Rozdział 266: Jeszcze jedna piosenka

Uwagi: Alternatywa - Nastolatki

— Jeszcze jedna piosenka? — Gregory zawsze o to pytał. — To będzie zabawa.

Mycroft po prostu nigdy nie mógł się zmusić do odejścia. Nie mógł zmusić się do odwiedzenia kiepskiego baru, gdzie wiedział, że pijani nastolatkowie i wyjątkowo wstrętni ludzie będą go otaczać oraz wpadać na niego, i tylko Bóg jeden wie, co jeszcze. Nie mógł się zmusić, żeby przez to cierpieć, żeby móc zobaczyć występ swojego chłopaka. Nie było wątpliwości, jak bardzo był pod wrażeniem talentu Gregory'ego. Nie było to coś, co ukrywał i bardzo lubił słuchać jego gry na gitarze akustycznej, która trzymał w swoim pokoju. Wejście do baru, aby zobaczyć jego występ było zupełnie czymś innym.

Jednak pewnego dnia młodszego nastolatka pytano wystarczająco dużo razy. Wiedział, że Gregory nigdy nie brał tego do siebie ani nie był zbyt zdenerwowany, gdy odrzucał jego zaproszenie, ale… Tym razem, kiedy Gregory go zapytał, Mycroft przytaknął. W tym momencie zdał sobie sprawę, że obserwowanie, jak te brązowe oczy rozświetlają się w taki sposób, było warte tego, co będzie musiał znosić później w tym tygodniu.

W ten sposób Mycroft znalazł się przyciśnięty do ściany z tyłu baru, ze skrzyżowanymi ramionami, próbując uniknąć potykania się, wiwatowania i śmieszności poczynionych przez wszystkich innych. Jednym sposobem, w jaki było to znośne, było zobaczenie swojego chłopaka w swoim żywiole. Występowanie w ten sposób Gregory był pełen energii w wyjątkowy sposób. Był piękny.

Mycroft również stwierdził, że było to dość frustrujące. Przeszyła go irytacja i zdenerwowanie, i to nie tylko dlatego, że grupa ludzi w pobliżu upuściła szklankę, roztrzaskując ją i rozlewając wszędzie piwo. Przewrócił oczami, odsuwając się od bałaganu i starając się nie patrzeć przed siebie. Jedynym problemem, że Gregory był w swoim żywiole, było to, że wszyscy mogli go zobaczyć. Starszy nastolatek wypełniony taką energią był… Zarezerwowany tylko dla Mycrofta. Oczywiście przez cały czas był zabawną i szczęśliwą osobą, ale gdy był na scenie, był w nim dodatkowy blask i energia. Nikt tutaj nie był godny tego, by być tego świadkiem. Mycroft tego nie chciał. Chciał, żeby z szacunkiem odwrócili wzrok i wpatrywali się w swoje buty, dopóki występ się nie skończy, a Mycroft będzie mógł wyciągnąć stąd swojego chłopaka z dala od nich wszystkich.

Gregory stał tam, wyśpiewując swoje serce i było to cudowne. Wszystko w nim było cudowne, jego ciemne włosy były mokre od potu i kołysał się… Od czasu do czasu wchodził w interakcje z tłumem, co sprawiło, że Mycroft warknął gardłowo. Patrzenie, jak uśmiecha się, mruga i bawi się z publicznością, jak potrafił tak fachowo… Być może irytacja była bezpodstawna, a może był irracjonalny, ale przypuszczał, że właśnie tak było być zazdrosnym.

Patrzył, jak Gregory przedzierał się przez tłum, gdy zespół zrobił krótką przerwę. Sapiąc przez nos, Mycroft odepchnął się od ściany, utrzymując silną irytację, nawet gdy jego serce trzepotała na widok tego wspaniałego uśmiechu skierowanego w jego stronę.

— Hej — powiedział Gregory, podchodząc i gładząc jego biceps.

Mycroft odchylił się poza jego dotyk, starając się być subtelny, ale wyraźnie zawodził, gdy obserwował starszego nastolatka wpatrującego się w niego z zakłopotaniem.

— To było cudowne, ale już pójdę — oznajmił, nie mogąc powstrzymać tego, by jego głos nie zabrzmiał szorstko i lodowato.

Zaczął się odwracać, spoglądając na ludzi za nimi, zanim Gregory złapał go za ramię i przyciągnął go bliżej.

— Czekaj! Proszę, zostań, Myc — poprosił ściszonym głosem, prawie niesłyszalnym wśród otaczającego ich zamieszania.

Mycroft zdziwiony wpatrywał się w te oczy, obserwując wyraz twarzy Gregory'ego… Jego ramiona opadły i westchnął.

— Dobrze — mruknął, ponownie odwracając się do niego. — Ale wiedz, że nie lubię patrzeć, jak zachowujesz się wobec tych wszystkich osób.

— Myc, kochanie — powiedział Gregory, ale potem zacisnął usta i potrząsnął głową, po czym uśmiechnął się. — Przykro mi, kochanie. Wiem, że czasami daję się ponieść emocjom. Po prostu… zostań na resztę piosenek. Wtedy możemy wrócić razem?

— Być może zostanę — powiedział powoli, nie do końca się zgadzając.

Nie był pewien, czy byłby zdolny do zaśnięcia dzisiejszego wieczoru w tym samym łóżku, co jego chłopak, nawet jeśli nastolatek nie flirtował celowo. Nie był zły na Gregory'ego, ponieważ byłoby to całkowicie bezpodstawne, ale nie zmieniało to faktu, że zazdrość szalała w nim jak tygrys w klatce gotowy rzucić się do ataku na najmniejsze zagrożenie.

Podzielili się krótkim, niewinnym pocałunkiem i Mycroft zdołał odwzajemnić uśmiech, którym obdarzył go Gregory, zanim ten musiał wrócić na scenę. Rozglądając się dookoła, Mycroft przesunął się, by osiąść z powrotem w podobnym miejscu, co wcześniej. Został nieco opuszczony przez innych - dzięki Bogu - więc był w stanie uspokoić się. Westchnął, przygotowując się na pozostały atak irytacji podczas dalszego występu Gregory'ego.

Zespół wykonał jeszcze kilka piosenek, a Mycroft prawie wpatrywał się w grupę dziewcząt z przodu, które wyraźnie próbowały swoich najlepszych technik uwodzenia. Był tak rozkojarzony, że przez chwilę ledwo zorientował się, że nie rozbrzmiewa żadna piosenka. Zdziwiony, ponownie skupił swoją uwagę, dostrajając się do tego, co mówił Gregory.

— …to był prawdziwy wybuch energii — powiedział, uśmiechając się i oddychając nieco ciężej z powodu występu, który dawał. — Mamy jeszcze jedną piosenkę, zanim zakończymy. Nie jest to piosenka, którą wcześniej graliśmy. To nie jest covert, właściwie sam ją napisałem. Również…

Spojrzenie Gregory'ego przeskanowało tłum i spotkało się ze Mycroftem, którego opuścił oddech w tej chwili. To, co było zaledwie sekundami, wydawało się wiecznością, a jego serce waliło. Potem spojrzenie tych ciemnobrązowych oczu złagodniało. Na krótką chwilę jego wyraz twarzy zmienił się w bardziej intymny, ten który Mycroft tak dobrze znał. Młodszy nastolatek wciągnął powietrze.

— Napisałem to dla jednej osoby. Ten jedynej ważnej dla mnie osoby, która sprawia, że życie jest niesamowite. Myc, kochanie, jesteś dla mnie wszystkim.

Mycroft przygryzł warg, gdy piosnka się zaczęła. Pamiętał, jak słyszał proces powstawania jej. Ta piosenka była ich i… aż do teraz nie ujrzała światła dziennego. Patrzyli na siebie przez cały utwór, z wyjątkiem momentu, gdy powieki Gregory'ego zatrzepotały, gdy słowa stały się szczególnie emocjonalnie. Mycroft zapomniał, jak oddychać. Wszyscy pozostali w barze zniknęli. Była tylko ich dwójka i nikt inny. Zniknęła nawet zazdrość. Zastąpiono ją miłością i podziwem. Mycroft poczuł się lżejszy i tym razem uśmiechnął się znacznie bardziej szczerze.