Rozdział 331: Złe dni
Greg nienawidził dni takich jak dzisiejszy. Dni, w których zbrodnie stawały się coraz bardziej skomplikowane, liczba ofiar rosła, a rozwiązanie sprawy nie było bliższe niż poprzedniego dnia. Dni, w których był prześladowany ze wszystkich stron, przez przełożonych i prasę, a skończywszy nawet na jego cholernej byłej żony. Kiedy wrócił do domu, był w okropnym nastroju, wyczerpany, zestresowany i desperacko potrzebował drinka.
Z piwem w dłoni przeszedł do salonu i z westchnieniem opadł na kanapę, odchylając głowę do tyłu i zamykając oczy. Siedział w milczeniu przez kilka chwil, po czym podniósł butelkę do ust i sięgnął po pilota. Pijąc, włączył telewizor, przeskakując kanały, aż w końcu zdecydował się na mecz Machesteru z Chelsea.
Minęło kilka godzin, zanim Mycroft również wrócił do domu. Greg słuchał, jak odwieszał swój płaszcz i szedł korytarzem do kuchni. Jego domysły potwierdziły się, gdy usłyszał odgłos płynącej wody i postawienie czajnika na kuchenkę. Młodszy mężczyzna prawie zawsze bezpośrednio po powrocie do domu przygotowywał herbatę.
Zerknął na wejście, obserwując, jak Mycroft pojawił się z własnym westchnieniem. Jego smukłe dłonie obejmowały parujący kubek. Greg posłał mu uśmiech, który został odwzajemniony, zanim młodszy mężczyzna przeszedł przez pokój. Wyciągnął rękę, przeczesując palcami włosy Grega, po czym bez słowa ruszył w stronę swojego biura.
Greg zerknął przez ramię za nim, ale pozostał na miejscu. Było więcej niż oczywiste, że dzień Mycrofta był równie okropny jak dzień Grega, jeśli nie gorszy. Starszy mężczyzna był rozdarty między nakłonieniem Mycrofta do opuszczenia biura, żeby mogli się poprzytulać lub wziąć razem prysznic, a pozostawieniem go samego, by zrobił to, czego potrzebował. Zdecydował się na to drugie, przynajmniej na chwilę, zanim mu przeszkodzi.
Minęła kolejna godzina. Greg wypił kolejne piwo, zanim w końcu wyłączył telewizor. Przeczesując dłonią włosy, zaniósł puste butelki do kuchni, żeby je wyrzucić i skierował się do zamkniętych drzwi gabinetu swojego partnera. Przez chwilę przestępował z nogi na nogę, zanim zacisnął usta i zapukał.
Nie było odpowiedzi. Greg szczerze mówiąc nie spodziewał się, że tak będzie. Zawsze pukał z uprzejmości i w taki sposób, żeby zakomunikować swoją obecność, zanim przekręcił klamkę i wślizgnął się do środka. Mycroft siedział zgarbiony przy biurku. Jego normalnie poprawna postawa całkowicie zniknęła, gdy wpatrywał się w swój laptop. Prawie nie zdawał sobie sprawy z obecności Grega, dopóki ten nie położył mu ręki na ramieniu.
— Gregory? — zapytał młodszy mężczyzna, mrugając i podnosząc na niego wzrok ze zmarszczonymi brwiami.
Greg spojrzał na niego z góry.
— Hej — wyszeptał, zdobywając się na delikatny uśmiech. Objął policzek Mycrofta. — Zły dzień?
— To nawet nie zaczyna go opisywać — mruknął.
Greg uniósł drugą rękę i musnął skroń Mycrofta.
— Jest tam głośno dziś wieczorem — powiedział, obserwując, jak oczy Mycrofta zamknęły się.
Mógł stwierdzić, kiedy umysł jego partnera stawał się przeładowany, by móc z łatwością poradzić sobie ze wszystkim. Zawsze przychodził moment, w którym młodszemu mężczyźnie trudno było wszystko uporządkować i porozdzielać na odpowiednie kategorie, co później go przytłaczało. Nagle wszystko, co dotyczyło jego dnia, przestało mieć znaczenie. Jedyną rzeczą, która się liczyła, było wyciszenie umysłu Mycrofta, zrelaksowanie go. Gregowi powiedziano kiedyś, że tylko on mógł to zrobić.
— Chodź, pomogę ci to uciszyć — kontynuował szeptem.
Mycroft otworzył oczy, przyglądając się wyrazowi twarzy drugiego mężczyzny.
— Twój dzień również był zły. Rozlałeś kawę, ledwo skończyłeś śniadanie, zostałeś wezwany na miejsce zbrodni, gdzie było jedno... nie, dwa ciała. Było to wilgotne, ponure miejsce. Byłeś tam godzinami…
— Ciii, Mycroft, pozwól mi to wyciszyć — powiedział Greg, przykładając palec do ust mężczyzny. — Nie musisz dedukować mojego dnia.
— Jesteś przygnębiony — westchnął Mycroft, odwracając wzrok. — Nie powinieneś tracić czasu na martwienie się o mnie.
— Ale wiesz, że i tak to zrobię — powiedział Greg. — Chodź, wynieśmy się z tego biura. Chciałbym spróbować namówić się, żebyś dołączył do mnie pod prysznicem.
— Gregory…
— Pozwól, że pomogę to uciszyć — powtórzył bardziej stanowczo. — Wiesz, że zawsze również czuje się po tym lepiej.
— W porządku — zgodził się Mycroft z westchnieniem, chwytając dłoń Grega i pozwalając się wyprowadzić z gabinetu.
