Rozdział 309: Farsa część 1

— Greg!

Annabeth Lestrade uśmiechała się promiennie, stojąc w drzwiach z rozpostartymi ramionami. Greg odwzajemnił uśmiech i podszedł mocno ją przytulając.

— Miło cię widzieć, mamo — powiedział cicho, całując ją w policzek, zanim się cofnął.

— Ciebie również, kochanie. — Uśmiechnęła się, poklepując go z miłością po policzku. — I wreszcie nie sam. Proszę, przedstaw mnie temu przystojnemu młodzieńcowi, którego przyprowadziłeś.

Greg parsknął cichym śmiechem, obracając się nieco i wyciągając rękę, wskazując przystojnemu młodzieńcowi, aby dołączył do nich przed drzwiami. Mycroft Holmes przechylił głowę na powitanie, uśmiechając się delikatnie, gdy zrobił krok do przodu, wyciągając rękę, by uścisnąć dłoń niższej kobiety.

— Miło mi panią poznać — przywitał się, przenosząc wzrok na Grega, gdy ten położył dłoń na jego plecach. — Mycroft Holmes. Słyszałem o pani same wspaniałe rzeczy, pani Lestrade.

— Och, proszę, mówi mi Annabeth. — Uśmiechnęła się, machając dłonią przed sobą w pozwalającym geście. — Chciałabym odwzajemnić się tym samym, ale mój uparty syn był raczej małomówny na twój temat, ku naszej frustracji.

— Cóż, wiesz, jaki potrafi być. — Zaśmiał się Mycroft, a Greg oburzył się w milczeniu.

— Ej! — sapnął. — Właśnie tutaj przyjechaliśmy. Może mógłbyś jeszcze nie spiskować przeciwko mnie, Myc.

— Ufam, że mieliście udaną podróż, chłopcy — powiedziała Annabeth, odwracając się i zapraszając ich do środka.

— Tak, mamo — potwierdził Greg, uśmiechając się i potrząsając głową.

Oczywiście nazwała ich chłopcami, jakby obaj nie byli po czterdziestce.

— Właśnie miałam wstawić wodę. Idźcie na górę do twojego pokoju i zostawcie bagaże, a później przyjdzie do kuchni — kontynuowała, idąc korytarzem. — Będę mogła cię lepiej poznać, Mycroftcie!

— Chodź — westchnął Greg, wchodząc po schodach, znajdujących się obok, słuchając kroków drugiego mężczyzny podążającego za nim.

Zastanawiał się, jakie będą mieli warunki do spania. Oczywiście, założono, że będą dzielić sypialnię. Miał nadzieję, że Mycroft nie będzie się z tym czuł zbyt nieswojo.

W milczeniu weszli do sypialni. Greg zamknął za nimi drzwi. Postawił walizkę po drugiej stronie pokoju, przed swoją starą komodą i westchnął.

— Przepraszam — wymamrotał, uśmiechając się współczująco do Mycrofta, który stał obok łóżka. — Pewnie założyła, że…

— Przeprosiny nie są potrzebne, Gregory, więc nie kontynuuj tego — powiedział spokojnie Mycroft. — Zakłada, że jesteśmy parą. To wszystko jest naturalną reakcją na to. Zdawałem sobie sprawę z tej możliwości, kiedy zgodziłem się przyjechać tutaj z tobą.

— Naprawdę nie mogę ci wystarczająco podziękować — powiedział Greg, podchodząc i siadając na brzegu łóżka.

Jego rodzina doprowadzała go do szaleństwa rozmowami o tym, żeby znalazł kogoś, z kim mógłby się ustatkować. Byli przekonani, że od jego rozwodu minęło już wystarczająco dużo czasu i mówili, aby "wsiadł ponownie na tego byka". Na każde możliwe święta namawiali go, żeby kogoś przyprowadził i bardzo jasno dawali do zrozumienia, że nie są wybredni co do tego, kogo przywiezie. Chcieli zobaczyć, jak ich syn znów znalazł kogoś, z kim mógłby być.

Wiedzieli o jego biseksualności, odkąd skończył siedemnaście lat. Nigdy nie miał problemu z przeprowadzeniem chłopców do domu, tak samo jak dziewczyn. Dość łatwo radził sobie z ujawnieniem swojej orientacji, w przeciwieństwie do innych dzieciaków, które znał bardzo dobrze. Był szczęściarzem. Teraz jednak prawie oszalał, kiedy dręczyli go, aby po rozstaniu z Christine przyprowadził ponownie do domu "miłego chłopca" twierdząc, że pewna zmiana dobrze mu zrobi.

Mycroft stał się bardzo dobrym przyjacielem w trakcie ich znajomości. Spędzili ze sobą dużo czasu, zaczynając od cotygodniowych wieczorów filmowych po mecze szachowe (Greg wciąż był okropny w tej grze). Zapytanie go o coś takiego wydawało się naturalne. Może to było trochę dziwne. Czy poprosiłbyś bliskiego przyjaciela, aby udawał twojego chłopaka tylko po to, by rodzice dali ci spokój?

Nie pomagało również to, że może coś czuł do Mycrofta. Było to uczucie, które trzymał w ryzach, ale istniało. Wiedział, że właśnie dlatego bał się spać w tym samym pokoju z mężczyzną podczas ich pobytu tutaj. To było coś, o czym często marzył i w tym momencie byłoby to dla niego torturą. Nie pomyślał o tym wcześniej, ale gdyby jeden z nich zakradł się do osobnego pokoju, byłoby to zbyt podejrzane. Zawsze jednak trzymał dodatkowe kołdry i poduszki w szafie, więc może…

— Gregory, to jest twój rodzinny dom — powiedział nagle Mycroft, patrząc na niego porozumiewawczo. Po plecach Grega przebiegł dreszcz. Nigdy nie mógł się przyzwyczaić do tego, że Mycroft był w stanie praktycznie czytać w jego myślach, co najwyraźniej teraz robił. — Nie powinieneś zastanawiać się nad spaniem na podłodze. Będziemy tu przez cztery dni, a jeśli to zrobisz, będzie to miało bolesne konsekwencje dla twoich pleców.

— Mycroft, po prostu…

— Mogę spać na podłodze.

Greg spojrzał na niego zdziwiony. Nie spodziewał się, że Mycroft zaoferuje coś takiego. Potrząsnął głową.

— Nie ma mowy. — Nie zgodził się. — Robisz to jako przysługę dla mnie. Nie ma, do cholery, mowy, żebym pozwolił ci spać na podłodze. Chyba obaj będziemy musieli zająć łóżko.

Zasnęli razem na kanapie Grega, po tym, jak pewnego wieczoru wypili trochę za dużo wina, ale nigdy nie spali razem w łóżku. To zbliżało się do intymnego terytorium, o którym nie odważyłby się nawet myśleć. Ale oto byli. Miało to być tylko na kilka dni, a łóżko nie było aż tak małe. Powinno być dobrze.

Dlaczego więc jego serce biło tak szaleńczo?