Rozdział 254: Głupia impreza
Greg powinien był wiedzieć, że pójście na to przyjęcie będzie złym pomysłem. Miał przeczucie, że w jakiś sposób ktoś się zdenerwuje i będzie żądał wcześniejszego zakończenia tego. Nie spodziewał się, że to on będzie tą osobą. Szczerze myślał, że Sherlock niemal natychmiast skorzystałby z okazji, gdy wiedział, że ujdzie mu to na sucho.
Dlatego, chociaż to był bardziej pomysł jego i Johna, aby wziąć udział w przyjęciu, które odbywało się w New Scotland Yardzie (praktycznie ciągnąć za sobą ich drugie połówki), to on stał w kącie z założonymi rękami, desperacko próbując nie marszczyć brwi. Mycroft stał przy stole i był otoczony przez cholerne kobiety. Znał kilka z nich, ale inne zdecydowanie były tylko partnerami, przyjaciółmi lub randkami niektórych ludzi z policji, którzy byli na przyjęciu.
— Och, Lestrade, wygląda na to, że coś cię irytuje.
Usłyszał głos Sherlocka i prawie wyskoczył ze skóry. Nie zdawał sobie sprawy, że mężczyzna był tuż obok niego. Odetchnął przez nos i potrząsnął głową, zaciskając zęby, gdy zobaczył porozumiewawczy uśmieszek na jego twarzy.
— Zamknij się — powiedział cicho, desperacko nie chcąc, żeby Sherlock próbował go w coś wciągnąć.
— Co, nie podoba ci się, że te kobiety tak dobrze poznają mojego brata? — Sherlock uśmiechnął się. — Ta chce iść z nim do domu. Brunetka. Spójrz na sposób, w jaki naciska na jego ramię. Hmm, czy on w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje?
— Sherlock — warknął Greg z irytacją machając ręką.
— Interesujące, Lestrade. Czy naprawdę jesteś taki niepewny? Hmmm. Rzeczywiście bardzo interesujące.
Desperacko nie poddając się chęci uduszenia Sherlocka we frustracji, Greg odwrócił się i odstawił drinka. Poświęcił ostatnią chwilę, by posłać młodszemu Holmesowi spojrzenie, na które mężczyzna odpowiedział złośliwym uśmiechem, po czym odwrócił się i przecisnął się przez tłum. Jego humor niemalże pogorszyło to, że kobiety nie miały pojęcia, że się zbliżył. Były za bardzo zafascynowane drugim mężczyzną. Mycroft wyglądał na wyraźnie zbitego z tropu i zirytowany uwagą, jaką otrzymywał. Dzięki temu było lepiej. Greg wciąż jednak nie mógł stłumić zazdrości, która kipiała mu w brzuchu.
— Wybaczcie mi — powiedział najłagodniejszym głosem, jak to możliwe, ale wiedział, ze Mycroft od razu potrafił powiedzieć wszystko, co czuł, po sposobie, w jaki głowa młodszego mężczyzny skierowała się w jego stronę, a te jasnoniebieskie oczy przeskanowały jego postać z uniesionymi brwiami. Nic dziwnego, że kobiety nie zareagowały. Jedna posunęła się nawet do tego, by ponownie zwrócić na siebie uwagę Mycrofta. — Przepraszam.
Kilka z nich odwróciło głowę, a dwójka szepnęła do siebie, zanim odeszły. To był otwór Grega, który wykorzystał i delikatnie chwycił nadgarstek Mycrofta. Brunetka, o której wspomniał Sherlock, patrzyła teraz na niego, najwyraźniej bardzo urażona, że podszedł i przerwał jej rozmowę.
— Gregory — zaczął Mycroft, ale gdy kobieta próbowała się ponownie zwrócić na siebie uwagę, Greg odciągnął swojego partnera i przyciągnął go obdarzając go długim pocałunkiem.
Mycroft na chwilę zesztywniał w jego ramionach, po czym, po kilku sekundach, odwzajemnił pocałunek. Po chwili rozstali się, wtedy Greg spojrzał znacząco na kobietę, która była tak zszokowana, że było to prawie komiczne. Z rozczarowanym westchnieniem spojrzała na ich ręce (które były teraz plecione), zanim w końcu odeszła.
— Co to było? — zapytał cicho, zdziwiony Mycroft.
— Przepraszam — westchnął Greg, przeczesując palcami włosy i zerkając na podłogę. — Po prostu… Boże, byłem taki zazdrosny, widząc jak krążą wokół ciebie, jak sępy nad padliną.
— Najdroższy… — powiedział Mycroft, potrząsając głową i obejmując jego policzek. Ich spojrzenia się spotkały. — Zdajesz sobie sprawę, że uratowałeś mnie przed okropną rzeczą zamaskowaną jako rozmowę?
— Tak, ale to nie ma znaczenie. — Greg wzruszył ramionami, pochylając się w stronę dotyku. — Jestem zaborczy.
— Lubię, kiedy stajesz się zaborczy — skomentował Mycroft prawie mruczącym głosem.
Greg zaczął się uśmiechać.
— Moje biuro jest na górze… — zaczął, potem umilkł i zerknął na sufit, jakby chciał jeszcze bardziej przekazać swój punkt widzenia.
— Wierzę, że to najlepsza propozycja, jaką usłyszałem przez cały wieczór — powiedział Mycroft i praktycznie pchnął partnera w kierunku windy na końcu korytarza.
Greg wciąż tłumił zazdrość, która go ogarnęła i chciał ją bardzo dobrze wykorzystać.
