Rozdział 294: Nieoczekiwane zapewnienia
Pukanie do drzwi zostało zignorowane, co szczerze nie było zaskakujące. Wzdychając z rozbawieniem, Greg ponownie zapukał, czekając cierpliwie, zanim zorientował się, że może po prostu wejść do środka. Poruszył się niezręcznie, bardzo świadomy, że był ignorowany. Potrząsnął głową i mimo wszystko otworzył drzwi.
— Powinno być oczywiste, że nie chcę cię wiedzieć, kiedy odmówiłem otwarcia drzwi, Mycroft — warknął Sherlock, odwracając się, bawiąc się krawatem.
Greg uśmiechnął się złośliwie, obserwując zaskoczenie przemykające przez twarz drugiego mężczyzny, gdy zdał sobie sprawę, że to nie jego starszy brat wszedł do środka.
— Przepraszam, że cię rozczarowałem, Sherlocku — zażartował, zamykając za sobą drzwi, wchodząc do pokoju. Detektyw westchnął i odwrócił się.
— Przypuszczam, że to mniej irytująca alternatywa — skomentował.
— Uczciwe — parsknął Greg.
Patrzył, jak Sherlock dalej majstruje przy krawacie, chociaż naprawdę nie musiał, i na pewno była to ciekawa rzecz. Czy był zdenerwowany? Uśmiech Grega nieco złagodniał i zaryzykował pytanie, którego na początku nie był pewien, czy chciał zadać.
— Jak się czujesz?
Sherlock prychnął w odpowiedzi, odrywając ręce od krawata i wygładzając smoking.
— Nie myśl, że czeka nas jakiś moment nawiązywania więzi, Lestrade — westchnął Sherlock, odwracając się, by ponownie na niego spojrzeć.
— Och, daj spokój. — Greg wzruszył ramionami. — Żenisz się, Sherlocku. Nigdy nie sądziłem, że nadejdzie ten dzień.
— Rzeczywiście.
— Poważnie, posłuchaj, Sherlocku, to wielka sprawa — powiedział Greg, opierając się o krzesło znajdujące się obok niego.
— Tak, a ponieważ stałeś na ślubnym kobiercu więcej niż raz, a teraz jesteś moim szwagrem, jesteś pełen mądrości, którą musisz przekazać mi w tej chwili.
— Może — skinął głową Greg. — Ale wiem, że kochasz Johna. Bardzo. I tak, mieszkacie razem i wszystko, i niewiele to zmieni, ale jest coś, co pojawi się między wami, czego wcześniej nie było. I wiem, że teraz się denerwujesz jak diabli i jest to w porządku. To zupełnie normalne i wiem, że John czuje to samo.
— Naprawdę, czuje to samo? — zapytał Sherlock, unosząc lekko brew.
— Oczywiście. — Greg skinął głową. — Ale to wszystko zniknie, kiedy będziecie składać przysięgę.
Sherlock zanucił, ale Greg wiedział, kiedy naprawdę zwracał uwagę. Wiedział, że młodszy Holmes był zdenerwowany. Był w pobliżu Sherlocka wystarczająco długo, by rozpoznawać oznaki. To było trochę przerażające, jak wiele mógł wychwycić w małych wskazówkach, które ukazywali zarówno Sherlock jak i Mycroft.
— To niesamowity dzień, Sherlocku. — Greg uśmiechnął się, delikatnie ściskając jego ramię. Sherlock zamarł pod dotykiem i zerknął na niego, ale nie lekceważąco. To już było coś.
— Tak, przypuszczam, że tak jest — mruknął, spoglądając na Grega łagodniej niż zwykle.
Po drugiej stronie korytarza Mycroft wszedł do pokoju, w którym krążył John Watson. Lekarz podskoczył zaskoczony, gdy przekroczył próg, lekko rozchylając usta i odchrząkując.
— Mycroft. — Skinął głową na powitanie, odwracając się i wsuwając palce po raz setny tego poranka we włosy.
— Nie ma potrzeby nad tym dumać, doktorze Watson — stwierdził Mycroft.
Usłyszał, jak John prychnął, co sprawiło, że kąciki jego ust uniosły się w lekkim uśmiechu.
— Tak, cóż, i tak to się dzieje. — John wzruszył ramionami, wzdychając. — Sherlock niejednokrotnie dawał do zrozumienia, że nie obchodzi go to wszystko, a jednak oto jesteśmy. Byłem szalony planując to wszystko. Jasne było, że Sherlock nie chciałby prawdziwego ślubu.
— Może nie — zgodził się Mycroft. — Ale nie ma potrzeby sądzić, że teraz tego nie robi. W rzeczywistości twój umysł może uspokoić wiedza, że najprawdopodobniej jest w tym samym stanie, co ty obecnie.
— Tak, jasne — parsknął John.
— John, mój brat cię kocha. Nigdy nie wiedziałem, żeby kochał kogoś tak całkowicie, jak ciebie. Jesteś bardziej niż świadomy, że ja również nie marnuję słów na fałszywe uprzejmości, więc możesz mi zaufać w tej kwestii. Tak, początkowo był przeciwny myśli o ślubie. Tak jak ja, kiedy ożeniłem się z Gregory'm. Jednak chociaż nigdy się do tego nie przyzna i starał się być całkiem sprytny w ukrywaniu tego, nieraz przychodził do nas pod jakimś śmiesznym pretekstem, aby uspokoić swój umysł i upewnić się, że robi wszystko poprawnie.
John wpatrywał się w niego z rozchylonymi ustami, chłonąc to, co mówił Mycroft. Polityk uśmiechnął się lekko, ale szczerze.
— Chce to zrobić dobrze, John — kontynuował Mycroft. — I przyznam, że nie mogę się doczekać, kiedy staniesz się częścią mojej rodziny.
— Naprawdę? — John uśmiechnął się.
— Zgadza się i nie powiem tego ponownie — stwierdził pogodnie Mycroft, uśmiechając się i przechylając głowę w kierunku drzwi. — Chodź, sądzę, że nadszedł czas, abyś ty i Sherlock… zawiązali węzeł małżeński.
