Rozdział 320: Wydawanie rozkazów

— Odgrodzić teren, natychmiast zabrać stąd ludzi!

Greg dowodził, gestykulując na przechodniów, którzy zbliżali się trochę za blisko trupa, wskazując jednocześnie otaczający obszar, aby został zablokowany, by mogli przeprowadzić dochodzenie. Mycroft stał z boku, znajdując się w pobliżu swojego czarnego samochodu, obserwując z zaciekawieniem.

Byli w pobliskiej kawiarni, ciesząc się ciepłym napojem w chłodne popołudnie, kiedy Gregory otrzymał telefon, że znaleziono ciało. Mycroft jeszcze nie był gotowy na ich rozstanie, więc zaproponował, że go podwiezie. Nie było sensu iść na piechotę, kiedy mógł skorzystać z samochodu i nie wymagało to zbytniego przekonywania, aby Gregory się na to zgodził. Skończyli napoje, trzymali się za ręce w samochodzie będąc w drodze, a teraz Mycroft obserwował partnera będącego w swoim żywiole.

— Donovan? — zawołał Gregory, rozglądając się. Sierżant Sally Donovan pojawiła się kilka chwil później. — Zeznania naocznych świadków?

— Zbieramy ostatnie z nich, szefie.

— Dobrze, dokończ to, a potem biegnij na punkt w obwodzie, upewnij się, że zostanie odpowiednio zablokowany. Sprawdź okolice i zacznij zbierać dowody. Muszę przyjrzeć się temu ciału.

Mycroft pochylił się pod parasolem, wbijając spojrzenie w plecy starszego mężczyzny, kiedy wydawał Sally polecenia. Kobieta skinęła lekko głową, po czym odeszła, wykrzykując własne zestawy rozkazów do niektórych posterunkowych, którzy zajmowali się podstawowymi sprawami.

— Potrzebuję kryminalistyków! — wrzasnął Gregory, krocząc przez teren, zbliżając się do ciała. Jego płaszcz powiewał lekko za jego plecami, gdy poruszał się.

Mycroft przestąpił z nogi na nogę. Nie pierwszy raz obserwował Gregory'ego przy pracy i wiedział, że na pewno nie będzie to ostatni raz. Widok był jednak zapierający dech w piersiach. Było jasne, w jaki sposób ten człowiek stał się tak odnoszącym sukcesy inspektorem i że nie była to tylko zasługa Sherlocka, jak niektórzy lubili myśleć.

Gregory był pewny siebie i kontrolował obszar swoim głosem i ruchami, dając jasno do zrozumienia, że nie można było z nim zadzierać. Dowodził i to co powiedział, było tym, co miało się zadziać. To było niesamowite. To było podniecające.

Mycroft nie mógł zaprzeczyć cielesnej reakcji swojego ciała na obserwowanie partnera w tej sytuacji. To było głupie. Czasami jego brak kontroli nad własnymi reakcjami był tak absurdalny, że było to niemożliwe, ale na szczęście był wystarczająco dobry w ukrywaniu takich rzeczy i był na tyle daleko, że nikt nic nie zauważył. Westchnął, oblizując wargi i opierając się lekko o samochód.

Gregory nie był już sam obok ciała. Sally znów do niego dołączyła, a dwóch mężczyzn ubranych w skafandry, jeden z aparatem, również byli w pobliżu. Byli na tyle daleko, że Mycroft nie był w stanie rozróżnić słów, które zostały wypowiedziane, ale wciąż słyszał pewny siebie głos Gregory'ego, nadal kierujący działaniami wszystkich będących na miejscu zbrodni.

Przymykając oczy i skupiając się na tym tonie, Mycroft pozwolił swoim myślom wędrować. Być może najlepiej byłoby wrócić do samochodu, ale pozostał tam, gdzie stał, myśląc o Gregory'm, który w innych sytuacjach był tak samo władczy. Mruknął do siebie, uśmiechając się lekko.

Ponownie otworzył oczy, gdy usłyszał zbliżające się kroki i obserwował, jak Gregory w końcu wracał do niego. W jego bladoniebieskich oczach pojawił się błysk, kiedy przesunął spojrzeniem w górę i w dół jego ciała, co sprawiło, że starszy mężczyzna zawahał się na chwilę, zanim stanął przed nim.

— Przepraszam, że trwało to trochę dłużej, niż planowałem, ale na razie mam wolne — powiedział, uśmiechając się promiennie. — Sal pozwoliła mi wrócić na chwilę do domu, zanim będę musiał wrócić.

— Mmm, dobrze — skomentował cicho Mycroft. — Wsiadaj do samochodu.

Gregory wydawał się zdumiony takim zachowaniem, ale posłuchał się. Gdy tylko drzwi się zamknęły i otoczyła ich cisza, Mycroft chwycił oraz przyciągnął drugiego mężczyznę, łącząc ich usta w brutalnym pocałunki. Gregory wydał z siebie dźwięk zaskoczenia, który zmienił się w jęk, gdy Mycroft zaczął mocno ssać swoją dolną wargę.

— Mycroft — sapnął w jego usta, ściskając mocno marynarkę. — Skąd ta reakcja?

— Obserwowałem cię — mruknął Mycroft, skubiąc szczękę Gregory'ego i otrzymując w zamian więcej westchnień i dreszczy. — Byłeś tak imponujący.

— Och, podobało ci się to? — zapytał ochrypłym głosem Gregory. — Zamknij się więc i usiądź na moich kolanach.

Znów przybrał ten stanowczy, władczy ton, dzięki czemu łatwo było stwierdzić, że nie było to coś, co podlegało negocjacjom. Mycroft wzdrygnął się, przygryzając dolną wargę, robiąc to. Siadając okrakiem na kolanach Gregory'ego, chwycił jego nadgarstki i unieruchomił je, zanim zaatakował szyję starszego mężczyznę.

— Kurwa, Mycroft — sapnął Gregory, wyginając się w jego stronę. — Zabierz mnie do domu. Teraz.

— Oczywiście — prychnął Mycroft, kołysząc biodrami, powodując, że obaj jęknęli, zanim odchylił się do tyłu, by zapukać w dzielącą ich od kierowcy szybę.

Zaczęli ponownie całować się namiętnie, ledwo zauważając, jak samochód ruszył, zabierając ich do domu.