Rozdział 335: Dekorowanie

Greg miał dzień wolny i postanowił dobrze go wykorzystać. Oficjalnie był grudzień i mógł ujść bezkarnie ze swoimi planami, nie wydając się przy tym dziwakiem. Tak więc, po przespaniu się dodatkowej godziny lub dwóch, wstał, wziął prysznic i zaczął szykować się do dekorowania.

Dorastając nie przepadał za całym zamieszaniem związanym z Bożym Narodzeniem. Posiadanie dzieci to zmieniło. Kiedy urodziła się Elizabeth, wniosła magię świąt do życia Grega i wszystko nabrało sensu. Nie, nie przebierał się za świątecznego elfa, nie śpiewał kolęd i nic takiego, ale niezależnie od tego ten okres stał się dla niego zabawną porą roku. Jasne, zarówno Lizzie, jak i jego młodsza córka Abby były za duże na wiarę w Świętego Mikołaja i wystawienie szklanki mleka z ciasteczkami, i nie był do końca pewien, w którym tygodniu grudnia u niego zostaną, ale nie powstrzymało go to przed przygotowywaniami.

Większość poranka spędził na zakupach, wybierając dekoracje, o których wiedział, że będą mu potrzebne. To miał być pierwszy raz, kiedy udekoruje dom, w którym mieszkał razem z Mycroftem, więc te przygotowania miały zupełnie nowy charakter. Mycroft zdawał się nie przejmować świętami w ten czy inny sposób. Miał tylko kilka rzeczy, które jak przyznał, wystawiał o tej porze roku, więc Greg zamierzał to zmienić.

Zjadł lunch w kawiarni po zostawieniu wszystkich swoich zakupów w samochodzie. Kupił zestaw lampek, ozdób, świec i tym podobnych rzeczy, a także skarpety dla siebie i Mycrofta, które mógł powiesić na kominku. Kiedy już zdobył choinkę i kilka innych żywych roślin, mógł wrócić do domu. Wiedział, że kiedy się wprowadził, przywiózł ze swojego starego mieszkania kilka pudeł z dekoracjami, więc po powrocie do domu będzie musiał poświęcić trochę czasu, aby je znaleźć.

Wnoszenie choinki, którą nabył, przez drzwi było ciekawym doświadczeniem. Dwukrotnie stracił równowagę, ale na szczęście nigdy się nie przewrócił, a kiedy udało mu się ją ustawić na stojaku, bolały go ramiona. Ręce miał lepkie od żywicy i był spocony, więc kiedy wyciągnął swoje ozdoby z miejsca, w którym były schowane w schowku, wziął prysznic i założył czyste ubranie, zanim zaczął dekorowanie.

Ustawił wszystko w jakieś dwadzieścia minut, zanim usłyszał, jak otwierają się drzwi. Uśmiechając się, Greg wstał z kanapy i chwycił coś ze stołu, wędrując, by spotkać się ze swoim partnerem przy drzwiach.

— Hej — powiedział.

Mycroft posłał mu szczery uśmiech, który sprawił, że w jego żołądku pojawiły się motylki.

— Witaj, Gregory — odpowiedział, odwieszając płaszcz i ściągając rękawiczki. — Jak ci minął wolny dzień?

— Produktywnie.

Uśmiechnął się, wyciągając za pleców przedmiot, który dotąd ukrywał, unosząc go nad ich głowami. Mycroft z zaciekawieniem podążył za jego ruchem, zauważając trzymane przez niego gałązki.

— Jemioła? — zapytał Mycroft, unosząc brew.

Greg poruszył roślinką, nucąc.

— Tak — przytaknął, stojąc nieco na palcach. — Wiesz więc, co to oznacza.

— Jestem zaznajomiony z tą tradycją — przyznał Mycroft, obejmując policzek Grega, przyciągając go do powolnego i delikatnego pocałunku.

Greg pozwolił swojej wyciągniętej ręce opaść i owinąć się wokół ramion mężczyzny, przytulając go.

— Dobra robota — wyszeptał w usta Mycrofta, uśmiechając się.

— Rozumiem, że dekorowałeś dom — powiedział Mycroft, jak zawsze mając rację.

Greg skinął głową.

— Pozwól, że oprowadzę cię po wszystkim.

Splatając ich palce, Greg pociągnął Mycrofta przez dom, pokazując mu choinkę, kominek i szereg dekoracji w całym salonie, kuchni i korytarzach. To było stosunkowo proste, ale wystarczyło, aby dodać trochę świątecznej atmosfery do ich domu. Nigdy nie lubił być nadmierny w swoich dekoracjach, co wiedział, że Mycroft doceni.

Oczywiście, kiedy wędrowali po pokojach, Greg bardzo niewinne zwracał uwagę na gałązki jemioły. Za każdym razem zatrzymywał ich i wzruszając ramionami, wskazywał na małą roślinkę, a następnie uśmiechał się, gdy pochylał się do pocałunku. W końcu, kiedy poszli do sypialni, aby Mycroft mógł się przebrać, zatrzymali się nie tylko przy drzwiach, ale także obok ich łóżka, Mycroft przewrócił oczami i zaśmiał się.

— Ośmielę się powiedzieć, że cała ta sprawa z jemiołą to sztuczka — powiedział.

Greg udał zdziwienie.

— NIE! — sapnął, przyciskając dłoń do piersi. — Jakbym mógł?

— Jakbyśmy potrzebowali powodu do całowania.

Mycroft uśmiechnął się złośliwie, obejmując Grega i ponownie przyciągając go do siebie. Starszy mężczyzna zaśmiał się radośnie, gdy obracali się, obejmując się i całując tak długo, aż musieli zaczerpnąć tchu.