Rozdział 330: Skręcona kostka
— Tak mi przykro, Myc — wymamrotał Greg, kucając na ziemi obok miejsca, w którym siedział Mycroft z wyciągniętymi nogami. Przeczesał dłonią włosy i westchnął, obejmując delikatnie policzek mężczyzny. — W porządku?
— Nic mi nie będzie — odparł mężczyzna z westchnieniem, choć pochylił się, wtulając się w dłoń partnera.
Czyli nie wściekły, a zatem był dobry znak. Greg zdobył się na uśmiech.
— Czy to boli?
— Bardzo — odpowiedział Mycroft, otrzepując się i zmuszając się do wstania ze stęknięciem.
Greg był blisko, z jedną ręką unoszącą się za nim, kiedy Mycroft wstał na pełną wysokość, łapiąc równowagę. Przez jego twarz przeszedł skurcz, po którym nastąpił mimowolny syk, gdy całkowicie przeniósł ciężar z prawej nogi. Greg skrzywił się.
— Cóż, brak możliwości przełożenia ciężaru to nie jest dobry znak — powiedział Greg, spoglądając w dół, by spojrzeć na kostkę. — Mogłeś ją zwichnąć. Bardzo boli?
— Stanie na niej nie jest przyjemne — mruknął Mycroft, chwytając ramię Grega, żeby zachować równowagę.
Dzień był cudowny; świeciło słońce, panowała przyjemna temperatura, a wiaterek był wystarczająco, by dopełnić miłej atmosfery i nie dopuścić do zbytniego przegrzania się. Byli w domu wakacyjnym należącym do rodziny Mycrofta, ciesząc się kilkoma cichymi dniami po dwóch miesiącach szaleństwa. Wyjście było kaprysem, ale Greg nie mógł się doczekać eksploracji okolicy. Teren był rozległy i wydawał się jeszcze większy przez rosnące wokół drzewa.
Mycroft początkowo był sceptycznie nastawiony do dołączenia do niego, ale po krótkiej dyskusji (Greg nazwałby to błaganiem), obaj przebrali się w wygodne ubrania i wyszli. Greg był bardzo wdzięczny, że Mycroft zdecydował się do niego dołączyć i to nie tylko ze względu na towarzystwo. Jego partner wyjawiał mu cudowne historie i ciekawostki o tym miejscu, zwłaszcza gdy wędrowali przez las i natykali się na zniszczone, opuszczone konstrukcje.
Byli na wycieczce już od około godziny, zanim zaczęli wracać. Trzymając się za ręce wędrowali wąską ścieżką stworzoną przez zwierzęta, rozmawiając o potencjalnych planach na obiad. Żadne z nich nie zauważyło plątaniny korzeni przed nimi. Zbyt pochłonięci sobą, nie ujrzeli ich, dopóki but Mycrofta nie utknął w nich i nie wytrąciły go z równowagi. Greg zadziałał szybko ratując mężczyznę przed całkowitym upadkiem, ale teraz stało się jasne, że jednak szkody zostały wyrządzone.
— Pozwól mi zobaczyć — westchnął Greg. Oblizał usta, delikatnie podnosząc nogawkę bawełnianych spodni Mycrofta, by spojrzeć na jego kostkę. Już trochę spuchła. Greg aż za dobrze znał tego rodzaju kontuzje z lat gry w piłkę nożną. — Tak, zdecydowanie wygląda na skręconą.
— Cudownie — zauważył sarkastycznie Mycroft, a jego ramiona opadły w porażce.
Greg posłał mu współczujący uśmiech, po czym odwrócił się, by spojrzeć w stronę domu.
— Nie jesteśmy zbyt daleko — skomentował. — Chociaż nie powinieneś jej obciążać.
— Co konkretnie sugerujesz, żebym zrobił, aby do tego nie dopuścić?
— Poniosę cię.
— Och. O nie. Nie, Gregory, dam sobie radę.
— Nie, nie zrobisz tego — sprzeciwił się Greg, uśmiechając się lekko. Nie mógł odrzucić okazji, by nieść Mycrofta przez całą drogę z powrotem. — Nie możesz jej obciążać, bo inaczej zranisz się jeszcze bardziej. Będziemy musieli obłożyć ją lodem, kiedy wrócimy, a teraz poniosę cię do domu. To najlepszy sposób. To nawet najbardziej logiczny sposób.
Mycroft spiorunował go wzrokiem za użycie słowa "logiczny", a Greg tylko uniósł wyzywająco podbródek w odpowiedzi. Stoczyli krótką, cichą bitwę, zanim ramiona Mycrofta ponownie opadły tym razem w porażce, gdy westchnął wyczerpany. Potrząśnięcie głową, które nastąpiło po tym, oznajmiło, że poddał się, zanim powiedział choćby słowo.
— Nie mogę zaprzeczyć prawdziwości tego stwierdzenia — mruknął, krzywiąc się. — Chociaż prawie nie sądzę, żebyś…
— Co? Że nie dam rady cię zanieść do domu? Daj spokój, Myc — powiedział Greg, kręcąc głową. — Oczywiście, że dam radę. Nie ruszaj się, okej?
Mycroft próbował się wyprostować, wciąż trzymając Grega za ramię, gdy niższy mężczyzna zajął pozycję obok niego. Następnie, lekko zginając nogi, Greg otoczył ramieniem plecy Mycrofta, pochylając się, by drugą umieścić z tyłu jego kolana. Potem, lekkim szarpnięciem, wziął Mycrofta w ramiona.
Mycroft szybko owinął ręce wokół ramion Grega, zaciskając swój uścisk nieco mocniej, niż było to konieczne. Stali tak przez chwilę, Greg pracował nad poprawieniem chwytu, by móc wygodniej trzymać mężczyznę. Czuł oddech Mycrofta na swojej skroni. Spoglądając na niego, uśmiechnął się.
— Widzisz? Nie jest tak źle.
— Niby co? Niesienie mnie po lesie w stylu panny młodej, bo przez cholerny korzeń skręciłem kostkę? — zapytał Mycroft, a jego głos znów ociekał sarkazmem. — Nie, wcale nie jest to takie złe.
— Och, daj spokój — zaśmiał się Greg, odwracając głowę, by delikatnie pocałować Mycrofta. Czule otarł ich nosy, po czym zaczął iść. — Spójrz na to w ten sposób — powiedział po kilku chwilach, gdy zbliżali się do domu. — Daję nam to pretekst do wspólnej kąpieli dziś wieczorem.
— Sugerujesz, że potrzebujemy wymówki? — zapytał lekko Mycroft.
Uśmiech Grega stał się szerszy.
— Nie — powiedział, a jego umysł już skupiał się na późniejszych dość ekscytujących możliwościach. — Ale to mija się z celem.
