Rozdział 255: Krótkie wakacje
Uwagi: Alternatywa - Nastolatki
Greg westchnął, wyciągając nogi i krzyżując je w kostkach, patrząc na ocean przed nimi. Mieli krótkie okres wolny od szkoły, a kiedy Mycroft z wahaniem wspomniał o wakacyjnym domu swojej rodziny, rzucił się na zaproszenie bez chwili namysłu. Nie obchodziło go, gdzie to było, ani co było w pobliżu. Ale wyjazd ze swoim chłopakiem? Tak, chętnie.
Teraz, kiedy tu byli, nigdy nie chciał wyjeżdżać. To miejsce było… Boże. Było niesamowite. Było tak spokojnie i chociaż byli blisko miasto, to jednocześnie z dala od wszystkiego. Był zaskoczony, że Mycroft chciał go tutaj przyprowadzić, ponieważ spotykali się dopiero od kilku miesięcy, ale to było dokładnie to, czego potrzebowali. Tkwiąc w szkole, zwłaszcza z powodu odmiennej atmosfery i rodzaju uczniów, z którymi mieli do czynienia, nie mieli szansy na prawdziwy rozwój ich związku. Przyjście tutaj to umożliwiało.
— Gregory? — Po chwili dobiegł go głos młodszego nastolatka.
Greg otworzył oczy. Odwrócił się i spojrzał na niego, uśmiechając się promiennie.
— Tak, kochanie? — zapytał, przesuwając się i siadając.
Wskazał na swojego chłopaka, żeby podszedł i usiadł obok niego. Kiedy zaproszenie zostało przyjęte, objął Mycrofta ramieniem, przyciągając go do siebie i trącając nosem jego ramię.
— Musimy niedługo zacząć się pakować — kontynuował Mycroft.
Greg skinął głową. Nie chciał myśleć o tym, że to była ich ostatnia noc przed powrotem do szkoły. Nie był jeszcze gotowy do opuszczenia tego miejsca.
— Wiem — westchnął Greg, ponownie opierając się o oparcie siedziska, zamykając oczy.
Wsłuchiwał się w rozbijające się fale, pozwalając, by ogólna atmosfera go uspokoiła. Poczuł zmianę obok siebie, a potem Mycroft leżał z nim, obejmując jego talię i kładąc policzek na jego piersi. Greg westchnął, obejmując szczupłe ramiona chłopaka, przytulając go.
— Chcę ci podziękować za przybycie tutaj ze mną — powiedział Mycroft, przesuwając palcami w przód i w tył po pasku spodni Grega.
Starszy nastolatek ponownie otworzył oczy i spojrzał na Mycrofta.
— Nie ma za co — powiedział, wciskając nos w rude włosy. — Jestem szczęśliwy, że mnie zaprosiłeś.
Nadal był zszokowany tym, jak ten niesamowity, mądry, szykowny chłopak go polubił. Greg był awanturniczym, szorstkim dzieciakiem, który dostawał dobre oceny, ale nie było w nim nic niesamowitego. Był dumny z tego, kim był, i czuł się z tym wszystkim dobrze, ale… Nigdy nie sądził, że będzie w nim coś, co Mycroft uzna za interesujące, nie mówiąc już o czymś więcej. A jednak tutaj byli.
— Nie jestem gotowy do powrotu — przyznał z westchnieniem, odwracając się, by móc zwinąć się w ramionach Mycrofta. — To miejsce jest idealne.
— Kiedy jesteśmy sami — skomentował Mycroft, również przytulając się bardziej. — Gdyby tu była reszta mojej rodziny, to byłaby to zupełnie inna historia.
— Och, jestem pewien, że wszyscy są niesamowici — zaśmiał się Greg, przygryzając wargę. Zachichotał, gdy druga brew Mycrofta uniosła się i młodszy chłopak spojrzał na niego mocno zirytowany. To było urocze.
— Nie chcę jednak, żebyśmy wracali — skomentował Mycroft, gdy śmiech ucichł. Pogładził ciemne włosy Grega, które tym razem nie były ułożone ani nastroszone. — Do tej rudery, która nazywa się placówką edukacyjną. To nas dusi.
Spojrzenie Grega złagodniało i ujął w dłoń policzek drugiego nastolatka, przyciągając go bliżej, by powoli go pocałować. Delikatnie skubnął wargę Mycrofta, gdy chciał się odsunąć, ale jego partner gonił za jego ustami, by pogłębić pocałunek. Greg wydał cichy dźwięk z głębi gardła, obracając się, by opaść na plecy, pociągając za sobą Mycrofta.
— Jakie mamy plany na naszą ostatnią noc? — zapytał po chwili przy ustach Mycrofta. Poczuł, że chłopak zaczął się uśmiechać.
— Myślałem o miłej kolacji, może z lampką wina…
— Mycroft, ty niegrzeczny chłopcze.
Greg uśmiechnął się, wpatrując się w jasno niebieskie oczy. Patrzył, jak pojawił się w nich sugestywny błysk, a serce podeszło mu do gardła. Ich rozbawione spojrzenie zmieniło cię w coś bardziej intymnego i cennego. Greg delikatnie pogładził blady policzek Mycrofta.
— Gregory, chcę, żebyśmy… — zaczął, zatrzymując się, by spojrzeć w dół na ich ciała.
Greg czuł, jak bije mi szybko serce. Miał wrażenie, że wiedział, dokąd to zmierzało, ale nic nie powiedział i dalej czule gładził policzek chłopaka.
— Chciałbym, żebyśmy w końcu odbyli stosunek — wyszeptał Mycroft.
Tym razem Greg zamarł zdziwiony. Zaparło mu dech. Oblizując usta, usiadł, ciągnąć za sobą Mycrofta. To była poważna i ważna rozmowa.
— Jesteś pewien? — powiedział cicho, z całą uwagą skupioną na tej właśnie chwili. W odpowiedzi otrzymał delikatny, choć trochę nerwowy uśmiech.
— Jestem. — Skinął głową. — Nie potrafię wymyślić innego sposobu, w jaki chciałbym, aby nasz krótki urlop się skończył.
— Ani ja — szepnął Greg, wyszczerzając się w powolnym uśmiechu i przyciągając go do miłosnego pocałunku.
To były naprawdę najlepsze wakacje w jego życiu. To miała być wielka sprawa i wielki krok w ich związku. Nagle stało się to o wiele ważniejsze niż cokolwiek innego.
