Koniec opowieści

Stąd było widać niemal całe Seireitei. To miejsce było ważne. Nie tylko dla nich, ale to właśnie tutaj ją znalazł. Nigdy nie miał z tym większych problemów, a i ona niespecjalnie się przed nim kryła. Długi, brązowy warkocz opadał luźno na plecy, zieloną katanę dostrzegł wśród trawy po jej lewej stronie. Obserwowała niebo w całkowitym rozluźnieniu.

– Już po ceremonii? – zapytała, nie odwracając się.

– Tak.

– Jako nowa kapitan Kuchiki?

– Całkiem nieźle, choć nie ominął jej docinek ze strony Abaraia-kuna.

– Ten mój porucznik nigdy nie nauczy się ogłady. – Westchnęła. – Że też kapitan przyjął go do rodziny.

Zaśmiał się krótko, po czym położył z głową na jej kolanach. Uśmiechnęła się do niego. W jej zielonych oczach tańczyły iskierki szczęścia, które tak kochał. Z przyjemnością dotknął miękkiego policzka ukochanej.

– Trudno uwierzyć, że to już dziesięć lat – powiedziała. – Trochę rzeczy się zmieniło.

– Żałujesz? – zapytał.

– Czego?

– Czegokolwiek z tych dziesięciu lat. Też mogłaś zostać kapitanem.

– Tak jest dobrze. – Uśmiechnęła się. – Zresztą wiesz, jak to jest z Yukikaze. Niby odsłoniła bankai, ale wciąż coś ukrywa i nie chce się podzielić. Mała zołza.

– Cieszę się, że nie ma powodu, by zdradzać ci reszty swoich umiejętności – stwierdził.

– Na razie i tak będę musiała skupić na innych obowiązkach.

Spojrzał na nią z niezrozumieniem. Czyżby o czymś mu nie powiedziała?

Z uśmiechem na ustach położyła dłoń na brzuchu.

– Żartujesz?

– Nie. – Zaśmiała się. – Tym razem nabroiłeś.

Nie wiedział, co powiedzieć. Rzeczywiście od jakiegoś czasu promieniała, ale nie sądził, że to jest tego przyczyną. Nie zauważył niczego, co by mu to zasugerowało.

Pochyliła się nad nim i pocałowała go lekko.

– Zostaniesz ojcem, Izuru – oznajmiła pogodnie.

– Rozmawiałaś już z kapitanem Kuchikim?

– Zamierzam powiedzieć mu jutro. Chciałam, żebyś dowiedział się pierwszy. Inaczej mój nierozgarnięty porucznik zepsułby niespodziankę. Nie martw się, kapitan przykuje mnie do biurka i nie pozwoli wyściubiać nosa poza Oddział. Nie pamiętasz, jak było z Rukią?

Oboje poczuli rozbawienie na wspomnienie zachowania Byakuyi, gdy dowiedział się o ciąży siostry. Nie dziwiło więc nikogo, że tytuł kapitana młodsza Kuchiki przyjęła dopiero teraz.

– Wiesz, że chcę dla ciebie jak najlepiej.

– Więc nigdy więcej mnie nie zostawiaj – powtórzyła po raz kolejny.

Kira wiedział, że wciąż się tego boi. Że zamknie oczy, a on zniknie, jakby rzeczywiście nie przeżył tamtej wojny. Nie chciał jej już nigdy widzieć tak zapłakanej jak tamtego dnia.

Nim odpowiedział, na wzgórzu znaleźli się ich przyjaciele.

– Zawsze musicie się szlajać po jakiś ostępach, zakochańce.

– Masz z tym jakiś problem, panie „mam bankai, ale nikt go nie widział"? – zapytała Corrie z cwanym uśmiechem na ustach.

– No następna – prychnął Hisagi. – Może zajmij się swoim małżeństwem, co?

– Moje małżeństwo ma się dobrze. – Wystawiła mu język. – Ale dzięki za troskę.

– Ty mnie naprawdę kiedyś popamiętasz – ostrzegł.

– Nie groź mojej żonie, Hisagi-san – odezwał się spokojnie Kira. – Nie chciałbym musieć zareagować.

– Z wami...

Porozsiadali się na trawie, zupełnie nie zważając na to, że może para chciałaby jeszcze trochę czasu spędzić we własnym towarzystwie. Nie było to nic nowego.

– A gdzie Abaraie? – zapytała Corrie.

– W Świecie Żywych – odparł Ikkaku. – Mieli odwiedzić Ichigo.

– A no tak – przyznała. – Renji coś wspominał, że biorą Ichikę do Kurosakich. Biedni ludzie.

Ikkaku hojnie rozlał sake do przyniesionych czarek. Od razu dostrzegł, że Corrie swojej nie tknęła, co było nieco dziwne. Nigdy w kompanii nie odmawiała alkoholu.

– A ty co? Chora? – zapytał.

– Wręcz przeciwnie. – Zaśmiała się. – Według Isane tryskam zdrowiem.

– To co ci nasza sake nie smakuje?

Dotknęła karku w rozbawieniu. Nie było sensu tego ukrywać, bo i tak niebawem się dowiedzą. A czy nie był to dobry moment, by podzielić się radością z bliskimi im ludźmi?

– Nic z tych rzeczy, Ikkaku. Po prostu alkohol jest niewskazany w moim stanie.

– To znaczy, że... – zaczęła Matsumoto.

– Tak, Rangiku-san. Spodziewamy się z Izuru dziecka.

– Gratulacje!

– Najwyższy czas po trzech latach małżeństwa.

– W końcu Kira się spisał.

Takim gratulacjom nie było końca, a i kilka toastów za małego Kirę nie omieszkali wypić. Izuru co prawda był nieco zakłopotany ich treścią. Jeszcze do niego nie dotarło, że zostanie ojcem, ale przyszłość wydawała się dużo ciekawsza niż jeszcze kilka lat temu. Najważniejsze, że miał u boku kobietę swojego życia i przyjaciół, z którymi cieszyli się tymi spokojnymi dniami. I oby nie skończyły się nigdy.