Rozdział 278: Dobranoc

Mycroft Holmes był najwyraźniej istotą z przyzwyczajeniami. Greg domyślił się tego na bardzo wczesnym etapie ich znajomości. Nie żeby było to zaskakujące znając Sherlocka, ale Mycroft podchodził do tego o wiele bardziej metodycznie. W manierach, w sposobie prowadzenia codziennych wędrówek, w pracy, we wszystkim miał rytm. Greg trochę to uwielbiał.

Gdy poznali się lepiej, przeszli przez związek zawodowy i zostali przyjaciółmi, nieco częściej pisali sms-y. Greg z zadowoleniem stwierdził, że w przeciwieństwie do swojego młodszego brata, Mycroftowi podobało się pisanie sms'ów. Wysyłali sobie również e-maile, ale tylko wtedy, gdy mieli dużo do powiedzenia na raz (i zwykle przekształcało się to w sprawy związane z pracą). W każdym razie wymiana sms-ów im pasowała.

W niedługim czasie zaczęli życzyć sobie dobrej nocy, zanim poszli spać. Albo czasami Mycroft pisał mu "Dobranoc" po tym, jak Greg już zasnął. Niezależnie od tego, stało się to bardzo powszechną rzeczą. Od czasu do czasu również w ten sposób witali dzień, ale nie aż tak bardzo. Ale zawsze było "Dobranoc".

Dopiero po tym, jak obaj w końcu wyznali swoje uczucia, Greg zorientował się dlaczego "Dobranoc" trwało dalej, gdy zaczęli się spotykać, stając się ich wieczornym rytuałem. Teraz jednak przeszli na rozmowy telefoniczne. Oczywiście było jeszcze lepiej, gdy leżeli obok siebie, kiedy to mówili. Każdej nocy życzyli sobie dobrej nocy. Mycroft zwierzył mu się pewnego wieczoru, że wkrótce po tym, jak zaczęli wypowiadać to na chybił trafił przekonał się, że w te wieczory, kiedy tego nie zrobili, przez całą noc miał niepokojące uczucie. Zapewnił Grega, że to nigdy nie zakłóciło jego nawyków spania, ale to wszystko było dziwnym i nieprzyjemnym doznaniem.

To najwyraźniej była jedna z rzeczy, które uświadomiły Mycroftowi, że był zakochany w Gregu.

Greg, który również był szaleńczo zakochany w Mycroftu, zaczął zdawać sobie sprawę z kojącego wpływu tego rytuały na niego. Uświadomił to sobie, gdy Mycroft był w podróży w Rosji i nie było to miłe doświadczenie. Chociaż zapewniano go, że to jedynie spotkania i papierkowa robota, wkrótce przekonał się, że było w tym sporo elementów niebezpieczeństwa, a kiedy Mycroft nie zadzwonił ani nie napisał życząc mu "Dobranoc"... Greg nie mógł spokojnie zasnąć. Tracił rozum ze zmartwienia, wiedząc że młodszy mężczyzna może być w niebezpieczeństwie, a w połączeniu z tym, że Mycroft Holmes, istota z przyzwyczajeniami, nie skontaktował się z nim, żeby powiedzieć mu "Dobranoc"… To było cholernie przerażające.

Powodem tego okazały się jedynie ciężkie spotkania i okropny sygnał komórkowy, ale i tak ta sytuacja była okropna. Greg nie mógł stracić Mycrofta, a to doświadczenie tylko umocniło tą świadomość. Tak więc ich wieczorny rytuał stał się jeszcze bardziej konieczny.

Mycroft prawie zawsze dzwonił, kiedy nie mógł tego zrobić, pisał. Greg jednak bardziej lubił tę pierwszą opcję, zwłaszcza gdy drugi mężczyzna był nieobecny przez dłuższy czas. Usłyszenie tego cudownego, jedwabistego głosu mówiącego: "Dobranoc, Gregory" pomogło mu spać w nocy. Czasami odbierał te telefony w środku dnia, w zależności od tego, do którego miejsca na świecie wezwano Mycrofta. Nie mógł zliczyć na obu dłoniach, ile razy odchodził od miejsca zbrodni, by odbyć tą ważną, pięciominutową rozmowę.

Greg otworzył oczy, gdy poczuł, że materac łóżka obok niego ugina się, odciągając go od jego myśli. Uśmiechnął się, gdy Mycroft przytulił się do niego. Odwrócił się i pocałował młodszego mężczyznę w ramię. Zanucił, gdy Mycroft przeczesał palcami jego włosy.

— Dobranoc, Gregory — wyszeptał Mycroft, a Greg uśmiechnął się do niego.

— Dobranoc, Mycroft — wyszeptał w zamian, obejmując policzek partnera i przyciągając go do powolnego pocałunki.

Trwało to kilka chwil, po czym potarli swoje nosy o siebie, po czym zwinęli się w kłębek i pozwolili, by Morfeusz zabrał ich do swojej krainy.

Jak zawsze po tym Greg spał spokojnie.