Rozdział 292: Zapominając o lunchu
Greg został pochowany w czymś, o musiało być największym kopem papierkowej roboty, jaki kiedykolwiek widział. Czuł się tak, jakby powiedział to wcześniej, ale tym razem było tak w rzeczywistości. To było szalone, czasochłonne, nudne i nieszczęśliwe. Czuł, że zaczyna go boleć lekko dolna cześć pleców i logicznie rzecz biorąc, powinien wstać i poruszać się, ale pozostał na swoim miejscu.
Coś, czego nigdy nie powiedzieli mu z całkowitą szczerością to fakt, że papierkowa robota to przynajmniej połowa obowiązków inspektora, jeśli nie większa cześć. Ta praca nie była tak emocjonująca, jak pokazywały wiadomości, reportaże lub programy telewizyjne. Oczywiście nie było to zaskakujące, ponieważ te rzeczy miały być pewnego rodzaju rozrywką. To nie było zabawne. To było wyczerpujące.
To było okropne, myśleć, że prawie chciał, aby pojawił się przypadek związany z morderstwem, ale kiedy wypełnianie papierów było wszystkim, co robił praktycznie przez cały tydzień, wyjście w teren byłoby mile widzianą zmianą. Był trochę szalony z tego powodu. Ostatnia sprawa była niestety bardzo medialna, co podwoiło ilość papierkowej roboty, którą i tak musiał wykonać. Biorąc również pod uwagę, że sprawę sądową zaplanowano za dwa tygodnie, to miał jeszcze więcej papierkowej roboty. Nie wspominając o konferencjach prasowych, które miały miejsce i nadal się odbywają… To był cholerny koszmar.
Greg nie miał pojęcia, która była godzina, kiedy jego żołądek zaczął burczeć. Uczucie głodu wyrwało go z oszołomienia, w które wpadł, gdy przeglądał akta sprawy, aby dopracować dowody w sądzie. Zamrugał i przeciągnął się, jęcząc, gdy wszystkie stawy pękły, a potem westchnął i przetarł oczy. Miał zaczerwienione oczy, po prostu to wiedział. Zaciskając usta, poszukał w jednej z szuflad biurka butelki paracetamolu, którą tam miał, mając nadzieję, że pomoże mu to zwalczyć silny ból głowy.
Rozległo się pukanie do drzwi, w momencie gdy pochylał się w poszukiwaniu lekarstw. Krzyknął, by poczekali chwilę. W końcu znalazł fiolkę. Kiedy uśmiechając się triumfalnie zaczął siadać i tak usłyszał otwierające się drzwi jego biura. Ogarnęła go irytacja.
— Powiedziałem, chwileczkę… — zaczął, po czym spojrzał zaskoczony na nieoczekiwanego gościa. — Och. Hej.
— Czy przeszkadzam? — zapytał Mycroft, unosząc z ciekawością brwi.
Stał w progu z parasolem przewieszonym przez jedno ramię i dużą, brązową torbą w drugim. Greg znów zaczął się uśmiechać.
— W ogóle — powiedział, kręcąc głową i odsuwając krzesło, by wstać. Obszedł biurko, gdy Mycroft wszedł do środka, pochylając się, by zamknąć za sobą drzwi i dać im trochę prywatności. — Jesteś widokiem na zbolałe oczy. A raczej miodem na serce. Mój umysł nie funkcjonuje najlepiej.
— W takim razie czuję, że moje wyczucie czasu było raczej nienaganne — zaśmiał się Mycroft.
— Zawsze tak jest — zgodził się Greg. — Co jest w torbie?
— Obiad, ponieważ wątpię, że w ogóle brałeś pod uwagę zjedzenie czegoś, a wiem, że jesteś w swoim biurze od około piątej rano. — Greg wzruszył ramionami z poczuciem winny na oskarżenie. — Dlaczego więc nie zrobisz sobie przerwy i nie dołączysz do mnie przy posiłku?
Greg miał dużo do zrobienia, ale nie mógł odmówić temu zaproszeniu. Tęsknił za swoim partnerem, który sam był mocno zajęty pracą. Przez cały tydzień prawie się nie widywali z powodu długich godzin pracy. Skinął głową, sięgając po torbę od Mycrofta, kiedy ten odwrócił się, by oprzeć parasol o biurko, po czym zdjął płaszcz i usiadł.
Greg oczyścił biurko na tyle, by mogli rozłożyć jedzenie, zanim zaczął wypakowywać torbę. Jęknął, gdy uderzył go zapach i zdał sobie sprawę, co zostało przyniesione.
— Chińszczyzna — westchnął radośnie. — Dzięki Bogu. Jesteś najlepszy. Kurwa, kocham cię.
— A ja ciebie — powiedział Mycroft, a jego spojrzenie było pełne rozbawienia.
Przyciągając kolejne krzesło, Greg usiadł obok Mycrofta zamiast po drugiej stronie biurka. Młodszy mężczyzna podniósł pałeczki, a Greg wziął swoje z wdzięcznym skinieniem głowy. Kiedy wyciągnął rękę po jeden z pojemników, ich kolana przycisnęły się do siebie, co spowodowało, że zatrzymał się na moment.
— Chodź tu. — Skinął, obejmując dłonią policzek Mycrofta. Przyciągnął go do powolnego pocałunku.
— Za co to było? — zapytał Mycroft przy jego ustach.
— Za lunch — szepnął Greg. — I za ciebie. Ponieważ byliśmy zajęci i nie mogłem przez długi czas cieszyć się uczuciem twoich ust.
— Srebrnousty — drażnił się czule Mycroft. — Teraz jedz swojego kurczaka.
— Tak, proszę pana. — Greg uśmiechnął się, salutując pałeczkami partnerowi, zanim zaczął ucztować.
