~La la la-la la la, śpiewaj tak jak ja~ śpiewała Smerfetka, podlewając kwiaty w swoim ogródku przy domku.

Ciepłe popołudnie nie dokuczało Smerfom, pochłoniętym swoimi pracami. Duża część niebieskiej społeczności rozmyślała już nad konkursem muzycznym, choć mieli cały miesiąc na przygotowania.

Drzwi trzasnęły za Ważniakiem i Ciamajdą, a okularnik zakluczył je, tak na wszelki wypadek.

– O rety, Ważniaku, o czym chciałeś ze mną porozmawiać? – zapytał niepewnie rudy Smerf, rozglądając się po perfekcyjnie czystym i uporządkowanym domku.

– Usiądź sobie, Ciamajdo. – Brunet wskazał dłonią na krzesło przy stoliku. – Chcesz się czegoś napić? Mam kawę, herbatę, sok ze smerfojagód...

Ciamajda powoli usadowił się na krześle, bacznie obserwując wyższego brata. Patrzył na niego nieco podejrzliwie, ale także z lekkim niepokojem.

– Zaczynasz mnie przerażać, Ważniaku – przyznał z wolna.

– Tak? A to dlaczego? – spytał okularnik, wyciągając dwa kubki z szafki. – No to herbata, tak? Na rozgrzanie gardła, czy coś – dodał bardzo cicho i napełnił czajnik wodą.

– Właściwie to wystarczy mi szklanka wody, dziękuję – wydukał rudzielec. – Hej, Ważniaku?

– Słucham?

– Dlaczego zrobiłeś się nagle taki miły?

– Ciamajdo, Ciamajdo, Ciamajdo – zaczął Ważniak, kręcąc głową. – Czy Smerf nie może być miły dla swojego brata i przyjaciela? – zadał pytanie retoryczne, odwracając się w jego stronę z kubkiem i szklanką w rękach. – Twoja woda.

– Dziękuję...

Okularnik usiał naprzeciwko gapowatego Smerfa z lekko wymuszonym uśmiechem. W głowie miał już cały chytry plan, ale patrząc na Ciamajdę, który zapewne myślał tylko o tym, kiedy będzie mógł po kryjomu podłubać w nosie, zaniemówił. Podczas kiedy rudy Smerf popijał zwykłą, tandetną wodę z kranu, Ważniak na nowo zbierał myśli, zaciągając się zapachem swojej herbaty.

– Tak sobie myślę, Ciamajdo. Czy pamiętasz, kiedy pod nieobecność Perkusisty zacząłeś grać na jego perkusji?

– Ehe... Było bardzo fajnie, ale szybko mnie przyłapał i zabronił zbliżać się do jego instrumentu – powiedział ze smutkiem Ciamajda, opuszczając uszy.

– Perkusista obawiał się, że coś zepsujesz. Ale nie martw się – dopowiedział szybko. – Ten Smerf ma bzika na punkcie swojej perkusji. Tak wielkiego bzika nie ma nawet Pracuś, gwarantuję ci.

– No, chyba racja. Ale Ważniaku...

– Perkusista dał ci zakaz. I co zrobiłeś w związku z tym? – Okularnik starał się nakierować niższego Smerfa na właściwy tor.

– No, zacząłem sam udawać perkusję...

– Właśnie! A, że nikt nie ufał ci z żadnymi pałkami i garnkami, to co zrobiłeś?

– Udawałem dźwięki perkusji, ale głosem...

– Bingo! Potrafisz tak jeszcze?

– Czy potrafię? – zaśmiał się lekko Ciamajda. – To jedyne, co dziwnie mi wychodzi. Coś, w czym się nie gubię, nie robię pomyłek, z czym czuję się swobodnie i jakoś tak... no dobrze, po prostu.

Powiedziawszy to, rudy Smerf zaczął demonstrować swoje umiejętności przed nagle zachwyconym Ważniakiem. Brunet nawet nie wiedział, ile różnych dźwięków potrafi wydać jego przyjaciel, a było ich o wiele więcej, niż jakaś zwykła perkusja. Niesamowitości dodawał fakt, że to właśnie Ciamajda, najbardziej fajtłapowaty Smerf w wiosce, był w stanie znaleźć odpowiedni rytm, nie ważne, jaka była prędkość, i nie zgubić się w nim.

Rudzielec kiwał się lekko na krześle, wydawało się, że to, co robi, sprawiało mu dużo radości. Okularnik pozwolił mu zatracić się w swojej nowej pasji na kilka minut. Potem przerwał mu lekkim chrząknięciem.

– Dobrze, wierzę ci – powiedział, machając lekko uszami z podekscytowania.

– Podobało ci się? – zapytał z nadzieją w głosie Ciamajda.

– O tak, i to bardzo. Słuchaj, myślałeś może o wystąpieniu na konkursie? Z takim talentem na pewno zdobyłbyś wysoki wynik!

– No wiesz... – Ciamajda podrapał się po karku. – Nie sądzę, żeby to był numer na wygraną. W końcu to tylko wybijanie rytmu. Zresztą, występ solowy to coś, na co nigdy się nie odważę.

Takiej właśnie odpowiedzi Ważniak oczekiwał. Jego oczy rozjaśniły się, słysząc te słowa. Zadowolony, że wszystko idzie po jego myśli, wstał pospiesznie i obszedł stół. Stanął przy krześle Ciamajdy i oparł się o oparcie jedną ręką, w drugiej trzymał swój kubek.

– A gdybyś miał wystąpić w zespole? – zaproponował niby od niechcenia.

– W zespole? Ja? Ale kto chciałby mieć mnie w swoim zespole? – zaśmiał się smutno rudzielec.

– No nie wiem, na przykład... Może taki jeden Smerf w okularach...

– Ty?! – Ciamajda z niedowierzania odwrócił się w jego stronę.

– Oczywiście, jeżeli odmówisz to nie ma sprawy... – kontynuował udawanym obojętnym tonem, przewracając oczami i wziął kolejny łyk herbaty.

– Nie, nie, nie! Znaczy, bardzo chętnie bym wystąpił w towarzystwie. Czułbym się pewniej, ale...

– Ale co?

– Ty masz w ogóle jakiś plan, Ważniaku?

– Ciamajdo, Ciamajdo, Ciamajdo. – Chłopak pokręcił głową i poklepał brata przyjacielsko po ramieniu. – Ja już mam wszystko zaplanowane.

Okularnik zostawił na chwilę Ciamajdę z własnymi myślami i wrócił po kuchni, żeby pozmywać. Czyszcząc kubek, nucił sobie pod nosem jakąś wesołą melodyjkę i wachlował podłogę ogonem, co chwila zerkając na Ciamajdę kątem oka.

Niższy Smerf popijał nerwowo wodę, zastanawiając się, co się właściwie dzieje. Miły Ważniak, propozycja współpracy, doceniony talent. Czy ten dzień mógł być jeszcze dziwniejszy? Ale Ważniak chciał, żeby Ciamajda wystąpił razem z nim, dał mu szansę na pokazanie wiosce, że nie jest takim ciamajdą, za jakiego wszyscy go mają. Na konkursie będzie mógł pokazać, na co go stać, a przy tym nie będzie sam.

– Słyszę koła zębate, obracające się w twojej głowie – parsknął śmiechem Ważniak, stając nagle przed nim. – To co? Przyłączysz się do mnie?

Gapowaty Smerf popatrzył na bruneta, dostrzegając pewien błysk w jego oczach. Niewiele myśląc, pokiwał głową i wyszczerzył się.

Przyjaciele opuścili domek Ważniaka. Brunet odważnie kroczył między grzybkami, trzymając Ciamajdę przy sobie. Był przekonany, że jeżeli zacznie działać szybko, rudzielec przyzwyczai się do bycia w centrum zainteresowania albo chociaż do niestania w czyimś cieniu.

– A właściwie to jaki masz plan, Ważniaku?

– Widzisz, wpadłem na ciekawy pomysł i chcę sprawdzić, czy ma on sens. Ale najpierw musimy znaleźć jeszcze kilka Smerfów, którzy nadawaliby się do realizacji mojego planu. – Wyższy Smerf skręcił w inną uliczkę, szarpiąc lekko Ciamajdę za ramię. Zdradzając mu swój pomysł, przyciszył znacznie głos i zwolnił kroku. – Jakby ci tu wytłumaczyć po kolei... Obaj mamy w tym podobny interes.

– Naprawdę?

– Tak, csiii...

Obaj rozejrzeli się, jednak ta część wioski była w tej chwili opustoszała.

– Ja chcę wreszcie pokazać Smerfom, że potrafię coś stworzyć, że jestem w stanie dobrze poprowadzić jakąś grupę Smerfów oraz, że jestem kreatywny, a moje pomysły potrafią zaskoczyć w pozytywny sposób. Ty natomiast chcesz się wykazać, udowodnić Smerfom, że jest coś, w czym jesteś naprawdę dobry, masz talent i nie spartaczysz sprawy. Obaj usiłujemy w tym momencie coś udowodnić, aby zmienić zdanie pozostałych na nasz temat.

– Och, teraz rozumiem.

– A więc mój plan jest następujący. Otóż w tej chwili przechadzamy się po wiosce i nasłuchujemy. Interesują nas głosy, które nadają się do śpiewu. Widzisz, ty potrafisz naśladować perkusję. Dzisiaj przed południem wpadłem na genialny pomysł. My, Smerfy, uwielbiamy grę na instrumentach, śpiew oraz grę na instrumentach i śpiew w jednym. A co, gdyby tak melodię instrumentalną wykonywały Smerfy, śpiewając? Co ty na to? Perkusję już mamy.

– O rety, Ważniaku, to naprawdę oryginalny pomysł, ale jak go zrealizujemy, jeżeli nie znajdziemy odpowiednich głosów na czas?

– Dlatego uważam, że musimy zrobić zwiad już teraz. Być może kolejny głos sam się objawi. Wszystko ci po krótce wyjaśnię. Ty wybijasz rytm, ja jestem z natury barytonem, jednakże jeżeli się skupię, potrafię zaśpiewać dość nisko, a czasami nawet wysoko jak na moje możliwości, aczkolwiek na razie wciąż ćwiczę i odkrywam nowe możliwości. Jako prowadzący nasz chór znam się trochę na głosach. Żeby to wszystko wypaliło, do bazy, czyli ciebie, przyda się nam również bas.

– Jak gitara basowa u ludzi?

– Tak, coś w tym stylu. Potrzebujemy więc bardzo niskiego głosu, a ja nie mam pojęcia, gdzie takiego szukać. Teraz się skup. W takim porządnym chórze zazwyczaj występują cztery głosy: dwa męskie, czyli niski bas i wysoki tenor oraz dwa żeńskie, czyli niski alt i wysoki sopran. Żeby stworzyć iluzję muzyki głosami potrzebujemy głosów o różnej skali.

– Potrzebujemy dziewczyn?

– Przydałyby się, ale niestety nie wiem, jakie są możliwości Smerfetki, a Sasetka nie nadaje się do tego projektu. O Niani nie wspomnę.

– Więc co planujesz?

– Tego jeszcze nie wiem, ale myślę, że najwyższy czas odwiedzić naszą kochaną blond siostrę.

Kiedy Ważniak i Ciamajda kierowali się powoli w stronę różowego domku, Smerfetka nie była już pochłonięta pielęgnowaniem ogródka. Zajmowała się zamiataniem podwórka i zgrabianiem pierwszych jesiennych liści ze swojej posesji. W czasie pracy śpiewała to samo w kółko i w kółko.

~La la la-la la la, śpiewaj tak jak ja...~ Smerfka wymachiwała miotłą w rytm swojego głosu z uśmiechem na twarzy. ~La la la-la la la, w nocy i za dnia...~

Na jednym z krzaczków w jej ogródku wylądował zainteresowany młody szczygieł. Ptaszek przyglądał się blondynce, przekrzywiając łebek i machając sterówkami. Smerfetka zdawała się nie zauważyć niespodziewanego gościa, kontynuowała sprzątanie i śpiew tandetnej smerfnej melodii.

Po chwili szczygieł zaczął śpiewać swoim ptasim głosikiem, zaskakując dziewczynę. Ta podskoczyła i obróciła się energicznie w stronę odgłosu.

– Ojej, wystraszyłeś mnie, wiesz? – powiedziała zapowietrzonym głosem, opierając się lekko na miotle. – Chyba szczęście ci nie dopisało w tym roku, prawda? – zaśmiała się lekko. – Nie martw się, na przyszłą wiosnę jakaś pani szczygieł doceni twój talent wokalny.

Ptaszek ciągnął swój mini koncert własną melodią, kiwając się na boki, zupełnie jakby zapraszał Smerfkę do duetu. Smerfetka rozejrzała się, a kiedy nie zauważyła w pobliżu żadnego Smerfa, uśmiechnęła się i kiwnęła lekko głową.

~I'm nothing special, In fact I'm a bit of a bore...~ zaczęła śpiewać, na początku cicho, ale wraz ze zwrotką jej głos przybierał na sile z każdym wersem.

Szczygieł wtórował jej, rad, że znalazł sobie dziewczynę do duetu. Co prawda Smerfce daleko było do pani szczygieł, ale jej głos zdawał się idealnie pasować do jego charakterystycznych treli.

~...Without a song or a dance, what are we? So I say...~

Zbliżający się Ważniak i Ciamajda przystanęli, gdy usłyszeli pierwsze dźwięki. Brunet wychylił się zza rogu i dostrzegł Smerfetkę, śpiewającą wraz z kolorowym ptaszkiem. Ruchem dłoni zatrzymał Ciamajdę i nakazał mu ciszę. Smerfetka śpiewająca inny utwór niż oklepana przyśpiewka Smerfów to niezwykła rzadkość, a ich nagłe przybycie mogłoby niepotrzebnie jej przeszkodzić.

~What a joy, what a life, what a chance! Thank you for the music...~

– O rety, Ważniaku – szepnął Ciamajda. – Nie miałem pojęcia, że Smerfetka tak potrafi.

– No to jest nas dwóch, mój drogi Ciamajdo. Ale to się nawet dobrze składa. – Brunet zatarł szatańsko ręce, czekając, aż dziewczyna skończy śpiewać.

Szczygieł był tak zachwycony śpiewem swojej nowej przyjaciółki, że gdyby tylko mógł, zacząłby bić jej brawo za ten występ tylko dla niego. Smerfetka zaśmiała się i ukłoniła przed ptaszkiem.

– Niestety, nie mogę dalej występować, muszę uprzątnąć te liście – oznajmiła, marszcząc brwi.

Ptasi śpiewak wyraził krótko swój smutek, jednym dźwiękiem, ale pożegnał się uprzejmie i odleciał z krzaczka. Blondynka wróciła do zamiatania i tradycyjnej smerfnej przyśpiewki.

– Dobra, idziemy – powiedział Ważniak i poprawił okulary, które osunęły mu się nieco z nosa.

Razem z Ciamajdą skierowali się pewnym krokiem w stronę różowego domku. Okularnik robił, co w jego mocy, aby Ciamajda nie odstawał ani nie chował się za nim. Tradycyjnie niższy Smerf zawsze ustępował mu pierwszeństwa, ale tym razem mogło to zniweczyć cały jego plan, a na to nie mógł pozwolić.

– O! Cześć, chłopaki! – przywitała ich radośnie Smerfetka, ponownie opierając się na miotle. – Co mogę dla was zrobić?

– Witaj, Smerfetko. Jak widzę masz dzisiaj dobry humor – zaczął rozmowę Ważniak.

– Zgadza się, mamy smerfny początek jesieni, zaprzyjaźniłam się ze szczygłem i nie mogę przestać myśleć o koncercie! – odparła podekscytowana dziewczyna.

– To co? Ile zespołów już prosiło cię o dołączenie?

– Hmm? A, nie. Nie mam zamiaru brać udziału w konkursie – przyznała, kręcąc głową. Odwróciła się lekko i wróciła do zamiatania. – Stwierdziłam, że nie jestem taka wspaniała, a Smerfy zachwycają się mną tylko dlatego, że jestem Smerfką. Poza tym, coś czuję, że nagroda wcale nie byłaby dla mnie warta wysiłku.

– Oł – mruknął okularnik, spłaszczając lekko uszy. Nie tego oczekiwał, ale jakoś sobie poradzą. – W każdym razie przychodzimy do ciebie z pytaniem.

– Jak wszyscy – stwierdziła, machając lekko ogonem.

– Czy wiesz może, które Smerfy już mają gotowe zespoły?

Smerfka przerwała pracę i obróciła się w ich stronę, wybałuszając oczy.

– Jak na razie to jedynie Smerfiki oraz twoja była kapela – powiedziała cicho, nieco zaskoczona pytaniem.

– A to zdrajcy – warknął pod nosem Ważniak.

– Dlaczego tak cię interesują zaciekawione konkursem Smerfy? – spytała. – Czyżbyś miał zamiar wziąć w nim udział?

– Powiedzmy. – Brunet zmarszczył lekko czoło i podrapał się w tył głowy, zerkając lekko na Ciamajdę. To jest to! Może Smerfetka nie jest zainteresowana występem, a już na pewno nie na jego prośbę, ale dzięki Ciamajdzie mógłby coś ugadać z siostrą. – Zbieram Smerfy, którym spodobałby mi się mój pomysł.

– Ach tak? – Blondynka znów postawiła jeden koniec miotły na ziemi i oparła się o nią. – Zgaduję, że chętnych brak? – dodała nieco złośliwie.

– Właściwie to na razie jedynie ty i Ciamajda wiecie, że mam zamiar wziąć udział w konkursie.

– I targasz biednego Ciamajdę za sobą?

– To nie do końca tak, Smerfetko – odezwał się ostrożnie rudzielec, spuszczając lekko uszy i kuląc się, jakby bał się powiedzieć czegokolwiek.

– Co chcesz przez to powiedzieć, Ciamajdo?

Nie tylko Smerfetka wydała się zaskoczona nagłym odezwaniem się Ciamajdy. Ważniak sam był w szoku, wpatrywał się w niższego Smerfa, z niecierpliwością wyczekując jego następnych słów.

– Zgodziłem się wystąpić wraz z Ważniakiem w konkursie muzycznym...

– Co? – Smerfetka upuściła miotłę z wrażanie i omal nie upadła na ziemię, ale na szczęście Ważniak zareagował w porę i złapał ją za ramiona. – Ale dlaczego? Bez urazy dla ciebie, Ważniaku.

– Nic nie szkodzi.

– No bo... – Rudy chłopak splótł ręce za plecami, przesuwając lekko stopę w tę i z powrotem ze spuszczonym wzrokiem i uszami.

Brunet rozejrzał się ukradkiem, aby Smerfetka nie zobaczyła jego błądzącego po okolicy wzroku. Kiedy miał pewność, że są sami, wyciągnął lekko rękę i, chowając ją przed blondynką, zaczął poganiać Ciamajdę, zachęcać do kontynuowania, mimo że nie miał pojęcia, co planuje ich gapowaty brat.

Rudy Smerf westchnął, wziął kilka głębokich oddechów, powoli prostując ciało. Odczekał, aż kolana przestaną mu drżeć, a stopy staną pewnie na ziemi, po czym zaczął robić to, w czym wiedział, że jest naprawdę dobry. Starał się przy tym nie być zbyt głośny, aby nie zwrócić na siebie większej uwagi. Raz po raz, w umiarkowanym tempie, wydawał z siebie odgłosy, które jak dotąd Smerfetka słyszała tylko dzięki perkusji Perkusisty, ewentualnie garnków i talerzy Kucharza czy Piekarza albo ogromnego bębna z orkiestry.

Chłopak rozglądał się nerwowo, delikatnie uginając kolana do rytmu. Jego uszy poruszały się, nasłuchując. W końcu nie chciał, aby grono jego słuchaczy niespodziewanie się powiększyło, przynajmniej na razie.

Kiedy skończył, Smerfetka nadal wpatrywała się w niego ogromnymi oczami. Miotła wciąż leżała pod jej i Ważniaka nogami. Smerfka miała otwarte usta, a jej uszy były tak nisko opuszczone, że gdyby były dłuższe, dotykałyby jej ramion. Mówiąc krótko, dziewczyna była zszokowana.

Okularnik natomiast uśmiechał się tryumfalnie, zakładając ręce i przenosząc ciężar ciała na jedną nogę. Zadowolony z przebiegu sprawy, posłał Ciamajdzie spojrzenie pełne dumy i uznania, po czym zerknął kątem oka na siostrę.

– Cia... Ciamajdo – wydukała wreszcie. – Jak ty to...?

– Kiedyś przyłapałem go na tym po tym, jak Perkusista zabronił mu zbliżać się do swojego sprzętu – wyjaśnił Ważniak. – Nieźle, co?

– Taa... – mruknęła, próbując pozbierać się do kupy.

– Tak naprawdę to przyszliśmy tu w celu, w jakim przyjdą do ciebie wszystkie inne zespoły. Nie zagwarantujemy ci niczego odmiennego od nich, ale zastanów się, czy aby na pewno nie chciałabyś wziąć udziału w konkursie. – To powiedziawszy, Ważniak podszedł do Ciamajdy i poklepał go po ramieniu. – Chodźmy, Ciamajdo, Smerfetka raczej nie pomoże nam w szukaniu chętnych.

Blondynka nie spuszczała z nich wzroku, kiedy się oddalali. Nawet gdy nachyliła się wreszcie po nieszczęsną miotłę, jej oczy niczym przyklejone śledziły obu braci. Dziewczyna nie mogła nie zauważyć lekkiego rozczarowania w oczach Ciamajdy, kiedy Ważniak stwierdził, że nie ma sensu z nią dłużej rozmawiać.

Spuściła z nich wzrok tylko na chwilę, żeby spojrzeć na posprzątane podwórko i odstawić miotłę, to jest oprzeć ją o ścianę. Przygryzła dolną wargę, wachlując się chwilę uszami, po czym wykonała kilka szybkich i zdecydowanych kroków w stronę obu Smerfów.

– Chłopcy! Zaczekajcie! – zawołała.

Ważniak i Ciamajda przystanęli, niższy Smerf okręcił głowę, oglądając się przez ramię. Po minie Ważniaka można było wywnioskować, że Smerf świętował już zwycięstwo, ale Smerfetka jeszcze tego nie widziała.

– Tak? – spytał, odwracając się po chwili.

Obaj czekali spokojnie, aż Smerfka podejdzie.

– Dlaczego tak zależy wam na tym konkursie? I dlaczego zależy wam, abym wzięła w nim udział razem z wami? – spytała, kładąc ręce na talii i unosząc brew.

– Ponieważ chcemy udowodnić naszą wartość – odpowiedział krótko i stanowczo brunet, a Ciamajda pokiwał tylko głową, przytakując.

Podejrzliwa mina Smerfetki szybko zmieniła się w łagodną, troskliwą twarz, pozbawioną zmarszczek i jakichkolwiek niedoskonałości. Po raz pierwszy w życiu Smerfetka była pełna podziwu dla Ważniaka. Jej oczy na chwilę opuściły jego twarz i zatrzymały się na jego ramieniu, otaczającym ramiona niższego Smerfa.

– Poza tym, w moim planie przyda się taki piękny głos jak twój – dodał okularnik.

Dziewczyna uśmiechnęła się.


Uwagi:

Postanowiłam utworzyć inne słowo opisujące żeńską formę Smerfa, ponieważ słowo "Smerfetka" jest jednocześnie imieniem dla postaci i dziwnie mi jakoś używać go do opisu "samicy" Smerfa. I tak powstało słowo Smerfka.

Piosenki użyte w rozdziale:

– Smurf song

– Thank You For The Music (ABBA – aczkolwiek w głowie śpiewała mi Amanda Seyfried)