Rozdział 291: Przerażająca wizyta

Greg robił co mógł, żeby zrelaksować się na krześle pod ścianą, siedząc ze skrzyżowanymi nogami, z roztargnieniem wpatrując się w czasopismo, podczas gdy jego najmłodsza córka leżała na krześle przed nim z pochylającym się nad nią dentystą. Miała mieć założony aparat ortodontyczny. To trochę wytrąciło Grega z równowagi i musiał wziąć ten magazyn (zły wybór, był prawie pewien, że dotyczył on zdrowia kobiet) tylko po to, by jego żołądek nie przewracał się, gdy patrzył na to, co się dzieje.

Greg nienawidził dentysty. Absolutnie go nienawidził. Przez całe życie robił wszystko, co mógł, by jak najdłużej unikać wizyt u niego, nawet jeśli naprawdę musiał do niego iść. Był zdecydowanie jednym z tych, którzy woleli stosować domowe sposoby na ból zęba, niż przyjść do jednego z tych sterylnych pokoi z cholernym światłem i narzędziami, które bardziej przypominały narzędzia tortur niż cokolwiek innego.

Mycroft, oczywiście, zmusił go do pójścia na wizytę kontrolną po tym, jak to wszystko rozgryzł. Zmuszony przez… bardzo intensywnego Mycrofta Holmesa, który mógł skłonić go do zrobienia czegoś, nie nakazując mu tego. To było podstępne i Greg był z tym, aż za dobrze zaznajomiony, ale i tak się ugiął. To było okropne doświadczenie. Przynajmniej młodszy mężczyzna przyszedł z nim wtedy na wizytę, więc to doświadczenie było trochę lepsze.

Wracając do Abby. Poradziła sobie z wizytą u dentysty znacznie lepiej niż on. Zaskakująco nie mogła doczekać się zdobycia aparatu i nie mogła przestać mówić o tym, jakie kolory gumek zdobędzie. Był dumny i przybierał dla niej dzielną minę. Nie trzeba było jej mówić, jak bardzo przeszkadzały mu gabinety dentystyczne. Miała dwanaście lat i chociaż jego uczucia prawdopodobnie nie zrobiłyby na niej wrażenie, nie chciał ryzykować, że przejmie jego strach.

Kiedy było po wszystkim, podbiegła do niego, uśmiechając się i pokazując nowiutki aparat ortodontyczny w komplecie z fioletowymi i niebieskimi gumkami. Odłożył magazyn na bok, wstając z uśmiechem. Potarł czule czubek jej głowy.

— Gotowa do wyjścia, Abster? — zapytał, podnosząc wzrok, gdy dentysta również do niego podszedł. Skinęła głową.

— Tak! — odpowiedziała, podskakując lekko.

Greg skinął głową dentyście, który rozmawiał z nim na temat zabiegów i technik pielęgnacyjnych, podczas gdy dziewczyna przyzwyczaiła się do aparatu oraz właściwego czyszczenia i tak dalej. Potem wrócili do domu, gdzie czekali na nich Elizabeth i Mycroft. Abby była niezmiernie podekscytowana, że może pochwalić się swoim nowym aparatem ortodontycznym, co Greg wziąć uważał za nieskończenie zabawne. Znał mnóstwo dzieci w jej wieku, które gardziły myślą o aparatach ortodontycznych, jeszcze bardziej, gdy musiały je mieć, ale jak zwykle Abby była kimś, kto codziennie go zaskakiwał.

— Najwyraźniej wizyta poszła dobrze — stwierdził Mycroft, uśmiechając się łagodnie i przynosząc Gregowi herbatę. Starszy mężczyzna zamruczał z uznaniem, popijając gorący płyn.

— Była aniołem. — Obserwował, jak jego partner siadał.

— Czyli radziła sobie o wiele lepiej niż ty podczas swojej wizyty — skomentował Mycroft, a oczy błyszczały mu, gdy dokuczał swojemu kochankowi.

To zwróciło uwagę Abby i Elizabeth. Greg jęknął.

— Cicho — syknął, natychmiast skupiając się na swojej herbacie. Usłyszał chichot swoich dziewczynek.

— Mówisz, że tata nie lubi dentysty? — zapytała Abby, uśmiechając się szeroko, tak jakby właśnie odkryła skarb.

— O tak — potwierdził Mycroft, uznając, że to był genialny temat do rozmowy. Greg chciał żeby ziemia otworzyła się pod nim i go pochłonęła.

— Tatusiuuu — zaśmiała się Abby, pochylając się nad stołem. — Czy boisz się dentysty?

Nie boję się — zadrwił, odstawiając herbatę. — W ogóle. Po prostu wolę… wykorzystać swój czas na inne rzeczy.

— O mój Boże, boisz się dentysty — powiedziała Abby, całkowicie ignorując to, co właśnie powiedział Greg.

Uszczypnął grzbiet nosa i potrząsnął głową.

— Dobra robota — mruknął cicho do Mycrofta. — Dzięki za to.

— Och, spokojnie. — Mycroft uśmiechnął się rozbawiony. — To nie jest dla nich najgorsze odkrycie.

— W pewnym sensie tak — prychnął, chociaż tak naprawdę nie było. To było tylko… złe wyczucie czasu.

— Boisz się, tatusiu — powiedziała Abby, podchodząc do niego i oddając mu lizaka, którego dostała w gabinecie. — Myślę, że potrzebujesz tego bardziej niż ja.

— Abby! — Greg prychnął, żartobliwie wpatrując się w nią z gniewem. — Odejdź. Zejdź mi z oczu.

Jego najmłodsza latorośl tylko roześmiała się z rozbawieniem, po czym uciekła pociągając za sobą Elizabeth - która nic nie powiedziała, ale nie musiała tego robić, biorąc pod uwagę sposób, w jaki na niego patrzyła.

— Dlaczego to zrobiłeś? — zapytał Greg, zwracając się do Mycrofta, kiedy byli sami.

— Aby Abby poczuła się jeszcze bardziej szczęśliwa z dzisiejszej wizyty — powiedział po prostu Mycroft. Delikatnie pogładził Grega po policzku. — Była bardzo odważna i jest to dla nas wszystkich źródłem wielkiej dumy. Oczywiście była podekscytowana, ale coś takiego jest dobrym sposobem na złagodzenie wszelkich obaw, które mogą się pojawić, gdy przyzwyczai się do aparatu. Pomoże to również w przyszłych wizytach.

Greg prychnął. Mycroft jak zwykle miał rację. Wciąż był trochę zawstydzony. Ale może to naprawdę by pomogło i szczerze, jak mógł oczekiwać, że na zawsze zachowa w sekrecie coś takiego przed dziewczynkami? Pokręcił głową, ale uśmiechnął się.

— Zamknij się i przynieść mi więcej herbaty — wymamrotał, a jego uśmiech stał się większy.

Mycroft zaśmiał się i przyciągnął go do pocałunki, zanim przyniósł mu herbatę, o którą prosił.