Rozdział 333: Próba niespodzianki
Pewnego leniwego poranka w pracy, Greg wpadł na genialny pomysł. Z uśmiechem chwycił płaszcz i włożył go, chowając komórkę i klucze do kieszeni, po czym wyszedł ze Scotland Yardu z przelotnym komentarzem do Sally, że wróci za godzinę lub dwie. Przez chwilę rozważał wzięcie samochodu, ale dzień był ładny i jego miejsce docelowe było wystarczająco blisko, więc zdecydował się na spacer. Do biura Mycrofta w Whitehall nie było nawet trzech kilometrów, a on wolałby rozprostować nogi, niż utknąć w korku.
Zaskoczenie Mycrofta poprzez odwiedzenie go w pracy byłoby miłym początkiem nadchodzącego weekendu. Początkowo rozważał zaczekanie do końca dnia, żeby nie musieć wracać do Yardu, ale to groziłoby, że mogłaby się pojawić sprawa, która pokrzyżowałaby jego plany, a wolałby żeby się tak nie stało. Dlatego więc wybrał porę obiadową. Mieli rezerwację na kolację tego wieczoru, ale Greg nie chciał czekać tak długo na spotkanie z drugim mężczyzną.
Przypuszczał, że wciąż byli w tak zwanej "fazie miodowego miesiąca" w ich nowo scementowanym związku. To całkowicie wyjaśniało jego niezdolność do czekania na kolację z Mycroftem. Gdyby mógł z nim spędzić około godziny, byłoby to wspaniałe i sprawiłoby, że reszta dnia byłaby znacznie lepsza. Z trudem mógł powstrzymać podekscytowany uśmiech bez wątpienia zasługując na dziwne spojrzenia przechodniów. Włożył ręce do kieszeni płaszcza, idąc dalej.
Trzepotanie oczekiwania wypełniło jego pierś, gdy w polu widzenia pojawił się Whitehall. Przyspieszając nieco tempo, Greg zatrzymał się na chwilę przed pasami i truchtem przeszedł na drugą stronę ulicy, by uniknąć zatrzymania przejeżdżających samochodów i odchrząknął, zbliżając się do drzwi. Przeczesał dłonią włosy i zawahał się na moment, zastanawiając się, czy powinien zapukać. Natychmiast poczuł się głupio i potrząsnął głową, kładąc dłoń na drzwiach, popychając je.
Ochroniarz wstał i podszedł do niego ze sztywną postawą i miną, że zajmie się wszystkim, co stanie mu na drodze. Greg skinął mu głową, gdy wszedł do środka i zatrzymał się przed nim.
— Dzień dobry — przywitał go strażnik, spoglądając na niego. — Czy mogę panu w czymś pomóc?
— Tak, przyszedłem zobaczyć się z Mycroftem Holmesem — odpowiedział Greg, uśmiechając się uprzejmie.
— Jest pan umówiony? — nadeszło następne pytanie.
Strażnik podniósł notatnik, który trzymał w jednej dłoni, przeglądając listę, która była na górze. Najwyraźniej szukał odpowiedzi na swoje własne pytanie.
— Nie, niezupełnie — powiedział Greg, oblizując lekko usta. — Chciałem tylko wpaść na chwilę. Znamy się dobrze, to nie powinien być problem.
— Przykro mi, proszę pana, ale jeśli nie jest pan umówiony, obawiam się, że nie mogę pozwolić panu zobaczyć się z panem Holmesem.
Greg zastanawiał się nad tym. Jak na zajmowanie pomniejszego stanowiska w Departamencie Transportu, jak Mycroft lubił opisywać swoją pozycję, miał ścisłą ochronę. Niemal zaśmiał się na samą myśl o tym, ale wiedział, że najprawdopodobniej nie byłoby to odpowiednie w obecnej sytuacji. Zamiast tego wyciągnął portfel i pokazał swoją odznakę.
— Nazywam się Greg Lestrade, jestem inspektorem — przedstawił się, podnosząc odznakę, podczas gdy strażnik się jej przyglądał. — Niekoniecznie jestem tu jako przedstawiciel policji, ale z pewnością daje mi to pozwolenie, aby przynajmniej wejść do środka na kilka minut?
— Pozwoli mi pan, że to sprawdzę — powiedział strażnik, odwracając się z powrotem do swojego stanowisko, wpisując coś na komórce, która tam leżała. Greg schował portfel do kieszeni i czekał. Strażnik potrząsnął głową. — Nie, proszę pana, wygląda na to, że bez powiadomienia lub umówionego spotkanie nie mogę panu pozwolić tak po prostu wejść.
— Zapytaj w takim razie Mycrofta. Zadzwoń do niego — powiedział Greg, gdy strażnik ponownie do niego podszedł. — Albo nawet do jego asystentki, Anthei.
— Anthea, proszę pana?
— Tak, Anthea. — Greg skinął głową. — Każdy z nich może potwierdzić, że mnie zna.
— Przepraszam, proszę pana, ale muszę prosić pana o wyjście.
— Nie, poczekaj chwilę — zaczął Greg, ale strażnik już do niego podchodził z zamiarem wyprowadzenia go. — Nie. Powiedziałem, żebyś poczekał. Poważnie, wiem, że mogę tu być, proszę…
— Proszę pana, przepraszam, ale nawet jako inspektora, nie mogę pana tam wpuścić — przerwał mu strażnik, delikatnie owijając dłoń wokół bicepsa Grega. — Teraz, jeśli nie odejdziesz, będę musiał usunąć pana siłą. Wolałbym tego nie robić, proszę pana.
— Oj, to naprawdę nie jest konieczne — westchnął ponownie Greg. — Po prostu zadzwoń… Och, cholera, sam to zrobię.
Wyswobodził się z uścisku strażnika z poirytowanym spojrzeniem. Wyciągnął komórkę i zadzwonił do Mycrofta. Chciał, żeby to była niespodzianko, ale najwyraźniej tak się nie stanie i naprawdę nie miał ochoty zostać wyrzucony z Whitehall.
— Gregory, co za miła niespodzianka — odpowiedział na telefon Mycroft nieco lekkim tonem.
Greg zerknął na strażnika, który znów się do niego zbliżał i uniósł palec, starając mu się nakazać, by poczekał.
— Hej, Myc, czy mógłbyś, ach… powiedzieć temu miłemu, młodemu mężczyźnie, który pilnuje wejścia do Whitehall, że nie jestem podejrzaną osobą i mogę przyjść do twojego biura? — zapytał, przeczesując dłonią włosy.
Nastąpiła chwila ciszy, a potem śmiech, a następnie komórka strażnika zadzwoniła. Mężczyzna zatrzymał się i zerknął na nią, spojrzał z powrotem na Grega i gestem zaprosił go by poszedł dalej.
— Dzięki — powiedział zarówno do strażnika, jak i do Mycrofta, rozłączając się i chowając komórkę z powrotem do kieszeni, idąc do biura Mycrofta.
Mężczyzna już na niego czekał, uśmiechając się, gdy Greg otworzył drzwi do jego biura. Greg przeszedł przez pokój z radosną postawą, obejmując młodszego mężczyznę, gdy znalazł się wystarczająco blisko, całując go.
— Jaka przyjemna niespodzianka — wymamrotał Mycroft w jego usta z uśmiechem.
— Nie mogłem doczekać się kolacji — szepnął Greg. — Chciałem, żeby była to bardziej niespodzianką, ale…
— Tak — zaśmiał się Mycroft, pocierając przez chwilę ich czubki nosów o siebie. — Bezpieczeństwo tutaj jest bardzo ważne. Może powinienem podnieść poziom twoich uprawnień? Powinno to pomóc w uniknięciu podobnych sytuacji w przyszłości.
— Naprawdę? — zapytał Greg zdziwiony.
Mycroft pogłaskał go po policzku.
— Oczywiście. — Przytaknął. — W końcu bardzo chciałabym mieć więcej takich niespodzianek.
Mycroft pochylił się i znów ich usta połączyły się w pocałunku. Greg czuł, jak każdy centymetr jego ciała płonął z podniecenia i pożądania. Chryste, był prawie pewien, że był szaleńczo zakochany w tym mężczyźnie.
