Plan Amelii doczekał się natychmiastowej realizacji — jeszcze tego samego dnia Syriusz zdobył od Jamesa pelerynę niewidkę, która miała mu posłużyć na krótkim odcinku trasy od punktu aportacyjnego do domu jego matki. Prawdopodobieństwo, że zostałby przez kogoś rozpoznany podczas ich kilkuminutowego spaceru, było niewielkie, jednak żadne z nich nie zamierzało ryzykować. Poranne wydanie Proroka Codziennego obfitowało w ruchome fotografie osób podejrzanych o aktywne śmierciożerstwo. Szkolne zdjęcie roześmianego Łapy zajęło niechlubne miejsce pomiędzy ponurym, siwowłosym czarodziejem podpisanym jako Corban Yaxley a zezującą obłąkańczo do fotografa Bellatriks Lestrange.
— Walburgi nie powinno być teraz w domu — oznajmił Syriusz, gdy stanęli w ciemnej alejce nieopodal rzędu szeregowych domów położonych w samym centrum Londynu. — O tej porze zawsze wychodziła wraz z innymi paniami rodu Black na ploteczki do ciotki Druelli. Robiła tak od lat, więc myślę, że nic się w tej materii nie zmieniło.
— A co, jeśli jednak ją spotkamy? — zapytała, pełna obaw, że zaraz dostąpi zaszczytu poznania Walburgi Black we własnej osobie.
Na dobrą sprawę nawet by się nie zdziwiła — w końcu Syriusz zdradził jej, że jego matka mieszkała już tylko ze Stworkiem, co znacząco zwiększało prawdopodobieństwo jej spotkania.
A ona, Amelia... W bezpośredniej konfrontacji z Walburgą Black nie dawała sobie żadnych szans. W głowie tkwiła jej jedynie opowieść Syriusza o wydziedziczeniu w wieku szesnastu lat i anegdota, którą uraczył ją dzisiejszego poranka, parafrazując wrzaski o hańbie łona, jaka ją spotkała w związku z jego narodzinami. Po takim przedstawieniu Amelia była już pewna, że ta kobieta nie miałaby najmniejszych skrupułów, by wyrzucić ich z terenu jej posiadłości, jeszcze zanim postawiliby na nim nogę.
— To jej powiem, żeby się... — Wahanie w jego głosie tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że na usta cisnęły mu się same niecenzuralne słowa. — Odczepiła. Zresztą nie o nią tutaj chodzi. Nasz główny cel to znaleźć Stworka i wyciągnąć od niego prawdę.
— Ale my naprawdę nie możemy sobie ot tak wparować do domu twojej matki — jęknęła bezradnie. — Co, jeśli powiadomi Ministerstwo? Na pewno dostała wyjca z Wizengamotu...
— Walburga w Ministerstwie? — Syriusz nieoczekiwanie parsknął śmiechem. — Ona nienawidzi tej zapyziałej instytucji bardziej niż czegokolwiek innego na świecie. Serio, dla niej już nawet mugole są więcej warci niż urzędnicy.
Spojrzała na niego z kwaśną miną.
— Nie zapominaj, że ja tam pracuję — sapnęła, ale on tylko mrugnął do niej łobuzersko. — To jest zbyt ryzykowne, nawet jeśli twierdzisz, że nikt na ciebie nie doniesie.
— Bez sensu jest takie hipotetyczne gdybanie, Bones — odrzekł, wzruszając beztrosko ramionami. — Nie ma jej teraz w domu, jestem tego pewny.
Co ją podkusiło, by przystać na tak skrajnie nieodpowiedzialny pomysł? Bardzo możliwe, że w przypływie euforii z powodu wymyślenia planu na uniewinnienie Syriusza nie wzięła pod uwagę, że pewne aspekty mogłyby spalić ów plan na panewce. Nie chciała już jednak ani się wykłócać, ani tym bardziej wycofywać — w końcu rozmowa ze Stworkiem była jedynym sposobem, żeby dowiedzieć się, czy mogłaby wykorzystać dane różdżki Regulusa do stworzenia raportu o Syriuszu.
— Dobra, idziemy — skwitowała hardo.
Twarz Syriusza rozjaśniła się w triumfalnym uśmiechu.
— Lubię cię taką zadziorną — stwierdził, znikając pod materiałem peleryny niewidki.
Amelia, nie wiedząc, jak skomentować to dziwne wyznanie, postanowiła nie mówić nic.
Wyszli z ciemnej alejki — później Syriusz podszepnął jej kierunek dalszej wycieczki, a Amelia bez słowa skręciła w lewo, odbiła w boczny zaułek i parę chwil później przeszła obok rzędu okazałych, londyńskich domów upchanych ciasno wzdłuż ulicy Grimmauld Place.
Na polecenie Syriusza zatrzymała się w połowie drogi — następnie spod peleryny niewidki usłyszała mamrotaną pod nosem formułę jakiegoś zaklęcia, a grube mury sąsiadujących domów zadrżały, rozpierzchając się na boki z przeciągłym jazgotem rozsuwających się cegieł.
— Chodź — szepnął gdzieś obok jej ucha.
Wspięła się na palce i przeszła po niskich schodkach, które wyprowadziły ją prosto na wejściowy ganek. Znalazłszy się pod drzwiami, Syriusz wysunął zza peleryny koniec różdżki i wycelował nią w wijącego się wokół klamki węża. Ani pierwsze, ani dziesiąte zaklęcie nie poskutkowało ich otworzeniem, więc zniecierpliwiony Syriusz zaciągnął siarczyście jakimś przekleństwem — bynajmniej nie zabrzmiało ono jak niewinna „psia kostka" — i zastukał energicznie kołatką, wołając:
— Stworek, to ja, Syriusz. Otwórz mi.
Oczami wyobraźni zobaczyła scenę, w której zamiast Stworka drzwi otwiera im sama Walburga. Widziała, jak przewierca ich przenikliwym spojrzeniem, jak wykrzywia wargi w uśmiechu pełnym wyższości i pogardy... A potem rzuca jeden ze swoich niewybrednych komentarzy i trzaska drzwiami. Wzdrygnęła się — powietrze wokół zrobiło się nagle mroźne i suche, i Amelię naszła już tylko refleksja, że gdyby miała stworzyć listę osób, których w swoim życiu nie chciałaby spotkać nigdy, to Walburga zajęłaby na niej szczególne miejsce.
W tym czasie ktoś po drugiej stronie odbezpieczył zamki, a drzwi otworzyły się powoli, z charakterystycznym skrzypieniem. Przed nimi stanął niewysoki, bo raptem sięgający kolan skrzat domowy z wielkimi, wyłupiastymi oczami, które wybałuszył prosto na stojącą samotnie Amelię.
Syriusz zdjął pelerynę z głowy i zapytał:
— Jest Walburga w domu?
— Mojej pani nie ma, wyszła — odpowiedział usłużnie Stworek, przystępując do zamknięcia drzwi, które Syriusz pospiesznie zablokował nogą.
— Wejdziemy tylko na chwilę. — Ton jego głosu wskazywał bardziej na nieznoszący sprzeciwu rozkaz aniżeli swobodny komunikat, co miało swoje wyraźne odbicie w jego zachowaniu, bo, nie odczekawszy ani sekundy na odpowiedź skrzata, Syriusz pchnął drzwi i wparował do środka.
— Pan Syriusz nie jest mile widziany w domu mojej pani — zaskrzeczał Stworek, odskakując gwałtownie w głąb korytarza. — Ani żadna plugawa nałożnica pana Syriusza — dodał już mniej elegancko, spoglądając z odrazą na Amelię, która z miejsca oblała się rumieńcem.
— Stworek, bądź grzeczny — upomniał go ostro i zatrzasnął drzwi od środka.
Weszli do wąskiego, ponurego korytarza oświetlonego jedynie blaskiem staroświeckiego żyrandola. Na ścianach wisiały portrety — ręcznie malowane twarze o porcelanowej cerze, kruczoczarnych włosach i jasnych, przenikliwych oczach. Wyniosłe spojrzenia i zmanierowane grymasy zdawały się dobitnie potwierdzać, że byli to przodkowie obecnej linii rodowej Blacków.
Toujours Pur, głosiła sentencja wyryta w hebanowej oprawie portretu niejakiego Fineasa Nigellusa Blacka, sędziwego mężczyzny, który jako jedyny spał głęboko w fotelu, niewzruszony ich nagłym wtargnięciem.
Zawsze czyści, pomyślała. Syriusz nigdy jej tego nie powiedział wprost, ale Amelia domyślała się, że to był właśnie główny powód, dla którego tak bardzo nienawidził tego domu — nie znosił poczucia wyższości, fanatyzmu i zaślepienia swojej rodziny. Stanowiły one wszystkie cechy, które boleśnie przypominały mu o trudnym dorastaniu wśród osób nieakceptujących go takim, jakim był.
— Pan Syriusz nie należy do szlachetnego rodu Blacków — wyburczał Stworek powoli, przeciągając każdą głoskę z osobna. — Stworek nie ma obowiązku wypełniania rozkazów pana Syriusza.
— A kto tak ustalił? — prychnął.
— Moja pani — odrzekł tak prostolinijnie, że Amelia ze śmiechu prawie zakrztusiła się śliną.
— Stworku, potrzebna nam twoja pomoc — wtrąciła się najłagodniej, jak tylko potrafiła. — Chodzi o Regulusa.
Czoło Stworka zmarszczyło się, opryskliwy grymas ustąpił miejsca szczeremu zainteresowaniu. Nim jednak Amelia zdążyła się ucieszyć z tej reakcji, Stworek wykrzywił się raz jeszcze — tym razem w o wiele bardziej antypatycznym geście.
— Stworek nic wam nie powie o panu Regulusie — skwitował krótko.
— Ale ja też jestem panem Stworka, więc Stworek będzie musiał — przedrzeźnił go Syriusz. — Słuchaj no, chcę tylko wiedzieć, czy różdżka Regulusa na pewno przepadła razem z nim?
Stworek wpatrzył się w niego ogromnymi, przerażonymi oczami, których wymiar zbliżył się do granicy orbit, gdy Syriusz dodawał:
— I czy Regulus na pewno nie żyje?
To pytanie wmurowało ją w ziemię — w końcu Syriusz doskonale znał na nie odpowiedź. Sprawa była świeża, bo raptem sprzed dwóch miesięcy; jakiś czas temu James zdradził jej, że bracia Prewett podsłuchali rozmowę śmierciożerców na temat śmierci Regulusa. Bliźniacy deportowali się do kwatery i od razu powiadomili Syriusza. Później do Wrzeszczącej Chaty wpadła Andromeda i potwierdziła tę wersję — podobno widziała się z Narcyzą Malfoy, która wcześniej tego dnia złożyła wizytę Walburdze Black. Podobizna Regulusa na rodowym gobelinie zawierała informację o dacie śmierci, a rodowy gobelin Blacków ponoć nie mylił się nigdy.
Zlustrowała Syriusza uważnym spojrzeniem — w jego twarzy dostrzegała nadzieję, w hardej postawie determinację i ułamek sekundy później była już niemal pewna, że Syriusz zaraz wybiegnie w głąb domu zobaczyć ten gobelin na własne oczy. W porę jednak się pohamował; chyba oprzytomniał, że gdy odnajdzie na nim datę śmierci Regulusa, emocje uderzą w niego podwójnie — i to w miejscu, w którym poradzenie sobie z czymś tak przykrym, jak śmierć brata, było dosłownie niemożliwe.
— Stworek? — zachrypiał.
Ale Stworek milczał z założonymi na piersi rękami, co rusz przenosząc harde spojrzenie wodnistych oczu z Syriusza na Amelię i z powrotem.
— Masz mi powiedzieć. To rozkaz — zagrzmiał.
— Stworek służy szlachetnemu domowi rodu Blacków... — zaczął powoli — ...ale Stworek nie pomoże wstrętnym szumowinom hańbiącym dom jego pani.
— W tej chwili odpowiadaj — warknął Syriusz, potrząsając go mocno za ramiona. — Czy różdżka Regulusa przepadła razem z nim, czy może ktoś ją przechwycił?
Tym razem ogromne oczy Stworka zaszły warstwą łez grubości szklanych denek — i wtedy Amelia uświadomiła sobie, że Stworek i Syriusz mieli jedną, łączącą ich silnie cechę: odczuwali ten sam rodzaj bólu po stracie Regulusa.
— Syriusz, przestań — skarciła go Amelia, kucając koło skrzata i patrząc mu uważnie w oczy. — Powiedz tylko tak albo nie, Stworku. To bardzo ważne — wyjaśniła delikatnie. — Regulus chciałby, żebyś nam to powiedział.
Stworek wpatrywał się w nią z rosnącym przerażeniem. Chyba odebrało mu mowę, bo w odpowiedzi na tę prośbę jedynie otworzył i zamknął usta, nie wydając z siebie najcichszego dźwięku.
— Stworku, prosimy. Jeżeli kiedykolwiek zależało ci na Regulusie, to, proszę, odpowiedz — kontynuowała spokojnie.
Z każdą chwilą stara twarz Stworka krzywiła się i marszczyła coraz to bardziej — powoli już zaczynała przypominać twarz przerośniętego bobasa ze spiczastymi uszami — aż w końcu jego usta wydęły się gorzko, skóra poczerwieniała, a w wodnistych oczach na powrót stanęły łzy.
— Mój pan nie żyje od niedawna, Stworek nie może powiedzieć dlaczego, bo pan zakazał, ale to jest niczyja, tylko Stworka wina! — wybuchnął, zasłaniając swoje wielkie, wyłupiaste oczy rękami i zanosząc się płaczem.
— Stworku, cokolwiek się stało... — zaczęła Amelia, wpatrując się współczująco w tę małą, nieszczęsną i szlochającą głośno istotę. — ...To na pewno nie jest to twoja wina. Byłeś najlepszym sługą, jakiego Regulus mógłby sobie wymarzyć.
Te słowa wypłynęły z jej ust automatycznie; nawet nie zastanowiła się, czy mogłyby mieć jakikolwiek związek z rzeczywistością. Podświadomie poczuła, że Stworek najbardziej na świecie potrzebował usłyszeć to właśnie zapewnienie, bo być może chwile z Regulusem były jedynymi, które dobrze wspominał. Bo być może przywiązanie, którym go darzył, niewiele miało wspólnego z feudalną hierarchią czystokrwistych rodów. Bo — być może — swojego czasu traktował Regulusa jak najbliższą mu osobę.
— Z... znała panienka Regulusa? — wyjąkał, na co Amelia wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Syriuszem.
— Tak — skłamała. — I zawsze powtarzał, że Stworek jest jego najlepszym przyjacielem.
Na dźwięk tych słów ogromne, załzawione oczy skrzata rozszerzyły się jeszcze bardziej, a pomarszczona buzia odmłodniała w przypływie chwilowej radości, która niczym cień spowiła jego nędzne, skrzacie lico.
— Pan Regulus na pewno nie żyje — powtórzył, wydmuchując nos o skrawek brudnej przepaski. — Na pewno, na pewno, na pewno. I różdżka pana Regulusa przepadła razem z nim.
— Dziękujemy ci, Stworku — odrzekła Amelia, podnosząc się z przysiadu.
— Nie możesz powiedzieć nikomu, że się z nami widziałeś — dodał Syriusz już o wiele łagodniejszym tonem niż poprzednio. — Zakazuję ci mówić o tym komukolwiek. I nie mów też nikomu o śmierci Regulusa.
— Ale pan Regulus sam zakazał mówić Stworkowi o jego śmierci... — załkał gorzko.
— Dobrze, Stworek — przytaknął. Jego oczy błysnęły wahaniem, ale wziąwszy głęboki wdech, wymamrotał jeszcze cicho: — Jesteś dobrym skrzatem.
Szok na twarzy Stworka dał jej jasno do zrozumienia, że Stworek w życiu nie spodziewałby się takiego wyznania po najstarszym synu rodu Blacków. Amelia wolała nie myśleć, w jaki sposób Syriusz musiał się wcześniej do niego odnosić, skoro zwyczajna pochwała wprawiła go w tak ogromne zdumienie.
Pożegnawszy się krótko ze skrzatem, opuścili dom.
— Dlaczego ty tak warczysz na tego biednego skrzata? — zapytała, kiedy wyszli już na ulicę. Na zewnątrz panował półmrok. Szare chmury spowiły niebo, z którego sączyła się delikatna, marcowa mżawka.
Nie doczekawszy się odpowiedzi, Amelia spiorunowała wzrokiem pustą przestrzeń obok siebie. Przechodzący drugą stroną ulicy mugole spojrzeli na nią jak na niespełną rozumu i szybko się oddalili.
— Nie cierpię go — prychnął Syriusz zza peleryny niewidki. — Zawsze mnie obrażał, mały, parszywy gnojek. Mamrotał te swoje uwagi, myśląc, że niczego nie słyszę.
Doszli do alejki, w której wcześniej się aportowali. Pomimo pochmurnej pogody Amelia zwróciła uwagę, że to była naprawdę urocza alejka. Krótka, wąska, ślepo zakończona — stwarzała dziwną, gęstniejącą w powietrzu atmosferę bliskości, która podświadomie dawała do zrozumienia, że otwierała się jedynie dla osób związanych wspólną tajemnicą albo szczególnym rodzajem porozumienia. Tak, ta alejka niewątpliwie była magiczna — ciemnozielony, błyszczący bluszcz pokrywający gęsto kamienny mur wyraźnie kontrastował na tle rozległych mas szarego betonu. Zresztą sam mur — gruby, wyszczerbiony i z sypiącym się po nim piaskiem — sprawiał wrażenie, jakby się tutaj przed chwilą rozstąpił, zsynchronizowany w czasie z powolnym znikaniem domu położonego kilka przecznic dalej.
Syriusz zrzucił z siebie pelerynę i cisnął ją mocno do plecaka. Amelia pierwszy raz w życiu zauważyła, że na jego bladej, arystokratycznej twarzy wykwitł rumieniec.
— Wystarczyło być dla niego miłym! Albo przynajmniej nie zachowywać się jak ostatni palant... — wypaliła, zanim zdążyła się zastanowić, czy nie zabrzmiała zbyt ostro.
Syriusz spojrzał na nią z ukosa. Miał zmrużone oczy i zaciśnięte szczęki; ukochana kurtka niemal pękła w szwach na napiętych gniewnie ramionach. Na krótki moment pomyślała, że się na nią rzuci — szybko jednak okazało się, że to była zupełnie irracjonalna myśl, bo on tylko, z miną wyrażającą najgłębszą urazę, stanął sztywno naprzeciwko niej, zadarł mocno podbródek i z tego wyżu, który uczynił swoją wyprostowaną sylwetką, zmierzył ją lodowatym spojrzeniem.
— Wybacz, nie powinienem był cię mieszać w moje sprawy — wycedził przez zęby. Zmroziło ją. — Nic nie wiesz o mojej rodzinie i relacjach, które w niej panują.
— Chętnie bym się dowiedziała czegoś o tobie i twojej rodzinie, ale trochę ogranicza mnie fakt, że jesteś tak cholernie skryty! — syknęła ze złością.
— Ja jestem skryty? — prychnął. — Naprawdę wolałbym oszczędzić ci epitetów, którymi mnie częstowano w tym domu. — Kiwnął głową w kierunku wyjścia z alejki.
— Tak, jesteś skryty — powtórzyła, stając przed nim w bojowej pozie z dłońmi wspartymi o biodra. — A cała ta sprawa z Regulusem? Uciekasz wzrokiem, gdy tylko wypowiem jego imię!
Syriusz zastygł w bezruchu. Stał, wpatrując się w nią, a w mglistych odcieniach świateł docierających z głównej ulicy jego posągowa sylwetka sprawiała wrażenie tak mrocznej, że Amelia nagle odczuła nieodpartą chęć skulenia się w kącie.
— Od kiedy ty się mną tak interesujesz, co?
Przez swoje wcześniejsze wzburzenie nawet nie odnotowała faktu, że Syriusz zadrżał na wspomnienie Regulusa — zadrżał na tyle wyraźnie, że swoim słabym wzrokiem była w stanie owo drżenie wychwycić w półmroku i bez okularów.
— Dobrze. Skoro tak bardzo nie potrafisz nie wtykać nosa w nie swoje sprawy, to ci powiem — kontynuował gniewnie. — Regulus wstąpił do śmierciożerców, dostał zadanie od Voldemorta, które go przerosło i się wycofał, dlatego go zabili. Zadowolona?
...i się wycofał, dlatego go zabili.
Te słowa zapulsowały jej w skroniach.
Czuła to. Czuła po kościach, że sprawa Regulusa pociągała za sobą więcej niż jedną tajemnicę. Czuła, że okoliczności jego śmierci nie były na tyle oczywiste, by móc zrzucić je na karby wojny, a sama idea śmierciożerstwa młodego Blacka nie tak czarna, jak się jej to na początku wydawało. Nie chciała jednak o nic więcej Syriusza dopytywać; swoim brakiem wyczucia i tak sprawiła mu już zbyt wiele przykrości.
— Przykro mi z powodu twojego brata — bąknęła skruszona.
— W porządku.
Przez dłuższy moment stali naprzeciwko siebie — milczący i kontemplujący z zadumą pustą przestrzeń ponad głowami, jakby oboje potrzebowali przetworzyć w myślach kłótnię, która się między nimi wywiązała.
— I to jest bardzo ciekawe, Bones, bo jakoś nigdy nie przejawiałaś szczególnych chęci, żeby mnie lepiej poznać — odezwał się, kiedy cisza pomiędzy nimi stała się już nie do zniesienia.
Oho, znowu się zaczynało. Tym razem jednak złość Syriusza znacząco już ostygła — w zupełnym przeciwieństwie do niej, bo z każdym momentem krew coraz to mocniej wrzała jej w żyłach.
Merlinie, jakiż on był konfliktowy...
— A dziwisz się? — palnęła. — To ty się ze mną kiedyś kumplowałeś dla notatek i paru darmowych lekcji, a teraz jesteś wielce zaskoczony, że... — Wzięła głęboki wdech. — Jak ty to kiedyś określiłeś? Nie jestem twoją największą fanką? No wyobraź sobie, że nie.
— Będziesz mi teraz wypominać wszystkie błędy, jakie w życiu popełniłem, tak? — westchnął, oparłszy się plecami o powierzchnię muru. — Na początku trochę tak było, przyznaję... Ale potem serio cię polubiłem, Bones.
— Och, wielkie dzięki — prychnęła ironicznie.
— Posłuchaj. Przepraszam, że tak głupio się wtedy zachowałem. — Amelia zauważyła, że jego głos stał się zaskakująco poważny i dojrzały, a ostre rysy twarzy... Nie było już żadnych ostrych rysów, bo zmiękło w nim wszystko: rozeźlone spojrzenie, napięta twarz, nawet postawa ciała sprawiała wrażenie o wiele mniej wojowniczej niż jeszcze przed momentem. — Planowałem ci to później wynagrodzić, ale ty akurat zaczęłaś mnie unikać.
— Tak, jakbyś wcale nie wiedział dlaczego.
— No nie bądź taka, przecież przeprosiłem. — Syriusz odepchnął się od muru i nagle, jakby coś sobie uświadomiwszy, uniósł leciutko brew i zapytał: — Właściwie to dlaczego zaczęłaś mnie unikać?
Jego oczy złagodniały jeszcze bardziej, złość została zastąpiona przez jakiś ledwie dostrzegalny, zadziorny błysk. Amelia poczuła, że robi jej się na przemian zimno i gorąco, i jeszcze chwila, a spali się ze wstydu.
— Dobrze wiesz, Syriuszu, nie podpuszczaj mnie.
— Ale co wiem? — zapytał podejrzliwie, mrużąc powieki.
Zbliżył się do niej z delikatnym uśmieszkiem. Amelia sama już nie wiedziała, czy ją podpuszczał, czy faktycznie nie rozumiał, co miała na myśli. Jego mina niewątpliwie skłaniała ją ku uwierzeniu w pierwszą opcję, a to chyba oznaczało, że Syriusz właśnie podnosił sobie samoocenę jej kosztem. Choć tak właściwie, szczerze wątpiła, czy w jego przypadku dałoby się ją jeszcze bardziej podnieść...
— Chyba nie byłeś na tyle skromny, żeby tego nie zauważyć — sapnęła. Policzki paliły ją żywcem i już nawet lejący się z nieba deszcz nie był w stanie ochłodzić jej gorących rumieńców.
— Nie zauważyć czego? — Zmarszczył brwi, wyraźnie zdezorientowany. Jego poprzednia pewność siebie zniknęła, a on sam wydawał się teraz zbity z tropu. Czyżby Syriusz Black jednak nie znał jej małego, szkolnego sekretu? To w takim razie, o co mu chodziło?
Amelia nie uzyskała odpowiedzi na nurtujące ją pytania, bo twarz Syriusza nagle się odmieniła — zupełnie jakby uświadomił sobie, co chciała mu przekazać. Jego zdumienie natychmiast ustąpiło; za to teraz wpatrywał się w nią tak intensywnie i tak gorąco, że niemal pochłaniał ją wzrokiem. I wtedy przysunął się do niej bardzo blisko, dociskając ciałem do zimnego, porośniętego wilgotnym mchem muru. Ledwie zdążyła posłać mu zaskoczone spojrzenie, kiedy wplótł dłoń w jej włosy i pocałował tak mocno, że nie była w stanie powstrzymać głośnego westchnienia. Ku własnemu zdumieniu nie odepchnęła go — wręcz przeciwnie, w odpowiedzi jedynie przyciągnęła go bliżej, oddała pocałunek z tą samą pasją i zaangażowaniem, a potem objęła za plecy, ściągając jeszcze bardziej ku sobie, mimo że Syriusz całym sobą przypierał ją do muru, a jej powoli zaczynało brakować tchu.
Na moment odsunęła od siebie wszelkie zmartwienia — tym bardziej nie zadręczała ją myśl, czy przyzwoitym zachowaniem było całować się z tym Syriuszem Blackiem, do którego niegdyś czuła taką słabość i który tymczasowo rezydował w jej mieszkaniu. Nie wiedziała, czy to samotność wzbudziła w niej tak silne pragnienie bliskości, czy inne emocje wywołały tę entuzjastyczną reakcję na jego pocałunek — nawet nie podjęła próby odpowiedzenia sobie na to pytanie, bo jej głowa zdawała się wyłączyć zdolność logicznego kontaktu, a ona bezwolnie poddała się chwili niemyślenia.
Syriusz odsunął się — zrobił dwa kroki w tył, odetchnął ciężko. Żar w jego oczach znacznie ustąpił; teraz pojawiło się w nich zaskoczenie. Amelia wpatrzyła się w niego jednocześnie zmieszana i skonsternowana. Wilgotne usta zapiekły ją niemiłosiernie, a nagłe wyrzuty sumienia złapały z tak ogromną siłą, że jedyne, czego pragnęła, to schować się głęboko w jakiejś norze i już nigdy więcej z niej nie wychodzić.
