Rozdział 267: Nie nadający się na randkę
Greg zmarszczył brwi, wychodząc wieczorem z Yardu. To był długi dzień, zdecydowanie za długi. Morderstwo wyciągnęło go z łóżka o czwartej nad ranem i od tego czasu działał. O dziwo wyszedł o przyzwoitej godzinie, bo nie było jeszcze dziewiętnastej, ale… Był cholernie wyczerpany. Nie chciał się tak czuć. Był zły na siebie, że nie chciał zrobić nic więcej, niż wrócić do domu, gdy miał jeszcze wyjść.
To miała być randka. On i Mycroft zaczęli starali się o wolny wieczór co tydzień lub dwa, podczas którego mogli spędzić wspólnie czas. Z szaleństwem związanym z ich harmonogramem pracy, łatwo było przeżyć tygodnie bez widzenia się. Nie powodowało to napięcia, nie tak, jak zawsze było w poprzednich związkach Grega, ale była to decyzja, którą podjęli razem i był to niesamowity pomysł.
Dziś był dzień ich randki, a jednak Greg chciał tylko iść spać. Czuł się okropnie z tego powodu. Wiedział, że Mycroft zrozumie, jeśli odwołał spotkanie, ale nie chciał tego robić. Musieli zrezygnować z wyjścia w tamtym tygodniu, więc minęły dwa tygodnie odkąd się widzieli i Greg nie zamierzał ponownie tego schrzanić.
Nie żeby był w stanie ukryć tego przed młodszym mężczyzną. Mycroft mógł spojrzeć na niego raz i wiedzieć jak wyglądał cały jego dzień. To nie powstrzyma Grega przed próbami. Był takim upartym draniem. Dlatego z sapnięciem wskoczył do samochodu i zaczął jechać do domu, powstrzymując ziewanie i skupiając się na drodze oraz muzyce, która grała znacznie głośniej niż zwykle, utrzymując go w przytomności. To trochę pomogło i był bardziej rozbudzony, gdy wrócił do domu. Mimo to spacer od samochodu do drzwi frontowych trwał dłużej niż zwykle. Chryste, był wyczerpany.
Gwałtownie potarł twarz, przeczesując palcami włosy i podskakując nieco w miejscu, gdy stanął przed drzwiami. Obudź się do cholery. Wypuścił powietrze z płuc i skinął głową, powstrzymując uporczywe ziewanie, gdy w końcu wszedł do środka. Poczuł zapach herbaty, co sprawiło, że napięcie spłynęło z jego ramion. Westchnął. Oblizując wargi, odwiesił płaszcz i przeszedł przez dom, zaglądając do kuchni, by stwierdzić, że była pusta, zanim udał się do salonu.
Mycroft siedział na sofie z filiżanką herbaty w dłoniach. Spoglądał nad porcelaną, popijał parujący płyn, a jego spojrzenie jasnoniebieskich oczy omiotło ciało Grega. Greg posłał mu miękki uśmiech, który został odwzajemniony, gdy Mycroft pochylił się i odstawił filiżankę na stole. Potem młodszy mężczyzna odchylił się do tyłu i wyciągnął nieco nogi na sofie, otwierając ramiona, gestem wskazując, by Greg do niego podszedł.
Greg zamrugał zdziwiony, a jego ramiona opadły. Po wyrazie twarzy Mycrofta mógł stwierdzić, że młodszy mężczyzna od razu zauważył, jak bardzo był zmęczony. Wiedział, że tak będzie, zanim postawił nogę w progu, ale wciąż żałował, że nie mógł tego wystarczająco ukryć. Pozwolił jednak swoim stopom zaprowadzić go przez pokój, aż dotarł do kanapy, na którą prawie opadł. Westchnął, kładąc się na Mycroftcie, zamykając oczy, gdy te pocieszające ramiona owinęły się wokół jego torsu.
— Ale to dzień naszej randki — mruknął, próbując zaprotestować, nawet, gdy po raz kolejny ziewnął.
Obwiniał Mycrofta i jego smukłe palce gładząc jego włosy. Było to tak kojące, że mógłby z łatwością zasnąć.
— Tak, a celem wieczornej randki jest wspólne spędzanie czasu — wyszeptał Mycroft, wciskając nos i usta we włosy Grega. Muskając je powoli wargami. Greg znowu westchnął, zwijając się bardziej w jego ramionach. — Co możemy zrobić właśnie w ten sposób. Nie ma sensu zaprzeczać, jak bardzo jesteś wyczerpany, Gregory.
Wciąż marszcząc brwi, Greg przesunął się, by móc spojrzeć na swojego partnera. Mycroft po raz kolejny uśmiechnął się do niego delikatnie, obejmując dłonią jego policzek i przyciągając go do pocałunku. Greg chwycił delikatnie kamizelkę mężczyzny, przyciskając się bliżej i wzdychając radośnie przy jego ustach.
Kiedy zwinął się w ramionach Mycrofta, wtulił się w jego obojczyk i zamknął oczy z uśmiechem. Mycroft spojrzał na niego, uśmiechając się delikatnie, mówiąc miękko o spotkaniach, w których brał udział tego dnia. Greg tak naprawdę nie zasnął, ale usadowił się rozkoszując się największym komfortem, jaki czuł przez cały dzień. Kochał dni ich randek.
