Przepraszam że tak długo trzeba było czekać na ten rozdział, ale miałem straszne urwanie głowy oraz cierpiałem na brak weny. Życzę przyjemnego czytania oraz Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku.


Rozdział 8

Dzieciństwo część IV

"Przyjaźń i wierności są bezcennymi rzeczami w czasach ciągłych niepokojów. Nie każdy może zrozumieć ich istotę, jedynie ogar mabarii może pojąć przyjaźń i wierność w pełnym zrozumieniu tych słów."

- Wielki Generał Gawen Lansterck o przyjaźni i wierności.

Trening Poranny

Dzień po chrzcinach na placu treningowym w Twierdzy Czuwania młody Artur ćwiczy technikę walki zwaną "Mabar" pod czujnym okiem sir Ryszarda Yorka. Młody panicz był odziany w brązową skórzaną zbroję treningową, rękawice i buty z tego samego materiału. Natomiast drewniany miecz i mała drewniana tarcza służyło mu jako uzbrojenie. Dziewięcioletni "Cousland" przyjął pozycję wyjściową, lewą nogą ugięta zaś prawa w tyle wyprostowana pod kątem czterdzieści pięć stopni gotowa do zrobienia kroku w przód, lewą ręką zgięta pod kątem czterdzieści pięć stopni z tarczą gotową do odbicia ciosu, ostrze z boku skierowane ku ziemi. Przeciwnikiem młodego panicza miał być młody paź imieniem Roderic Gilmore, który był siostrzeńcem dowódcy rycerzy sir Rolanda. Chłopiec miał rude włosy, prosty poziomy nos, zielone oczy i kwadratową twarz. Wyposażony w podobne uzbrojenie co jego sparingpartner za wyjątkiem tarczy, która miała trójkątny kształt. Gilmore przyjął pozycję tarana, w której obie nogi były ugięte tarcza z przodu zasłaniając korpus wojownika, a miecz na wysokości brzucha.

Sir Ryszard stał patrząc uważnie na obu chłopców, którzy mierzyli się wzrokiem kiwnął głową widząc, że wszystko jest w porządku dając sygnał - Zaczynajcie.

Chłopcy ruszyli na siebie.

Roderic próbował uderzyć tarczą młodego "Couslanda", lecz się przeliczył. Artur zbił cios swoją tarczą przechodząc za plecy przeciwnika i od razu wykonał udane cięcie mieczem w plecy pazia. Gilmore poczuł silne uderzenie w plecy i padł na kolana trochę oszołomiony skutecznym atakiem. "Niech to szlak, ten paniczyk jest silny." pomyślał ze frustracją. Wtedy na Białowłosy "Cousland" z silnym impetem przeprowadził natarcie na rudowłosego chłopca. Roderic zauważył to i szybko powstał i zasłonił się tarczą przyjmując pozycję "Muru". Artur najpierw zadał prawe cięcie z góry, potem uderzył mocno tarczą jak pięścią, następnie wyprowadził wypad mocnym pchnięciem, co odepchnęło pazia do tyłu, później wykonał mocne dolne lewe skośne cięcie, które sprawiło że jego przeciwnik obrócił się do niego plecami, a dzięki temu wykonał pchnięcie z wyskoku trafiając centralnie w krzyże sparingpartnera, który wylądował twarzą w błocie. Ryszard pokiwał głową z lekkim zadowoleniem na twarzy i zaczął iść w stronę obu chłopców powolnym krokiem. Młody panicz podszedł do Rodericka by pomóc mu wstać.

Kiedy już znalazł się przy nim podał mu pomocną dłoń i powiedział z szacunkiem - Świetna obrona Rodi, musiałem się nieźle napracować by ją przełamać.

- Dziękuję mój panie za ten komplement. - odpowiedział Gilmore przyjmując pomoc i stając na równych nogach.

- To nie komplet tylko fakt. - oznajmił poważnie Artur patrząc paziowie prosto w oczy.

- W takim razie to dla mnie zaszczyt. - odparł Roderic z ukłonem w stronę "Couslanda".

- Dość słodzenia sobie szczeniaki. - stwierdził sir Ryszard podchodząc do obu swych uczniów i dodał poważnym głosem - Było nieźle jak na żółtodziobów, lecz przed wami jeszcze długa droga.

- Rozumiem sir. - przytaknął Gilmore.

- Nic nie rozumiesz młokosie, bo gdybyś rozumiał to nie popełniłbyś takich podstawowych blędów! - uniósł się rycerz.

- Więc co mamy do poprawy? - zapytał rzeczowo Artur.

- Wszystko. - odpowiedział surowo sir York.

Kontynuował stanowczo po głębokim oddechu - Zaczniemy od podstaw, czyli przećwiczymy wszystkie pięć technik, każdą po dziesięć razy by weszła wam w krew. Nie przyjmuję żadnych sprzeciwów każdy kto chce protestować trafi pod skrzydła się Cedrica Blacka.

Chłopiec spojżeli na siebie i przełkneli ślinę na myśli że będę musieli trenować pod się Blackiem. Ryszard widząc zdenerwowanie chlopców odwrócił się i zaczą wracać na swoje miejsce skąd będzie wydawać komendy. Tymczasem Roderic powiedział do Artura - Dobrze że nie kazał nam zakładać ciężarków.

- A właśnie sobie przypomniałem załóżcie ciężarki na nogi i ręce. - polecił Ryszard odwracając w ich stronę glowę i się uśmiechając.

- No i po co się odzywałeś. - powiedział z irytajcą "Cousland" trzepiąc paIa w głowę.

Obaj chłopcy podeszli do stołu napili się wody zdjęli swoje zwykle rękawice ochronne i wzieli czerwone skórzane rękawice, które miały w śroku wszyte cięzkie metalowe małe sztabki. Tak samo było z nagolenikami. Gilmore był lekko zdenerwany, że ich mentor jest dla nich tak ostry - Co jest z nim nie tak?

- Nic poprostu stara się nas nauczyć wytrzymałości i tego byśmy mieli zmęczenie za nic. - odpowiedział mu spokojnie Artur.

Roderic tylko ciężko westchnął, poczym ruszył razem z białowłosym "Couslandem" na środek pola treningowego.

Kiedy już się na nim znaleźli sir Ryszard wydał głośne polecenie - Dobra szczeniaki, technika "Muru" na początek. Garda!

Obaj chłopcy przyjęli pozycję "Muru" czyli lewa noga z przodu, prawa z tyłu pod kątem trzydziestu stopni, tarcza zaslaniająca tors, miecz zaś wycelowany w stronę przeciwnika lecz trzymany przy twarzy, a nawet oparty w górną krawędź tarczy. Czekali spokojnie na komende równo oddychając. Ryszard widział to i glośno krzyknął - Sekwencja pierwsza!

Artur oraz Roderic zaczęli ją wykonywać starając się zachować płynność ruchów. Pierwsze było cięcie z góry, potem blok, a na końcu pchnięcie i powrócili do gardy

Sir York kiwną glową i wydał glośno kolejne polecenie - Sekwencja druga!

Chłopcy wykonali cięcie z góry, blok, prawe dolne cięcie i zasłonę mieczem. Wszystkie ruchy zrobili poprawnie co ucieszyło trenującego ich rycerza, który z lekkim uśmiechem kiwał glową.

Późnie nastąpila kolejna komenda - Sekwencja trzecia!

Artur i Roderic wykonali cios tarczą, pchnięcie z góry, cięcie z prawej strony, blok, klęk i pchnięcie w krtań. Paź miał lekkie opóźnienie z ostatnim ruchem lecz wszystko inne wykonał bezbłędnie. Artur natomiast zrobił wszystko perfekcyjnie na co sir York kiwnął głową z aprobatą.

Kolejne dwie sekcje cię wykonali bezbłędnie teraz przyszedł czas na drugą technikę i był to "Taran". Młody "Cousland" wiedział, że jest to styl ofensywno-defensywny i polega na wyczuciu odpowiedniego momentu do wyprowadzenia kontry.

Sir Ryszard wydał głośne polecenie - Taran! Garda! Sekwencja pierwsza!

Obaj chłopcy przyjęli Gardę "Tarany", tarcza z przodu, a miecz na wysokości bioder gotowy do zadania groźnego pchnięcia. Zaczęli od szarży, później wykonywali Ciosy tarczą, pchnięcia, bloki, cięcie skośne. Wszystko wyglądało dobrze ruchy były bez zarzutu, Ryszard pokiwał głową z uśmiechem na twarzy.

Rycerz potem podyktował stanowczym głosem kolejną komendę - Sekwencja druga!

Młodzi uczniów zaczęli wykonywać, trzy ciosy tarczą, cięcie górne, kopniaka, pchnięcie. Tu też wszystko było bez zarzutu "Ci dwaj mogą być naprawdę wielkimi wojownikami tego wieku, oczywiście jeśli zostaną odpowiednio wytrenowani." sir York pomyślał.

Sir Ryszard wypowiedział następną komendę, tym samym tonem co wcześniej - Sekwencja trzecia!

Chłopcy zaczęli od pchnięcia, potem zrobili blok, cięcie z prawego boku, pchnięcie, odskok. Oboje czuli lekkie zmęczenie ale wiedzieli że lepiej nie narzekać gdyż trenujący ich rycerz nie za bardzo lubił sprzeciwy.

Sir York wydał rozkaz kolejnej komendy - Sekwencja czwarta!

Artur i Roderic wykonali 3x bloki, cięcie lewe dolne, cios tarczą, dobicie.

Jednak gdy skończyli z ust rycerza padła kolejną komenda - Sekwencja piąta!

Obaj chłopcy zaczęli od dwóch pchnięć, potem odskok, trzy bloki, na koniec wyprowadzili szybkie pchnięcie w krtań. Ryszard pokiwał głową uśmiechając, nagle dołączył do niego sir Roland mówiąc - Całkiem nieźle widać że nasz młody panicz robi postępy.

- Nie tylko on dobrze sobie radzi. Roderic teraz ma duży talent coś czuję że obaj chłopcy mogą stać się najlepszymi wojownikami w Fereldenie a może i w całym Thedas. - oznajmił zastępca dowódcy rycerzy, gładząc się prawą dłonią po brodzie.

- Zobaczymy co przyniesie nam los w przyszłości. - odparł beznamiętnie sir Buckingham wpatrując się w obu chłopców i dodał - Możesz wydać im kolejną komendę.

Ryszard jeno westchnął i donośnym głosem powiedział - Teraz technika "Żmij"! Garda! Sekwencja pierwsza!

Artur i Roderic przyjęli pozycję, tarcze z przodu lekko odchylone miecze gotowe do pchnięcia z góry. Po odpowiednim ustawieniu się zaczęli od wykonania przyjęcia ciosu, potemz zrobili blok, odepchnięcie, pchnięcie lub cios bronią. Dowódca rycerze jak i jego zastępca obserwowali uważnie ruchy młodzieńców wiedzieli że jeszcze przed nimi długa droga jednak byli na dobrej drodze by stać się najlepszymi wojownikami w Fereldenie.

Ryszard wydał kolejną komendę - Sekwencja druga!

Obaj chłopców zaczęło od wyprowadzenia ciosu tarczą, następnie zastosowali blok, zejście, cięcie z góry. Dzieciaki czuli już zmęczenie jednak wiedzieli że to było częścią treningu.

Sir York rozkazał stanowczo - Sekwencja trzecia!

Artur wraz z Roderickiem wykonali pięć bloków, później trzy cięcie skośne z różnych stron i na koniec przepuszczenie przeciwnika z siebie gdzie czekali już towarzysze. Młodzi przyjaciele czuli że już opadają z sił a ich oddechy były coraz cięższe.

- Uspokój oddech Rodi, weź trzy głębokie oddechy ale powoli. - polecił "Cousland" sam wykonując tę czynność.

Siostrzeniec Rolanda posłuchał białowłosego chłopaka i zrobił trzy głębokie oddechy. Jego parter miał rację faktycznie to pomogło, oddech Gilmora się uspokoił.

Jednak chwilę później usłyszeli komendę - Sekwencja Czwarta!

Obaj chłopcy zaczęli od cięcia prostego, a potem wykonali cięcie skośne prawe, cięcie skośne lewe, zasłona , pchnięcie. Jednak czuli już zmęczenie i ich tempo nie było już takie szybkie, lecz Ryszarda nie zamierzał im odpuszczać i wydał kolejną komendę - Sekwencja piąta!

Dwaj przyjaciele zrobili blok, zejście, uderzenie tarczą, dwa cięcie skośne z prawej i lewej strony, powalenie, dobicie.

- Dobrze młokosy teraz czas na było nieźle jednak teraz przyszedł czas na technikę "Liścia" zaczynamy. Garda!!! - powiedział Ryszard władczym głosem sir York uśmiechając się, gdyż lubił tak męczyć swoich uczniów, jednak wiedział że to może im uratować w przyszłości życie.

Artur oraz Roderic przyjęli pozycję, ich tarcze były z przodu, a miecze za tarczą, jelec był na wysokości klatki piersiowej ostrzem skierowanym ku górze gotowe do wyprowadzenia cięć zaś obie nogi ugięte w lekkim rozkroku. Oboje czekali tylko na rozkaz czując jednak zmęczenie. Ryszard widząc że chłopcy są gotowi wydał polecenie - Sekwencja pierwsza!

Dwoje jego uczniów wyprowadziło prawe cięcie z dołu, następnie zasłona, blok, cięcie z góry, blok, odepchnięcie, odskok.

Ryszard nie zwlekając powiedział kolejną komendę - Sekwencja druga!

Chłopcy wykonali cięcie z góry, cios tarczą, odskok, cztery cięcie skośne po dwa z każdej strony, blok, cięcie. Kiedy skończyli Ryszard wydał ostatnią komendę na tej techniki - Sekwencja trzecia!

Obaj przyjaciele zrobili na początek odskok, potem blok z zejściem, cięcie górne, cięcie z prawego boku, cios tarczą, podcięcie bronią i dobicie. Artur i Roderic czuli jak ich mięśnie płoną, chcieli odpocząć jednak wiedzieli co odpowie im sir Ryszard, ponieważ podczas treningu zmieniał się w prawdziwego tyrana, który mógł rywalizować z sir Cedriciem. "Cousland" był przyzwyczajony, gdyż trenował pod okiem zastępcy dowódcy rycerzy dłużej niż rudowłosy paź, więc nie odczuwał takiego zmęczenia jak jak Gilmore.

Kiedy już złapali chwilę oddechu Ryszard głośno powiedział - Teraz czas na ostatnią technikę czyli "Mabar". Garda!!!

Mimo zmęczenia przyjęli pozycję, tarcze z przodu lekko odchylone gdzieś trzydzieści stopni miecze natomiast z tyłu skierowany ku ziemi lewe nogi z przodu lekko ugięte zaś prawe z tyłu lekko ugięte. Czekali spokojnie na komendę powoli oddychając. Ryszard spojrzał na nich widział zmęczenie na twarzach chłopców lecz zdecydował że pozwoli im odpocząć dopiero po tej technice. Wziął głęboki oddech i głośno krzyknął - Sekwencja pierwsza!

Obaj chłopcy zaczęli od Zbicia tarczą, później zrobili cztery ciosy tarczą, a na koniec szybkie pchnięcie w krtań.

Wzięli głęboki oddech i przyjęli wrócili do pozycji wyjściowej oczekując na kolejną sekwencję. Sir Ryszard spokojnie, lecz glośno i władczo wydał następną komendę - Sekwencja druga!

Artur i Roderic wykonali blok, zejście, odbicie, cięcie skośne lewe. Po chwili sir York wydał kolejny rozkaz - Sekwencja trzecia!

Dwaj przyjaciele wyprowadzili cięcie z góry, cięcie z prawego boku i dwa pchnięcia. Roderic czuł się strasznie zmęczony podobnie jak Artur, lecz obaj musieli być twardzi jeśli chcieli być wielkimi rycerzami. Zastępca dowódcy rycerzy widząc ich hart ducha uśmiechnął się z szacunkiem do nich i powiedział - Sekwencja czwarta!

Obaj uczniowie rycerza wykonali cios tarczą, blok, unik z odskokiem, cięcie dolne prawe, cięcie z góry, blok, silny wypad pchnięciem. Przyjęli gardę "Mabar" czekając na kolejny rozkaz, który wkrótce nastąpił - Sekwencja piąta!

Artur oraz Roderic zaczęli od sześciu zbić ataku świni tarczami, potem nastąpiło cięcie skośne lewe, a później prawe, cios tarczą, blok, pchnięcie lub cios bronią, doskok i podcięcie nogą, dobicie. Oboje przyjęli pozycję wyjściową i wtedy sir Ryszard krzyknął - Dobrze, przerwa! Idzie się napić i na chwilę usiąść zaraz znów wszystkie techniki ale tym razem każdą powtórzycie z dziesięć razy.

Dwaj chłopcy spojrzeli na siebie błagalnym spojrzeniem i postanowili wykorzystać ta chwilę odpoczynku.

Na balkonie ponad placem treningowym siedziały Marion i Delilah obserwując młodego "Couslanda" i rudowłosego pazia podczas ich ćwiczeń. Howówna stwierdziła z zachwytem w oczach - Naprawdę Artur wygląda zjawiskowo nawet kiedy trenuje.

- Czy ja wiem? - zapytała retorycznie Couslandówna i dodała po chwili - To prawda ma talent ale z tego co wiem ma nadal braki w technice.

- Oczywiście ale zauważ że dopiero się uczy. - powiedziała Eleonora z łagodnym uśmiechem wchodząc na balkon.

- Wiem matko. - oznajmił pewnie Marion.

- To dobrze, a teraz chodźcie czas się przebrać gdyż po treningu i waszych lekcjach, jedziemy na farmie psów mabari. - rzekła kobieta spokojnie i delikatnie.

We trzy wyszły z balkonu zostawiając chłopców z ich zajęciami.


Rozmowa w Łaźni

Kiedy trening się skończył Artur i Roderic udali się do łaźni zamkowej, była to jedna z tych dobrych rzeczy, które zostawili po sobie orlesianie. Obaj chłopcy spokojnie weszli do przebieralni, zajęli swe ubrania i poszli do łaźni, natomiast służki zabrały ich przepocone ubrania do pralni. Przyjaciele otworzyli dwie, a ich oczom ukazała się piękne kremowo-szare pomieszczenie, w którym unosiła lekka wodna mgiełka. Strop podtrzymywało osiem kolumn, zaś w środku sali łaziebnej znajdowała się duża kamienna kwadratowa wanna, by móc się odprężyć po prawej stronie, zaś stało pięć drewnianych cydelków, a obok nich stały metalowe miski i małe drewniane bale z wodą. Obaj chłopcy najpierw usiedli drewnianych stołkach namydlili się, po czym wzięli swoje metalowe misy i zanurzyli je w balach następnie zaczęli się płukać z mydlin. Kiedy już się opłukali wstali i weszli do wanny i spokojnie w niej usiedli starając się odpocząć oraz odprężyć. Artur i Roderic czuli jak ciepła woda grzeje ich obolałe mięśnie, po ciężkim treningu jaki zafundował im sir Ryszard. W końcu się całkowicie odprężyli siedząc w wannie.

Rudowłosy paź zapytał z radosnym uśmiechem - To jest życie prawda mój panie?

- Muszę się z tobą zgodzić przyjaciela, muszę się zgodzić. - odpowiedział "Cousland"całkowicie się odprężając.

- Sir York dał nam dziś nieźle w kość. - powiedział Gilmore relaksując się.

- Uwierz mi kolego to co dziś nam zadał to tylko lekki trening. - oznajmił białowłosy chłopiec z ironicznym uśmiechem.

- Czyli mam się przygotować na to że następne ćwiczenia będą jeszcze trudniejsze? - zapytał Roderic trochę się niepokojąc.

- Tak. - przyznał Artur obserwując zdenerwowanie swojego sparingpartnera z niemałym rozbawieniem i dodał - Jednak spokojnie nie jest tak niebezpieczny jak sir Cedric, jego treningi to prawdziwe piekło.

Paź słuchał uważnie co mówi młody szlachcic.

"Cousland" przypomniał sobie pewne wydarzenie gdy jego starszy brat Fergus był tymczasowo pod kuratelą sir Blacka i zaczął z uśmiechem opowiadać - Pamiętam jak Fergus ukrywał się przez cały czas, gdy miał iść na trening, gdyż jego instruktorem miał być sir Cedric. Jeśli dobrze sobie przypominam ta skrył się w spiżarni, ale sir Black i tak go namierzył, wsadził go do wora, po czym zaniósł na plac treningowy, a tam urządził takie szkolenie, że przez miesiąc miał zakwasy.

Roderic przełknął ślinę i powiedział - Dobrze że nie mamy z nim treningów.

- Czy ja wiem, gdy przez dwa lata trenowałem pod jego kuratelą nabrałem mięśni, siły i szybkości. Wierz lub nie, lecz jak na taką górę mięcha jest bardzo szybki. Jednak miałem szczęście że dodatkowo trenowałem pod okiem sir Tiry dzięki której odpowiednio rozciągnąłem swoje ciało. - wyjaśnił spokojnie Artur.

- Czyli sir Ryszard jest twoim trzecim instruktorem? - zapytał zaciekawiony Gilmore.

- Tak - przyznał białowłosy chłopiec.

Obaj przyjaciele jeszcze rozmawiali na różne tematy dotyczące treningu jaki szóstki rycerzy. Jednak też żartowali na różne tematy dworskie jak i mówili o turniejach. Między dwójką chłopców wywiązała się silna więź, która w przyszłości może wydać silne owoce. Artur i Roderic wyszli z wanny i skierowali się do przebieralni. Tam już czekało na nich świeże odzienie. Ubrawszy się każdy skierował do swojego pokoju. Młody "Cousland" musiał się przebrać w inne ubranie, gdyż miał jechać z swoją oraz rodziną Howe do wioski Grishlit, gdzie znajdowała hodowla psów mabari.


Hodowla Psów Mabari

Obie rodziny Couslandów i Howów wyjechali z Twierdzy Czuwania z niewielką strażą przyboczną liczącą dwudziestu ludzi. Na przedzie jechało obok siebie dwóch chorążych niosących sztandary domów Cousland i Howe. Przed nimi jechało czterech zbrojnych odzianych w kolcze pancerze, zaś z tyłu znajdowali się pozostali członkowie orszaku. Teyrn Bryce i arl Rendon jechali za dwoma rycerzami swych rodów byli to sir Roland Buckingham oraz sir Derren Temmerly zwany również "Wołem" miał on gęste blond włosy, niewielki zarost na buzi, dużą posturę błękitno-zielone oczy, okrągłą twarz, a także zadarty nos. Odziany był w płytową zbroję ze verydium uzbrojony w tarcze i Fereldneński długi miecz z czerwonej stali, siedział na swym gniadym rumaku. Sir Roland zaś jechał na swoim karym koniu, nosił swą srebrytową zbroję płytową, a na plecach swój meteorytowy miecz ze srebrytu. Teyrn Cousland jadąc na swoim siwym wierzchowcu za swym wiernym dowódcą rycerzy odziany w srebrytową zbroję kolczą i przypiętą do niej szarą pelerynę, po lewej stronie przy pasie miał swój długi miecz ze veridium i tarczą po tej samej stronie. Arl Howe zaś jechał po lewicy władcy Wysokorza dosiadał on ciemnogniadego rumaka fereldeńskiego. Ubrany był w skórzaną ćwiekowaną zbroję ze smoczych łusek uzbrojony w swój srebrytowy jednoręczny topór zwany "Gryzącym Toporem" i sztylet z czerwonej stali. Za nimi jechały ich żony i dzieci. Teyrna Eleonora dosiadała piękną białą klacz, odziana w błękitno-fioletową suknie z złotym haftem, na nogach miała piękne, a zarazem praktyczne czarne pantofle. Włosy jej były upięte w dwa surowe koki. Arlessa Eline zaś siedziała na jasnogniadej klaczy, ubrana była w złoto-zieloną suknie z brązowym haftem, nosiła też czarne pantofle. Kobieta miała rozpuszczone włosy. Za kobietami jechały ich córki Marion i Delilah. Couslandówna była odziana czarno-niebieską suknię, na której srebną nicią wyszyte były laurowe liście, buty były koloru ciemno-brązowego, włosy jej zaplecione w warkocz sięgający do połowy pleców, dosiadała piękną myszatą klacz. Howówna która znajdowała się po prawej stronie Marion, miała na sobie złoto-białą suknie z zielonymi hawtowanymi różami, na nogach nosiła piękne niebieskie pantofle, jechała na kasztanowatej klaczy. Obie wyglądały dostojnie majestatycznie. Za nimi jechali Fergus, Nataniel i Artur a za trójką znajdowali się sir Ryszard, sir Benen, sir Edan, sir Cedric, sir Tira oraz dalsza część starzy przybocznej. Fergus odziany w tradycyjny codzienny błękitno szary dublet, ciemnobrązowe spodnie z wysokimi butami kawalerskim na nogach, dosiadał sabianowego ogiera. Uzbrojony w swój długi miecz i tarczę trójkątną, która była przypięta po lewej stronie swojego wierzchowca. Natalie jechał po prawicy młodego Couslanda, ubrany w złoto-czarny dublet, brązowe bryczesy i wysokie brązowe buty, przy pasie nosił krótki miecz oraz sztylet. Dosiadał on konia maści tobiano po jego prawej stronie miał łuk a po lewej kołczan pełen strzał. Artur znajdował się po prawej stronie młodego Howa, odziany w czarne bryczesy, białą koszulę, a na nią założony czarny płaszcz z wyszytymi herbem Couslandów na lewej piersi. Nosił też wysokie buty kawalerskie z czarnej skóry, uzbrojony w długi stalowy miecz fereldeński i małą stalową tarczę, którą miał na plecach. Dosiadał on swego karego ogiera i dumnie na nim jechał.

Nataniel i Artur prowadzili spokojną dyskusję tego co może się wydarzyć w hodowli. Biało włosy chłopiec powiedział uśmiechając się - Nie martw się Nate. Dobrze wiesz, że to mabari wybierają sobie właściciela, a nie na odwrót.

- Wiem Arturze, jednak ten miot jest jest niezwykły. W końcu te szczenięta są ostatnimi potomkami Galada, bohaterskiego mabari który zasłynął w wojnie przeciwko Orles. - wyjaśnił najstarszy syn Rendona z lekkim zdenerwowaniem.

- Wiem, ale trzeba być dobrej myśli i mieć nadzieję. - oznajmił "Cousland" z optymizmem.

- Naprawdę czasami się zastanawiam czy to nie ty jesteś tym starszym bratem.? - dumał Howe na głos.

- Nie, nie jestem starszy ale na pewno bardziej rozumny. - odparł Artur z radosnym tonem.

- Czy aby trochę nie przesadzasz, bracie? - zapytał Fergus z irytacją i drgającą prawą brwią.

- A pamiętasz tą sytuację dwa lata temu? - przypomniał białowłosy chłopiec uśmiechając się i dodał - Pamiętam, że wylądowałeś w dole na odpadki.

Cousland lekko poirytowany słowami młodszego brata wypomniał mu - Racja, lecz to przez twoje wybryki zostaliśmy ukarani.

- Słusznie, jednak to ty sprowokowałeś tą mój odwet. - oznajmił spokojnie Artur i dodał - Chociaż i tak padliśmy oboje ofiarą intrygi naszej siostry.

Marion usłyszała rozmowę swoich braci i zapytała - A niby skąd wzięły ci się te insynuacje, mój kochany braciszku.

Chłopiec spojrzeli na nią, Nataniel się uśmiechając, natomiast jej bracia z niepokojem.

- Czy raczysz mi odpowiedzieć Arturze? - spytała dziewczyna ponownie z groźnym uśmiechem.

Białowłosy "Cousland" przełknął ślinę i ostrożnie odpowiedział - Kiedy rozmawiałem z Fergus po tym jak odbywaliśmy karę… - zawahał się przez chwilę, a potem po głębokim oddechu kontynuował - Podłączyłem nasze wątki i doszedłem do wniosku, że wszystko zaplanowałaś, by utrzeć nam nosa.

Starsza siostra tylko popatrzyła na młodszego brata że ukrytym strachem.

- Chociaż nie mam na to dowodów, więc może być to równie dobrze moja wyobraźnia - powiedział Artur uśmiechając się.

"Stwórco jeśli on już zauważa w takim młodym wieku intrygi to boję się co będzie kiedy osiągnie wiek męski." pomyślała Marion. Delilah zaś była onieśmielona elokwencją dziesięcioletniego "Couslanda". Rycerze którzy jechali za nimi, jedynie się uśmiechali patrząc na ten mały teatrzyk w wykonaniu młodych paniczów i panienek.

Orszak wkrótce dotarł do celu swej podróży. Wioska Grishlit wyglądała tak samo jak inne wioski w Arlacie, czyli kilka drewnianych domów, młyn, a tuż przy rynku stała świątynia Zakonu. Jednak poczet teyrna i arla nie zamierzał wjeżdżać do osady ich celem była farma hodowlana na jej obrzeżach. Gospodarstwo wyglądało całkiem porządnie. Dom w którym mieszkał hodowca miał kamienne podstawy ściany były z drewna, natomiast dach był pokryty glinianymi dachówkami. Nieopodal domu stały budy w których siedziały inne psy mabari, każda z nich była odrodzona. Kilka metrów dalej po lewej stronie od domu widać było stodołę i wywnioskowano że tam muszą być małe szczeniaki. Później ich oczom ukazało się pole uprawne więc wiadomo było że hodowca nie utrzymuje się jedynie z hodowli psów.

Kiedy orszak wjechał do gospodarstwa, a mężczyzna imieniem Gareth wyszedł by powitać swoich szacownych gości - Witajcie wasze lordowskie mości jak i ty mój panie, moja pani. To zaszczyt was gościć w moich skromnych progach.

Teyrn Cousland wraz z arlem Howe zsiedli ze swych wierzchowców i podeszli do hodowcy. Bryce przemówił - Witaj dobry człowieku przyjechaliśmy, by zobaczyć ten słynny ostatni miot szczeniaków, których ojcem był bohaterski mabari Galad.

- Oczywiście Wasza Lordowska Mość, proszę za mną. - wskazał Gareth kłaniając się szacownym gościom.


Szczenię

Obie rodziny zostawiły swoje konie i kilku rycerzy by ich pilnowali, po czym poszli za Garethem w kierunku stodoły. Stodoła wyglądała schludnie miała brązowy kolor, a dach był wyłożony glinianymi dachówkami, jej wymiary to 20,0 x 10,0 m. Wszyscy weszli do środka, wnętrze budynku wygląda na zadbane i czyste. Dach był podtrzymywany przez sześć drewnianych słupów po trzy z każdej stronie, na początku jaki końcu stodoły cztery słupy były połączone grubą belką zamocowaną poziomo. Budynek był podzielony na dwa piętra, na górze leżało siano jak i uprawy, natomiast na dole znajdowały się zagrody dla zwierząt. W centrum stodoły stała zagroda w kształcie koła w niej bawiły się małe szczeniaki pod opieką ich matki.

Młodzież natychmiast podbiegła do drewnianego płotu przyglądając się małym mabari. Szczenięta były naprawdę słodkie. Ich ubarwienie było raczej tradycyjne czyli brązowe, szare i czarne. Cały miot liczył osiem małych mabari. Marion oraz Delilah spojrzały na szczeniaki i krzyknęły radośnie - Są takie słodkie!

Artur zobaczył radość swojej siostry i się uśmiechnął widząc ją taką. Wtedy dołączył do nich Gareth mówiąc - Możecie się wejść do środka, jeżeli chcecie się z nimi pobawić.

- Naprawdę? - zapytała Marion.

- Tak, bo jak inaczej sprawdzić czy któreś z was wybiorą. - oznajmił hodowca z uśmiechem na twarzy.

Otworzył drzwi do zagrody, następnie wpuścił młodzież do środka. Wszyscy zaczęli się bawić ze szczeniakami głaszcząc je po głowach brzuchach, a nawet przytulać. Ich rodzice zaś spokojnie się wszystkiemu przyglądali z uśmiechem na twarzach, widząc radość na twarzach swych dzieci. Artur na chwilę staną i zobaczył, że pod drewnianym poidłem z wodą chowa się szczeniak. Zdziwiło go to więc poszedł dowiedzieć się dlaczego mały mabari się chowa. Kiedy zbliżył się do poidła przykucnął, wyciągnął powoli rękę do przodu w geście zapraszającym i powiedział miłym głosem - Nie chodź mały. Podejdź, śmiało. (Gwizdanie).

Jednak szczeniak wahał się przed podejściem do białowłosego chłopca. Artur wysuną dalej rękę, ale był to zły pomysł, ponieważ mały mabari zawarczał i prawie ugryzł "Couslanda" w palec. Chłopak w ostatniej chwili uciekł z ręką mówiąc - Hej tak się nie traktuje ludzi którzy chcą się z tobą zaprzyjaźnić.

W odpowiedzi usłyszał szczeknięcie że strony psa.

Artur spokojnie usiadł i zaczął spokojnie gładzić podbródek "Widać trzeba zmienić strategię" pomyślał. Chwilę później skrzyżował ręce, po czym wpadł w zadumę. Myśląc tak sięgną do kieszeni i wyjął z niej ciastko, które przed wyjazdem podkradł z zamkowej kuchni Twierdzy Czuwania. Wtedy usłyszał dźwięk niuchania i zobaczył jak szczeniak wychylił lekko swój pyszczek z zainteresowaniem co chłopiec je. Artur popatrzył na małego mabari, a potem na ciastko i wpadł mu do głowy pomysł "To może zadziałać" pomyślał. Urwał kawałek swojej przekąski, po czym spokojnie, lecz pewnie podsunął go pieskowi mówiąc - Spróbuj tego mały, zobacz jakie to dobre.

Szczeniak najpierw powąchał kawałek ciastka, potem polizał, a na końcu zjadł. Wtedy białowłosy chłopiec zauważył, że młody mabari ma białe ubarwienie, czarne oczka, czarny nos, łapki miał dość siłę i ostre białe ząbki. Kiedy oblizywał pyszczek po tej słodyczy, merdał swoim małym ogonkiem i radością na mordce. Widok ten wywołał uśmiech na twarzy Artura i odruchowo pogłaskał małego mabari po głowie. Piesek dał się pogłaskać, aż z radości ogon mu znowu merdał, a nawet polizał dłoń młodego "Couslanda". Kiedy białowłosy chłopiec zabrał rękę szczeniak podszedł i zaczął się łasić. Artur wiedział czego chce mały piesek i wyciągnął kolejne ciasteczko ułamał pół i dał pieskowi oraz zaczął delikatnie głaskać mabari po grzbiecie.

- Naprawdę jesteś strasznie rozkoszny - oznajmił z uśmiechem "Cousland".

I wtedy nastąpiło radosne szczeknięcie.

Całą tą scenę z daleka obserwował Gareth. Hodowca kiwał z uśmiechem jedynie głową "Widać że szczeniak wybrał, już swego mistrza" pomyślał. Potem poszedł by przygotować wszystko co będzie potrzebne chłopcu do szkolenia młodego mabari.

Wkrótce czas zabawy minął i rodzice dzieci zawały je że czas wracać do domu. Kiedy Artur zbliżał do furki od zagrody usłyszał skomlenie i piski szczeniaka. Odwrócił się i ujrzał jak młody biały mabari siedzi i patrzy na niego słodkimi oczami. Wtedy do białowłosego chłopca podszedł Gareth mówiąc - Nie zamierzasz go przywołać?

- Co ma pan na myśli? - zapytał zdezorientowany Artur.

- Ten szczeniak cię wybrał mój chłopcze. - oznajmił spokojnie hodowca.

- Naprawdę? - spytał chłopiec z niedowierzaniem.

- Tak i nie tylko ty masz szczęście. - powiedział Gareth i zawołał - Młody paniczu Natanielu czy raczysz tutaj podejść.

Czarnowłosy chłopak podszedł do mężczyzny wyraźnie zaciekawiony tym dlaczego go woła.

Hodowca położył rękę na ramieniu młodego Howa mówiąc - Ten mały czarny szczeniak czeka aż go go przywołasz.

W oczach Nataniel pojawiły się iskry radości i natychmiast zawołał - No chodź mały (gwizdanie).

Czarny szczeniak ruszył pędem w stronę czarnowłosego chłopaka, gdy dotarł wskoczył w ramiona swego młodego mistrza.

Artur widząc to też zrobił to samo, co jego przyjaciel tyle, że to on poszedł do młodego mabari i zapytał - Więc co mały chcesz być moim partnerem?

Biały szczeniak zaszczekał potwierdzając.

- No to wypada bym nadał ci imię. - powiedział chłopiec.

- Może nadam ci imię Hok. - zaproponował "Cousland".

Młody mabari pokręcił głową z niesmakiem.

- Skoro nie to niech będzie Fen. Co ty na to? - rzucił Artur z uśmiechem.

Szczeniak zaskomlał niezbyt pozytywnie.

- Nie podoba ci się co? - zapytał białowłosy chłopiec krzywym uśmiechem.

Młody "Cousland" myślał nad imieniem i wtedy przypomniała mi się opowieść o walecznym wodzu Arwarów i jego ogarze mabari imieniem - Albion.

Biały mabari zaaprobował to imię szczekając radośnie.

- Więc niech będzie Albion. - powiedział Artur uśmiechając się do swojego Mabar i wziął go na ręce spoglądając na matkę szczeniaka mówiąc - Zaopiekuje się nim.

Suka mabari skinęła jedynie głową.

Kiedy obaj chłopcy wyszli z swoimi szczeniakami z zagrody przyciągając uwagę swoich rodziców i rodzeństwa. Wszyscy mówili że mają szczęście jednak główną uwagę przyciągał Albion. Fergus nie mogąc się powstrzymać oznajmił śmiejąc się - Wreszcie szczeniak dostał szczeniaka.

Albion jednak nie był zadowolony z żartu i groźnie powarczał co lekko przestraszyło Fergusa, który się cofnął i wywrucił o stojąc za nim wiadro, lądując zadkiem na ziemię, naco wszystko parsneli śmiechem.

- No to teraz będziesz mój synu musiał nauczyć i wszkolić tego mabari. - powiedział Bryce kladąc rękę za ramieniu Artura.

- Ciebie też się to tyczy Natanielu. - oznajmił Rendon spoglądając na swego najstarszego syna.

- Rozumiem ojcze. - odpowiedział Nataniel z poważnym uśmiechem.

Później gdy wszyscy wyszli ze stodoły ruszyli w stronę swych koni. Dwaj chłopcy otrzymali od Garetha, przed odjazdem książki jak wytresować i wychować ogara mabari. Hodowca dał im jeszcze kilka własnych wskazówek jak skutecznie wytresować ogara. I tak obie rodziny ruszyły w drogę powrotną do Twierdzy Czuwania.


Powrót do Wysokoża, Modlitwa i Braterstwo Krwi

Następnego dnia o świcie cała rodzina Couslandów, szykowała się do powrotu do Wysokoża. Służba zabierała ostatnie rzeczy gości arla Howe i zanosiła je do powozu. Kiedy wszystko było gotowe nastąpiły pożegnania. Bryce podszedł do Rendona i wyciągnął w jego stronę rękę, gdy arl odwzajemnił uścisk powiedział - Dobrze było się znów spotkać i porozmawiać szczerze jak za dawnych czasów.

- Zgadzam się przyjacielu. Życzę ci spokojnej i bezpiecznej podróży. - odparł pan Amarantu ze uśmiechem.

- Dziękuję, będę się modlić do Stwórcy by dał Tomaszowi długie i wspaniałe życie. - oznajmił teyrn odwzajemniając uśmiech.

Teyrna Eleonora uściskała się z Arlessom Eline życząc jej wszystkiego dobrego i pociechy z dzieci. Kiedy prawie wszyscy Artur i Nataniel stanęli naprzeciw siebie ściskając się mocno niczym bracia. Podczas pobytu w arlacie między dwoma chłopcami wytworzyła się silna więź że poprzedniego dnia złożyli sobie przysięgę i zawarli pakt.

Dzień Wcześniej Wieczór

Obie rodziny wróciły do Twierdzy Czuwania i powoli zasiadały do wieczerzy. Podczas kolacji Artur i Nataniel rozmawiali ze sobą.

- Masz rację Natanielu. - przyznał młody "Cousland" patrząc na swojego przyjaciela i dodał - Stwórca uśmiechnął się do nas, sprawiając że oba szczeniaki sobie nas przypisały.

- No widzisz a ty się bałeś że wrócimy z pustymi rękami. - mówiąc to zaczą się podśmiewać.

- Przepraszam, czy lord czasem myli mnie z sobą - odparł białowłosy chłopiec unosząc lewy kącik swoich ust do góry.

- Nie wiem o czym waszmość do mnie mówisz. - powiedział młody Howe podnosząc głowę do góry i pogwizdując.

Później obaj zaczęli się śmiać.

Kiedy się uspokoili Nataniel spojrzał na swego dziesięcioletniego przyjaciela z braterskim uśmiechem mówiąc - Naprawdę dzięki tobie wiem teraz co to znaczy mieć brata.

- Czynisz mi tymi słowami duży honor przyjacielu. - odparł Artur odwzajemniając uśmiech.

Wieczerza się skończyła i wszyscy wrócili do swych komnat by zasnąć i śnić w Pustce. W środku nocy Artur się obudził, gdyż przyśnił mu się straszny koszmar o siedmiu czarnych jeźdźcach, którzy go ścigali by zabić. Nie mogąc ponownie zasnąć, postanowił pójść się do miejsca, gdzie mógł zebrać myśli oraz powierzyć swe obawy i strach. Idąc przez zamkowe korytarze mijając gobeliny, zbroję pokazowe i obrazy, dotarł do celu swej wędrówki czyli zamkowej kaplicy. Z lekcji z siostrą Malory dowiedział się, że gdy powierzy swe troski oraz grzechy Stwórcy poczuje się lepiej ponieważ on zawsze go wysłucha. Chłopiec uklęknął, a następnie zamknął oczy zaczynając się modlić tak jakby rozmawiał z inną osobą - Stwórco jeśli mnie słyszysz, proszę wytłumacz mi te straszne sny, które mnie nawiedzają prawie co noc. Nie rozumiem, czy one coś oznaczają? Czarni jeźdźcy ścigają mnie w snach, a także czuję na swych plecach groźny wzrok, który spogląda na mnie z wielkiej mrocznej wieży. Potem widzę mrok który wszystko pochłania co piękne i dobre. Powiedz mi Ojcze w Niebie czy to jakieś proroctwo czy zwykłe koszmary.

Nie było żadnej odpowiedzi jednak poczuł dziwne ciepło które było bardzo kojące i uśmiechnął się, gdyż pomyślał że został wysłuchany.

Kiedy wstał z kolan usłyszał dźwięk zbliżających się kroków odwróciła się i zobaczył jak drzwi są otwarte przez Nataniela. Podszedł do przyjaciela pytając - Co tu robisz o tej porze?

Młody Howe spojrzał tylko na niego, następnie spokojnie odpowiedział - Mógłbym zapytać o to samo. A odpowiadając po prostu nie mogłem spać, więc postanowiłem się przejść. Chodząc tak po twierdzy usłyszałem głos z kapliczki.

- Rozumiem. - powiedział Artur siadając na ławce obok przygnębiony.

Patrząc tak w podłogę, po czym uniósł głowę do góry spoglądając na ołtarz, smutno się uśmiechając. Zaniepokoiło to Nataniela bo nigdy nie widział swego przyjaciela tak smutnego. Chodź znali się krótko, między młodzieńcem, a chłopcem zrodziła się silna więź. Praktycznie rozumieli się bez słów, wystarczyło jedynie spojrzenie. Młody Howe niepokojąc się o chłopca który był mu niczym brat zapytał - Co się dzieje młody?

- Nic tylko miałem koszmar, który nawiedza mnie ostatnio co noc. - przyznał się Artur, posyłając smutny uśmiech w kierunku swojego przyjaciela.

- Dlaczego nie powiesz o tym swym rodzicom? - zapytał trochę przejęty tym Nataniel.

- Uczono mnie od najmłodszych lat, że jako syn teyrna nie mogę ujawnić swoich słabości. - odpowiedział młody "Cousland" przygnębiony.

- Znam to uczucie. Uwierz mi, ale moja piastunka Adria nauczyła mnie każdy się czasem boi jednak można go opanować mówiąc "Dość!". - powiedział Howe spokojnym tonem.

- Mój mistrz sir Roland powiedział że strach należy pokochać jak brata a niczym cię nie zaskoczy. - odparł Artur poważnym głosem.

- To też mądra rada. - przyznał Nataniel uśmiechając się szczerze.

- Tylko nadaje na wojny oraz do polityki a nie w prawdziwym życiu. - oznajmił zdecydowanie białowłosy chłopiec.

- Kto wie? - spytał retorycznie Czarnowłosy młodzieniec i dodał - Jednak wiem że sam nie dasz rady poradzić sobie z wszystkimi problemami.

- Wiem, ale na kim mam się oprzeć? Na razie opieram się tylko na Stwórcy. - powiedział "Cousland" znów patrząc w podłogę.

Nataniel spojrzał na swojego przyjaciela i odruchowo powiedział - Na mnie możesz się wesprzeć.

Artur podniósł na niego wzrok oszołomiony - Naprawdę?

- Pewnie zawsze ci pomogę przysięgam. - odpowiedział młody Howe.

- Nie składaj przysięg bez pokrycia. - odparł sceptycznie białowłosy chłopiec i dodał - Tak mawia Aldous, gdy spóźniam się na zajęcia.

Nataniel wpadł w zadumę co z zrobić by mu uwierzył. Coś nagle mu się przypomniało "To może zadziałać" pomyślał.

- Mam propozycję przyjacielu. - oznajmił Howe z uśmiechem.

- Co masz na myśli? - zapytał zaciekawiony "Cousland".

- Złożymy sobie przysięgę krwi. - odpowiedział czarnowłosy młodzieniec.

- Czytałem kiedyś o tym. arwarowie traktują tą praktykę dość poważnie… - powiedział Artur gładząc podbródek.

- A więc zgadzasz się? - zapytał Howe.

- Tak. - przytaknął białowłosy chłopiec.

Obaj przyjaciele usiedli naprzeciw siebie centrum kapliczki zamkowej i patrząc na sobie w oczy. Nataniel postawił pomiędzy nimi srebrny puchar z wodą kryty wziął ze stolika, który stał obok drzwi wejściowych. Wyciągnął sztylet zza pleców i też położył go między nimi. Młody Howe wtedy zaczął tłumaczyć - Najpierw tym sztylet przejedziemy sobie po prawej dłoni, by poleciała krew. Później dodamy ją do tego kielicha, a na końcu zrobimy uścisk rycerski, odmówimy przysięgę i wypijemy z tego kielicha.

Artur jedynie pokiwał głową.

Przed rozpoczęciem obrzędu młody "Cousland" przekonał Nataniela do wypowiedzenia starszej wersji przysięgi braterstwa krwi. Kiedy zapoznał młodego Howa z słowami przysięgi obaj mogli rozpocząć rytuał.

Sztylet najpierw wziął Artur i płytko naciął skórę swej dłoni, po czym podał sztylet przyjacielowi. Potem upuścili kilka kropel swojej krwi do kielicha z wodą, a następnie ją zamieszali. Przyszedł czas na ostatnią rzecz tego rytuału. Artur jak i Nataniel podwineli rękawy na swoich prawych rękach do łokcia, po czym wykonali uścisk rycerski. Młody "Cousland" trzymał kielich w lewej dłoni i zaczął mówić - W tym kielichu znajduje się krew braterstwa, która symbolizuje przymierze, które dziś zawieramy.

- Ten kto zerwie to przymierze i zawiedzie zaufanie, niech będzie przeklęty na wieki, a jego dusza zostanie stracona w otchłań. - oznajmił Nataniel szczerym głosem.

- Bierzemy Stwórcę i Andraste na świadków że dziś stajemy się braćmi. - powiedział zdecydowanie Artur.

Wtedy zaczęli mówić jednym głosem - Biorąc na świadków Ojca w niebie i Matkę w ziemi oraz żywych i umarłych przysięgamy sobie wieczną przyjaźń, lojalność, ochronę, a także zaufanie. Jak brat z bratem z tobą na śmierć i życie.

Po wszystkim wypili z kielicha do dna, po czym uścisnęli się po bratersku. Później wrócili do swoich komnat by spokojnie zasnąć.

Teraz

Nataniel spojrzał na Artura mówiąc - Nieważne gdzie i kiedy, zawsze możesz na mnie liczyć. Masz mój łuk.

- Dziękuję bracie. A ty masz mój miecz. - powiedział szczerze "Cousland".

Później orszak Couslandów ruszył w drogę do Wysokoża gdzie był ich dom.