Rozdział 270: O mój Boże!

Nie minęła nawet minuta od przekroczenia progu, kiedy Greg pchnął Mycrofta na ścianę i mocno go pocałował. Młodszy mężczyzna sapnął w jego usta, dając Gregowi możliwość wsunięcia języka i obdarzenia go delikatną pieszczotą. Jego ręce chwyciły talię partnera. Zahaczył kciukami o szlufki spodni mężczyzny, przyciągając go bliżej. Mycroft był cholernie nieodparty podczas kolacji i dostawał to, o co się prosił, to było pewne. Nie żeby któryś z mężczyzn na to narzekał.

— Gregory… — jęknął Mycroft, kolana mu drżały, a plecy wygięły się w łuk.

Greg warknął, odsuwając się od jego ust, żeby móc zacząć całować go po brodzie i szczęce. Pozostał przy tym przez chwilę, kochając ostre uczucie jego struktury twarzy. Obejmując ramieniem plecy Mycrofta, wdychał gorące powietrze wzdłuż jego bladej skóry, gdy lizał krzywiznę szczęki i szyi młodszego mężczyzny.

Mycroft jęknął. To zachęciło Grega do dalszego działa, i o Boże, jak bardzo uwielbiał całować, lizać i obgryzać podbródek, szczękę i szyję partnera. Mógł robić to godzinami, badając każde zagłębienie i zakręt, smakując jego esencję. Przycisnął go mocniej do ściany, puszczając Mycrofta w tali, aby móc zacząć rozpinać koszulę i kamizelkę kochanka, odgarniając je na bok, by odsłonić więcej obojczyka. To było jego inne ulubione miejsce. Pochylił się, oddychając głęboko i wtulając swój nos w dane miejsce, zanim zaczął lizać i podgryzać ten obszar.

Och!

Mycroft sapnął, odchylając głowę do tyłu. Uderzył w ścianę dość głośno, ale żaden z mężczyzn nie zdawał się tego zauważać. Dłonie Grega wędrowały dalej, zsuwając się po bokach Mycrofta, wyciągnąć koszulę ze spodni, aby mógł się wślizgnąć pod spód i pogłaskać gładką skórę. Czuł, jak ciało Mycrofta drżało pod każdym dotykiem, a dźwięki, które wydobywał od mężczyzny, były bardzo bliskie do dźwięcznej melodii.

Kontynuował eksplorację okolicy, ponownie poruszając się w górę szyi i podbródka, całując powoli i skubiąc, a następnie z powrotem w dół do obojczyka. Tym razem ugryzł mocniej, powodując, że Mycroft krzyknął i wbił wypielęgnowane paznokcie w ramiona Grega. Starszy mężczyzna jęknął, drżąc z powodu tego uczucia i w zamian zaczął ssać zaczerwienione miejsce, które przed chwilą ugryzł.

Erekcja Mycrofta została przyciśnięta do jego uda, a gdy Greg zaczął robić mu malinkę, młodszy mężczyzna wygiął się w łuk i wywołał tarcie, które wysłało przez nich obu palącą iskrę. Ciężko dysząc, Greg nie był w stanie oprzeć się ześlizgnięciu dłoni w dół i objęciu Mycrofta, pocierając go przez drogi materiał, czując ślad wilgoci od spermy. Ciągle ssał obojczyk, wiedząc, jak wyrazisty będzie ślad i umierał z pragnienia, żeby go zobaczyć. Czuł się okropnie zaborczy.

W końcu Mycroft praktycznie wgryzł się w jego dłoń, jęcząc i desperacko chwytając Grega. Umiejętności rozbicia maski eleganckiego mężczyzny w ten sposób była czymś, czym starszy mężczyzna nigdy się nie znudzi. To było piękne. Odsunął się od obojczyka z ostatnim liźnięciem, całując Mycrofta z powrotem w górę szyi, ponownie trącając nosem jego brodę i szczękę.

— Łóżko? — zapytał ochryple, szorstkim i głębokim głosem.

Patrzyli na siebie z oczami mrocznymi od pożądania. Mycroft skinął głową.

— Natychmiast. — Praktycznie warknął. Ten dźwięk trafił prosto do penisa Grega. Tak, musieli się tam udać od razu.

Przeszli przez salon, chwytając się nawzajem, zatrzymując się kilka razy po drodze, by ponownie zaatakować swoje usta. Kiedy w końcu dotarli do sypialni, Greg był już bez koszuli, a Mycroft zsunął swoją, która była na wpół rozpięta i ledwo się na nim trzymała. Swoje ubrania pozostawili po drodze, tym razem młodszy mężczyzna nie dbał o to, gdzie podziała się jego marynarka i kamizelka.

Mycroft pchnął Grega na łóżko, wczołgał się na niego i siadając na nim okrakiem. Ich krocza ocierały się, gdy zainicjował kolejny namiętny pocałunek. Greg jęknął, chwytając go szorstko, zahaczając nogą o jego talię.

Później padli na łóżko, ciężko dysząc. Byli spoceni i lepcy, ale nadal nie mogli oderwać od siebie rąk. Te dotknięcia były jednak pełne czci i delikatne. Spletli razem nogi, dzieląc się powolnymi pocałunkami.

— Łazienka — wyszeptał po chwili Mycroft, ściskając dłoń Grega, zanim wstał z łóżka.

Sięgnął po szlafrok, by się nim owinąć, zanim udał się do ich łazienki. Greg złożył ręce pod głową i wpatrując się w sufit z delikatnym uśmiechem na twarzy. Zamknął oczy, zanim usłyszał ciche westchnienie Mycrofta, które sprawiło, że uśmiechnął się zawadiacko. Miał wrażenie, że wiedział, o co chodziło…

— Gregory? — rozległ się pytający i lekko zachwycony głos Mycrofta. Greg uśmiechnął się. — Och… łał. O mój Boże.

Nie mogąc się oprzeć, Greg wstał z łóżka i podszedł do niego zupełnie nagi. Oparł się o framugę drzwi, krzyżując ramiona. Oczy Mycrofta były szeroko otwarte, a jego smukłe palce lekko dotykały jaskrawo czerwono-fioletowego znaku na obojczyku. Uśmiech Grega poszerzył się.

— Tak, trochę mnie poniosło. — Wzruszył ramionami, wcale tego nie żałując. — Nie martw się, nikt inny nie będzie wiedział, że tam jest.

— Nie martwię się. — Mycroft uśmiechnął się łagodnie, wciąż patrząc na niego ze zdumieniem. Potem wyciągnął rękę i przyciągnął Grega do siebie, muskając nosem jego policzek. — Wcale się nie martwię.