Rozdział 342: Decyzje

Mycroft był oszołomiony.

Nie był to stan, w jakim kiedykolwiek się znalazł. Chociaż przypuszczał, że wszystko musiało mieć swój pierwszy raz. Tak się złożyło, że przyszło do niego w formie wiadomości, w którą wpatrywał się przynajmniej od kilku minut.

Moi rodzice chcieliby cię poznać. Może spędzimy u nich święta? Przemyśl to. - G

Mycroft był wstrząśnięty. Zerknął na nagranie z kamery ulicznej, które było strumieniowo przesłane na jego laptop, przyjrzał się ścianom swojego biura, a potem ponownie spojrzał na wiadomość. Zamrugał. Westchnął. Zmienił chwyt na komórce, jego kciuk zawisł nad klawiaturą, aby rozpocząć pisanie odpowiedzią, ale zamiast to zrobić, po prostu nadal się gapił na wiadomość.

Poznać rodziców Gregory'ego? A poza tym spędzić z rodzicami Gregory'ego święta? Chociaż ten dzień nie miał już dla niego większego znaczenia, dla większości ludzi wciąż miało. Boże Narodzenie oznaczało czas dla rodziny, miłości, jedzenia i cokolwiek innego, co robiły rodzinny. To była wyczerpująca tradycja, do której jego rodzice co roku próbowali wciągnąć zarówno jego, jak i Sherlocka, chociaż przez większość czasu udawało mu się uciec przed tym. Nigdy nie był bardziej wdzięczny za narodowe kryzysy niż w okresie świątecznym.

Mycroft zawsze wolał pracować. Nawet gdy był młodszy, nie przywiązywał wagi do Bożego Narodzenia. Kiedy był dzieckiem, jego rodzice prawie nie byli w stanie przekonać go do świątecznej atmosfery, Świętego Mikołaja, reniferów i innych bzdur, chociaż jego rówieśnicy zawsze uważali to za dość dziwnie, ale on nigdy nie chciał tego zmienić.

Teraz jego… chłopak (Mycroft wciąż żałował, że ich związek nie posiadał mniej młodzieńczej nazwy, chociaż przypuszczał, że inną opcją był partner… być może…) zapraszał go na spędzenie Bożego Narodzenia z jego rodziną. Był skłonny się zgodzić, żeby uniknąć niezręczności między nimi, ponieważ gdyby Gregory nie chciał, żeby poznał jego rodzinę, nigdy by o tym nie wspomniał. Taki właśnie był starszy mężczyzna. Jednak Mycroft nie przepadał za obchodzeniem świąt i chociaż zawsze był świadomy, że ich dwójka spotka się z rodzicami drugiego, nie sądził, że Boże Narodzenie to najlepszy czas na to.

— Proszę pana? — po kilku chwilach dobiegł go głos Anthei.

Mycroft oderwał wzrok od ekranu i uniósł głowę, spoglądając na stojącą obok niego asystentkę. Dziwne, że nie zauważył jej przybycia.

— Tak? — zapytał, odkładając komórkę na biurko.

— Za godzinę ma pan odprawę — poinstruowała Anthea, podając mu grubą teczkę.

Mycroft skinął głową i wziął ją, zauważając, że patrzyła na ekran jego komórki zamiast swojej. Mówiło to, jak bardzo jej ufał, że pozwalał jej nawet przeglądać swoje wiadomości.

— Czy jest coś jeszcze? — zapytał, unosząc brwi.

Oczywiście znał już odpowiedź na to, ale jeśli Anthea miała przemyślenia na temat wiadomość od Gregory'ego najlepiej byłoby dać jej szansę na powiedzenie tego teraz i przejścia dalej. Była dość wytrwała i to zaoszczędziłoby im obojgu dużo energii.

— Prosi cię, żebyś poznał jego rodziców — powiedziała.

Mycroft skinął głową.

— Zgadza się.

Nastąpił moment ciszy, podczas którego Anthea uniosła wzrok, by spojrzeć mu w oczy. Mycroft podrapał się po brodzie, nie przerywając kontaktu wzrokowego, kiedy cierpliwie czekał. Jej głowa przechyliła się nieznacznie na bok. Zmrużyła oczy, a potem ponownie spuściła wzrok.

— Zastanawiasz się nad najmniej obraźliwym sposobem odmowy.

Mycroft mruknął niezobowiązująco. Nie był gotowy, by skorzystać z okazji, by ujawnić, jak bardzo miała rację. W końcu Gregory nie był dyplomatą. To wszystko było takie różne.

— Jeśli mogę coś zasugerować — Anthea poprosiła o pozwolenie. Mycroft skinął głową, by kontynuowała, a ona zacisnęła mocno usta, zanim znów się odezwała. — Żałowałby pan takiego postępowania, panie Holmes. Powinien pan zaakceptować zaproszenie.

Mycroft już miał coś odpowiedzieć, ale Anthea już skupiła się na swoim Blackberry i odsuwała się od jego biurka.

— Twoje spotkanie jest za 45 minut, proszę pana.

— Dziękuję, Antheo.

Mycroft nigdy nie potrzebował przypomnień o swoim harmonogramie, a mimo to nalegała, by to robić. Przypuszczał, że to część ich stosunku w pracy. Odwracając się z powrotem do biurka, odłożył teczkę i ponownie podniósł komórkę, po raz kolejny wpatrując się w wiadomość. W jego umyśle zadźwięczały słowa Anthei.

Czy naprawdę żałowałby, gdyby odmówił? Mycroft nigdy nie wątpił we wnikliwość Anthei, a jej razy okazywały się już wcześniej bezcenne. Nie mógł odmówić, że była pomocna, zwłaszcza, że to dzięki niej w pierwszej kolejności nawiązał swój związek z Gregory'm. Nagle poczuł się bardziej nieswojo na myśl o narażeniu swojej relacji z Gregory'm niż o pragnieniu trzymania się na uboczu w okresie świątecznym, jak zawsze.

Omówmy szczegóły wieczorem przy kolacji. Mogę po ciebie przyjechać o 8? - MH

Tak, wydawało się, że weekend pełen potencjalnie niekomfortowych spotkań rodzinnych był o wiele lepszy niż wszelkie napięcia, jakie ich związek mógłby znieść, gdyby tego nie zrobił.