Rozdział 277: Przytulając się po pracy
Uwagi: Luźno nawiązujący do rozdziału 88.
Mycroft zawsze zachwycał się mężczyzną, w którym się zakochał. Jeszcze bardziej niż dobrym sercem i łagodnym duchem Gregory'ego, Mycroft był zaskoczony tym, co teraz tolerował, na co z pewnością nigdy wcześniej by się nie zgodził. W ten sposób we dwoje zajęli się kotem. Mycroft wiedział tamtej nocy, kiedy małe zwierzę zostało przywiezione do domu, że stanie się ono stałą częścią ich rodzinny. W tamtym czasie nie powiedział tego starszemu mężczyźnie, pozwalając mu zaopiekować się chorym kotem, którego znalazł na miejscu zbrodni w strugach deszczu. Był jednak świadomy, że Gregory nie pozbędzie się go, gdy już przywiózł go do domu.
Kociak był puszystym kłębkiem energii z miękkim białym futerkiem i jasnozielonymi oczami. Nazwali go Remmington. Zachowywał się zaskakująco lepiej, niż Mycroft się spodziewał i chociaż próbował drapać kanapę więcej niż jeden raz, to ustało, gdy tylko zdobyli odpowiedni drapak. Dwa miesiące od przywiezienia Remmingtona do domu, kot jeszcze nie zniszczył żadnego ubrania Mycrofta, a przez większość czasu trzymał się z dala od powierzchni stołów i lad. Wyjątkiem był jednak stół w salonie. Przechadzał się po nim, jakby był jego właścicielem. Mycroft zrezygnował z próby powstrzymania go przed tym po dwóch tygodniach.
Skończywszy ze spotkaniami na ten dzień, Mycroft spakował swoją aktówkę i skinął głową pozostałym politykom w pokoju, po czym wyszedł i wsiadł do czekającego na niego samochodu. Anthea jechała z nim, podając akta bez więcej niż kilku słów, po czym skupiła się ponownie na swoim Blackberry. Podczas jazdy wymienili parę zdań, ale oczywiście nie przeciągali tego. Nigdy tego nie robili.
Niedługo potem samochód podjechał pod jego dom. Pożegnał się z Antheą, po czym wysiadł i wszedł do środka. Odłożył aktówkę i odwiesił płaszcz, słuchając odgłosów telewizora w salonie. Uśmiechnął się delikatnie do siebie, zatrzymując się w kuchni, aby jak zawsze nastawić wodę. Potem czekając, aż się zagotuje, przeszedł do salonu.
Ujrzał Gregory'ego leżącego na kanapie, z jedną ręką opartą na brzuchu, a drugą wiszącą nad ziemią muskającą palcami pilot leżący na podłodze. Jego kostki były skrzyżowane, a głowa odwrócona na bok. Oczy zamknięte, a usta lekko rozchylone, gdy spał. Mycroft oparł się o framugę drzwi i skrzyżował ramiona, uśmiechając się. Uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, gdy zauważył białą kulkę futra zwiniętą na klatce piersiowej mężczyzny, gdzie Remmington równie mocno spał.
Mycroft coraz bardziej lubił tego kota. Wydawało się również, że zwierzak lubił ich dwójkę, chociaż pomagało w tym to, że to oni codziennie go karmili. Stał tam i podziwiał sielankowy widok przed sobą, dopóki czajnik nie zaczął gwizdać, co wyrwało Remmingtona ze snu. Kot podniósł głowę i zamrugał sennie patrząc w stronę kuchni.
Mycroft poszedł przygotować herbatę i pozostał w kuchni, kiedy ją pił. Przeczytał kilka maili, popijając napój, opierając się o ladę, czując się znacznie bardziej zrelaksowany teraz, gdy był w domu. Jedną ręką odpowiadał na wysłany plan dnia na następny dzień, koncentrując się na nim, dopóki jego kubek nie był pusty. Wypłukał naczynie i wsunął komórkę do kieszeni, w końcu odwracając się, by wrócić do salonu.
Gregory wciąż spał, ale Remmington nie. Nadal leżał rozciągnięty wzdłuż klatki piersiowej śpiącego mężczyzny, chociaż w tej chwili dość dokładnie mył łapy. Mycroft ostrożnie podszedł do kanapy i zaczął siadać obok swojego partnera, dopasowując się do pustego miejsca na kanapie o wiele lepiej, niż sądził. Ten ruch sprawił, że Gregory poruszył się, a Remmington wstał, ale gdy się usadowił, kot również to zrobił.
Mycroft położył głowę na ramieniu Gregory'ego. Mógł stwierdzić moment, w którym starszy mężczyzna zaczął się budzić, chociaż go nie wiedział, słyszał uśmiech w jego pomrukach.
— Witaj w domu — wymamrotał łagodnie Gregory, przesuwając się, by położyć dłoń na ramieniu Mycrofta. — Chcesz obiad?
— Za chwilę — odparł Mycroft, zamykając na moment oczy. — Na razie wolałbym, żebyśmy tak zostali.
Gregory znów mruknął, najwyraźniej jeszcze niewystarczająco rozbudzony, a Remmington zamruczał głośno. Te dźwięki były cudowne i kojące, a Mycroft uwielbiał je słuchać.
