Rozdział 280: Zdobycie zastępstwa

— Skąd mam wiedzieć, co kupić? — zapytał Greg, sapiąc i krzyżując ramiona, patrząc na wybór parasoli przed sobą.

Szczerze mówiąc, nie rozumiał, jak mogło być ich tak wiele, w tak odmiennych przedziałach cenowych. Co do diabła, sprawiało, że były tak różne? Obok niego Sherlock prychnął drwiąco. Greg zacisnął zęby.

— Po prostu wybierz jeden. Wszystkie są absurdalne, a i tak nieuchronnie znajdzie wadę w tym, co kupisz — powiedział lekceważąco młodszy Holmes, machając ręką w powietrzu.

— Masz sposób na zwiększenie pewności siebie u mężczyzny — mruknął Greg.

Z perspektywy czasu może zebranie ze sobą Sherlocka na zakupy nowego parasola dla Mycrofta nie było najlepszym pomysłem na świecie. Myślał - miał nadzieję - że Sherlock rzeczywiście może zapewnić mu jakąś opinie w coś, co nie było związane ze sprawą. Ufał, że niezdolność Sherlocka do powstrzymania się przed popisywaniem się przesłoni fakt, że był to prezent dla jego brata.

Niestety tak się nie stało. Albo Sherlock nie wiedział wystarczająco dużo o parasolach i tym, co Mycroft preferował i po prostu nie chciał się do tego przyznać, albo naprawdę tak bardzo gardził tym mężczyzną. Tak czy inaczej, Greg stał pośrodku sklepu z frustracją przeczesując palcami włosy.

Jeśli miał być ze sobą szczery, nie mógł się powstrzymać od myśli, że może Sherlock miał rację. Może wszystko, co kupi, okaże się kiepskie, bez względu na rodzaj, markę czy styl. Może Mycroft miał wyspecjalizowane parasole tak jak garnitury. Szczerze, nigdy nie pomyślał, żeby o to zapytać. Po prostu… chciał to dla niego zrobić. Chciał go zaskoczyć.

Jego zwykły parasol został prawie zniszczony w zeszłym tygodniu, kiedy pracował za granicą. Greg nie znał wszystkich szczegółów, ale to naprawdę nie miało znaczenia. Liczyło się to, ze od tamtej pory Mycroft był tym zirytowany. Co zdumiewające, nie miał jeszcze czasu, aby go wymienić. Greg był pewien, że Anthea następnego dnia po incydencie wyjdzie i zdobędzie nowy parasol, ale nie mieli takiego szczęścia.

Dlatego był tutaj.

— Lestrade, jesteśmy tutaj od godziny — burknął Sherlock. — Jestem niesamowicie znudzony. Naprawdę nie masz dla mnie sprawy?

— Nie, przestań pytać — rzucił Greg.

— Mam eksperymenty, które mógłbym przeprowadzić.

— Więc pomóż mi i będziesz mógł iść.

Sherlock prychnął dramatycznie, a Greg desperacko starał się nie przewrócić oczami. Udało się jednak, i w końcu kilka chwil później Sherlock zaczął gadać o wysokiej jakości, kunszcie i bardzo komplementarnej produkcji jednego parasola w rogu. Cena była nieco droższa, niż Greg był przygotowany, ale miał schowane trochę pieniędzy na zapas, więc go kupił.

Sherlock praktycznie wypadł z samochodu, kiedy podjechali pod Baker Street, nie oferując żadnego pożegnania Gregowi, gdy zniknął w mieszkaniu. Nie żeby Greg spodziewał się czegoś innego. Potrząsnął głową, uśmiechając się i wrócił do domu.

Mycroft jeszcze nie było, dlatego Greg zrobił bardzo tandetną rzecz, zawiązując czerwoną kokardę wokół rączki parasola. Nie obchodziło go nawet, jak głupio to wyglądało. Potem przygotował herbatę, wyciągając drugi kubek, gdy usłyszał, jak samochód jego partnera podjeżdża pod budynek.

— Witaj w domu.

Greg uśmiechnął się, gdy Mycroft wszedł do kuchni, wyglądając na zmęczonego, ale wdzięcznego, że był już w domu. Objęli się, a potem Greg włożył w smukłe dłonie Mycrofta kubek herbaty.

— Czekając z herbatą? — zapytał Mycroft, unosząc brwi, po czym podniósł naczynie do ust i zaczął powoli pić. — Wspaniale. Dziękuję, najdroższy.

— Nie ma za co. — Greg uśmiechnął się. Pili w przyjemnej ciszy, przytulając się do siebie. Dopiero, gdy obaj skończyli i wypłukali kubki, Greg znów się odezwał: — Mam dla ciebie coś innego.

— Och?

— Nie ruszaj się.

Mycroft skinął głową, przyglądając się z zaciekawieniem Gregowi, ale pozostają na swoim miejscu, gdy starszy mężczyzna wyszedł z kuchni. Przeszedł przez salon do miejsca, w którym oparł parasol o kanapę. Następnie trzymając go za plecami jedną ręką, wrócił do kuchni.

— Wiem, że byłeś sfrustrowany swoim parasolem i tym wszystkim… — zaczął niezręcznie, zanim zdał sobie sprawę, że nie było sposobu, aby coś powiedzieć bez zrujnowania niespodzianki lub brzmienia jak całkowity głupiec, dlatego zamiast tego po prostu podszedł i wyciągnął parasol.

Mycroft wpatrywał się w niego, jego jasnoniebieskie oczy otworzyły się szeroko, a usta lekko rozchyliły. Po kilku chwilach powoli wyciągnął dłoń i wyjął parasol z rąk Grega, unosząc go, by uważnie przyjrzeć się rączce.

— Gregory, nie musiałeś — powiedział, trochę zdyszany i pełen podziwu.

Greg rozpromienił się.

— Chciałem to zrobić. Poza tym obserwowanie twojej reakcji jest najlepszą nagrodą za to.

Zawieszając rączkę parasola na ramieniu, Mycroft podszedł i przyciągnął Grega do namiętnego pocałunku. Starszy mężczyzna owinął ręce wokół szyi Mycrofta, unosząc się na palcach, by odwzajemnić pocałunek.

— Jest idealny — wyszeptał Mycroft przy jego ustach.

Greg uśmiechnął się, przytulając go.

— Cieszę się — odpowiedział, zanim zdecydował, że czas przestać rozmawiać i znów zacząć się całować.