Rozdział 306: Chrapanie

Mycroft poruszył się na łóżku, poprawiając swoje poduszki i Gregory'ego, po czym oparł się o zagłówek. Zerknął na niego nieszczęśliwego mężczyznę siedzącego obok niego, gestem wskazując mu, by również się cofnął, tak by był w zasięgu ręki.

— Chodź tu, Gregory — wyszeptał łagodnie, uśmiechając się.

Starszy mężczyzna pociągnął nosem i skinął głową, po czym cofnął się zgodnie z prośbą i lekko się o niego oparł.

W ciągu ostatnich kilku lat u jego męża zaczął pojawiać się katar sienny. To było coś, z czym nigdy nie miał do czynienia dorastając, w przeciwieństwie do Mycrofta, który cierpiał na to przynajmniej sezonowo. To oczywiście nie wliczało się do innych alergii, które miał (najsilniejszej związanej z wieloma rodzajami kwiatów, bzy były jednymi z absolutnie najgorszych). Naturalnie więc bardzo współczuł Gregorowi w jego trudnej sytuacji. Oczywiście oznaczało to również, że był zaznajomiony z różnymi lekami i metodami, które mogły pomóc złagodzić niektóre z tych objawów, uczynić je znośnymi.

Po podaniu Gregory'emu świeżej dawki leków na receptę i zaparzeniu herbaty ziołowej specjalnie dostosowanej do reakcji alergicznych, nie pozostało mu nic innego do roboty, jak pomóc mu zasnąć. Mycroft dał mu również dawkę paracetamolu, aby pomóc z intensywnym bólem głowy, na który cierpiał. Mógł jednak zrobić jeszcze kilka rzeczy.

Obracając się lekko na łóżku, Mycroft rozchylił nogi i pomógł Gregorowi ustawić się między nimi. Delikatnie pociągnął go, aż opadł z powrotem na jego ciało. Przesuwając się w przeciwną stronę, aby znaleźć się na trochę wyższym poziomie, podniósł ręce i zaczął bardzo delikatnie pocierać skronie partnera powolnymi, kolistymi kółkami.

Gregory jęknął, opierając się o niego i zamykając oczy. Mycroft uśmiechnął się delikatnie, składając pocałunek na jego włosach. Zamruczał, gdy poczuł, jak ramiona Gregory'ego spoczęły na jego kolanach.

— Boże, Myc… — westchnął Gregory, wzdychając ponownie.

— To powinno pomóc na twój zatokowy ból głowy — wyszeptał, wtulajać się we słowy męża, mając nadzieję, że zaoferuje mu jakąś formę ukojenia.

Gregory nie dostał kolejnego ataku kichania od czasu obiadu (dzięki niebiosom za małe cuda), ale nadal był obalały, z zatkanym nosem i miał wszelkie inne nieszczęścia, które wiązały się z katarem siennym.

— Mmm, czuję się dobrze. — Gregory skinął głową, ponownie pociągając nosem.

Mycroft rozejrzał się, obserwując, jak nos mężczyzny marszczył się w odpowiedzi na coś, co najprawdopodobniej było groźbą kolejnego ataku kichania. Mycroft był bardziej niż świadomy wszystkich znaków.

— Za chwilę powinieneś móc zasnąć — skomentował Mycroft, szepcząc mu delikatnie do ucha.

Herbata wkrótce zacznie działać, uczynniając starszego mężczyznę wystarczająco sennym.

— Mam cholerną nadzieję, że tak będzie — jęknął Gregory, leniwie pocierając nos.

Mycroft był zadowolony, że nie brzmiał już aż tak źle, co oznaczało, że przynajmniej część zatorów zniknęła. Jego głos nadal brzmiał grubiej, ale jego mowa nie była tak niewyraźna jak wcześniej.

Kontynuował masaż jeszcze przez chwilę, aż mógł stwierdzić, że Gregory zaczynał zasypiać. Mycroft obudził go na tyle, by pomóc mu się wygodnie położyć na łóżku, naciągając na niego kołdrę i pochylając się, by złożyć na jego ustach delikatny pocałunek.

— Prześpij się, Gregory — wyszeptał, odgarniając z uśmiechem część jego włosów. — Nie martw się rano pracą, po prostu odpocznij.

Gregory zanucił potwierdzająco, powieki zatrzepotały, gdy niemal natychmiast sen chwycił go w swoje objęcia.

Ostrożnie Mycroft podniósł laptopa z podłogi i uruchomił go. Wciąż nie był senny i pomyślał, że najlepiej będzie trochę popracować. Jednak nie miał ochoty wracać do swojego biura, na wypadek gdyby katar sienny obudził Gregory'ego i mężczyzna by czegoś potrzebował.

Po mniej więcej dwudziestu minutach, gdy Mycroft czytał kilka nowych e-maili od Anthei dotyczących ich zbliżającej się podróży do Paryża na konferencję, usłyszał obok siebie hałas. Zdziwiony, odwrócił się i spojrzał na Gregory'ego, który wciąż spał obok niego. Usta miał lekko rozchylone, jedną rękę miał schowaną pod poduszkę, a drugą luźno obejmował kołdrę.

Starszy mężczyzna chrapał. Było lekkie, ale na tyle stabilne, że było słyszalne. Najwyraźniej wciąż miał na tyle zatkany nos, że mogło to zakłócić normalne oddychanie podczas fazy REM. Mycroft patrzył na niego z czułością przez chwilę, śmiejąc się pod nosem, po czym ponownie skupił się na swoim e-mailu.

To nie wystarczyłoby, by wywołać irytację u Mycrofta. Ale wystarczyło, by młodszy mężczyzna uznał to za ujmujące. Było to również coś, co prawdopodobnie zachowałby dla siebie, aby nie przysporzyć Gregory'emu niepotrzebnego zawstydzenia.