Rozdział 319: Pokaz kapeluszy

— Wiesz, nigdy nie widziałem, żebyś nosił kapelusz — powiedział przypadkowo Greg pewnego wieczoru, kiedy on i Mycroft leżeli na kanapie.

Mycroft mruknął z miejsca, gdzie jego głowa spoczywała na piersi Grega, tylko w połowie skupiając się na telewizyjnych wiadomościach.

— Skąd ta myśl? — zapytał zaciekawiony, podnosząc głowę, by spojrzeć na swojego partnera.

Greg wzruszył ramionami.

— Nie wiem, po prostu… Widziałem tego faceta w telewizji w pewnym stroju i właśnie zdałem sobie sprawę, że nigdy nie widziałem ciebie w kapeluszu — powiedział Greg, leniwie wskazując na ekran telewizora. — Czy kiedykolwiek nosisz kapelusze?

— Niezupełnie — skomentował Mycroft. — Nigdy nie są czymś, co naprawdę pasuje do moich wyborów strojów, więc nie widzę sensu w nich, chyba że absolutnie muszę go założyć.

— Musisz? — zapytał Greg, przechylając głowę.

Nie mógł wymyślić niczego, co koniecznie wymagało kapelusza. Z wyjątkiem jego początkowych dni w Yardzie, kiedy kapelusz był częścią jego munduru.

— Mmmm, praca pod przykrywką i takie tam.

To wiele wyjaśniało. Greg mruknął z zaciekawieniem, gdy Mycroft ponownie opuścił głowę, opierając się wygodnie o jego ciało. Znowu ucichli. Greg leniwie bawił się włosami na karku Mycrofta, gdy wiadomości się kończyły, zanim wyłączyli telewizor, aby móc udać się do łóżka.

Jednak z jakiegoś powodu Greg wciąż o tym myślał. Mycroft w kapeluszach. Greg nie był kimś, kto szczególnie uwielbiał kapelusze, czy coś, ale nie mógł zaprzeczyć, że był ciekawy. Kiedy zwinęli się pod kołdrą, zasypiając, w jego umyśle formował się plan.

OoO

Oszalał. To był absurdalny pomysł i miałby szczęście, gdyby Mycroft faktycznie się na to zgodził. Właśnie spędził kilka ostatnich dni, zbierając mnóstwo rzeczy na przypadkową zachciankę i na szczęście, młodszego mężczyzny nie było jeszcze w domu, kiedy wszedł do ich mieszkania z torbą pełną kapeluszy.

Tak, uzbierał stos kapeluszy. Niemalże nic za nie nie zapłacił, te które musiał kupić były tanie. Musiał jednak zaspokoić ciekawość, która pojawiła się u niego od czasu ich rozmowy tamtego wieczoru.

Poszedł do sypialni, rzucił torbę na łóżka i poszedł do szafy. Musiał trochę pogrzebać, ale w końcu znalazł swoją starą czapkę od munduru zwykłego posterunkowego. Uśmiechnął się zwycięsko, kiedy ją pochwycił. Zanim wstał, coś innego przykuło jego wzrok. Mruknął z zainteresowaniem, wyciągnąć czapkę traperską, której nigdy wcześniej nie widział. Obrócił ją w dłoniach, pocierając kciukami niesamowicie ciepły materiał. Co do cholery? Cóż, to z pewnością trafi na jego stos. Wstał, zamknął drzwi szafy i opuścił swoje znaleziska na resztę kapeluszy.

Pozostało tylko czekać. Kiedy Mycroft wróci do domu, spróbuje namówić go na mały pokaz w sypialni. Nie musiał czekać długo na to. Po przygotowaniu herbaty i włączeniu transmisji meczu Arsenalu, usłyszał otwarcie drzwi, gdy drugi mężczyzna wrócił do domu. Z przebiegłym uśmieszkiem, wyłączył telewizor i zeskoczył z kanapy.

— Witaj w domu, kochanie — przywitał go z uśmiechem, który sprawił, że Mycroft uniósł brwi.

— Witaj — powiedział nieco ostrożnie Mycroft. — Najwyraźniej coś planujesz, Gregory.

— Masz mnie. — Wzruszył ramionami, śmiejąc się. — Chodź.

Po tym, jak Mycroft odwiesił płaszcz, odłożył teczkę i parasol, chwycił go za dłoń, splatając ich palce. Poprowadził go do ich sypialni. Puszczając go, skierował się do łóżka i chwycił swoją czapkę od dawnego munduru, trzymając ją przed sobą, gdy się odwrócił.

— Och, drogi Panie — westchnął Mycroft, kręcąc głową. — Naprawdę?

— Och, nie bądź taki — powiedział błagalnie Greg, pochylając się w jego stronę. — Chcę cię w nich zobaczyć. Zrobisz to dla mnie?

Mycroft milczał przez chwilę, przyglądając się Gregowi i kapeluszowi. Starszy mężczyzna mógł powiedzieć, że Mycroft uważał ten pomysł za absurdalny i może tak było, ale był tak ciekawy, jak mężczyzna będzie w nich wyglądać. Mógł również powiedzieć, że Mycroft powoli się poddaje. To przez twoje cholerne spojrzenie - powtarzano mu więcej niż raz. Greg uśmiechnął się. Wiedział, że wygrywał. Nawet gdyby Mycroft przymierzy tylko kilka, byłby zadowolony.

— Zrobię to — westchnął Mycroft, chwytając kapelusz. — Ale żadnych zdjęć.

— W porządku — zgodził się Greg, śmiejąc się.

Mycroft westchnął ponownie i obrócił kapelusz w dłoniach.

— To jest twoje — wydedukował.

Greg skinął głową.

— Tak.

— Myślę, że wolałbym zobaczyć, jak ty to nosisz. — Mycroft uśmiechnął się.

— Później — obiecał Greg, puszczając oczko. — Dalej, przymierz go.

Mycroft potrząsnął głową, wzdychając, mimo że uśmiechał się delikatnie. Uśmiech Grega stał się tylko jeszcze szerszy, gdy młodszy mężczyzna umieścił kapelusz na głowie. Spojrzeli na siebie, a Greg nieświadomie podskakiwał z podniecenia. Tak, wyglądał świetnie. W połączeniu z wyrazem twarzy, który pokazywał mu, że Mycroft był jedynie rozbawiony, było to fantastyczne. To był cholernie dobry pomysł.

Następna była ciemnoszara fedora, która wyglądał naprawdę niesamowicie w zestawieniu z garniturem, który miał na sobie Mycroft. Greg desperacko chciał mu zrobić zdjęcie, ale się powstrzymał. To było seksowne jak cholera. Był rozproszony przez kilka chwil, zanim fedorę zastąpił kaszkietem, co tylko wywołało u niego parsknięcie. Teraz to było jasne, Mycroft był na to zbyt wytworny.

Cylinder wywołał przewrócenie oczami, a bejsbolówka tylko spowodowała, że Mycroft przeszył go spojrzeniem. W końcu Greg sięgnął po czapkę traperską, który znalazł. Uniósł go, przechylając z zaciekawieniem głowę.

— Skąd więc pochodzi ten? — zapytał. — Nie jest mój i chyba nigdy wcześniej go nie widziałem.

— Ach, ten. — Mycroft skinął głową, biorąc go do ręki. — Tak, nosiłem to, kiedy musiałem działać pod przykrywką, aby odzyskać Sherlocka z Serbii, kiedy był "martwy". Była to zwyczajowa czapka, jaką nosili żołnierze, a także niezwykle praktyczna w taką pogodę.

Greg chciał coś powiedzieć, ale stwierdził, że tak naprawdę nie miał nic do powiedzenia. Mycroft jedynie naciągnął na głowę czapkę. Atmosfera między nimi znów stała się radosna, a Greg uśmiechnął się, patrząc na młodszego mężczyznę w puszystym nakryciu głowy. To był śmieszny i uroczy obrazek.

Robiąc krok do przodu, Greg objął dłońmi policzki Mycrofta. Spojrzeli w sobie w oczy, zanim Greg stanął na palcach i delikatnie pocałował Mycrofta.

— Dziękuję — wyszeptał.

Nie dziękował jedynie za przymierzenie kapeluszy. Mycroft skinął jedynie głową, a Greg wiedział, że zrozumiał, co chciał powiedzieć. Mycroft zawsze wiedział.

— Może zaczniemy przygotowywania do obiadu? — zasugerował równie cicho Mycroft.

Greg przytaknął, podnosząc ręce, by zdjąć z niego czapkę. Rzucił ją na łóżko i znów się odwrócił, by pocałować z uczuciem Mycrofta, zanim poszli do kuchni.