Rozdział 257: Nie jestem twoim kolegą
Greg był raczej wściekły, kiedy przechodził przez ulicę i zbliżał się do wejścia do biurowca Mycrofta. Musiał zachować spokój, ale po prostu… Cóż miał temperament, a ta sytuacja wciąż się powtarzała, chociaż Mycroft wystarczająco dobrze wiedział, jak bardzo go to frustrowało. Nie mógł już tego znieść.
Skinął na strażnika przy drzwiach. Mężczyzna rozpoznawał go i miał pozwolenie, by być tutaj, więc nigdy więcej nie miał problemu z wejściem do środka, w przeciwieństwie do tego, co było na początku i Boże, było to upierdliwe. Całkiem dosłownie w jednym z przypadków, został fizycznie usunięty z budynku. Teraz jednak mógł wejść w dowolnym momencie.
Skierował się do schodów i wspiął się po nich, wchodząc piętro wyżej, gdzie znajdowało się biuro jego partnera. Wszedł przez główne drzwi, wchodząc do małej poczekalni i sali konferencyjnej, gdzie za biurkiem siedziała Anthea.
— Inspektorze — przywitała się, przyglądając mu się przez chwilę. — Nie spodziewałam się dzisiaj ciebie.
— Tak, cóż, muszę porozmawiać z Mycroftem — powiedział, starając się nie wybuchnąć.
Kobieta spojrzała na niego porozumiewawczo i Greg wiedział, że był niczym otwarta księga, ale nie mógł się tym przejmować.
— Myślę, że ma telekonferencję, pozwól, że sprawdzę, czy może cię przyjąć.
Greg skinął głową, gdy wstała, jak zawsze pisząc na swoim Blackberry, podchodząc do dużych dębowych drzwi znajdujących się po lewej stronie biurka. Otwierając je, wsunęła głowę do środka, pozornie ogłaszając swoją obecność, i minęła chwila, zanim wyprostowała się i odwróciła.
— Możesz wejść — powiedziała, przechylając głowę w stronę pokoju, wracając do swojego biurka.
Greg wziął głęboki oddech i zacisnął pięści, po czym zmusił się do ruchu i skierował się do uchylonych drzwi. Otworzył je bardziej, by móc wejść do środka, patrząc na swojego partnera siedzącego przy masywnym biurku. Przed nim znajdował się jego otwarty laptop. Coś na nim pisał, a jego biurowy telefon spoczywał między jego uchem a ramieniem. Mówił w innym języku (brzmiało to na włoski?), ale jego spojrzenie jasnoniebieskich oczy przesunęło się po ciele Grega, rejestrując jego przybycie, zanim z powrotem skupił się na rozmowie.
Greg zamknął za sobą drzwi i podszedł do przodu, aż mógł usiąść na jednym ze skórzanym krzeseł stojących po drugiej stronie biurka. Osunął się nieco na niego, krzyżując ramiona, zmuszając się do cierpliwości, czekając na zakończenie rozmowy. Wydawało się, że trwała ona wieczność, ale w końcu Mycroft rozłączył się.
— Gregory — przywitał go, kończąc pisanie, zanim znów na niego spojrzał. — Czemu zawdzięczam tę wizytę?
— Możesz sobie darować — westchnął Greg, szczypiąc z frustracją grzbiet nosa. — Wiesz, dlaczego tu jestem. Mycroft, rozmawialiśmy o tym wcześniej. Nie możesz tak po prostu… zabrać jedną z moich spraw spod mojej jurysdykcji.
— Właściwie dobrze wiesz, że mogę — odpowiedział Mycroft, odchylając się na krześle z raczej pustym wyrazem twarzy. — I zdajesz sobie sprawę, że czasami ze względów bezpieczeństwa jest to wymagane. Już o tym dyskutowaliśmy.
— Tak, ale nawet nie zawracałeś sobie głowy pokazaniem się — warknął Greg, pochylając się, gdy w jego oczach zapłonął gniewny płomień. — Wkurza mnie to, Mycroft. Po raz kolejny zostaje odrzucony na bok bez słowa, bez twojego uprzedzenia lub jakiekolwiek informacji od ciebie.
— Jestem bardzo zajętym człowiekiem — odparł Mycroft nieco zimniejszym tonem niż wcześniej. — To było konieczne.
Greg nie był już w stanie stłumić swojej frustracji. Uderzył dłonią w blat biurka Mycrofta i wstał, sapiąc, gdy zaczął chodzić tam i z powrotem. Zatrzymał się, wskazując na wciąż siedzącego mężczyzny, który obserwował go z niemal znudzonym wyrazem twarzy. Greg wiedział, że lepiej nie było mieć nadzieję, że będzie inaczej, ale jednak. To nie pomagało.
— Myc… musisz przestać mnie tak traktować — powiedział głośno, starając się z całych sił nie krzyczeć. — Nie jestem jednym z twoich pracowników. Nie pracuję dla ciebie. Nie jestem twoim kolegą, a to nie jest stowarzyszenie biznesowe.
— Jestem całkiem świadomy tego Gregory, jednak…
— Nie — przerwał mu Greg, podchodząc do biurka, by znaleźć się bliżej przy swoim partnerze, kładąc ręce na biodrach. — Każdy argument, który zamierzasz wygłosić, jest bez sensu i nawet o tym nie myśl. Rozumiem, że praca i życie domowe mają być rozdzielone, ale nadal jesteś moim partnerem. Jeśli musisz zabrać ode mnie sprawę, możesz do cholery znaleźć czas, żeby sam to zrobić lub przynajmniej wyjaśnić mi to. Wysłanie nieznajomego mężczyzny w garniturze, który zażąda akt bez żadnego innego wyjaśnienia jest niedopuszczalne i lepiej, żeby to się nigdy więcej nie powtórzyło.
Zapadła między nimi cisza. Greg widział, jak młodszy mężczyzna przetwarzał wszystko, co właśnie zostało powiedziane. Po chwili pojawiło się u niego napięcie, które zniknęło z jego ciało i z westchnieniem Mycroft skinął głową.
— Bardzo dobrze — powiedział, kładąc ręce na kolanach. — Rozumiem, co masz na myśli.
Część gniewu zniknęła.
— Dobrze. — Greg skinął głową, nie mogąc powstrzymać się od westchnienia. — Okej, dziękuję.
— Rozumiesz jednak, że było to konieczne? — zapytał Mycroft.
Jego ton nie był tak ostry, ponieważ wyraźnie starał się być bardziej delikatny w tej sytuacji, co Greg potrafił docenić. Znowu skinął głową.
— Tak — przyznał, opierając się o krawędź biurka. — Po prostu nie w ten sposób, Mycroft. Czy zdajesz sobie sprawę, jak obraźliwe jest dla mnie to, że tak postępujesz? Jak to jest obraźliwe i gówniane? Kochamy się. Nie mówię, że chcę, aby to miało wpływ na nasze życie zawodowe, ale do jasnej ciasnej, zasługuję na trochę więcej uprzejmości.
— Tak, najdroższy. Przepraszam — powiedział Mycroft, wstając. Zmniejszył dystans między nimi i ujął policzek Grega. — Postaram się zapobiec w przyszłości bardziej radykalnym środkom.
— To wszystko, o co proszę — szepnął Greg, pochylając się w stronę dotyku, spoglądając na partnera.
Mycroft zmniejszył dzielący ich dystans i przycisnął ich usta w powolnym pocałunku. Greg nie był już zły. Był zadowolony. Nie lubił być zły na Mycrofta. Kochał tego człowieka. Był po prostu wdzięczny, że ta rozmowa zakończyła się o wiele lepiej, niż sądził, że miała na to szansę.
