Sprawa stała się bardzo delikatna, kiedy Osiłek i Pracuś zgodzili się posłuchać o pomyśle Ważniaka i dołączyć do jego zespołu. Oba Smerfy nie były przekonane do Ważniaka, więc okularnik musiał być niezwykle ostrożny w tym, co mówił i jak mówił. Brunet miał nadzieję, że Ciamajda i Smerfetka pomogą mu utrzymać braci w zespole. Może i para przyjaciół nie pałała szczególnie pozytywnymi uczuciami co do niego, ale na pewno kilka słów od rudzielca i siostry wystarczy, żeby zostali.
Omawianie planu poprzez krzyczenie do siebie oczywiście nie miało sensu, toteż Osiłek i Pracuś szybko uwinęli się z dalszą robotą i odmeldowali się u Papy Smerfa. Po odniesieniu drabiny do Kominiarza chłopcy byli gotowi do dalszej rozmowy.
– Chyba nie zamierzamy stać na środku drogi? – zapytał sarkastycznie Pracuś, wycierając ręce w chustę.
– Możemy iść do mnie – zaproponował Ważniak, wzruszając ramionami.
– U ciebie nie ma wystarczająco dużo miejsca – zaprotestowała Smerfetka. – Lepiej będzie u mnie.
– Do ciebie będą zlatywać się inne Smerfy w różnych sprawach, nie tylko konkursowych. U mnie nikt nie będzie nam przeszkadzał.
– Bo niby kto miałby do ciebie przychodzić z jakąkolwiek sprawą? – zadrwił cicho Osiłek, przewracając oczami.
– Chodźmy do mojego warsztatu – powiedział z wolna Pracuś. – Tam nikt nie będzie nam przeszkadzał. Wystarczy, że wywieszę odpowiednią kartkę.
– Smerfastycznie! – Blondynka podskoczyła z radości i złapała stojącego obok Ciamajdę za rękę. – To chodźmy!
Zadowolony z siebie i swojej niewielkiej wygranej z Ważniakiem Pracuś wzruszył ramionami, wsadził ręce do kieszeni i poruszył szybko brwiami, przybierając zrelaksowaną minę. Ponaglił Osiłka ruchem głowy i ruszyli za rozentuzjazmowanym rodzeństwem do pracowni. Okularnikowi nie pozostało nic innego, jak podążyć za swoją wreszcie skompletowaną drużyną.
Kiedy znaleźli się w warsztacie, Pracuś natychmiast wskazał każdemu miejsce tak, aby nikt niczego nie zniszczył, a w szczególności dotyczyło to Ciamajdy. Skoro blondyn został gospodarzem spotkania, zebrał od każdego zamówienia na coś do picia i pognał na chwilę do kuchni, uprzednio nakazując Smerfetce pilnować pozostałych chłopców, gdyż nie ufał nawet Osiłkowi.
Ważniak usiadł na jednym z podstawionych taboretów, czując się nieco mniej pewnie niż zanim podszedł do Osiłka i Pracusia. Mając już w garści całą drużynę, musiał bardzo uważać na to, co i jak mówi. To wymagało zmiany podejścia do pozostałych Smerfów i zrezygnowania ze swojego ulubionego zajęcia: krytykowania innych i powtarzania, co to też Papa Smerf zawsze ponoć powtarza. Ciamajda i Smerfetka poszli na emocje bardzo łatwo, ale pozostałe dwa Smerfy najczęściej sprzeczały się z okularnikiem i generalnie dało się czuć pewną niechęć z ich strony do niego. Ważniak postawił więc sobie w głowie cel – utrzymać oba Smerfy w zespole na wystarczająco długo, aby ich rozmowy ze Smerfetką przekonały ich do stałego członkostwa.
– Dobra, jeżeli mamy wziąć udział w tym całym konkursie, potrzebny nam dobry plan – zaczął Pracuś, wchodząc do warsztatu z tacą pełną szklanek. – Skoro ty jesteś założycielem zespołu, na pewno nie zdziwi cię to, że w mojej opinii to ciebie należy obarczyć odpowiedzialnością za plan i jego realizację.
– O to się nie martw, mam plan – zapewnił Ważniak, zabierając z tacy jedną ze szklanek z wodą. – Chodzi mi po głowie odkąd tylko Papa Smerf ogłosił konkurs. Ciamajda i Smerfetka już wiedzą o moim pomyśle i nadal tu siedzą, więc chyba oznacza to, że nie może być całkowicie beznadziejny i niemożliwy do zrealizowania, nieprawdaż?
Cholera. Pomyślał dopiero po wypowiedzeniu tych słów. Powinien był ugryźć się w język. Słowa, które wypadły z jego ust były zbyt wyniosłe, zbyt pewne swego, zbyt "ważniakowate". To wystarczało, aby co najmniej wylać na niego zawartość pozostałych szklanek i wyrzucić z warsztatu. Niestety, nie mógł już cofnąć swoich słów, więc zachował zimną krew i ze stoickim spokojem przeniósł wzrok z blondyna na szklankę, udając, że nic się nie stało.
Ku jego zadowoleniu, Pracuś przewrócił jedynie lekko oczami i podszedł do następnej osoby. Brunet odetchnął z ulgą i wziął duży łyk wody. Tym razem mu się udało.
Ciamajda i Smerfetka zdawali się nie zwrócić uwagi na jego słowa, zatem bardzo możliwe, że źle ocenił poziom tolerancji swoich braci na swój sposób wypowiadania się. Z drugiej strony oba Smerfy mogły tylko czekać, aż Ważniak wyjawi im swój plan, po czym stwierdzą, że jest bez sensu i i tak okularnik wyląduje na chodniku pod warsztatem.
Pracuś rozsiadł się wygodnie na swoim stoliku roboczym z ostatnią szklanką i spojrzał na bruneta w dość neutralny sposób.
– Słuchamy – oznajmił. – Osiłek i ja nadal nie mamy pojęcia, do czego pijesz, więc teraz odpowiesz na kilka pytań. Po pierwsze: Dlaczego zdecydowałeś się wziąć udział w konkursie muzycznym i to bez swojego poprzedniego zespołu? Po drugie: Dlaczego uważasz, że akurat nas potrzebujesz w swoim zespole? Po trzecie: Dlaczego mielibyśmy się zgodzić na udział w tym konkursie? Już nawet nie chodzi o to, że to z tobą i twój pomysł będziemy realizować, ale sam fakt, że zarówno ja jak i Osiłek mamy również inne obowiązki, niekoniecznie związane z przygotowaniami do tej imprezy.
Brunet spodziewał się tych pytań i wiedział doskonale, co ma powiedzieć. W razie porażki mógł liczyć na pomoc ze strony pozostałych dwóch obecnych Smerfów. Wiedział, czego chce, czego potrzebuje i miał nadzieję, że zna swoich braci na tyle dobrze, aby przekonać ich, że warto do niego dołączyć.
– Cóż, na udział zdecydowałem się, ponieważ mam dość bycia niedocenionym. Zanim mnie wyśmiejecie, nie mam zamiaru podchodzić do tego w ten sam sposób, co zazwyczaj. Nie chcę być uważanym za laika, który wszędzie się wtrąca, a nie potrafi zaprezentować sobą niczego. – Okularnik słusznie spodziewał się, że któryś z chłopców parsknie cicho pod nosem. – Domyślam się, że właśnie tak mnie postrzegacie i spodziewacie się, że nie będę dobrym liderem i porozstawiam was po kątach, w wyniku czego niczego nie osiągniemy.
– Trafnie się domyślasz – wtrącił Osiłek.
– Więc głównym twoim celem jest wykazanie się?
– To prawda, ale okazało się, że nie tylko ja widzę w tym konkursie coś dla siebie. – Ważniak rzucił krótkie spojrzenia na Ciamajdę i Smerfetkę.
– Tak, to prawda – przyznała szybko Smerfetka. – Przyznam szczerze, że nie chciałam brać udziału w tym konkursie, ponieważ wszyscy kochają mnie po prostu za to, że jestem, i zespół, w którym bym wystąpiła, miałby duże szanse na wygraną tylko dlatego, że ja bym tam była. Powiedzmy sobie bez ogródek, tak to wygląda, jestem tą kochaną siostrzyczką, oczkiem w głowie wioski, może tylko Smerfuś cieszy się większym zainteresowaniem niż ja. Ale kiedy Ważniak i Ciamajda podeszli do mnie dzisiaj poczułam, że chcę wziąć w tym udział dla nich.
– Czyli nie czerpiesz z tego żadnych korzyści tylko dla siebie?
– Na początku tak mi się zdawało, ale po głębszym zastanowieniu czuję, że nasza piątka ma w sobie coś, czego jeszcze nie poznała reszta wioski i jesteśmy w stanie stworzyć razem coś pięknego. Dzięki temu Smerfy może docenią mnie za coś, co faktycznie w sobie mam, a nie za to, że po prostu istnieję, bo to takie... puste.
Osiłek pomachał żywo uszami, popijając w spokoju smerfojagodowy sok. Ważniak zachował spokój, przybierając na ten moment neutralną postawę. Czas, aby Smerfetka i Ciamajda sami pokazali, że nikt ich do niczego nie przymusza.
– Dość ciekawa obserwacja – zauważył szatyn. – Aż głupio się przyznawać, ale chyba rzeczywiście większość z nas docenia cię przez to, że tu jesteś i jest w tobie coś innego, niż w pozostałych Smerfach, ale jednocześnie nie ma na pierwszy rzut oka czegoś, co jasno określałoby, dlaczego masz być tak niezwykła.
– To jest frustrujące, jeżeli jest się kimś wywyższanym, choć samemu nie widzi się ważnego powodu i dostrzega w tym pewną niesprawiedliwość – dodał Pracuś. – A ty, Ciamajdo? Dlaczego zgodziłeś się dołączyć do Ważniaka?
– Z podobnego powodu – zaczął niepewnie rudzielec. – Każdy Smerf ma swoją cechę charakteru, która góruje nad innymi i stanowi główny atut. Ale w moim przypadku nietrudno nie zauważyć, że moja fajtłapowatość nie jest raczej pozytywnie odbierana.
– Więc też chcesz coś udowodnić innym Smerfom?
– Tak, ale nie mam na tyle odwagi, żeby wyjść na scenę sam, więc ucieszyłem się, kiedy Ważniak zaproponował mi współpracę.
– Dodam – przerwał niższemu Smerfowi okularnik, – że Ciamajda będzie miał bardzo ważne zadanie, dość oryginalne i na pewno zaskoczy wszystkich.
Ciamajda kiwnął jedynie głową, kończąc tym samym temat. Odpowiedź na pierwsze pytanie została udzielona, a po reakcji Pracusia i Osiłka okularnik był coraz bardziej pewny sukcesu, a przynajmniej kompromisu.
– Przechodząc dalej, powiem krótko: mój były zespół mnie wystawił, tyle. Co do drugiego pytania, nie wybrałbym was, gdybym nie usłyszał waszego mini koncertu na dachu.
Osiłek ponownie parsknął śmiechem pod nosem i zamachnął się energicznie ogonem, rozbawiony "mini koncertem". Pracuś natomiast spuścił lekko uszy i zrobił się czerwony na policzkach i szyi, co usiłował bezskutecznie zakryć podczas popijania wody. Zabawne, pomyślał Ważniak.
– Dużo Smerfów potrafi śpiewać, więc nadal nie rozumiem – powiedział z lekko drażliwym uśmiechem silny Smerf, zakładając ręce i bujając się na krześle.
– Właśnie zmierzam do wyjaśnień. – Brunet nasunął okulary wyżej na nos i pozwolił sobie wstać z taboretu. – Fakt, mamy w wiosce mnóstwo głosów, które mogą się nadać do śpiewu, co wiem, ponieważ przecież uczęszczam na zajęcia chóru. – Cholera, przestań się wymądrzać! Ważniak przełknął ślinę i zagryzł lekko wargę. – Mój pomysł zakłada jednak współpracę głosów o konkretnych barwach i skalach oraz dodatkowych możliwościach. Na przykład Ciamajda dysponuje całkiem smerfnym głosem tenorowym, aczkolwiek jego talent do naśladowania odgłosów instrumentów perkusyjnych jest wyjątkowo unikalny, dlatego grzechem byłoby go nie pokazać.
– To się nazywa beatboxing – mruknął Pracuś, mrugając szybko oczami. – Czasami radio, które kiedyś znalazłem i trzymam w warsztacie odbiera różne stacje radiowe ludzi. Tam poruszane są różne muzyczne tematy, stąd znam ten termin.
– Wiemy trochę o współczesnej muzyce ludzkiej, gdzie perkusja pełni ważną rolę. Właśnie tym jest Ciamajda, taką bazą, podstawą rytmiczną. Jeżeli połączymy jego zdolności z twoim niskim głosem, Osiłku, uzyskamy bardzo ciekawy efekt.
– Okay, a co miałbym konkretnie smerfować?
– Linię basową, która wkomponuje się do harmonii pozostałych trzech głosów: barytonu, czyli mnie, bardzo wysokiego tenoru, podchodzącego wręcz skalą do głosu żeńskiego, czyli ciebie, Pracusiu, oraz głosu żeńskiego, czyli Smerfetki.
– Trochę to zagmatwane, ale może się w tym zaraz połapię.
– Czyli mówiąc wprost, chcesz stworzyć zespół a-cappellowy. Właśnie tego terminu użyłeś wcześniej, "a-cappella". – Pracuś spojrzał na Osiłka. – To nie jest takie głupie.
– Miałem nadzieję, że to zauważycie.
– Jednakże, dobre głosy to nie wszystko. Potrzebny jest przesmerfnie dobry słuch muzyczny i zdolność do dobrej komunikacji i współpracy z innymi. Do tego potrzebny jest czas, trzeba nadać nazwę zespołowi, skomponować utwór, nauczyć się partii, połączyć je. To wszystko nie jest takie proste.
– Wiem, dlatego chcę wiedzieć teraz, na czym stoję.
– Jeżeli jesteś w stanie na teraz zagwarantować nam, że nie będzie to miało wpływu na nasze codzienne obowiązki i przygotowania do wydarzenia oraz jesteś pewien, że się nie ośmieszymy, to się zgodzę. Osiłku?
– Gdzie ty, tam i ja, chociaż nadal mam wrażenie, że jeszcze tego pożałuję.
– Biorę na siebie pełną odpowiedzialność – odparł głośno Ważniak.
– Ale super! – krzyknęła uradowana Smerfetka i podbiegła do obu pracowitych braci, aby ich uściskać.
– Też się cieszę. – Brunet odstawił pustą szklankę na tacę. – Myślę, że możemy zakończyć nasze spotkanie. Przez najbliższe dni chciałbym, aby każde z was pomyślało nad nazwą dla zespołu. Na to chyba znajdziecie czas? Co do utworu, dajcie mi kilka dni, a być może sami wpadniecie na ciekawy pomysł.
– "Smerfne Tony".
– Hmm, nie, nie sądzę, Smerfetko.
– Dlaczego nie?
– To jest zbyt, no nie wiem...
– Lamerskie.
– Jakie?
– Nie wiem, słyszałem, jak ludzie tak nazywają pomysły do dupy.
– Dobra, tobie dziękujemy, Osiłku.
– No co?
Od pierwszego spotkania zespołu minęły dwa dni. W tym czasie Pracuś i Osiłek nadal wykonywali swoje obowiązki, Smerfetka miała czas dla siebie, a Ciamajda dla swoich kamieni. Ważniak szukał inspiracji i starał się radzić sobie ze stresem i presją czasu. Zespół spotykał się codziennie w różnych miejscach na tzw. szemranie, gdzie wymieniali się pomysłami na nazwę zespołu czy skomponowanie utworu.
Teraz zespół dyskutował podczas podwieczorku. Wybrali stolik gdzieś w kącie, z dala od innych Smerfów, aby nikt ich nie podsłuchiwał. Ważniak wiedział, że niedługo mieszkańcy wioski zaczną coś podejrzewać, a wolał zachować w tajemnicy swoje plany aż do koncertu.
– Naprawdę to wszystkie pomysły, jakie mamy na ten moment? – zapytał okularnik, masując się po skroniach. – Przeczytajmy jeszcze raz wszystkie opcje.
– Pięć Nut, Smerfna Piątka, Leśne Głosy, Muzykanci z Wioski, Smerfne Tony... – czytał monotonnym głosem Pracuś.
– Nie zrozumcie mnie źle – przerwał mu brunet. – Te nazwy są ciekawe, nie kłamię...
– Weź mnie nie osłabiaj – jęknął blondyn.
– Tylko że właśnie nie pasują do naszego zespołu. Chciałbym, żeby nazwa przedstawiała nas, ale nie była przy tym aż tak oczywista. Ale spokojnie, na nazwę mamy czas aż do zapisów na konkurs.
Podczas dyskusji Ciamajda rozglądał się od czasu do czasu w poszukiwaniu podejrzliwych Smerfów. Zespół nigdzie nie mógł przebywać razem zbyt długo, ponieważ inni mieszkańcy wioski mogliby zacząć krzywo na nich patrzeć i ciekawić się, co takiego połączyło tę piątkę. Rudzielec wypatrzył zerkającego w ich stronę Piekarza i szturchnął Ważniaka łokciem.
– Chyba powinniśmy się rozejść, Ważniaku – szepnął.
– Hmm? – Okularnik dyskretnie zerknął kątem oka na Piekarza, który natychmiast udał, że rozmawia z siedzącym obok Malarzem. – Ciamajda ma rację, czas się zbierać. – Brunet zabrał swoją miskę i szarpnął za sobą Ciamajdę.
Chwilę po nich wstał Pracuś i podniósł swoją miskę.
– Widzimy się za godzinę na budowie, Osiłku – mruknął. – Jakby ktoś mnie potrzebował, będę u siebie.
Szatyn kiwnął jedynie głową, napierając plecami o oparcie krzesła z założonymi rękami i wzrokiem wbitym w stół. Siedząca obok Smerfetka wykrzywiała twarz na różne sposoby, rozmyślając nad czymś. Kiedy w jadalni nie zostało już dużo Smerfów, dziewczyna parsknęła śmiechem i spojrzała na Osiłka.
– A więc uczysz się ludzkiego slangu?
Tydzień intensywnego myślenia, przeplatanego z życiem prywatnym, pracą i obowiązkami, jedzeniem i spaniem, przyniósł zespołowi kilka rezultatów. Wczesnym wieczorem do warsztatu wpadł zdyszany Ciamajda i, chcąc oprzeć się o coś, aby nabrać kilka głębokich wdechów, położył rękę na końcówce deski spoczywającej na stole. Deska, na której leżało kilka śrubek, przechyliła się, uderzając rudego Smerfa w twarz i rozrzucając śrubki po podłodze.
Pracuś przyglądał się całemu zdarzeniu znudzonym wzrokiem. Nie było powodu krzyczeć na gapowatego Smerfa, ponieważ nic by to nie zmieniło. Oczywiście, że blondyn był wściekły, gdyż poszukiwanie śrubek zajmie mu całą noc i pół dnia, a poza tym ktoś może zranić się w stopę, depcząc po nich, ale Ciamajda ciamajdą pozostanie na zawsze. Niższy Smerf westchnął ciężko i odłożył wiertarkę, po czym podszedł do zbierającego się z podłogi rudowłosego.
– Skąd ten pośpiech? Pali się czy co? – zapytał, chwytając oburącz za ramię zdezorientowanego chłopaka.
– O rety, Pracusiu, od kiedy twój warsztat pełen jest gwiazdek i ptaszków? – wymamrotał Ciamajda, chwiejąc się na nogach.
– Gorzej ci?! – Blondyn potrząsnął z całej siły wyższym Smerfem. – Co cię tu sprowadza?
– Uh... – Ciamajda pokręcił lekko głową. – Wa...Wa...Ważniak powiedział, że za chwilę przyjdzie ze Smerfetką i Osiłkiem do twojej piwnicy!
– Słuchaj, nie obchodzą mnie chore fetysze innych...
– Nie! Ważniak zarządził ważne spotkanie na już! Nie wiem, dlaczego, ale był bardzo przejęty.
Blondyn wydął wargi, przewracając oczami. Nie uśmiechało mu się gościć kogokolwiek u siebie tego wieczoru. Od dwóch dni każdą wolną chwilę poświęcał słuchaniu ludzkiego radia i podpinaniu się do internetu, szukając dobrego utworu lub chociaż inspiracji. Chłopak zbyt stresował się pozostawieniem wszystkiego Ważniakowi, usiłował więc na własną rękę coś znaleźć.
– Dobra, zejdź do piwnicy, tylko uważaj.
Osiłek wśliznął się do piwnicy niemalże niezauważony przez Pracusia, a chwilę za nim do warsztatu zawitała Smerfetka.
– Osiłek zapukał do mnie niezbyt delikatnie – stwierdziła, robiąc zdziwioną twarz, jakby ktoś powiedział lub zrobił coś, czego nie rozumiała lub uważała za głupie. – Omal nie wysmerfował mi drzwi z zawiasów.
– Jest już na dole, słowem się nie odezwał – odparł blondyn. – Roztaczał wokół siebie aurę wsmerfienia, więc będzie zabawnie, jak Ważniak przyjdzie.
Pracuś podniósł ze stolika swoje radio wielkości kartonowego pudła i skierował się do piwnicy w towarzystwie Smerfetki. Schodząc po schodach słyszeli rozmowę Ciamajdy i Osiłka. Szatyn siedział w kącie, tupiąc niecierpliwie nogą i przygryzając dolną wargę, odpowiadał jedynie krótko na wszystko, co mówił Ciamajda.
– Widzę, że humor dopisuje – mruknął nieprzyjemnym dla ucha głosem Pracuś, ogarniając znudzonym wzrokiem piwnicę. – Osiłku, dlaczego chciałeś zniszczyć drzwi domku Smerfetki?
– Wcale nie chciałem! – wybuchnął silny Smerf. – Po prostu mam zły dzień i bardzo nie chciałem się dzisiaj spotykać.
– To naprawdę okropne. – Pracuś kiwnął głową, marszcząc brwi, jednak po chwili powrócił do swojego znudzonego wyrazu twarzy. – Wracając, póki nie ma Ważniaka mogę zademonstrować wam, co udało mi się znaleźć. – Chłopak odłożył niezbyt delikatnie stare radio na jeszcze starszą komodę z cichym stękiem.
– Nie taki był układ z Ważniakiem – zauważył Osiłek.
– Chrzanić układ, nie mogę spać spokojnie z myślą, że wszystko zależy od niego.
– Jak to miło, że pokładasz we mnie tak wielkie nadzieje – doszedł ich głos ze szczytu schodów.
Ważniak zszedł powoli do piwnicy, ignorując poirytowane spojrzenie gospodarza. Nasunął wyżej okulary na nos i przyjrzał się radiu. Mruknął coś pod nosem, po czym ogarnął wzrokiem pomieszczenie. Wszędzie walało się pełno gratów, które z jakiegoś powodu nie został jeszcze wyrzucone przez Pracusia. Zapewne blondyn zapierał się, że te śmieci na pewno mu jeszcze do czegoś posłużą.
– Podobno chciałeś nas widzieć – zaczął Pracuś, krzyżując ręce na piersi.
– Tak. I cieszę się, że zjawiliście się wszyscy. Na początku chciałbym zapytać was, czy macie jakieś nowe propozycje na nazwę zespołu?
Ciamajda pokręcił przecząco głową, Smerfetka przygryzła dolną wargę i spuściła uszy. Wymowna cisza wystarczyła brunetowi, nie potrzebował wiedzieć więcej.
– No dobrze, w takim razie zaproponuję wam pewne rozwiązanie naszego problemu z utworem na konkurs. – Okularnik wysunął z rogu jedno z zakurzonych krzeseł i usiadł na nim wygodnie, zakładając nogę na nogę i splatając dłonie na kolanie. – Dowiedziałem się od kilku Smerfów, że inne zespoły wyciągają na konkurs coś ze swoich tradycyjnych repertuarów, a więc nie tworzą niczego nowego. Jedyne co, to odrobinę ulepszają to, co już powstało.
– Uważasz, że to może być szansa dla nas? – spytała cicho Smerfetka, nie spuszczając wzroku z Ważniaka, kiedy powoli zbliżała się do Osiłka.
– Musielibyśmy zrobić naprawdę niesamowite wrażenie, żeby można było nazwać ich odgrzewane kotlety szansą – mruknął silny Smerf, wyprostowując się na krześle. Blondynka usiadła mu na kolanie i wzruszyła ramionami, nagle zamyślona.
– Myślę, że sam pomysł z a-cappellą jest dość nowatorski, aby dać nam przewagę. Moja propozycja brzmi: nie tworzymy zupełnie nowego utworu, a jedynie szukamy czegoś gotowego, co moglibyśmy przepisać na czterogłos, ewentualnie pięciogłos, z perkusją. Co wy na to? – Brunet złożył ręce przed twarzą, jedynie opuszki palców stykały się ze sobą.
Ponownie odpowiedziało mu milczenie i cztery pary wpatrujących się w niego oczu. Wszyscy członkowie zespołu pochłonięci byli przemyśleniami na temat propozycji Ważniaka. Trwali pochłonięci w tej ciszy przez dobre kilka minut.
Ważniak postawił na cierpliwość, z której raczej nie słynął. Zbyt zależało mu na sukcesie, aby i tym razem samemu coś sknocić. Szybko zauważył, że to było prostsze, niż się spodziewał. Wystarczyło jedynie zmniejszyć swój udział i dać wypowiedzieć się innym, dać im czas, wysłuchać ich i samemu zastanowić się nad opcjami autorstwa innej osoby.
– Z ogromnym trudem przechodzi mi to przez gardło, – przerwał milczenie Pracuś, – ale twoja propozycja idealnie współgra z moim pomysłem. A przynajmniej tak mi się wydaje.
Pozostali, oprócz Ważniaka, wybałuszyli oczy. Osiłkowi z wrażenia opadły uszy. Nim jednak ktokolwiek zdążył wciąć się w nadchodzącą rozmowę, blondyn kontynuował.
– Pozwólcie, że zademonstruję wam coś, co udało mi się wydobyć z tego starego radia.
Uwaga rodzeństwa padła na ciężkie, niemalże sześcienne radio. Dla człowieka było to jak pudełko mieszczące się spokojnie w dłoni, lecz dla nich był to duży i ciężki kloc. Pracuś przekręcił kilka pokręteł, wyregulował głośność, a następnie ze starego gruchota wydobył się nieco zniekształcony dźwięk. Dobrze znaną ludziom melodię zagrał kwartet smyczkowy z towarzyszeniem fortepianu. Delikatne dźwięki rozpływały się w uszach Smerfów, wprowadzając w spokojny nastrój.
Po przejściu z drugiej zwrotki w trzecią Pracuś pokręcił ponownie, a ta sama melodia została wykonana w innej aranżacji. Był to już zespół z wokalistą. Równie spokojne brzmienie wypełniło piwnicę.
– Praktycznie każdą piosenkę da się przepisać na instrumenty muzyczne – powiedział z lekką satysfakcją w głosie Pracuś. – Tę piosenkę słyszałem już w kilku różnych wykonaniach, a za każdym razem wydaje się tak samo niezwykła. Gdybyśmy przysiedli do tych nagrań we dwóch, ty i ja, niecały tydzień zajmie nam przepisanie nut i stworzenie własnej wersji tego utworu. W ten sposób zrealizujemy twoją propozycję, Ważniaku.
– Czy ty właśnie sam zaproponowałeś Ważniakowi współpracę? – powiedział zdumiony Osiłek.
– Siedzimy w tym już razem, a on jest założycielem zespołu, do którego należymy. Sami na to przystaliśmy. – Blondyn rzucił przyjacielowi szybkie spojrzenie. – Ważniak prowadzi chór, więc ma jakieś doświadczenie. Ja i Smerfetka w nim śpiewamy, więc mogę mu pomóc w wolnej chwili.
– O rety, a ty masz w ogóle wolną chwilę? – mruknął milczący jak dotąd Ciamajda.
– Coś się znajdzie...
Ważniak założył ręce i mruknął przeciągle. W swojej głowie zaakceptował już pomysł Pracusia, ale wolał udać, że się zastanawia. Po krótkiej chwili kiwnął lekko głową.
– Podoba mi się – odparł krótko. – Jakieś obiekcje? – spytał, spoglądając na pozostałą trójkę.
– Ja uwielbiam ten utwór – powiedziała z uśmiechem Smerfetka.
– Może być – burknął od niechcenia Osiłek.
– Nawet gdybym był przeciwny, to zostało przegłosowane. – Ciamajda wzruszył ramionami. – Ale nie jestem przeciwny.
Zadowolony Ważniak klasnął w dłonie.
Zgodnie z przewidywaniami Pracusia, przepisanie utworu i stworzenie własnej wersji nie zajęło braciom tyle czasu, ile większość Smerfów by się spodziewała. Ważniak miał mnóstwo wolnego czasu, który spędzał w warsztacie przy starym radiu. Na przemian słuchał poszczególnych wersji piosenki z keyboardem przy sobie i przepisywał różne kombinacje. Nie przeszkadzało to zajętemu swoimi obowiązkami Pracusiowi, który podchodził do niego w czasie przerw lub gdy sam nagle wpadł na ciekawy pomysł.
Najdłużej siedzieli razem wieczorem. Wtedy Pracuś wracał już z prac dotyczących koncertu i nie zajmował się naprawianiem mebli i innych rzeczy dla braci czy sióstr. Zajęty był własnymi projektami i był w stanie skupić się lepiej na pomocy Ważniakowi.
W cztery dni udało im się w miarę poskładać całość. Kosztowało ich to nieprzespane noce, co zresztą nie było nowością dla niższego Smerfa, ogrom kawy, oczywiście również nic nowego dla blondyna, wyczerpanie psychiczne i prawdopodobnie niewielki upadek na zdrowiu psychicznym dla obu Smerfów. Ale udało się!
Jeszcze tego samego wieczora, który obaj okrzyknęli sukcesem, Ważniak zapukał kolejno do Ciamajdy, Smerfetki i Osiłka i poinformował ich, że od następnego dnia rozpoczynają próby w ustronnym miejscu, najlepiej wcześnie rano lub późnym popołudniem.
Na pierwszą próbę umówili się o szóstej rano na skraju wioski, za domkiem Smerfików. Pierwszy na miejscu znalazł się Osiłek, nie dziwota. Szatyn często wstawał wcześnie rano, aby trochę pobiegać. Natomiast zdziwiło go, że po kilku minutach od przybycia na miejsce ujrzał włóczącego w jego kierunku nogami Ciamajdę.
Rudy Smerf ziewał, otwierając buzię szeroko niczym ryczący lew, jednak jego ziewnięcia były niemalże bezgłośne. Oczy miał przymrużone, świeżo przebudzony wzrok kierował na trawę przed sobą. Osiłek skinął na niego głową na powitanie, ale niższy Smerf mruknął coś jedynie i oparł się o duży kamień.
Krótką chwilę po nim pojawili się Smerfetka i Pracuś, pocierając oczy.
– A gdzie Ważniak? – spytał blondyn.
– Mnie się nie pytaj, ja go nie widziałem. – Osiłek wzruszył ramionami, zakładając ręce.
– Zamierzamy ćwiczyć za domkiem Smerfików? – Smerfetka zmarszczyła nos.
– Nie – odparł Pracuś. – Tu mieliśmy się tylko spotkać. Ważniak chce urządzać próby poza wioską, aby nikt nas nie słyszał. – Chłopak przewrócił oczami. – Powiedział, że chce, aby nasz pomysł pozostał tajemnicą aż do konkursu.
– I zamierzam zrealizować ten plan – powiedział dumnym głosem Ważniak, który pojawił się za ich plecami nie wiadomo skąd. – Chodźmy.
Kwintet szedł w ciszy znajomą ścieżką. Ważniak prowadził, starając się zachować pewność siebie, ale drepczący mu po piętach Osiłek skutecznie mu to uniemożliwiał. Pozostali szli w miarę równo, kilka kroków za nimi.
Słońce jeszcze nie wzeszło ponad linię horyzontu, jednak było wystarczająco widno, aby maszerować bez obaw. Ptakom bynajmniej nie przeszkadzał brak ogromnej gwiazdy na niebie, śpiewały w najlepsze, przypominając Smerfetce o jej przyjacielu, szczygle. Blondynka uśmiechnęła się pod nosem.
Kiedy wreszcie się zatrzymali, zespół zwrócił uwagę na torbę, którą niósł ze sobą Ważniak.
– W środku są nuty z tekstem, podziały na role, butelki z wodą i bułki – powiedział, po czym wyjął kilka kartek papieru i zaczął rozdawać rodzeństwu. – Przejrzyjcie to i wypowiedzcie się.
Brunet dał Smerfetce, Ciamajdzie i Osiłkowi parę minut. Dziewczyna wyglądała na bardzo zainteresowaną, jej mina kilkakrotnie zmieniała się, ale zawsze pozostawała pozytywna. Ciamajda obracał kartki, drapał się często po głowie, ale wyglądało na to, że rozumie przekaz. Osiłek natomiast parsknął cicho kilka razy, uśmiechając się i kręcąc głową.
– Skąd pomysł, że potrafię tak nisko? – zerknął spode łba na Ważniaka, wciąż się uśmiechając.
– Potrafisz – odparł poważnym głosem Pracuś, mierząc go intensywnym spojrzeniem.
– A, racja, stąd. – Szatyn wskazał niegrzecznie palcem na przyjaciela, po czym wrócił do przeglądania nut.
– Jeżeli już przejrzeliście całość, – zaczął okularnik, – omówmy to. Jak widać, zaśpiewamy cztery zwrotki, po jedną na każdy głos, z wykluczeniem Ciamajdy.
– Właśnie, dlaczego? – spytała podejrzliwie Smerfetka.
– Bo nie chciałem – odparł niepewnie rudzielec. – Nie czuję się gotowy na takie "solo".
– Komfort każdego członka drużyny jest najważniejszy – podkreślił Ważniak, prostując uszy. – Ja zaśpiewam pierwszą zwrotkę, ma ona być lekka, dlatego wasz akompaniament ograniczy się tylko do nucenia dźwięków. Z każdą następną zwrotką utwór będzie narastał. Drugą zwrotkę zaśpiewa Osiłek, a Smerfetka trzecią. W tej zwrotce wchodzi Ciamajda z beatboxem, wcześniej tworzy harmonię z pozostałymi. Końcówka trzeciej zwrotki jest już bardzo głośna, zdawać się ma, że wchodzi w moment kulminacyjny, ale zaraz po tym czwarta zwrotka, którą śpiewać będzie Pracuś, rozpocznie się tak samo cicho i niepozornie, jak sam początek utworu. Jednak ta zwrotka bardzo szybko się rozwinie, z cichego początku do głośniejszego końca. Następnie jest kolejne chwilowe wyciszenie, które przechodzi w moment kulminacyjny, gdzie dzieje się wszystko. Końcowe takty są już tylko nuceniem, które stopniowo się wyciszy. – Brunet wziął głęboki wdech. – Co wy na to?
– Wow! – krzyknęła Smerfetka. – Nie sądziłam, że wystąpimy z czymś takim! – Dziewczyna wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.
– Ja też nie – dodał Osiłek. – Skąd pewność, że damy radę to ogarnąć?
– Nie wierzysz w nas? – Smerfka szturchnęła go łokciem.
– Tego nie powiedziałem.
– Nadal jest jedno "ale" – zmieniła temat blondynka.
– Jakie?
– Jak chcemy ćwiczyć bez instrumentu to podawania dźwięku?
– Na szczęście pomyślałem i o tym. – Ważniak zaczął grzebać w swojej torbie. – Mamy dwa rozwiązania tego problemu. O jednym z nich dowiedziałem się dopiero wczoraj wieczorem. – Brunet spojrzał wymownie na Pracusia, który przekręcił oczami z frustracją. – Oto pierwsze rozwiązanie. – Okularnik wyjął z torby kamerton. – Na pewno wiecie, co to jest.
Pozostali pokiwali głowami.
– Nie potrzebujemy zatem targać żadnego dodatkowego sprzętu. Drugie rozwiązanie to słuch absolutny, którym dysponuje Pracuś i nie raczył się nigdy tym pochwalić.
– Nie uważam, żeby było się czym chwalić. – Blondyn wzruszył ramionami.
– Masz słuch absolutny?! – pisnęła zdumiona Smerfetka. Kiedy chłopak kiwnął niechętnie głową, dziewczyna podskoczyła. – Ale smerfastycznie!
– Dobrze, może bez dalszego przeciągania. Jeżeli wszystkim się podoba, możemy zacząć próbę.
Pierwsza próba zespołu trwała ponad trzy godziny.
Uwagi:
Ta historia dzieje się w czasach teraźniejszych, stąd radio, internet i inne takie. Po prostu Smerfy pozostały przy swoim tradycyjnym życiu, wykorzystując niewiele z technologii XXI wieku.
