Rozdział 286: Zaproszony na obiad

Uwagi: Alternatywa - Nastolatki

Rodzice Grega kazali mu przyprowadzić Mycrofta na obiad. Krnąbrny nastolatek był prawdziwie przerażony. Oczywiście kochał swoich rodziców, a jego starszy brat i młodsza siostra byli… znośni, ale i tak. Przedstawienie chłopaka całej swojej rodzinie było koszmarem każdego. Emily podskakiwała wokół niego przez cały czas, gdy się ubierał, podekscytowana spotkaniem z chłopakiem swojego brata i w stanowczy sposób dawała o tym znać.

— Ems, wyluzuj, okej? — Nie mógł powstrzymać się od śmiechu, poprawiając włosy i dodając trochę żelu do stylizacji. — Potrzebuję kogoś, kto będzie wyluzowany, bo wiesz, jacy będą mama i tata.

— O tak. — Uśmiechnęła się. — To będzie krępujące.

— Dzięki, Ems — sapnął Greg, słuchając śmiechu siostry, gdy wyszła z jego sypialni.

Westchnął nerwowo przygryzając wargę. Poznał już pana i panią Holmes i był w ich domu, poznał młodszego brata Mycrofta Sherlocka… Własna rodzina Grega tak bardzo różniła się od rodziny Mycrofta i nie był pewien, czego oczekiwał drugi nastolatek.

Na szczęście kolacja poszła… dobrze? Greg spotkał Mycrofta przy drzwiach ze szczęśliwym uśmiechem, zaciągając go do środka i korzystając z ich krótkiej chwili prywatności, zanim przerwano im i nie mogli zaznać odrobiny spokoju przez kilka następnych godzin.

Jego starszy brat Russell natychmiast chciał zagrać w dwadzieścia pytań, niezależnie od tego, jak często Greg piorunował go spojrzeniem i cedził, żeby się zamknął. Emilu nie powiedziała ani słowa, ale nadal wpatrywała się z uwielbieniem, uśmiechając się. Mycroft wydawał się dobrze sobie z tym radzić, prowadząc łatwą rozmowę z Russellem, mimo że ten nie przestawał zadawać cholernych pytań. To było tak, jakby jego brat naprawdę nie uwierzył Gregowi, kiedy powiedział, że się spotykają. To prawda, że byli raczej mało prawdopodobną parą, ale jednak. Mógł zatrzymać się z tym niedowierzaniem i podziwem.

Jego rodzice nie byli lepsi. Ciągle byli dość mocno zafascynowali Mycroftem. Tata był szalenie przyjazny, co było rzadkością, jeśli chodziło o przyjaciół jego dziecka, a mama była… Cóż, Boże, praktycznie gaworzyła nad nim i wyglądało na to, że chce go objąć przy każdej możliwej okazji. Zanim przyniosła deser, poklepała Mycrofta po głowie, komplementując go, a Greg jęknął, chcąc wpełznąć do jakieś dziury.

Mamo — jęknął, chowając twarz w dłoni.

Jego mama tylko spojrzała na niego, potrząsając głową i dalej podając desery. W jakiś sposób Mycroft nadal nie wydawał się tym wszystkim przejmować. Greg nie miał pojęcia jak. W końcu jednak wszyscy skończyli jeść i jakoś jego rodzeństwo zostało przekonane do odejścia. Oczywiście jego rodzice zwlekali, jego mama nadal wciągała Mycrofta w rozmowy, w których młodszy nastolatek bardzo dobrze nadążał za nią, podczas gdy Greg wiercił się na swoim miejscu.

Gregowi zajęło wieczność, by w końcu odciągnąć Mycrofta. Gdyby musiał dłużej słuchać, jak jego rodzice głośno wyrażają przy nim podziw dla Mycrofta, po prostu by umarł. Dlatego chwycił rękę swojego chłopaka i delikatnie przeciągnął go przez mieszkanie do swojej sypialni, gdzie zamknął drzwi i westchnął, gdy wreszcie zostali sami.

— Przepraszam — jęknął, pocierając twarz, praktycznie padając na łóżko. — To było upokarzające.

— Nonsens — powiedział swobodnie Mycroft, a Greg poczuł, jak materac łóżka zapada się, gdy chłopak również usiadł. — Masz cudowną rodzinę.

— Boże, nie mogli zostawić cię samego na pięć minut! Zawsze mnie o ciebie wypytywali, ale nigdy nie sądziłem, że będą cię nękać.

— Gregory, naprawdę, jest w porządku — powiedział Mycroft, potrząsając głową i kładąc dłoń na jego kolanie. Starszy nastolatek westchnął i spojrzał na niego.

— Wciąż. Wiem, że to jest… takie inne i to… Boże, tak bardzo mnie zawstydzili.

— Kochają cię — powiedział Mycroft miękkim i uroczystym głosem. Greg chciał go pocałować. — Wyraźnie uważają, że pasujemy do siebie i z całego serca chcieli pokazać swoją aprobatę. To wspaniała cecha w rodzinie, a ciepło przy tym stole było absolutnie urocze. Bardzo mi się to podobało.

— Nie tylko tak mówisz? — mruknął Greg, spoglądając sceptycznie na Mycrofta.

— Od kiedy mówię nieznaczące słowa? — odpowiedział młodszy nastolatek, unosząc znacząco brew. Greg roześmiał się.

— Słusznie.

— Przestań się martwić — powiedział Mycroft, ściskając jego kolano. — Cieszę się, że zostałem zaproszony i tak dobrze przyjęty przez całą twoją rodzinę. W przeciwnym razie byłoby to bardzo niepokojące. To oczywiste, że jesteście bardzo blisko.

— Wiedziałem, że cię pokochają — szepnął z uśmiechem Greg. Ujął policzek Mycrofta i przyciągnął go do pocałunku. — Czy możemy tutaj zostać?

— Na chwilę — zgodził się Mycroft.

— Mmmm. Dobrze.

Greg przyciągnął Mycrofta do kolejnego pocałunku, przyciągając go bliżej, gdy padli na łóżko, przytulając się. Całowali się tak długo, dopóki nie zabrakło im powietrza, dotykając się delikatnie i po prostu ciesząc się, że w końcu mogą być sami. Choć Greg kochał swoją rodzinę, wciąż byli zawstydzający, a co więcej dość apodyktyczni. Prywatność była idealna.