Wiesz, Izuru, nie znoszę zimna. To zabawne, bo przecież Yukikaze jest zimnym, wolnym wiatrem. Od lar się ze mnie śmiejecie z tego powodu, choć nikt nie zna przyczyny. I ja sama jej nie znałam przez długi czas, nie zorientowałam się, że to takie proste.

Nienawidzę zimna, bo takie było moje dzieciństwo. Zimne, pozbawione uczuć i normalności. Wychował mnie Dwór Wiatru, wiem, ta nazwa nic ci nie mówi. Wygnane Rody? Tak, to pewnie obiło ci się o uszy. Ci, co przegrali wojnę i za karę musieli opuścić białe mury Seireitei, nawet gorzej, bo w Rukongai też nie pozwolono im zostać. Mieli zginąć na pustyni, przetrwali. Jestem ich potomkinią, choć nie czuję urazy do shinigami.

Nie pamiętam twarzy matki. Ojca słabo, widywałam go rzadko, gdy sprawdzał moje postępy. Kojarzy mi się tylko z surowością i pogardą, którą do mnie żywił. Nigdy nie usłyszałam ani jednego dobrego słowa z jego ust. Nawet zalążka pochwały. Nigdy nie byłam wystarczająco dobra w jego mniemaniu. Może to uczyniło mnie tchórzem?

Wychowywała mnie zrzędliwa ciotka. Midori była siostrą mej matki, ale nie wiem, czy były podobne. Midori też miała dla mnie tylko pogardę i surowość. Wiecznie mnie poprawiała, miałam być idealna w każdym calu, a gdy się to nie udało, karała mnie.

Pamiętam dobrze, jak w środku zimy wypędziła mnie na dwór w jednej tylko cienkiej szacie. Pomyliłam się, gdy powtarzałam historię Dworu. Padał śnieg i było bardzo zimno. To wtedy znienawidziłam zimno, choć nie uświadomiłam sobie tego od razu. Nienawidzę go do dzisiaj i gdy nadchodzi jesień, nie rozstaję się z kocem. Twoje ciepłe ramiona nie zawsze mogą być dostępne. Tak już jest.

Moje dzieciństwo było zimne, lecz zawsze wydawało mi się, że tak właśnie miało być. Nie miałam porównania, bo i skąd? Nie wiedziałam nawet, jak zostaje wychowywany mój młodszy brat – widziałam go może dwa razy na oczy. Miałam określoną funkcję do spełnienia, więc wszystko inne powinno być temu podległe, choć to trochę bolało, gdy za murami rezydencji słyszałam beztroski śmiech innych panien w moim wieku. Jednak to wszystko wydawało mi się całkiem normalne. Do czasu. Porzuciłam obowiązki wobec rodu, zrzekłam się przynależności do Dworu Wiatru i odeszłam. Uciekłam przed smutnym, zimnym przeznaczeniem, które mnie tam czekało.

W Rukongai żyje się całkiem inaczej. Wiem, dla ciebie jest to dość obce miejsce, znasz je z patroli, misji i tych nielicznych wycieczek, które sobie urządzaliśmy. Częściej jednak miałeś okazję widzieć te bardziej zadbane okręgi. To nic złego, nie musi być ci z tego powodu przykro czy niezręcznie, choć pewnie pomimo moich słów i tak się poczujesz, jakby to było coś złego. Cały ty.

Nim osiadłam w siódmym okręgu Wschodniego Rukongai, widziałam wystarczająco dużo dzieciaków, żeby zrozumieć, czym w rzeczywistości jest dzieciństwo, co inni nazywają dzieciństwem. Zresztą rodzina Kurenai jest tego doskonałym przykładem. Tak roześmianych dzieciaków nigdy wcześniej nie widziałam. Dzieci takie powinny być – roześmiane i beztroskie.

Taka była Yachiru. Tęsknię za nią i wciąż nie mogę się przyzwyczaić do Ikkaku w roli porucznika Jedenastki. Mam wrażenie, że czegoś brakuje, łapię się na tym, że czekam, aż Yachiru wskoczy przez otwarte okno biura z radosnym „Byakushi" na ustach. Ciekawe, czy kapitan też za nią tęskni.

Wiesz, Izuru, chciałabym, aby nasze dziecko miało normalne dzieciństwo. By dużo się śmiało i było szczęśliwe. Myślisz, że możemy mu to zapewnić? Tak bardzo bym tego chciała, choć nieco się obawiam. Nie lubię tego strachu, minęło już dziesięć lat od tamtej wojny, a ja wciąż się boję. Nie potrafię pozbyć się obawy, że pewnego dnia obudzę się sama. Bez ciebie, bez pierścienia na palcu, a jedynie z szarym nagrobkiem na cmentarzu i pustką w udręczonej duszy. Nie chcę już czuć tego przeraźliwego zimna, które opadło na mnie tamtego dnia, gdy niemal zawalił mi się świat.


Kira otworzył sennie oczy i odwrócił się do żony, chcąc ją objąć. Z zaskoczeniem przyjął, że kobieta siedzi obok i na niego spogląda.

– Czemu ty nie śpisz, Corrie? – zapytał. – Stało się coś?

Uśmiechnęła się łagodnie i z czułością przeczesała mu grzywkę opadającą na twarz. Myśli o dzieciństwie zniknęły razem z niepokojem, pozostała jedynie miłość.

– Wszystko w porządku. Właśnie się kładłam – odparła.

Nie do końca uwierzył, ale nic nie powiedział, gdy ułożyła się z głową na jego ramieniu. Z czułością pogłaskał zaokrąglający się z każdym dniem coraz bardziej brzuch. Nadal nie mógł uwierzyć, że zostaną rodzicami, ale już kochał to maleństwo równie mocno co jego matkę. I przenigdy nie chciał ich zostawiać.

– Ciepło – mruknęła Corrie.

– Zachowujesz się dziwnie. – Westchnął. – Na pewno wszystko w porządku?

– Tak, teraz już tak. Nie musisz się martwić, Izuru.

– No dobrze, ale śpij już.

Uśmiechnęła się i wtuliła mocniej w męża. Nie zamierzała mu zdradzać swoich wątpliwości, nie potrzebowali kolejnych zmartwień. Zresztą to już nie miało znaczenia, nie teraz, gdy Kira obejmował ją mocno i spał tak spokojnie. Nareszcie czuła ciepło.