Rozdział 296: Roztargnione dotknięcia

Za pierwszym razem, gdy trzymali się za ręce, to Greg to zainicjował, ale Mycroft wyraźnie pragnął tego bardziej. Siedzieli z tyłu jednego z eleganckich czarnych samochodów Mycrofta będąc w drodze na kolację (ich druga randka), kiedy Greg kątem oka zauważył słaby ruch. Spojrzał na niego, jednak drugi mężczyzna nie patrzył na niego… Jego ręka zbliżała się zauważalnie do jego własnej na siedzeniu między nimi. Ich palce były tak blisko, jak to tylko możliwe, nie dotykając się. Byli tak blisko, że Greg czuł promieniujące między nimi ciepło.

Z początku go to zaskoczyło i przez chwilę mógł tylko tak siedzieć. Mycroft generalnie nie wyglądał na drażliwą osobą, a Greg nie chciał wyglądać, jakby oczekiwał czegokolwiek, kiedy powoli zaczęli się angażować w związek, ale to mówiło o czymś innym. Nawet z tak tajemniczym, jak tylko Holmes mógł być, Greg wciąż był inspektorem. Znał mowę ciała. Wszystko krzyczało o pragnieniu Mycrofta do nawiązania kontaktu, którego sam nie chciał zainicjować.

Z lekkim uśmiechem Greg odwrócił się, by wyjrzeć przez okno, unosząc odrobinę rękę i kładąc ją na dłoni Mycrofta. Usłyszał gwałtowny wdech i czerpał przyjemność z chwilowego zaskoczenia młodszego mężczyzny, gdy poczuł, jak jego policzki rozgrzewają się od lekkiego rumieńca. Nie był cholernym nastolatkiem, a jednak Mycroft sprawiał, że czuł się jak jeden z nich.

To Mycroft zrobił następny krok, mały krok, splatając ich palce razem, podczas gdy przez resztę drogi do restauracji ostentacyjnie nie patrzyli na siebie.

Greg nie był pewien, czy ta prosta czynność tamtej nocy była katalizatorem tego, w jaki sposób zmienił się ich związek, czy nie. Może to było trochę dramatyczne. To jednak otworzyło między nimi poziom komfortu, który Greg zdał sobie sprawę, że był niezwykle ważny. Oczywiście miał rację: Mycroft nie był drażliwy. Chyba że byłeś Gregiem Lestrade i był niesłychanie dumny, że nim był.

Obaj bardzo szybko zbliżyli się do siebie, a po wielu miesiącach przebywania u siebie do bardzo późnych godzin, a nawet dorastając do tego stopnia, że mieli własną szufladę u drugiego, przełamali się i zamieszkali razem. Greg miał pewne zastrzeżenia, ponieważ mieszkał sam od czasu rozwodu. Prawie zapomniał, jak to było, gdy dwie osoby mieszkały w jednym miejscu. Przeprowadził się jednak, a zrobiwszy to, Greg przekonał się, jak bardzo Mycroft był drażliwy.

Mycroft wyciągał nogi pod stołem, gdy jedli kolację, ocierając palce stóp o bok Grega. Smukłe palce przebiegające po łopatkach Grega, gdy zaoferowano mu kubek herbaty. Ramiona przyciśnięte do siebie, gdy stali na balkonie i palili. Pocieranie golenia Grega, gdy oparł stopy o kolana Mycrofta. Dłoń spoczywająca na krzyżu Grega, gdy szli razem przez dom. Ściśnięcie ramienia lub krótkie ogarnięcie włosów z jego czoła.

Mycroft zawsze dotykał Grega. Wiele dotknięć było ulotnych, ale były tak intymne. Każdy niósł ze sobą uderzenie gorąca, które bez względu na wszystko, łagodziło serce starszego mężczyzny. Czasami Mycroft nawet nie zdawał sobie sprawy, że to robił i to była najlepsza część. Wyglądało to tak, jakby Greg przyciągał go w sposób, którego nie mógł sobie odmówić, bez względu na wszystko, i że dzień nie byłby kompletny bez takiej bliskości.

W miejscach publicznych było to oczywiście bardziej dyskretne (chyba że byłeś Sherlockiem, który za każdym razem parskał z niesmakiem). Mimo to, małe dotknięcia jego przedramienia lub szybkie muśnięcie palcami o jego, gdy mijali się lub szli razem, wciąż się zdarzały.

Bez względu na częstotliwość, Greg za każdym razem czuł trzepotanie serca. Pragnął dotyku niemal tak samo jak wszystkiego innego. Wyglądało to tak, jakby podświadomość Mycrofta pragnęła być zawsze blisko niego i był to jeden z najbardziej intymnych i największych komplementów, jakie Greg kiedykolwiek widział. Każdy dotyk mówił: Kocham cię i Potrzebuję cię i za każdym razem Greg uśmiechał się radośnie.