Rozdział 259: Tajemniczy wyjazd

Greg nie miał pojęcia, gdzie się znajdowali. Mycroft był bardzo złośliwy i miał usta zamknięte na kłódkę, posyłając chytre uśmieszki jako odpowiedź na jego niekończące się pytania. W końcu starszy mężczyzna postanowił przestać pytań, ponieważ było jasne, że nie otrzyma odpowiedzi.

Niezależnie od tego stwierdził, że był podniecony tym wszystkim, gdy znaleźli się w samolocie. Oczywiście mieli prywatny lot, więc raczyli się winem i przytulali się na małej kanapie, kiedy byli już w stanie opuścić swoje miejsca i poruszać się po starcie samolotu. Rozmawiali o różnych rzeczach, Mycroft opowiadał historie o niedawnych negocjacjach, które właśnie zamknął. Zawsze uwielbiał sposób, w jaki Mycroft potrafił sprawić, że śmiał się bez opamiętania, gdy udawał - cholera, przedrzeźniał - innych polityków. Podobało mu się również, jak praca Mycrofta stawała się coraz mniej ściśle tajna. Oznaczało to coś wielkiego.

W końcu wylądowali. Greg wyglądał przez okno, próbując dowiedzieć się, gdzie się znajdują. Usłyszał obok siebie cichy śmiech Mycrofta, więc na wszelki wypadek zerknął przez ramię z miażdżącym spojrzeniem. Jednak dopiero, gdy wysiedli, zorientował się, gdzie byli.

— Kanada? — zapytał, poprawiając torbę na ramieniu, unosząc ze zdziwieniem brew.

— Tak, Greogry. — Mycroft skinął głowa z uśmiechem. — Jesteśmy w Kanadzie.

— Co jest w Kanadzie?

Mycroft znów zaśmiał się delikatnie i Greg przez swoje zamieszanie poczuł, jak trzepocze mu serce. Uwielbiał słyszeć taki radosny, szczery śmiech od młodszego mężczyzny. Nie chciał brzmieć obraźliwe wobec kraju, ponieważ bardzo lubił Kanadę, ale nie był pewien, jaka wielka tajemnica może się w nim znajdować. Był tu wiele razy w swoim życiu, więc nie był to dreszczyk zupełnie nowego doświadczenia. Nie byli również w pobliżu wodospadu Niagara ani nigdzie w pobliżu turystycznej atrakcji, dlaczego…. Właściwie, co tutaj robili?

— Cierpliwości, najdroższy — powiedział Mycroft, kładąc dłoń na krzyżu Grega i wyprowadzając go z lotniska, gdzie (co nie było zaskakujące) czekał na nich samochód. — Gwarantuję, że nigdy tego nie odgadniesz.

Może należało to potraktować jako przytyk do jego inteligencji, gdyby nie pochodziło to od Mycrofta. Ale ten szykowny mężczyzny nigdy, ale to nigdy nie obrażał Grega w ten sposób i starszy mężczyzna o tym wiedział. Po prostu był tajemniczy i przesadny, a to było ekscytujące. Usiedli na tylnym siedzeniu. Ich uda przycisnęły się do siebie. Mycroft położył dłoń na kolanie Grega, kiedy ruszyli. Greg położył swoją na jego, splatając luźno ich palce.

— Oczywiście możemy zostać tutaj na weekend — powiedział Mycroft, gdy Greg wyglądał przez okno. — Mam zarezerwowany dla nas apartament w hotelu, a Anthea zadbała o wystarczającą ilość bagaży, które będą na nas czekały. Możemy zobaczyć kilka zabytków, poświęcając trochę czasu na relaks. Tylko ty i ja.

— Brzmi niesamowicie. — Greg uśmiechnął się, odwracając się, by spojrzeć na swojego partnera. — Ale czy naprawdę potrzebowalibyśmy więcej ubrań, gdybyśmy tylko to robili?

Uśmiechnął się sugestywnie, rozkoszując się delikatnym odcieniem różu, który pojawił się na policzkach Mycrofta. Pochylając się, złożył pocałunek w kąciku ust młodszego mężczyzny, muskając nosem jego policzek i ściskając jego dłoń. Naciskając bliżej, dotknął podbródka Mycrofta, by odwrócił głowę i złączył ich usta w powolnym pocałunku. Całowali się, aż samochód zaczął zwalniać, zatrzymując się, wtedy Mycroft odchylił się do tyłu rozdzielając ich wargi.

— Jesteśmy na miejscu — szepnął w usta Grega, przeczesując dłonią jego srebrzyste włosy, całując go ponownie, po czym przesunął się, by odpiąć pasy. Greg zrobił to samo.

Wysiedli z samochodu. Greg rozejrzał się, próbując dowiedzieć się, gdzie był, ale nic się nie wyróżniało. Było kilka sklepów, kilka małych knajpek z jedzeniem, ale nic, co by do niego krzyczało, że już tu był. Odwrócił się i spojrzał pytająco na Mycrofta.

Dając znak, by poszedł za nim, Mycroft odwrócił się i zaczął iść chodnikiem. Greg potrzebował kilku szybkich kroków, by go dogonić, ale w końcu zrównał się z nim, ocierając się ramieniem o biceps Mycrofta. Przeszli kawałek, mijając sklep za sklepem, aż jego partner się zatrzymał i zwrócił się, by stanąć przed jednym. Greg spojrzał na budynek, zerkając na nazwę i zaglądając z ciekawością przez okno… i zamrugał ze zdziwieniem. Chwila.

— Czy to jest sklep z winylami? — zapytał głośno, marszcząc brwi w zmieszaniu.

— Tak. — Mycroft skinął głową, wkładając ręce do kieszeni płaszcza.

— Ty… zabrałeś mnie samolotem na weekend do Kanady, żeby zabrać mnie do sklepu z płytami winylowymi? — zapytał łagodnie, spoglądając ze zdziwieniem na mężczyznę, który roześmiał się delikatnie.

— Kiedy będziemy w środku, może zrozumiesz dlaczego.

Och, i zrobił. Greg wszedł do środka, kiwając głową na powitanie sprzedawcy, i z roztargnieniem przeszedł do sekcji, aby przejrzeć się towarom. Mycroft trzymał się blisko, najwyraźniej bardziej zainteresowany Gregiem niż jakimkolwiek nagraniami. Kiedy starszy mężczyzna zaczął się nad tym wszystkim zastanawiać, jego brązowe oczy otworzyły się szeroko na niektóre rzeczy, na które się natknął.

— To jest… cholera, pierwsze wydanie — wypalił, wpatrując się w jeden ze swoich ulubionych albumów Clash. — Tak cholernie trudno je znaleźć. Kiedyś próbowałem kupić jeden, ale był niesamowicie drogi, gdybym go zdobył, musiałbym przez miesiące głodować.

Jego szok tylko wzmagał się, gdy natrafiał na coraz więcej szalenie rzadkich i wspaniałych rzeczy. Niezwykle unikatowe i wcześniej niepublikowane piosenki i albumy, zespoły, których nie wiedział w żadnym ze swoich zwykłych sklepów muzycznych w Londynie od prawie dekady… i cały czas znajdował coś nowego. To miejsce wydawało się mieć absolutnie wszystko. Byli tam prawie dwie godziny, zanim głód zmusił ich do wyjścia. Greg nie opuścił jednak sklepu z pustymi rękami. Razem z Mycroftem kupili z dobre dwadzieścia albumów, a Greg nie mógł przestać się uśmiechać.

— Warto było przelecieć ocean — skomentował, gdy szli z powrotem chodnikiem.

— Było tak, jak się spodziewałem. — Mycroft uśmiechnął się otwarcie, obejmując Grega ramieniem, całując jego skroń. — Obiad?

— Tak, chętnie.