Rozdział 311: Fasada część 3

Greg nie potrafił dokładnie powiedzieć, co go do tego skłoniło. Być może szarada stała się zbyt wygodna, zbyt naturalna. Może była to spowodowane winem, które wszyscy pili. Najprawdopodobniej była to kombinacja tego wszystkiego. Był tylko wdzięczny, że Mycroft miał taką kontrolę nad swoimi reakcjami, iż jego rodzice niczego nie zauważyli. A może byli zbyt pijani żeby to zrobić. Albo zauważyli i postanowili to zignorować. W tym momencie to naprawdę nie miało znaczenia.

To była ich ostatnia noc w domu Lestrade. Ojciec Grega, Pierre, ugotował niesamowicie smaczną kolację i otworzył butelkę niesamowicie dobrego francuskiego wina. Po obiedzie otwarto drugą butelkę. Wszyscy przemieścili się z powrotem na patio, żeby Pierre mógł zapalić, a Greg postanowił do niego dołączyć. Czuł się trochę podchmielony, ale od czasu do czasu nie zaszkodziło sobie trochę pobłażać.

Nie mógł sobie przypomnieć, o czym wszyscy rozmawiali. Rozmowa miała tendencję do ześlizgiwania się z jednego tematu na drugi. Mycroft gestem poprosił o zaciągniecie się papierosem. Pochylił się, kiedy go wręczał, ich ramiona delikatnie się dotykały. W roztargnieniu patrzył, jak Mycroft zaciągał się dymem. To go przyciągnęło. Był pijany alkoholem i dobrą atmosferą przez co po prostu… pocałował młodszego mężczyznę.

To był prosty pocałunek, niczym więcej niż przyciśnięcie nosa i ust do skroni Mycrofta. Wdychał jego zapach. Sekundę po tym, jak to się stało, zamarł. Usłyszał subtelne wzięcie oddechu przez drugiego mężczyznę. Najwyraźniej Mycroft się tego nie spodziewał i jego zachowanie nieznacznie się zmieniło. Greg to zauważył. Wiedział o tych rzeczach, znał Mycrofta na tyle dobrze, by to widzieć. Polityk odwrócił się i spojrzeli na siebie. Greg nie miał pojęcia, co zrobić. Zamrugał tylko, czując ciepło zalewające policzki i nerwowo oblizał wargi. Spojrzenie Mycrofta przesunęło się w stronę tego ruchu.

Tłumiąc nerwowy kaszel, Greg wyprostował się i bardzo powoli odwrócił się w stronę rodziców. Jego mama uśmiechnęła się czule na okazane uczucie i zainicjowała kolejną rozmowę, kierując pytania do Mycrofta. Był prawie bezbłędny w udzielaniu odpowiedzi, odchrząkując z wymuszonym uśmiechem, gdy zaczął mówić. Greg wpatrywał się w swój kieliszek wina. Jego serce waliło tak głośno, że praktycznie zagłuszało to rozmowę.

W całej tej sytuacji, z bliskością i dotykiem, jakie dzielili, żaden mężczyzna nie pocałował drugiego. Zbliżyli się do tego wystarczająco blisko, emanując intymnością, jaką powinien mieć związek, przez wzgląd na udawanie, że się spotykają, ale… nie przekroczyli tej granicy. Do wieczora. Greg przekroczył tę linię i kopał się w duchu za to.

Zmusił się do otrząśnięcia, pijąc więcej wina i rozmawiając o piekarni ze swoim tatą (który od lat był jej właścicielem). Jeden papieros zmienił się w dwa i znów podzielił się z nim z Mycroftem, choć teraz zachował większy dystans. Gdy później gasił papierosa, odstawił pusty kieliszek i wstał, chwiejąc się lekko z powodu zmiany środka ciężkości.

— Idę do łóżka. — Uśmiechnął się, oznajmiając swoje zamiary, przeczesując dłonią włosy.

Kiedy jego rodzice życzyli mu dobrej nocy, Mycroft wstał i również wymienił z nimi uprzejmości.

Greg przygryzł wargę, kiedy weszli razem do środka. Żaden z nich się nie odezwał, a Greg nie spodziewał się, że Mycroft również uda się na odpoczynek. Był zdenerwowany, niepewny, co może się stać, kiedy wrócą do jego dawnego pokoju. Powinien przeprosić, tyle wiedział na pewno. Kiedy szli, wyprostował ramiona, pozwalając Mycroftowi jako pierwszemu wejść do sypialni i zamknął za sobą drzwi, gdy wszedł do środka.

— Mycroft — zaczął, drapiąc się w tył głowy i wbijając wzrok w podłogę. — Przepraszam…

— Wszystko w porządku, Gregory — powiedział cicho Mycroft. Greg kątem oka dostrzegł ruch, gdy mężczyzna przeszedł przez pokój, by wyjąć piżamę. — Była to naturalna reakcja w tym podstępie.

Naturalna reakcja. Problem polegał na tym, że to było zbyt naturalne. To nie był podstęp. Greg nie powiedział sobie, żeby pocałować Mycrofta w skroń, by udowodnić, że są razem. Po prostu … chciał to zrobić. Był pijany i Boże dopomóż mu, był zakochany w tym człowieku. To był zły pomysł. Nigdy nie powinien był zaproponować, żeby to zrobili. Powinien był zacisnąć zęby i poradzić sobie z pouczaniem rodziców przez cały pobyt tutaj. Z pewnością byłoby to lepsze niż to, co działo się między nimi.

Wzdychając, również zabrał się do szykowania do snu. Mycroft wszedł do łazienki, gdzie Greg wiedział, że będzie mył zęby przed pójściem do łóżka, a także się przebierał. Włożył piżamę i usiadł na łóżku, nie do końca jeszcze wsuwając się pod kołdrę. Zastanawiał się, czy powinien dziś spać na podłodze. Albo zakraść się do innej sypialny. Czy Mycroft czułby się teraz komfortowo śpiąc obok niego? Jasne, to był tylko zwykły pocałunek, ale… Może Greg trochę wariował.

Martwił się, co zrobi dalej, jeśli w ogóle coś zrobi. Jakie jeszcze inne instynktowne zachowanie miało się ujawnić tej nocy? Nie chciał - nie mógł - zrujnować ich przyjaźni. To było dla niego zbyt ważne. Oddychając nerwowo, ledwie zauważył, że Mycroft wrócił do sypialni, dopóki nie poczuł, jak materac się zapadał, gdy wchodził na łóżko. Podskoczył, zerkając na młodszego mężczyznę, który siedział obok niego i go obserwował.

— Mycroft…

— Tak?

Oddech Grega uwiązł mu w gardle. Spojrzenie Mycrofta było tak przeszywające i tak niebieskie. Zwykle jego oczy miał w sobie więcej szarości, ale teraz… Przełknął nerwowo ślinę. Jego palce zadrżały mu na kolanach.

— Jeśli chodzi o pocałunek, nie chcę, żeby sprawy potoczyły się dziwnie — zmusił się do powiedzenia, ledwo powstrzymując się przed dukaniem.

Mycroft słuchał cierpliwie, jego spojrzenie przesuwało się po twarzy starszego mężczyzny, kiedy mówił (bez wątpienia analizując go).

— Dlaczego miałyby stać się dziwne? — zapytał, mrużąc oczy na przedstawioną zagadkę.

Greg potrząsnął głową.

— Bez po… powodu — westchnął, odwracając wzrok.

— Gregory — odezwał się Mycroft. Greg przygryzł wargę, zanim zmusił się do ponownego spojrzenia na niego. — To nie było na potrzeby szarady.

Niech go diabli. Cholerni Holmes i ich cholerne dedukcje, i wielkie mózgi. Cholera. Cóż, naprawdę nie można było temu zaprzeczyć. Bez wątpienia Mycroft był w stanie to stwierdzić. Greg nie mógł zrobić nic innego, jak tylko przyznać się do tego i mieć nadzieję, że to nie zniszczy wszystkiego między nimi. Z wahaniem przytaknął.

— Nie… nie do końca — westchnął, wpatrując się w swoje kolana. — Wypiłem za dużo wina i…

— Gregory.

Greg ponownie podniósł wzrok i wyraz twarzy Mycroft się zmienił. Był wyraźnie delikatniejszy. Kurwa, chciał go znowu pocałować. Jego spojrzenie powędrowała do ust Mycrofta, smukłych i bladych warg, zastanawiając się, jak smakowały. Winem? Najprawdopodobniej. Wziął drżący oddech, a smukła ręka znalazł się na jego kolanie. Kurwa.

Unosząc rękę, ujął policzek Mycrofta. Był gładki i ciepły. Mycroft zamknął oczy i pochylił się w stronę tego dotyku. Greg musiał przygryźć wargę, żeby nie wydać z siebie zduszonego odgłosu zaskoczenia i nagłego pragnienia. Chciał tego. Cholera, pragnął tego.

Pochylił się. Jego umysł był pusty. Nieśmiało zacisnął ich usta, wzdychając na to, jak ciepłe i podatne dla niego były wargi Mycrofta. Siedzieli tak zamrożeni przez sekundę, zanim Mycroft przycisnął odrobinę mocniej swoje usta i zaczął odwzajemniać pocałunek. Greg przesunął dłonią po policzku Mycrofta, by ująć go za tył głowy, wyczuwając jego miękkie włosy i naciskając mocniej.

— Mycroft — wyszeptał w usta mężczyzny.

Ich czoła zetknęły się. Znów patrzyli na siebie.

— Potrzebujemy snu — mruknął Mycroft, a Greg powstrzymał prychnięcie. Jakby mógł zasnąć po pocałunku, który właśnie dzielili.

— Mycroft, musimy…

— To może poczekać — przerwał mu ponownie Mycroft, prostując się. — Obaj potrzebujemy snu. Jutro wciąż tu będziemy i wierzę, że lepiej będzie to omówić, kiedy będziemy poza zasięgiem słuchu twoich rodziców.

Była to słuszna uwaga. Greg o tym nie pomyślał. To była wielka sprawa, coś, co powinno być już scementowane, a oni… musieli dużo przemyśleć. Wciąż się jednak wahał. Mycroft, wyczuwając to, pochylił się i zainicjował ich drugi pocałunek, dodając do niego nieco więcej intensywności.

— Na razie wystarczy powiedzieć, że dość często myślałem o całowaniu cię — mruknął, pocierając krawędzią swojego smukłego nosa o bok twarzy Grega. — Teraz chodźmy spać. Zajmiemy się wszystkim w Londynie. Chodź ze mną do domu. Zjemy prywatną kolację i wszystko ustalimy.

— O… Okej.

Położyli się obok siebie na łóżku, wyłączając światła i układając się do snu. Greg nie był pewien, czy nie pokazuje swoich wszystkich emocji, jakie w tym momencie odczuwał, ale kiedy zasypiał, mógł przysiąść, że czuł ciało Mycrofta bliżej siebie niż we wszystkie pozostałe noce. To samo w sobie było pozytywnym sygnałem.