Rozdział 341: Tajemniczy Mikołaj
— Donovan!
Greg krzyknął ze swojego biura, pół siedząc na krześle, które miał zająć. Wpatrywał się z zaciekawieniem w przedmiot leżący na środku biurku, gdy wzywał swoją sierżant, słysząc, jak otworzyła drzwi, zanim ją zobaczył.
— Proszę pana? — zapytała.
W końcu Greg oderwał wzrok i zamrugał, unosząc brwi. Wskazał na pudełko.
— Co to jest? — zapytał.
Spuściła wzrok i wzruszyła ramionami.
— Wygląda na prezent — odparła.
Greg sapnął.
— Tak, wiem o tym — powiedział, patrząc na nią surowo za uśmieszek, który mu posłała. — Papier do pakowania i dziwna kokarda trochę to zdradziły. Skąd się to wzięło?
— Nie wiem.
— Nie położyłaś go tam? — zapytał, przechylając głowę na bok.
— Nie wiedziałam, że dajemy sobie nawzajem prezenty — powiedziała Sally w odpowiedzi. Tym razem to Greg wzruszył ramionami.
— Ja też nie, dlatego jestem zdezorientowany. Czy któryś z oficerów oddelegowanych do biurka mi coś dał? Czy sztuczne węże wyskoczą na mnie?
— Nie wiem, ale jeśli tak, chcę to sfilmować.
Sally uśmiechnęła się szeroko, wyciągając komórkę. Greg przewrócił oczami, siadając na krześle.
— Odłóż to — burknął.
Sally zaśmiała się, ale zrobiła to. Wchodząc głębiej do pokoju, podeszła i opadła na jedno z dwóch krzeseł ustawionych po drugiej stronie jego biurka.
Greg powoli wyciągnął rękę i podniósł pudełko. Miało większą wagę, niż się spodziewał. Nie żeby było ciężkie, ale wydawał się mniej więcej rozmiaru komórki czy coś w tym rodzaju. Jego czoło zmarszczyło się, gdy przybliżył je do siebie, ostrożnie obracając pudełko w dłoniach. Papier do pakowania był w prostym ciemnozielonym kolorze, zaklejony taśmą i ozdobiony pojedynczą czerwoną wstążką zawiązaną w kokardkę. To wszystko było bardzo proste; to był prawdopodobnie najmniej szykowny prezent, jaki kiedykolwiek otrzymał. Lubił to.
— Próbujesz to prześwietlić oczami czy co…? — zapytała Sally, przerywając ciszę.
Greg spojrzał na nią i spiorunował wzrokiem.
— Spójrz na siebie, tak bardzo chcesz zobaczyć co jest w środku — skomentował.
— Hej, jestem tak samo ciekawa jak ty.
— Chcę tylko wiedzieć, kto… — wymamrotał Greg, przesuwając palcem po wstążce.
W końcu odłożył pudełko z powrotem tam, gdzie było i pociągnął za końcówkę wstążki. Szybko się rozwiązała. Język Grega wysunął się na chwilę, gdy rozrywał papier.
Jego usta rozchyliły się ze zdziwienia na widok przedmiotu w środku. To był nowy zegarek. To był również cholernie ładny zegarek. Przypominał mu ten, który musiał w końcu zdjąć i pozbyć się miesiąc temu, po latach noszenia. Ostatecznie padł całkowicie i nie zabrał się jeszcze za kupno nowego, w międzyczasie korzystając z telefonu, aby śledzić godzinę. Wiedział, że mógł po prostu pozostać przy komórce na zawsze, ale to nie było to samo. Zawsze wolał czuć zegarek na nadgarstku.
— Cholera, jest niezły — skomentował Sally, gwiżdżąc.
Greg półprzytomnie przytaknął.
To musiał być nowy model wersji jego starego zegarka. Podobieństwo było zbyt wielkie. Był wyraźnie zaktualizowany i Greg przypuszczał, że kosztował więcej, niż kiedykolwiek brałby pod uwagę wydanie na siebie.
— W takim razie nie jest to prezent od nikogo z pracy — mruknął, ostrożnie podnosząc zegarek i zbliżając go do twarzy.
Żaden z oficerów nie mógłby sobie na to pozwolić. Prawdopodobnie on nie mógłby sobie na to pozwolić. Chryste był cudowny. Oblizał usta, zanim w końcu rozpakował go do końca i założył zegarek. Pasował idealnie.
— Czy jest bilecik? — zapytała Sally, pochylając się do przodu i opierając łokcie na biurku.
— Hmmm, nie wiem — powiedział Greg, również pochylając się do przodu i unosząc bibułę umieszczoną w środku w poszukiwaniu kartki.
W końcu znalazł mały kawałek białego kartoniku schowanego pod podstawką, na której spoczywał zegarek.
Mężczyzna taki jak ty, może tylko zyskać na takim przedmiocie jak ten. Mam nadzieję, że będzie ci dobrze służył.
M
— Jest jakieś imię? — zapytała Sally, wyrywając kartkę z uścisku Grega.
— Ej! — krzyknął, próbując ją odebrać, ale kobieta już się od niego odsunęła i czytała, co było napisane na bileciku.
— Kim do diabła jest M? Czy my jesteśmy w kolejnym filmie z Jamesem Bondem?
— Nie wiem — powiedział Greg, wreszcie będąc w stanie pochwycić kartkę i odebrać ją.
Sally roześmiała się.
— Wygląda na to, że znalazłeś sobie Tajemniczego Mikołaja, szefie — powiedział, odsuwając się od krzesła. — Może nawet wielbiciela! Rumienisz się!
— Nie masz pracy do wykonania? — warknął Greg, wywołując kolejny atak śmiechu u Sally, gdy opuszczała jego biuro.
Greg odchylił się do tyłu, ponownie wpatrując się w kartkę. W M. Mógł tylko zgadywać. Nie znał zbyt wielu ludzi z takim fantazyjnym talentem do dramatyzowania. Przeczesując dłonią włosy, Greg parsknął śmiechem. Jeśli Mycroft Holmes naprawdę kupił mu świąteczny prezent… Cóż… Może sam powinien zabawić się w Tajemniczego Mikołaja/Wielbiciela.
