Rozdział 281: Poranna rutyna
Greg prawie każdego ranka budził się z Mycroftem. Nie miało znaczenia, że młodszy mężczyzna zawsze musiał wstać i wyjść z mieszkania, zanim Greg zaczął udawać się na stację. I tak razem się budzili. Miło było podzielić się kilkoma pocałunkami i pożegnać się na cały dzień, dopóki znowu się nie spotkają, ale to nie był jedyny powód, dla którego wstawał razem z nim.
Mycroft miał bardzo surową poranną rutynę. Trzymał się jej każdego dnia. Te same kroki w tej samej kolejności i było w tym coś niesamowitego. To było metodyczne i dokładne, co do minuty. Greg zawsze miał zwyczaj przygotowywać się dość przypadkowo, więc obserwowanie tych małych rytuałów było dla niego fascynujące i nowe. Jednak dla Mycrofta miały one sens, ponieważ mężczyzna był metodyczny we wszystkim, co robił.
Mycroft zawsze budził się w momencie, gdy rozbrzmiewał jego budzik. Natychmiast wyciągał rękę i go wyłączał. Siadał, chwytając szlafrok i, po wstaniu z łóżka, kierował się do łazienki. Zajmował się tak swoimi sprawami, tak jak Greg zawsze robił po przebudzeniu, a potem brał prysznic. Po nim zakładał z powrotem szlafrok i szedł do kuchni, by zjeść lekkie śniadanie. Bez wątpienia herbata była pierwszą rzeczą, jaką przygotowywał. Siadał przy stole i spokojnie popijał napój, czytając e-maile lub od czasu do czasu poranną gazetę (chociaż tak naprawdę nigdy żadne wiadomości w nich nie były czymś, czego nie wiedział ze względu na to kim był). Przy drugim kubku herbaty jadł tosty lub rogalika, a może babeczkę, jeśli mieli ją w domu. Zwykle jednak pozwalał sobie na nie, tylko wtedy gdyby Greg sam je upiekł.
Po zjedzeniu przygotowywał trzecią porcję herbaty, ale ta zostawała przeniesiona z powrotem do sypialni. Greg nie potrafił wskazać, kiedy Mycroft postanowił przynosić mu rano herbatę, ale to była najsłodsza rzecz na świecie. Podczas gdy Greg pił herbatę, Mycroft wracał do łóżka. Opierając się o wezgłowie, pracował na komórce lub słuchał, jak Greg czytał na głos kiepskie dowcipy z gazety. Całowali się i przytulali przez chwilę. Greg wciąż był ciepły i na wpół śpiący. Namawiał Mycroft do pozostania, co zawsze spotykało się odmową (choć niechętną). Greg nigdy nie pytał z myślą, że się zgodzi, ale stało się to zabawą, pełną miłości częścią ich porannego przekomarzania się. Plus, więcej pocałunków.
Znowu wstając z łóżka, Mycroft odwieszał szlafrok i podchodził do szafy. To była ulubiona część Grega. Częściowo dlatego, że oznaczało to, że jego partner był na samym początku nago. Jego spożywanie śniadania było dosłownie jedynym momentem, kiedy Mycroft nosił swój szlafrok bez niczego pod spodem, ponieważ nigdy nie wkładał piżamy z powrotem po prysznicu, ale też nie ubierał się bezpośrednio po nim.
Greg zawsze pozwalał swojemu spojrzeniu wędrować po bladej, wspaniałej przestrzeni ciała Mycrofta, gdy ten wkładał świeżą bieliznę. Skarpetki były następne, podnosił jedną nogę na raz, utrzymując idealną równowagę, gdy je naciągał. Cholernie imponujące. Greg upadłby na tyłek, gdyby spróbował to zrobić. Potem wracał do szafy i wybierał garnitur na dany dzień.
Koszula była pierwsza, założona i zapięta perfekcyjnie. Spinki do mankietów były dodawane, gdy wymagała tego okazja w pracy. Jego spodnie były następne. Kiedy już je założył, wkładał w nie koszulę, wygładzając tkaninę kilka razy, aby upewnić się, że nie było zmarszczek. Potem oczywiście nadchodziła kolej na kamizelkę. Zawsze ją zakładał, ale jeszcze jej nie zapinał. Zamiast tego chwytał krawat, który wybrał i podchodził do dużego lustra, unosząc podbródek i zawiązując idealny węzeł w kilka sekund. Kiedy wygładził i wyregulował krawat, przyciskał go płasko do tułowia, a następnie zapinał kamizelkę, aby utrzymać go na miejscu.
Greg zawsze lubił wstawać z łóżka i podchodzić do niego w tym momencie. Lubił poświęcać chwilę na bliższe podziwianie jego stroju, łącznie z pocałunkami i delikatnymi dotknięciami, które temu towarzyszyły. Odchodził po chwili, pozwalając Mycroftowi uzupełnić swój wygląd marynarką, którą zakładał na resztę ubrania, zapinając ją na dwa dolne guziki.
Greg uwielbiał patrzeć, jak ten mężczyzna się ubierał. Jedyne, co kochał bardziej, to bycie tym, który pod koniec dnia zdzierał z niego każdą tą idealną warstwę. Oczywiście oznaczało to wcześniejsze wstawanie, a Greg tak naprawdę nie był rannym ptaszkiem, ale bardzo szybko się nauczył, że warto było to robić.
