Rozdział 334: Pierwszy śnieg

Uwagi: Alternatywa - Nastolatki

Greg siedział w klasie, opierając głowę na dłoni, próbując skupić się na wykładzie. Okropnie się nudził. Wciąż rozpraszał go również jego chłopak siedzący po drugiej stronie pokoju. Nie żeby Mycroft robił coś szczególnie pociągającego, ale nigdy nie musiał tego robić, żeby Greg był rozproszony przez niego. Wzrok starszego nastolatka wciąż wędrował do bladej skóry na szyi Mycrofta, której nie zakrywał szkolny mundurek. Tuż wcześniej tego ranka Greg całował całą tę szyję, sprawiając, że Mycroft pięknie wzdychał i drżał.

Szepty po jego lewej stronie zwróciły uwagę Grega. Odwrócił się w ich stronę i został zaskoczony widokiem spadającego na zewnątrz śniegu. Jego oczy otworzyły się szeroko, gdy poczuł podniecenie, teraz jeszcze bardziej pragnąc, by zajęcia się skończyły. Od jakiegoś czasu było zimno i wszyscy nie mogli się doczekać, żeby w końcu spadł śnieg. Podało teraz gęsto i Greg nie mógł powstrzymać uśmiechu. Trzęsąc się z emocji, spuścił wzrok i wyciągnął komórkę.

Puszyste białe szaleństwo na zewnątrz! :D - G

Obejrzał się i zobaczył, jak Mycroft zerkał na swoją komórkę, gdy wiadomość dotarła. Młodszy nastolatek spojrzał na niego z rozbawionym wyrazem twarzy, a Greg tylko uśmiechnął się szerzej. Skinął głową, uniósł brwi i wskazał na okno. Otrzymał kolejne potrząśniecie głową, zanim Mycroft odwrócił się przodem do klasy, by faktycznie skupić się na zajęciach.

W tym momencie wszystko było praktycznie białym szumem, ale na szczęście Greg nie był jedynym rozproszonym. Przynajmniej połowa klasy, aż kipiała z chęci wyjścia. Profesor zaczynał mieć trudności z utrzymaniem uwagi wszystkich zebranych, aż w końcu podniósł głos i zagroził zadaniem kolejnej pracy, jeśli wszyscy się nie uspokoją i nie skupią.

W końcu jednak nadszedł koniec. Profesor odprawił wszystkich jakieś dwadzieścia minut później, a dzieciaki wyskoczyły ze swoich miejsc, tak szybko, że krzesła prawie runęły na ziemię. Greg wstał dość pośpiesznie, ale zamiast wybiec za drzwi, zatrzymał się obok krzesła swojego chłopaka.

— Chodź, Myc, pada śnieg. — Uśmiechnął się, podskakując podekscytowany.

— Gregory, uspokój się — powiedział Mycroft, choć brzmiał na lekko rozbawionego. — Śnieg wciąż tam będzie, kiedy wyjdziemy, więc nie ma potrzeby biec na zewnątrz jak szaleniec.

— Ale Myyyyc.— Greg praktycznie jęknął, nie mogąc powstrzymać się przed ponownym spojrzeniem na zewnątrz.

— Czasami trudno mi uwierzyć, że jesteś starszy ode mnie — skomentował Mycroft, wstając. Zarzucił torbę na ramie i zerknął na Grega z uśmieszkiem.

— Cicho — powiedział z sapnięciem Greg, machając ręką.

Mycroft żartobliwie przewrócił oczami.

— No to chodź — Zaśmiał się, a Greg prawie wypadł z klasy i pobiegł korytarzem.

Mycroft podążał za nim, a jego nieco dłuższe nogi sprawiały, że niezwykle łatwo było mu nadążyć za pobudliwym nastolatkiem. Greg nadal nie chciał przyznać, że nagły wzrost Mycrofta sprawiał, że wydawał się wyższy i wiedział, że tak się w końcu stanie, ale do tego czasu łatwo to ignorował.

Twarz Grega przeszył przejmujący chłód, gdy tylko wyszedł na zewnątrz i było to niesamowite uczucie. Tak bardzo kochał zimę. To było piękne i orzeźwiające, po prostu niesamowite. Obejrzał się przez ramię, aby upewnić się, że Mycroft nie był daleko w tyle, wędrując przez kampus w kierunku stołu i ławek umieszczonych na terenie, aby postawić torbę.

Odwracając się, wyciągnął rękę i skinął na Mycrofta. Młodszy nastolatek podszedł do niego, również odkładając torbę. Skrzyżował luźno ramiona, przyzwyczajając się do zimna. Jego zazwyczaj blady nos i policzki były już jaskrawoczerwone i to było urocze. To sprawiło, że Greg uśmiechnął się jeszcze bardziej.

— Czy możemy już wejść do środka? — zapytał Mycroft, unosząc brew.

— Och, daj spokój, dopiero co weszliśmy na zewnątrz — powiedział Greg, chwytając dłoń młodszego nastolatka, przyciągając go do siebie.

Owijając ręce wokół jego torsu, Greg potarł ich nosy, a ich oddechy wymieszały się między nimi.

— Gregory, co robisz? — zapytał Mycroft, przyglądając się jego twarzy, gdy próbował go rozgryźć. Greg uśmiechał się promiennie.

— Chcesz stoczyć bitwę na śnieżki? — zapytał ściszonym głosem, jakby próbował dochować tajemnicy, pomimo że nikogo nie było w pobliżu.

Mycroft otworzył szeroko oczy.

— Nie — powiedział, wyrywając się z uścisku. — Absolutnie nie. Nawet o tym nie myśl.

Greg zaczął się pochylać, sięgając po odrobinę śniegu, śmiejąc się, gdy Mycroft nadal się wycofywał.

Gregory, przestań — warknął Mycroft, piorunując go wzrokiem.

— Jeśli się pospieszysz, będziesz miał szansę na ucieczkę! — zadrwił śpiewnym głosem, zbijając śnieg w kulkę.

Był zimny i wystarczająco wilgotny, żeby się skleił i stworzył idealną śnieżkę.

— Zerwę z tobą — zagroził Mycroft, energicznie wskazując na Grega.

Starszy nastolatek zaśmiał się i prostując, pobiegł za Mycroftem, goniąc go trochę po okolicy, ale nigdy nie rzucił śnieżką. Wolał przyciągnąć Mycrofta do uścisku, kręcąc nim wokół, powodując, że obaj upadli na ziemię z zaskoczonym śmiechem.