na kawę – oznajmiła przyjaciołom.
– Z tym znajomym? – zapytała Rangiku, obserwując ją uważnie. – Nie za późno? Niedługo się ściemni.
– Przyjedzie po mnie.
– Nie tylko o to mi chodzi. Corrie, boisz się ciemności. Co jeśli spanikujesz? On w ogóle o tym wie?
Uśmiechnęła się promiennie.
– Nic mi nie będzie, Rangiku.
Matsumoto nie była przekonana, ale chciała też, żeby Corrie uporała się ze wszystkimi traumami, które ciążyły na niej przez ostatnie pół roku. I tak było już dużo lepiej, dziewczyna odzyskała blask, ale zdarzały się jeszcze epizody, których przyjaciele byli świadkami.
Dwadzieścia minut później Corrie dostała wiadomość, że Shuuhei czeka przed wejściem, więc pożegnała się z przyjaciółmi i wyszła z Sakanae. Uśmiechnęła się na jego widok. Wyglądał lepiej niż w czasie ostatnich spotkań – pod szarą bluzą dostrzegła koszulkę z logiem jakiegoś zespołu w niewielkim fragmencie przysłonięte przez nieśmiertelniki, bojówki wrzucił w cholewki wysokich butów, a niesforną czuprynę wreszcie ujarzmił. Odwzajemnił lekko uśmiech.
– To było długie dwadzieścia minut – powiedziała. – Chociaż autobusy w tę stronę kursują dość często.
– Szedłem pieszo – odparł z zakłopotaniem. – Nie przepadam za środkami transportu.
– W porządku – odpowiedziała z uśmiechem. – To dokąd mnie zabierasz?
– Obawiam się, że nie będzie to nic szczególnego. Zupełnie się nie orientuję w tych klimatach, więc czeka nas kawa z sieciówki – przyznał.
Zachichotała, choć nie było w tym kpiny. Doceniła gest, że w ogóle próbował jakoś ogarnąć to spotkanie. Przez moment chciała coś zaproponować, ale stwierdziła, że nie będzie niweczyć jego wysiłków, choć kusiło, by rzucić kilkoma propozycjami.
– Trochę się tu zmieniło od mojego powrotu – dodał, jakby się usprawiedliwiał. – A i dawno nie wychodziłem ze znajomymi.
– Nie musisz się tłumaczyć, Shuuhei. Co prawda zwykle gardzę sieciówkami, ale raz mnie nie zabije – odparła. – Cieszę się, że do mnie napisałeś.
– Na pewno? Nie wolisz zostać z nimi?
– Nie jestem w nastroju na alkohol, a nie wypadało mi odmówić wyjścia. Nie chcą, żebym się izolowała.
– Izolacja to nie jest najlepszy pomysł – stwierdził z odrobiną autoironii. – Masz dobrych przyjaciół.
Kiwnęła tylko głową, nie wiedząc, czy powinna dzielić się tą myślą z Shuuheiem. Trochę się jej wstydziła, a on był obcy. Co by o niej sądził po takim wyzwaniu?
– A ty? – zapytała. – Masz jakiś przyjaciół?
Wiedziała, że to ryzykowne, ale zanim się powstrzymała, słowa same opuściły jej usta. Ten nawyk nieraz narobił jej problemów, a nie potrafiła się go pozbyć.
– Odciąłem się od nich po powrocie – przyznał ze wstydem. – Próbowali mnie pocieszyć, ściągnąć z powrotem do normalności, ale nie chciałem ich słuchać.
Pokiwała głową ze zrozumieniem. Nie pytała o szczegóły, nie chciała być wścibska. Zresztą pewnie sama by tak zrobiła, gdyby w tamtej chwili miała na to więcej siły. Gdyby nie była tak obojętna na otoczenie.
Milczeli przez resztę drogi, choć nie była to męcząca cisza. Czuli się z tym dobrze, nikt nie zmuszał ich do mówienia i udawania, że wszystko w porządku.
Kawiarnia wciśnięta była pomiędzy jakiś butik a sklep z tytoniem, do tego wąska, klaustrofobiczna wręcz, ale pusta o tej porze. Z głośników leciała popularna muzyka, a baristka odłożyła telefon, gdy zbliżyli się do lady.
Corrie obserwowała ulicę za szybą, na moment się wyłączając, dlatego drgnęła, gdy Shuuhei usiadł obok, stawiając wcześniej kubki przed nimi.
– Wybacz, nie chciałem cię wystraszyć.
– To ja się zamyśliłam – odparła, uśmiechając się lekko. – Tak czasami mam.
– Każdy tak czasami ma – stwierdził. – Czasami to lepsze niż rzeczywistość.
Nie mogła się nie zgodzić. Wciąż uciekała myślami do przeszłości, wystarczył szczegół, żeby wróciły wspomnienia, od których nie potrafiła się uwolnić.
– Nocą zawsze się więcej myśli – powiedziała tylko.
– Nocą budzą się demony – odparł. – Ale chyba szerzę ponuractwo – dodał zaraz z niemrawym uśmiechem.
Corrie upiła łyk karmelowej latte i spojrzała znów przez szybę. Latarnie rozświetliły nadchodzący zmierzch, nikt nie zwracał na to zbytnio uwagi, zatapiając się we własnych sprawach.
– Chyba nie jestem dziś zbyt dobrą towarzyszką – stwierdziła.
– Nie szkodzi. Jeśli masz ochotę, możemy milczeć – odparł. – Nie ma po co się zmuszać.
Tak naprawdę nie miał pojęcia, co powinien powiedzieć, o czym z nią rozmawiać, a o przeszłości nie chciał. Nie czuł się gotowy na takie zwierzenia, zwłaszcza nie w kawiarni, w której usłyszałby to ktoś postronny. Szukanie wspólnych tematów też byłoby trudne, bo od miesięcy niczym się nie interesował. Może to spotkanie było błędem, a on się tylko wygłupił?
Corrie uśmiechnęła się tylko, obserwując go kątem oka. Domyślała się, jakie myśli nim targają, nieraz miała podobnie, choć dla niej los był chyba łaskawszy, gdy już odebrał jej wszystko, co najcenniejsze. Może się myliła, lecz naprawdę doceniała fakt, że tak się starał.
Milczeli, popijając kawę. Od czasu do czasu Corrie widziała w odbiciu na szybie spojrzenie baristki. Dziewczyna z pewnością była zaciekawiona, czemu nie słyszy nawet strzępów rozmowy, do tego Shuuhei z pewnością wpadł jej w oko. Powierzchowna fascynacja, do której Corrie nie potrafiła wrócić po tym wszystkim i tylko spojrzenie obcej baristki przypominało, że przecież jej towarzysz przyciąga niewieście spojrzenia.
– Coś nie tak? – zapytał Shuuhei, gdy po raz kolejny zauważył rozbawiony uśmiech. – Zrobiłem coś głupiego?
Pokręciła głową i upiła ostatni, chłodny już łyk kawy.
– Podobasz się jej – odparła cicho, nieznacznie wskazując na baristkę.
Wzruszył ramionami. Nie był zainteresowany nową znajomością. Nie taką, do tego wątpił, że potrwałaby dłużej niż kilka minut, po których dziewczyna zorientowałaby się, że jej obecny obiekt westchnień jest zbyt problematyczny.
Corrie teatralnie wygięła usta w podkuwkę.
– No wiesz, oczekiwałem innej reakcji – poskarżyła się.
– Pewnie chodzi o tatuaż – mruknął. – A ja gustuję w innych rozrywkach. – Corrie rzuciła mu pytające spojrzenie. – No dobra, w żadnych. Rozgryzłaś mnie – dodał, unosząc ręce w geście poddania.
Na to Corrie wybuchła śmiechem i Shuuhei zaraz jej zawtórował, choć sam się nie spodziewał po sobie takiej reakcji. Nie pamiętał, kiedy ostatnio śmiał się tak szczerze i beztrosko. Nie rozumiał, jak Corrie to robi, że sprawia, że świat znów nabiera kolorów. Czerń, czerwień i szarość ustąpiły feerii barw, o których niemal zapomniał. Nie miał nic przeciwko, choć wciąż czuł głupi strach, że to zbyt piękne, by mógł znowu żyć normalnie.
– Wracamy? – zapytał, gdy śmiech ucichł.
Kiwnęła głową. Odnieśli kubki i wyszli, Corrie widziała zawiedzione spojrzenie baristki, która niedługo zapomni o kliencie z charakterystycznym tatuażem na policzku. Nim jednak podzieliła się tym spostrzeżeniem z Shuuheiem, dostrzegła nadchodzącą grupkę mężczyzn i z ukłuciem paniki cofnęła się o pół kroku.
– Corrie?
Spojrzała na zaniepokojonego jej zachowaniem Shuuheia, który dostrzegł już, że coś jest nie tak. Rozejrzał się szybko, czujnie, po żołniersku i wrócił z całą uwagą do dziewczyny. Przymknęła na moment oczy, karcąc się w myślach, ale powtarzanie, że to się znowu nie zdarzy, nie pomagało.
– Co się dzieje?
Grupka poszła w swoją stronę, nawet nie zwracając na nich uwagi. Shuuhei uniósł dłoń, ale powstrzymał się przed dotknięciem dziewczyny, która powoli uspokajała oddech, wpatrując się w niego uparcie jak w ostatnią deskę ratunku.
– Wybacz – odezwała się w końcu, maskując swój stan niepewnym jeszcze uśmiechem. – Miasto wieczorową porą potrafi przerażać.
Nie musiała mówić nic więcej. Przytulił ją delikatnym, ostrożnym wręcz gestem, znowu czując gniew na tych, którzy sprawili, że Corrie musi to przeżywać raz po raz.
Nie odwzajemniła uścisku, ale też nie zareagowała w żaden sposób negatywnie. Odsunął się, czując się nieco głupio, w końcu słabo się znali, a pozwolił sobie na tak poufały gest.
– Przepraszam, ja...
– W porządku. – Uśmiechnęła się już normalnie. – Dziękuję. Gdybym była sama, pewnie narobiłabym niepotrzebnego rabanu.
– Każdy ma jakieś lęki – odparł już spokojnie. – A ja też mogłem cię nie ciągać wieczorami po kawiarniach jak ostatni dureń. Ostatnimi czasy myślenie nie jest moją mocną stroną – odparł z autoironią.
– Cieszę się, że poszliśmy na tę kawę – odpowiedziała. – Nawet jeśli to nie jest moja ulubiona pora dnia.
– Jesteś pewna?
Kiwnęła z uśmiechem głową. Widocznie się już rozluźniła, choć nadal pozostawała w jej spojrzeniu doza nieufności wobec otoczenia. Shuuhei mógł jej tylko zazdrościć uporu, z jakim walczy ze swoimi traumami. On sam nie potrafił zdobyć się nawet na odrobinę takiego wysiłku.
– Chodź, odprowadzę cię do domu – powiedział tylko. – Chyba że chcesz wrócić autobusem.
Nie był pewny, czy dałby radę do niego wsiąść bez ataku paranoi, ale nie chciał jej bardziej stresować. Wystarczy, że jedno z nich było bezpowrotnie popsute.
– Nie, możemy się przejść – odparła. – Może na nowo polubię wieczorne spacery.
Shuuhei nie rozumiał, skąd w niej tyle samozaparcia i nadziei na przyszłość, bo inaczej nie potrafił tego nazwać. Corrie w jego oczach błyszczała jasnym blaskiem i nie chciał, by cokolwiek go zaciemniło.
