Rozdział 298: Poczucie nadopiekuńczości

Minął miesiąc, a Mycroft wciąż był pod wrażeniem małej postaci przed nim. Oczywiście miał już do czynienia z dziećmi, odgrywając ogromną rolę w wychowaniu Sherlocka. Był jednak wtedy młody, a ich związek był zupełnie inny. Zaciekła ochronna i miłość wciąż istniały, ale w tym przypadku nasiliły się dziesięciokrotnie.

— Trudno mi posegregować wszystkie myśli i uczucia — przyznał ściszonym głosem do męża, gdy obaj stali i patrzyli na śpiącego syna.

Rozbrzmiał cichy śmiech, a Gregory delikatnie oparł się o niego.

— Tak, wiem — sapnął. — Jestem trochę zaznajomiony z tym uczuciem.

Mycroft zanucił w potwierdzeniu. Ich Oliver był trzecim dzieckiem Gregory'ego, więc nic z tego nie było dla niego nowością. Jednak Mycroft nigdy wcześniej nie wyobrażał siebie w roli ojca. Oczywiście był bardzo blisko z Elizabeth i Abigail, ale obie były starsze i bardzo dojrzałe na swój sposób, więc to był zupełnie inny świat. Oliver był całkowicie zależny od nich dwojga, nie mając jeszcze żadnej niezależności, o której można byłoby wspomnieć.

— Nie mogę go zawieść — wymamrotał ledwo zdając sobie sprawę, że powiedział to na głos.

Skupiał się na swoim synu - jego syn - dlaczego nie zwrócił uwagi na to, jak Gregory patrzył na niego z czułością. Podskoczył nieznacznie, gdy silna dłoń spoczęła na jego przedramieniu. Zaskoczony oderwał wzrok od Olivera, by spojrzeć na starszego mężczyznę.

— Nie zrobisz tego — próbował go uspokoić, odciągając Mycrofta od łóżeczka.

Pochylił głowę w stronę drzwi, sugerując, by wyszli z pokoju, a Mycroft pozwolił sobie spojrzeć na Olivera jeszcze przez kilka chwil, zanim weszli do salonu. Gregory doprowadził go do kanapy i kazał mu usiąść, po czym zniknął w kuchni i wrócił kilka minut później z dwoma kubkami świeżej herbaty.

— Dziękuję — powiedział Mycroft, przyjmując swój kubek, przesuwając się, gdy drugi mężczyzna usiadł obok niego na kanapie. Dostosowali się, przytulając się do siebie wygodnie, popijając herbatę.

Umysł Mycrofta wciąż pracował na najwyższych obrotach. Milczał, skupiając się na ciepłym napoju, przepływającym przez jego usta, i chociaż pomagało to rozluźnić jego ciało, to było tylko to. Czuł przytłaczającą odpowiedzialność za upewnienie się, że ścieżki życia Olivera będą dla niego wygodnie i bezpieczne. Znał cuda tego świata, ale znał też jego negatywne strony.

— Chcę mu zapewnić wszystko — westchnął w końcu, czując się dziwnie, gdy próbował wyrazić swoje myśli. Nawet teraz, po tak długim czasie, to wciąż nie było coś, z czym był obeznany. — I jednocześnie chronić go przed tym wszystkim.

— Tak — zaśmiał się delikatnie Gregory, patrząc na niego z miłością.

To rozgrzało serce Mycrofta, ale nie złagodziło jego frustracji.

— Kiedy to uczucie zniknie? — zapytał z lekką irytacją.

— Nigdy tak się nie stanie, kochanie — odpowiedział Gregory, a Mycroft westchnął.

To była odpowiedź, której się obawiał. Znał sposób, w jaki jego mąż odnosił się do swoich córek, nawet do Elizabeth, która miała 18 lat i zamierzała zamieszkać sama. Zaciskając mocno usta, Mycroft przeczesał dłonią włosy, ponownie skupiając się na swojej herbacie.

— Znam okrucieństwa świata — powiedział cicho, wpatrując się w swój kubek. — Podobnie jak ty.

Greg zanucił w zgodzie.

— Dzieci nigdy wcześniej nie były czymś, o czym myślałem, jak sam dobrze wiesz — kontynuował. — Wciąż jestem w szoku, jak szybko Oliver wpasował się w nasze życie. Na świecie jest tak wiele rzeczy, których może nigdy nie być świadomy i tak wiele niebezpieczeństw…

— To ryzyko, które dotyczy każdego dziecka — skomentował Gregory.

— Nie każde dziecko ma rodziców, którzy pracują w naszych branżach.

— Mmm, ale niektóre mają. Poza tym Oli będzie gotowy na wszystko. Ma nas za rodziców. Wszystko będzie dobrze — zapewnił go Gregory.

— To przytłaczające — przyznał Mycroft, wciąż czując się dziwnie, gdy mówił otwarcie o uczuciach, nad którymi jeszcze nie mógł zapanować.

Gregory objął go ramieniem wokół talii i mocno go przytulił.

— Wiem — wyszeptał, składając delikatny pocałunek na policzku Mycrofta.

— Nie zmieniłbym jednak naszej decyzji. Wiesz o tym?

— Oczywiście.

Mycroft westchnął, uśmiechając się i jeszcze bardziej opierając się o Gregory'ego.

— Jest niezwykle piękny.

— Na pewno jest — westchnął Gregory, uśmiechając się promiennie, przyciągając Mycrofta do właściwego pocałunku.