Rozdział 274: Lekcje gry na gitarze

Uwagi: Alternatywa - Nastolatki

— Tutaj, musisz w ten sposób położyć palce — powiedział cicho Greg, pochylając się bliżej Mycrofta.

Próbował zignorować ciepło promieniujące od drugiego nastolatka, gdy jego klatka piersiowa przycisnęła się do pleców Mycrofta. Luźno owinął ramiona wokół nieco szczuplejszego ciała, by móc ułożyć ręce w odpowiednim miejscu. Jego palce zrównały się z dłuższymi palcami Mycrofta, więc wyglądało to naprawdę komicznie, ale nie mógł się powstrzymać od lekkiej zazdrości. Dłuższe palce oznaczały, że łatwiej było dotrzeć do wszystkich akordów, a Greg żałował, że nie miał takiej przewagi.

— To dziwne uczucie — mruknął Mycroft, dociskając palce do struny.

Greg uśmiechnął się.

— Przyzwyczaisz się do tego po jakimś czasie — wyszeptał, opierając brodę na ramieniu chłopaka. — To… jest akord G. Jeden z najczęściej stosowanych.

— Mmm, tak, często widzę, że trzymasz palce w ten sposób — powiedział Mycroft po kilku sekundach zerkania na położenie ich palców.

— Tak — potwierdził Greg. — Teraz trzymaj to dla mnie.

Greg powoli wycofał rękę, obserwując jak Mycroft doskonale utrzymywał pozycję. Uśmiechnął się i odwrócił się na łóżku, sięgając po kostkę, którą porzucił wcześniej obok siebie. Chwycił ją i przełożył do lewej ręki, po czym wrócił do swojej poprzedniej pozycji. Uśmiechając się delikatnie, włożył ją do lewej dłoni Mycrofta, a następnie skierował ją z powrotem w stronę gitary.

— Trzymaj ją podobnie jak ołówek. W ten sposób. Teraz uderz w struny.

Mycroft wydawał się mocno skoncentrowany, gdy poruszał ręką, a akord zabrzmiał w pokoju. To było całkiem dobre i sprawiło, że Greg uśmiechnął się promiennie. Nie wspominając o tym, jak bardzo urocza była mina młodszego nastolatka, gdy odniósł sukces. Nie było prawie nic wspanialszego niż obserwowanie, jak Mycroft nasiąkał wiedzą. Greg miał nadzieję, że zawsze będzie mógł go takiego widzieć.

— To zabrzmiało niesamowicie, Myc! — powiedział, prostując się nieco i pocierając dłonią plecy Mycrofta.

— Zagrałem jeden akord przez około 5 sekund, Gregory — powiedział drugi nastolatek, unosząc brwi, zerkając przez ramię. — Nie jest to wielkie osiągnięcie.

— Oczywiście, że jest. — Sprzeciwił się Greg, machając odprawiająco ręką na moment. — Teraz przejdźmy to akordu C. Weź ten palec tutaj i przesuń go…

Kontynuowali to w ten sposób przez chwilę, gdy Greg pokazywał Mycroftowi różne akordy i kazał mu zagrać każdy z nich kilka razy. Mówił o nich trochę, gdy szli dalej, zastanawiając się, kiedy Mycroft powie mu, żeby się zamknął i uczył go dalej. Jednak nigdy tego nie zrobił. To było wspaniałe.

Potem, kiedy przeszli przez wszystkie akordy, Greg przesunął się, żeby mogli odwrócić się przodem. Podciągnął pod siebie nogi i położył dłonie na kolanach, nie pochylając się, by nie przeszkadzać Mycroftowi i nie poruszyć gitary. Następnie skinął na młodszego nastolatka, aby wykonał ponownie wszystkie chwyty. To było zabawne wyzwanie typu "zobacz, ile zapamiętałeś, po naszej nauce" i był przekonany, że wszystko pójdzie dobrze.

Rzeczywiście tak było. Mycroft niemal bezbłędnie wykonał każdy akord. Kiedy przechodził do bardziej niezręcznych chwytów, zajęło mu chwilę dostosowanie palców, ale kiedy szarpał za struny, dźwięk zawsze był idealny. Tak jak Greg wiedział, że będzie brzmiał.

— Jesteś niesamowity, Myc!

Uśmiechnął się, pochylając się i obejmując dłonią policzek swojego chłopaka, przyciągając go do impulsywnego pocałunku. To był krótki i czysty pocałunek, tak naprawdę grzeczny, ale kiedy usiadł z powrotem, dotarło do niego, że nigdy tak naprawdę… Spotykali się tylko przez bardzo krótki czas i żaden z nich nie zainicjował prawdziwego pocałunku. Przynajmniej do tej pory. Wziął głęboki oddech. Jego twarz natychmiast zarumieniło się, gdy jasnoniebieskie oczy Mycrofta otworzyły się szeroko w szoku. Obaj zamarli na łóżku.

— Ja, uch… przepraszam, ja tylko… byłem podekscytowany i…

Greg zaczął się jąkać, pocierając tył głowy, wpatrując się w przestrzeń między nimi na łóżku. Dłoń na jego policzku powstrzymała jego słowa. Zastygł, ale udało mu się unieść wzrok, by zobaczyć łagodny wyraz twarzy młodszego nastolatka.

— Wszystko w porządku — wyszeptał, przesuwając się bliżej, odkładając gitarę. — Czy moglibyśmy…

— Ta… tak… — Greg skinął głową, oblizując wargi. — Tak.

Również się zbliżył, a ich usta przycisnęły się w niepewnym pocałunku. Zaczęło się od niewinnego, takiego jak poprzedni, ale stopniowo przerodził się w coś bardziej intensywnego i doskonałego. Greg miał wrażenie, że zaraz pęknie mu klatka piersiowa. Otoczył ramionami szyję Mycrofta.

Mycroft wydał cichy, gardłowy dźwięk i przycisnął się jeszcze bliżej, w końcu przerywając pocałunek, gdy żaden z nich nie mógł już oddychać. Wargi Mycrofta były różowe i wilgotne. Greg chciał znów je pocałować.

— Mam nadzieję, że nie uczysz w ten sposób gry na gitarze wszystkich innych — wymamrotał po chwili Mycroft. Wywołał tym oszołomiony wybuch śmiechu u Grega.

— Nie, Myc — powiedział, przyciskając ich czoła do siebie. — Jesteś wyjątkowy.