Rozdział 285: Nocna pociecha

Mycroft obudził się, gdy poczuł poruszenie obok siebie na łóżku. Zamrugał, aby się rozbudzić, zauważając, że był sam w sypialni. Marszcząc brwi, zmusił się, by usiąść, nasłuchując swojego partnera. Gregory czuł się nieswojo przez całe popołudnie i Mycroft nie wypytywał go oto. Oczywiście nie musiał, bo zdawał sobie dokładnie sprawę z przyczyny tego. Prowadził bardzo trudny przypadek i nie był w stanie zapobiec kolejnej śmierci w jej trakcie. Jak dotąd było to piąte ciało i odbijało ono swoje piętno na inspektorze.

Mycroft zawsze potrafił czytać w starszym mężczyźnie jak w otwartej księdze. Mógł powiedzieć, że Gregory nie chciał o tym rozmawiać. W każdym razie jeszcze nie. Było jednak jasne, że nie mógł również spać. Mycroft nie mógł nic poradzić na to, że był zaniepokojony. Gregory potrzebował snu, ponieważ był bliski rozgryzienia tego wszystkiego, ale już to prześladowało go w sposób, nad którym zwykle miał znacznie większą kontrolę.

Odczekał chwilę, nasłuchując, czy Gregory wróci, ale po mniej więcej dziesięciu minutach było oczywiste, że nie wracał. Przynajmniej na chwilę. Tak więc Mycroft wyślizgnął się z łóżka i włożył szlafrok, zawiązując go mocno wokół siebie i wyszedł z sypialni. Natychmiast zauważył dwa światła, które paliły się w ich domu. Kuchnia i biuro, w którym zwykle pracował Gregory.

Mycroft powoli skierował się w stronę biura. Wciąż pozostając za rogiem, skrzyżował ramiona i oparł się o ścianę, gdy starszy mężczyzna pojawił się w polu widzenia. Zakładał, że i tak odnajdzie Gregory'ego w ten sposób, ponieważ był to jeden ze sposobów, w jaki zwykle radził sobie z niemożnością spania (zwłaszcza, gdy było to spowodowane sprawą). Jakiś czas temu mężczyzna przymocował pręt do górnej części drzwi i używał go do podciągnięć, aż zmęczył się na tyle, by zasnąć.

To było niezwykle atrakcyjne do oglądania. Widząc sposób, w jaki uginały się ramiona Gregory'ego, słuchając jego ciężkiego oddechu podczas ćwiczeń i obserwując, jak na jego twarzy widniało jednocześnie skupienie i mała pogoda… Mycroft to uwielbiał. To było bardzo sprzeczne, ponieważ chciał tylko pocieszyć swojego partnera. Przynajmniej tyle mógł zrobić. Pozostał jednak poza zasięgiem wzroku, stojąc i obserwując przez chwilę, zanim podjął decyzję.

Odepchnął się od ściany i odwrócił się, idąc korytarzem, kierując się do kuchni. Chwycił odstawiony wcześniej czajnik i napełnił go wodą, włączył palnik i nastawił wodę. Wciąż słyszał kilka pokoi dalej oddech Gregory'ego, cichy i spokojny. Wyjął jedną z smakowych herbat, którą preferował jego partner, a po chwili wahania ściągnął również mały pojemnik z miodem. Zwykle dodawali miód do herbaty tylko wtedy, gdy jedno z nich było chore, ale miał przeczucie, że będzie to kojący dodatek i właśnie tego potrzebowali w tej chwili.

Kiedy woda się zagotowała, Mycroft szybko zdjął czajnik z palnika. Gwizd wciąż rozbrzmiewał, ale niezbyt długo. Nie żeby starał się to utrzymać w tajemnicy. Nalał herbatę, dodał miód i wymieszał, biorąc mały łyk, żeby upewnić się, że herbata była taka jak Gregory preferował. Następnie, biorąc kubek w obie dłonie przeszedł przez dom i wrócił do biura.

— Gregory — powiedział cicho, gdy pojawił się w polu widzenia. Gregory zatrzymał się, zwisając na drążku. Jego czoło błyszczało od odrobiny potu.

— Zrobiłeś herbatę? — zapytał, unosząc brwi, gdy puścił drążek i upadł na podłogę.

— Wydawało mi się, że ci to pomoże. Wracasz do łóżka?

Greg przygryzł dolną wargę, wyraźnie się wahając, ale skinął głową i wyjął kubek z uścisku Mycrofta. Powoli wrócili razem do sypialni, a kiedy usiedli Mycroft uniósł ramię, żeby Gregory mógł się wygodnie do niego przytulić. Mężczyzna po cichu pił herbatę, wzdychając lekko, rozkoszując się ciepłem, gdy Mycroft powoli pocierał jego ramię.

— Chcesz o tym porozmawiać? — zapytał, zerkając na Gregory'ego, obserwując sposób, w jaki wpatrywał się w swój prawie pusty kubek.

— Po prostu… To się kumuluje, Myc — westchnął Gregory słabym głosem. — Tyle ofiar…

— Wiem, Gregory. To musi być trudne. Jesteś jednak tak blisko rozwiązania i pomyśl o wielu życiach, które uratowałeś.

Mycroft nigdy nie czuł, że był dobry w pocieszaniu, ale z Gregorym zawsze chciał spróbować. Chciał się odwdzięczyć. Starszy mężczyzna zawsze był przy nim i jakoś zawsze wiedział, co powiedzieć lub zrobić, aby Mycroft poczuł się lepiej, gdy wszystkiego było za dużo. Przynajmniej tyle mógł zrobić. W końcu kochał tego człowieka.

Greg westchnął, ponownie przygryzając wargę i wtulając się w Mycrofta, gdy odstawił kubek. Mycroft czuł, jak drżą mu ramiona i słyszał, jak pociągał nosem. Zamykając oczy, owinął ramiona wokół Gregory'ego i mocno go uściskał. Miał tylko nadzieję, że trening, herbata i leżenie z Mycroftem sprawią, że poczuje się lepiej. Miał nadzieję, że pomoże mu to zasnąć. Mycroft nienawidził słyszeć płaczu Gregory'ego, ale… byłby tu w każdy możliwy sposób. Cokolwiek mógł zrobić.