Rozdział 327: Jeśli zdradzisz jego zaufanie
Minął tydzień, odkąd Sherlock dowiedział się o związku Grega i Mycrofta. Greg naprawdę był zaskoczony, że mężczyzna nie zauważył tego w chwili, gdy się to zaczęło. Chociaż detektyw-konsultant wydawał się nieco rozkojarzony innymi rzeczami, które dotyczyły Johna. Mycroft tylko uśmiechnął się porozumiewawczo za każdym razem, gdy poruszano ten temat, a Greg już dawno nauczył się nie pytać. Gdyby miał się dowiedzieć, powiedział mu o tym Mycroft lub John. Był tego pewien.
Odkąd wiedział o tym, za każdym razem, gdy byli razem w tym samej przestrzeni, Sherlock piorunował go wzrokiem. Szczerze mówiąc, Greg uważał to całkiem zabawne. Był wyjątkowo dąsający się, co byłoby frustrujące, gdyby odciągało to jego uwagę od pracy nad przypadkiem, ale tak się nie działo. Był po prostu trochę bardziej uparty w tym wszystkim niż zwykle. Czasami Grega szokowało go to, że Sherlock był dorosłym mężczyzną.
Oczywiście, kiedy Sherlock zdecydował się porozmawiać z Sally, zamiast odpowiedzieć bezpośrednio na pytanie zadane przez Grega, wyznaczył granicę tego absurdu.
— Dobra, chodź ze mną — westchnął, podchodząc i chwytając Sherlocka za łokieć.
Młodszy Holmes patrzył na niego przez chwilę z wyraźnym zaskoczeniem, po czym zgodził się z wyrazem niezadowolenia i irytacji, ale Greg skończył z tym. Odwrócił się i odciągnął Sherlocka od miejsca zdarzenia, zauważając rozbawione spojrzenia, jakie rzucali mu John i Sally.
— Co dokładnie robisz, Lestrade? — warknął Sherlock, wyrywając ramię z uścisku Grega, gdy tylko zostali sami.
— To musi się skończyć — warknął Greg, odwracając się do Sherlocka, krzyżując ramiona.
Za tą odpowiedź został nagrodzony lodowatym spojrzeniem.
— Nie mam pojęcia, o czym…
— Och, cholera, nawet nie próbuj kończyć tego zdania — przerwał mu Greg, zaskakując Sherlocka. Wzdychając, inspektor uszczypnął nasadę nosa i zacisnął usta. — Posłuchaj — zaczął ponownie po kilku chwilach ciszy między nimi. — Jakakolwiek jest twoja opinia na temat mojego związku z twoim bratem, w porządku. Nie obchodzi mnie to. Znamy się od dawna, Sherlocku, dłużej niż znam Mycrofta…
— To oczywistość — powiedział ostro Sherlock.
— Czy… — Greg przerwał, zamykając oczy i oddychając głęboko, gdy ponownie zebrał się w sobie i zaczął od nowa. — Znamy się od dawna i wiele razem przeszliśmy. Nie chcę, aby to zniweczyło zaufanie, które zbudowaliśmy przez lata, ponieważ mów, co chcesz, ale wiem, że ono istnieje. Jednak nawet jeśli tak się stanie, nadal mam pracę do wykonania, a ty nadal jesteś konsultantem, więc na litość boską, przestań pozwalać, by to ingerowało w rozwiązywanie spraw.
— Czyli będziesz kontynuujesz ten… związek z moim bratem — powiedział Sherlock, mrużąc nieco oczy.
Greg wyzywająco uniósł podbródek.
— Tak — powiedział z niezachwianą pewnością siebie, nadal trzymając skrzyżowane ręce. — Dlatego, jeśli masz zamiar się tak zachowywać, zrób to poza moim miejscem zbrodni.
Ze znaczącym spojrzeniem Greg odwrócił się i zaczął kierować się w stronę ciała. Powiedział swoje, a Sherlock zdawał się przynajmniej to rozważać, a to naprawdę było wszystko, a co mógł prosić Greg. To, co teraz zrobi detektyw, zależało wyłącznie od niego, ale Greg miał do rozwiązania zagadkę morderstwa.
— Lestrade! — zawołał Sherlock, zanim Greg oddalił się zanadto.
Greg zatrzymał się, stojąc przez chwilę bez ruchu, po czym powoli się odwrócił. Uniósł pytająco brwi, patrząc, jak Sherlock wypuścił zirytowany oddech i podszedł do niego. Włożył ręce do kieszeni płaszcza i wbił wzrok w punkt gdzieś z boku głowy Grega.
— Mycroft lubi koty, chociaż nigdy się do tego nie przyzna. Odmówi wypieków, gdy mu się je zaproponuje, ale będzie wędrował do kuchni w środku nocy, aby je zjeść, kiedy pracuje. Jest bardziej nie do zniesienia niż ja i staje się jeszcze gorszy, kiedy musi być sam. Również ma Pałac Umysłu i chociaż nie jest on tak elegancki jak mój, jest znacznie starszy i bardziej wyćwiczony niż mój. To oznacza, może łatwo zostać zaśmiecony, a jeśli nie poświęci czasu na zagłębienie się w siebie i uporządkowanie tego, zostanie niesamowicie przytłoczony. W przeciwieństwie do mnie nigdy nie poświęca czasu na uporządkowanie sprawy, dopóki nie dojdzie do punktu krytycznego.
Sherlock mówił szybko i ani razu nie spojrzał Gregowi w oczy, a starszy mężczyzna tylko się w niego wpatrywał z rozchylonymi ustami. Co to było… Czy to było to, o czym myślał? Skupiał się na każdym słowie, nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu na niektóre ze słodkich rzeczy, które mu mówiono.
— Sherlock… — zaczął Greg, gdy znowu zapadła cisza.
Kiedy ich spojrzenia się spotkały, w oczach młodszego mężczyzny, pojawił się zastraszający ogień, którego inspektor się nie spodziewał. Zamilkł i spojrzał na Sherlocka zdumiony.
— Chyba nie muszę ci mówić, że jeśli zawiedziesz zaufanie, jakim w jakiś sposób postanowił cię obdarzyć, konsekwencje będą opłakane — powiedział Sherlock wpatrując się w niego twardo. — I te konsekwencje nie poniesiesz tylko z ręki Mycrofta.
Mówiąc to, młodszy Holmes okręcił się na pięcie, jego płaszcz poruszał się wokół niego, gdy z okrzykiem do Johna wracał na miejsce zbrodni. Greg po prostu stał tam przez chwilę, trochę oszołomiony tym, co właśnie się stało. Oblizując wargi, w końcu wyciągnął komórkę i ruszył, by dołączyć do ekipy, wysyłając z uśmieszkiem wiadomość do Mycrofta.
Myślę, że twój brat właśnie dał mi mowę „zrań go, a cię zabiję". - G
