Rozdział 303: Dynia

Gregory uwielbiał dynie. Mycroft nie był do końca przygotowany na to, jak bardzo ten fakt był prawdziwy. Oczywiście zauważył pojawiające się co jakiś czas desery z tego warzywa. Teraz jednak był październik i była ona wszędzie. To był zdecydowanie sezon na nie, wzmocniony tym, że Halloween był tuż za rogiem.

O tej porze roku miłość Gregory'ego do dyni była największa. Była łatwo dostępna w każdej możliwej do wyobrażenia formie, a nawet w niektórych nie, a Mycroft uznał to za raczej absurdalne. Uważał, że nie było w tym nic złego, ale dodawanie jej do każdego rodzaju deseru i roznoszący się zapach dyni po całym miejscu było lekką przesadą.

Oczywiście nie zniechęcił do tego swojego partnera. Ten szał miał trwać około dwa miesiące, a potem obsesja by się zmniejszała, więc Mycroft zdecydował, że może w tym uczestniczyć. To dlatego, wychodząc z biura po całym dniu, zatrzymał się, by przynieść kilka rzeczy starszemu mężczyźnie. Z ich krótkiej popołudniowej rozmowy jasno wynikało, że Gregory nie miał najlepszego dnia, więc wydawało się, że to odpowiedni moment, by trochę go zaskoczyć.

Inspektor był już w domu, zanim Mycroft tam dotarł, co szczerze mówiąc było trochę zaskakujące. Wydawałoby się, że potrójne zabójstwo zajmie Gregory'emu więcej czasu, ale polityk nie zamierzał narzekać. Kiedy wślizgnął się do środka przez frontowe drzwi, powoli odłożył torbę, żeby nie przyciągała zbyt wielkiej uwagi i wrócił do swojej normalnej rutyny, zdejmując płaszcz i odkładając teczkę, by później się nią zająć.

— Myc? — rozległ się głos starszego mężczyzny, wywołując uśmiech u Mycrofta.

Pochylił się, by ponownie podnieść torbę, po czym ruszył korytarzem w stronę dźwięku.

— Nie spodziewałem się, że mnie ubiegniesz — przyznał, wchodząc do kuchni.

Gregory opierał się o blat, nastawiając właśnie czajnik na ogień. Mycroft uśmiechnął się nieco szerzej, gdy odwrócił się i wyciągnął rugi kubek, aby dołączył do pierwszego.

— Sal wyrzuciła mnie z biura — przyznał, wzruszając ramionami. — Kazała mi wrócić do domu, odpocząć i przespać się kilka godzin.

— Mmm — mruknął Mycroft, kiwając głową. — Mądra decyzja. Sierżant Donovan to bystra kobieta.

— Nie wiem, jak uda mi się zasnąć — przyznał Gregory, wzdychając i odwracając się z powrotem do kuchenki.

Mycroft skorzystał z okazji, by położyć torbę na blacie wyspy i podejść, aby stanąć za partnerem.

— Jestem pewien, że możemy coś zaaranżować — powiedział cicho, obejmując Gregory'ego w talii i całując go w tył głowy.

Poczuł, jak jego partner oparł się o niego, słuchając radosnych dźwięków, które się z niego wydobyły.

— Cieszę się, że jesteś w domu — wyszeptał Gregory, obracając głowę, przyciskając czoło do skroni Mycrofta. — Ta sprawa…

— Wiem. — Mycroft skinął głową, odsuwając się lekko. — Mam dla ciebie kilka rzeczy.

— Naprawdę? — zapytał Gregory, unosząc z zaciekawieniem brwi.

Mycroft tylko przytaknął i odwrócił się, by podejść z powrotem do wyspy. Ściągnął z niej torbę, plastik zaszeleścił. Zerknął przez ramię, by zobaczyć rosnące zainteresowanie Gregory'ego.

Nie odpowiadając, Mycroft sięgnął do torby i zaczął wyciągać rzeczy. Najpierw wyjął pojemnik ze śmietanką do kawy o smaku dyni (która starszy mężczyzna również od czasu do czasu wlewał do swojej herbaty) i przesunął ją na bok. Była odpowiednia do herbaty, którą właśnie była przygotowywana. Odgłos zaskoczenia opuścił Gregory'ego, sprawiając, że Mycroft ponownie się uśmiechnął, zanim kontynuował.

Wreszcie wyciągnął kilka świec, odświeżacz powietrza i różne wypieki ze swojej ulubionej piekarni. Po ustawieniu wszystkiego na blat, cofnął się o krok i wykonał niezręczny, zamaszysty gest, po czym odwrócił się, by ocenić reakcję Gregory'ego. Miał na to oczywiście tylko kilka chwil, gdyż niższy mężczyzna podszedł do niego i zarzucił mu ręce na szyję, przyciągając go do słodkiego pocałunku.

Mycroft został zaskoczony. Jego oczy otworzyły się szeroko w niespodziance i musiała minąć krótka chwila, zanim zareagował, odwzajemniając pocałunek równie mocno. Wsunął palce we włosy Gregory'ego, przyciskając się do niego i delikatnie skubiąc jego dolną wargę, zanim w końcu rozstali się z cichym westchnieniem.

— Gregory — wyszeptał, głaszcząc policzek swojego najdroższego partnera.

— Dziękuję — mruknął Gregory. Jego źrenice były rozszerzone z emocji. To była idealna reakcja. Mycroft otarł ich czubki nosów o siebie.

— Nie musisz mi dziękować — wymamrotał, posyłając swojemu partnerowi jeden ze szczerych uśmiechów, które były zarezerwowane wyłącznie dla niego.

— Wiem, że to głupie, ale…

— To nie jest głupie — powiedział wesoło Mycroft, całując go ponownie, zanim wycofał się, gdy rozbrzmiał gwizdek na czajniku. — Poza tym, w obliczu wydarzeń z twojego dnia, wiedziałem, że potrzebujesz czegoś miłego. Nawet czegoś tak prostego, jak przedmioty związane z dynią… Pachnące dynią… rzeczy.

Mówiąc to machał ręką, zataczając małe kółka, wskazując przedmioty na blacie. Gregory zaśmiał się za nim. Mycroft usłyszał ruch, gdy mężczyzna wyraźnie przyglądał się dokładniej każdemu z podarunków. Wykonał pozostałe czynności związane z przygotowaniem herbaty, zostawiając Gregory'emu dalsze obserwacje, tylko odciągając go od tych rzeczy, gdy podał herbatę i przyciągnął go do kolejnego pocałunku.