Rozdział 251: Zły dzień

Uwagi: Rozdział skupia się na depresji.

Były dobre i złe dni. Dobre dni zdarzały się znacznie rzadziej niż te złe. Złe dni były ciemne, niezmiernie mroczne i szczerze mówiąc, przerażające. Ale… wciąż je miał. Greg miał wiele do czynienia w ciągu ostatnich kilku miesięcy swojego życia. Został wyrwany ze swojego świata, który został zniszczony. Miał wrażenie, że grozi mu degradacja, jeśli nie będzie mógł go wyprowadzić na odpowiednie tory. Jednak… nie mógł tego zrobić.

Sally próbowała powiedzieć mu, żeby się rozweselił. Kiedy nie byli w środku sprawy, próbowała podnieść go na duchu lub nakłonić go do rozmowy. Problem polegał na tym, że nie wiedział, od czego zacząć. Jego umysł był bałaganem, a depresja była śliskim zboczem. Niejednokrotnie sugerowała, żeby znalazł kogoś, z kim mógłby porozmawiać. To jedynie denerwowało go za każdym razem. W głębi duszy wiedział, że to nie był taki zły pomysł, ale nie mógł się zmusić, żeby się z kimś zobaczyć. Nie miał na to energii.

Jedynym światłem był Mycroft. Był naprawdę jedyną dobrą rzeczą, jaka przytrafiła się Gregowi i nigdy nie zrozumie, jakim cudem go miał. Był załamanym gliną, psychicznie i fizycznie. Nie był już u szczytu, a radzenie sobie z tym musiało być męczące. Jednak Mycroft został, uśmiechał się i sprawiał, że Greg czuł się kochany, nawet jeśli nie potrafił pokochać siebie.

Mimo to złe dni mogły stać się tak złe, że miał wrażenie, że się dusi. Czuł się dziwnie, obcy we własnej skórze. Niektóre dni były dziwne i paraliżujące. Wolał tamte dni, bo przynajmniej wtedy mógłby funkcjonować w połowie normalnie. To były dni, w których mógł się uśmiechać i przetrwać dzień bez zmartwionych spojrzeń, pytań czy kręcenia się wokół niego. Żałował, że nie było więcej tych dni.

Dzisiaj nie był to jeden z tych dni. Dzisiaj było źle. Dzisiaj był dzień, w którym rzucił komórką przez pokój, ponieważ nie ładowała się wystarczająco szybko. Był zdumiony, że się nie rozbiła, kiedy dziesięć minut później zmusił się, żeby ją podnieść. Dzisiaj było trudno nie chować twarzy w dłoniach i płakać pośrodku New Scotland Yardu. Jego klatka piersiowa była napięta i nie mógł oddychać. Nie mógł funkcjonować.

Skończył swój dzień pracy wcześnie, bez żadnych wyjaśnień do ludzi pracujących w głównym biurze. Napisał do Sally, że musi odpocząć, a ona odpowiedziała mu, żeby to zrobił i spróbował się uśmiechnąć. Wiedział, że miała najlepsze intencje, ale takie rzeczy naprawdę działały odwrotnie niż chciała i mało mu pomagały. Jeśli już, sprawiały, że Greg czuł się jeszcze bardziej okropnie, ponieważ nie był w stanie się uśmiechnąć. Nieważne, jak bardzo czasami chciał.

Walczył ze łzami przez całą drogę do domu. Jazda, gdy łzy zamazują wizję nie była najlepszą kombinacją, a on już raz przez to bliski wypadku, więc… nie. Brał głębokie, drżące oddechy, ściskając kierownicę z całych sił, aż w końcu dotarł do domu i prawie w biegu wpadł do swojego mieszkania.

Ruszył prosto do sypialni, zakrywając dłonią usta, gdy zdał sobie sprawę, że mieszkanie nie było tak puste, jak się spodziewał. Mycroft był już w domu, kiedy nie było jeszcze szesnastej. Ale Greg musiał paść na łóżko, ponieważ jego emocje niebezpiecznie kipiały i po prostu nie mógł już znieść bólu.

Był sekundy od poddania się i całkowitego załamania, które napierało na niego z każdej strony, kiedy usłyszał kroki wskazujące, że nie był już sam. Jego żołądek opadł. Potarł cicho łzawiące oczy i westchnął niepewnie, przygryzając wargę.

— Gregory? — zapytał Mycroft miękkim i łagodnym głosem.

Greg potrząsnął głową.

— Ja tylko… — próbował powiedzieć, ale wtedy zaczął szlochać.

Jego głos brzmiał szorstko, obco i tak napięty, jak się czuł. Nie było werbalnej odpowiedzi. Zamiast tego Greg poczuł, jak materac łóżka za nim zapada się i nagle poczuł znajome ciepło i smukłe ramiona owinięte wokół jego drżącego ciała.

Pociągając nosem, Greg odwrócił się i schował twarz w piersi Mycrofta. Chwycił się jedwabnej kamizelki, roztrzaskując się w jego ramionach. Czuł, jak Mycroft głaskał go po włosach i masował jego plecy. Młodszy mężczyzna nic nie mówił. Rzadko to robił. To było jak powiew świeżego powietrza, który Greg chwycił rozpaczliwie.

— Chciałbyś o tym porozmawiać? — zapytał w końcu, gdy Greg zamilkł, wciąż trzęsąc się i pociągając nosem, ale już nie tak bardzo.

Greg pokręcił głową.

— Nie… — zaczął, marszcząc brwi i pokaszlując.

— W porządku — powiedział Mycroft, zanim zdążył dokończyć, składając pocałunek w jego włosy. — Jestem przy tobie.