Rozdział 308: Najlepszy rodzaj papierkowej roboty
— W porządku — oznajmił Greg z westchnieniem, chwytając stertę papierów leżących na stole, opadając na kanapę obok Mycrofta. — Zobaczmy, co tu mamy. Pomijając fakt, że to papierkowa robota.
— Lepsze niż ta, z którą zwykle masz do czynienia. Zapewniam cię — skomentował Mycroft, opierając się o oparcie.
Uderzył lekko nogami w kolana Grega, który uniósł wzrok i uśmiechnął się promiennie.
— Mogę się z tobą zgodzić. — Skinął głową, mówiąc cicho i przesuwając się bliżej oraz obracając.
Trzymając papiery przy piersi w bezpiecznym uścisku, uniósł nogi i położył je na kolanach Mycrofta, który tylko z czułością uniósł brew. Greg zaśmiał się lekko.
— Masz długopis, kochanie? — zapytał, kładąc papiery na kolanach, spoglądając na nie.
Widział na granicy swojego wzroku, jak Mycroft przechylił się, ale pozostał skupiony na rozpoczęciu czytania stosu dokumentów, które miał w rękach. Uczucie oczekiwania trzepotała w jego klatce piersiowej i zagnieździło się głęboko w jego żołądku. To było miłe, choć nieco nerwowe uczucie. To był duży krok. Jeden z większych. To było…
Chryste, to był ich dom. Dokumenty w jego rękach były umową sporządzoną dla ich domu. Ich domu. Szczerze mówiąc, to miało sens, skoro spędzali ze sobą noce. Greg był już u Mycrofta częściej niż we własnym obskurnym mieszkaniu, nawet gdy polityk był poza krajem. To, co zaczęło się jako jego własna szuflada, powiększyło się, powoli i wygodnie migrując do większej liczby szuflad i miejsca w szafie. Wcisnął się w życie Mycrofta i jego dom, ale obaj wiedzieli, że to nie było to.
Nadszedł czas, aby dostali miejsce, które należałoby do nich obu. To już nie będzie przebywanie Grega w mieszkaniu Mycrofta. Nie, miało należeć do nich obu. Miejsce było duże większe, niż Greg sądził, że to potrzebne, ale im więcej o tym myślał, tym bardziej zdawał sobie sprawę, że będzie idealne. Istniałaby przestrzeń na rozwój i chowanie się, gdy było to konieczne, i to było miejsce, w którym mógł zamieszkać w dającej się przewidzieć przyszłości.
Myślenie, że długotrwałe i na stałe powinno być bardziej przerażające niż było. To był chyba ostatni znak, który uświadomił starszemu mężczyźnie, że są gotowi do wspólnego życia. Chciał tego. Chciał Mycrofta. Kiedy czytał każdą linijkę, dokładnie wszystko analizując, przygryzł delikatnie dolną wargę czując, że z każdą przewracaną stroną robi się coraz bardziej chętny i podekscytowany.
W pewnym momencie podano mu długopis, który zaczął obracać w palcach, kontynuując czytanie. To był trochę nieświadomy nawyk, ponieważ miał tendencje do wiercenia się, kiedy był naprawdę zdenerwowany lub mocno skupiony. Czasami szło to w parze. Chociaż Greg nie był aż tak zdenerwowany wciąż odczuwał lekki niepokój związany z podjęciem tak ważnej decyzji. Był jednak podekscytowany. Był gotowy na negocjacje, papierkową robotę i szczegóły do załatwienia. Chciał, żeby się tam wprowadzili.
Obok niego rozległ się cichy śmiech i Greg nie spodziewawszy się tego poczuł chłodne, smukłe palce muskające jego szczękę. Zamrugał, unosząc głowę. Rozchylił usta, żeby coś powiedzieć, ale mógł wziąć jedynie krótki oddech, zanim usta Mycrofta znalazły się na jego. To było nieoczekiwane, ale niesamowite i po sekundzie, kiedy jego mózg nadrobił wszystko, zanucił i skwapliwie odwzajemnił pocałunek.
Mycroft chwycił jego szczękę, gładząc jego skórę, po czym przesunął dłoń, by przytrzymać starszego mężczyznę za kark. To był pocieszający i ciepły dotyk, który sprawił, że Greg westchnął przy ustach polityka. Kiedy w końcu odsunęli się od siebie, jego serce waliło, a oddech stał się nieco nierówny.
— Za co to było? — zapytał bez tchu, czując się nieco oszołomiony.
— Po prostu… za to, że jesteś — odpowiedział Mycroft, uśmiechając się do niego serdecznie. — Czuję, że nigdy nie będę w stanie wystarczająco ci podziękować za to, co dla mnie zrobiłeś, ani nie będę w stanie dokładnie oddać mojej wdzięczności za…
Mycroftowi przerwano, gdy Greg pochylił się, by ponownie go pocałować. Całował Mycrofta, aż zabrakło im tchu, delikatnie skubiąc jego dolną wargę, gdy ponownie się rozstali. To była jego kolej na serdeczny uśmiech i potrząśnięcie głową. Nie trzeba było dziękować. Z pewnością ten drugi mężczyzna o tym wiedział, ale nawet wtedy…
— Czuję, że moglibyśmy tu siedzieć i dziękować sobie do końca naszych dni — wyszeptał, uśmiechając się. — Twoja obecność wystarczy. Twoja miłość. To zawsze będzie wystarczyło.
Całowali się jeszcze przez chwilę, zanim Greg w końcu odsunął się i ponownie spojrzał na papiery.
— Do diabła, kupujemy własny dom.
— Tak, Gregory.
Greg parsknął śmiechem na to, ponownie chwytając pióro, podpisując umowę. Był gotowy. To był kolejny krok w ich życiu, a on był kurwa gotowy.
