Rozdział 318: Randka w ciemno

Ta dziewczyna była wspaniała. Minęło trochę czasu, odkąd Greg był na randce z kimś tak ładnym. Angela była wysoka i miała odpowiednie krągłości, ogniste rude włosy sięgające do pasa i jasnozielone oczy. Jej uśmiech był raczej zaraźliwy, a makijaż miała tak delikatny, że tylko podkreślał jej urodę.

Sally zorganizowała im tę randkę. Próbowała zrobić to od wieków, a Greg w końcu się zgodził, żeby przestała pytać. Nienawidził randek w ciemno, bez względu na to, jak bardzo jego sierżant zapewniała, że będzie się świetnie dogadywał z drugą osobą. Najwyraźniej były współlokatorkami w college'u i nadal dość często się spotykały.

Była malarką, kochała muzykę rockową i miała dwa koty. Rozmowa przebiegała między nimi zaskakująco łatwo, gdy czekali na swoje jedzenie, dzieląc się butelką białego wina. Było to całkiem przyjemne.

— Sal powiedziała, że jesteś inspektorem — powiedziała, opierając łokcie na stole.

— Tak. — Skinął głową z uśmiechem.

— To wspaniałe. — Również się uśmiechnęła. — Bardzo imponujące. Kilka razy widziałam twoje nazwisko w gazetach. Jeśli dobrze pamiętam, skończyliście właśnie dużą sprawę.

Greg skinął głową i zaczął zagłębiać się w szczegóły sprawy. Oczywiście niektóre z bardziej makabrycznych przemilczał, ponieważ mieli właśnie zjeść. Wydawała się jednak autentycznie zainteresowana wysłuchaniem, co miał do powiedzenia na ten temat, więc zachęciło go to do dalszego mówienia.

Czegoś jednak brakowało. Jasne, byli w stanie prowadzić całkiem niezłą rozmowę przez cały wieczór i mieli ze sobą wystarczająco dużo wspólnego, by utrzymać wzajemne zainteresowanie, ale… to nie kliknęło. To nie miało sensu, nie w sposób, w jaki mógł to określić. Była cudowna i słodka i pod każdym względem sprawiała, że była to najlepsza randka w ciemno, na jakiej kiedykolwiek był.

Więc dlaczego mimo tego wszystkiego, jazda do domu wydawała się taka niezręczna?

Był wystarczająco zaznajomiony z randkami, by wiedzieć, jak ta część miała się potoczyć. Polubili się na tyle, że pocałunek na progu wydawał się naturalnym kolejnym krokiem. Po drodze w samochodzie, pochyliła się, niby mimowolnie w jego stronę, nie dotykając go, ale będąc tego blisko. Greg po prostu… nie czuł żadnych motylków w brzuchu, których się spodziewał. Nie było czegoś, co go do niej przyciągało.

Westchnął cicho, kiedy oboje wysiedli z samochodu i doprowadził ją do drzwi.

— Dzisiejszy wieczór był cudowny, Greg. — Uśmiechnęła się, wyciągając rękę i delikatnie ściskając jego przedramię. — Dziękuję.

— Zgadza się. — Przytaknął. To była miły wieczór. Tylko że nie…

— Powinniśmy to kiedyś powtórzyć — zasugerowała.

— Tak, brzmi dobrze.

Na chwilę zapadła między nimi cisza. Greg wiedział, że to był ten moment. Po prostu nie mógł. Jego myśli przeniosły się gdzie indziej, dumając o reakcjach, które, jak sądził, powinien mieć wobec niej, a nie miał. Reakcje, jakie miał z…

Pochyliwszy się, złożył delikatny pocałunek na jej policzku, delikatnie ściskając jej dłoń. Jeśli była zbyt rozczarowana, dobrze to ukrywała. Zamiast tego tylko się do niego uśmiechnęła i ścisnęła jego dłoń, po czym odwróciła się, by otworzyć drzwi.

— Dobranoc, Greg — powiedziała.

— Dobranoc, Angelo — odpowiedział, muskając dłonią jej plecy, zanim weszła do mieszkania i zamknęła drzwi, uśmiechając się do niego po raz ostatni.

Odwracając się, westchnął i wrócił do swojego samochodu. Wsiadając, bawił się komórką, pocierając jej brzeg i wpatrując się w mały ekran.

Przez całą randkę myślał o podobnych kolacjach, które jadł z Mycroftem Holmesem. Powiedział sobie, że nie będzie się nad tym zastanawiać, ale… niemal bez przerwy porównywał je. Na szczęście Angela nigdy nie zwróciła uwagi na jego rozkojarzenie. Jednak to porównanie uświadomiło Gregowi coś, czego nie chciał.

Kiedy Mycroft uśmiechał się i śmiał cicho z jego żartów, Greg czuł ucisk w klatce piersiowej. Kiedy Mycroft mówił, Greg był całkowicie pochłonięty słuchaniem go. Grega pociągało wszystko, co Mycroft miał do powiedzenia i wszystko, co robił. Angela była cudowna i słodka, ale Mycroft był na zupełnie innym poziomie.

Cholera był w tarapatach. Jęcząc pochylił się do przodu i uderzył czołem w kierownicę. Był zakochany w Mycroftcie Holmesie. Cholera, co za bałagan. Zaciskając mocno usta, usiadł ponownie i wbił wzrok w swój telefon. Cóż, przynajmniej jego randka w ciemno coś mu dała, to byłaby to dodatkowa odwaga, której mógłby później rano pożałować.

Hej, jeśli nie jesteś zajęty, to chciałbyś się napić? - G

Właściwie właśnie skończyłem pracę. Chciałbyś przyjść do mnie, czy masz na myśli jakieś konkretne miejsce? - MH

Greg oblizał wargi.

U ciebie byłoby w porządku. Widzimy się za dziesięć minut? - G

Brzmi cudownie. Wezmę whisky. - MH

Nie miał pojęcia, czego się spodziewać, ale miał przeczucie, że zanim noc się skończy, wszystko się zmieni. Miał zamiar wykonać krok. Dzisiejszy wieczór uświadomił mu, że było między nimi coś wielkiego, coś czego nie mógł zignorować. Dzisiejszy wieczór pokazał mu, że musi zacisnąć zęby i iść do przodu.

To mogło skończyć się koszmarnie. Miał jednak nadzieję, że tak nie będzie. Jechał przez Londyn z nieoczekiwaną odwagą w sercu.