Rozdział 344: Trochę za dużo

Greg patrzył na Mycrofta siedzącego naprzeciwko niego w samochodzie, gdy jechali do domu. Na zewnątrz wydawał się tym samym, poukładanym, zastraszającym politykiem, którego wszyscy znali. Greg jednak znał tego człowieka duże lepiej. Nawet kiedy tam siedział, wyglądając przez okno z kamienną twarzą, to małe rzeczy zdradzały jego rzeczywisty stan.

Najbardziej zabawną oznaką pijaństwa młodszego mężczyzny było to, jak kołysał się, gdy samochód skręcał i zmieniał bieg. Za każdym razem mógł to był tylko ułamek ruchu, ale Greg widział, jak ciało Mycrofta pochylało się, szarpiąc za pas bezpieczeństwa, który lekko zaciskał się na jego garniturze. Był też wyraźny brak skupienia w jego normalnie przenikliwym spojrzeniu. Zamiast patrzeć prosto na ciebie, Mycroft bardziej… patrzył nad tobą, na nic szczególnego.

— Wszystko dobrze, kochanie? — zapytał cicho, wyrywając Mycrofta z oszołomienia, w które wpadł.

Polityk oderwał wzrok od okna i szybko zamrugał patrząc na Grega, po czym skinął głową.

— Tak oczywiście — odpowiedział pospiesznie, przechylając lekko głowę. — Dlaczego?

— To było trochę za dużo brandy — skomentował z uśmiechem.

Mycroft sapnął.

— Nie wspominali, że będzie to zawierało alkohol — bronił się Mycroft, luźno krzyżując ramiona. — I tak impreza była głupia.

Greg parsknął, nie mogąc ukryć śmiechu. Przy tym stwierdzeniu Mycroft brzmiał bardziej jak Sherlock niż kiedykolwiek, a sposób w jaki przechylił podbródek, sprawił, że ta chwila była jeszcze bardziej bezcenna. Mycroft spojrzał na niego, a Greg tylko wzruszył ramionami.

— Wszystko smakowało całkiem nieźle — skomentował.

Mycroft wydał z siebie gardłowy, wyzywający dźwięk.

— Przypuszczam, że była to słaba imitacja sposobu tego, jak właściwie jest to przygotowywane w danym kraju — zaczął Mycroft. — Ciekawe, że gospodarz pomyślał, że lepiej będzie mieszać rzeczy w ten sposób, zamiast trzymać się tradycyjnych świątecznych smakołyków, które znamy. Wiesz, że brandy jest najbardziej popularna w Ameryce. To jest tak boleśnie oczywiste.

— Czy tak jest? — zapytał z rozbawieniem Greg, unosząc brwi.

— Naturalnie. Chociaż tak naprawdę nikt nie wie, skąd pochodzi przepis. Była dość popularna wśród brytyjskiej arystokracji, ale stała się absurdalnie popularna w pierwszych koloniach i dlatego nadal jest tam bardziej tradycyjnie spożywana — wyjaśnił Mycroft, machając ręką, podczas mówienia.

— No dobrze, to była przypadkowa lekcja historii — zaśmiał się Greg. — Naprawdę nie wiedziałeś, że był w tym alkohol?

— Nie bądź nudny, Gregory, oczywiście, że wiedziałem. — Mycroft praktycznie spiorunował go wzrokiem, przewracając oczami. — Nietrudno było rozpoznać brandy, którą rozlewano tak swobodnie. Jestem prawie pewien, że to był koniak, najprawdopodobniej leżakujący cztery lata. W każdym razie miejmy taką nadzieję, ponieważ rozcieńczenie czegokolwiek starszego w takiej mieszaninie byłoby marnotrawstwem.

— Tak, byłoby szkoda — skomentował Greg.

— Sarkazm jest bardzo niestosowny u ciebie, Gregory — skomentował Mycroft. Gdyby Greg nie był tak niesamowicie rozbawiony tym wszystkim, mógłby poczuć ukłucie irytacji. Po prostu teraz nie mógł. — Zauważyłem, że sam prawie wcale nie piłeś.

— Ech, był za bardzo aromatyczny. — Greg wzruszył ramionami. — Gdybym chciał coś takiego, zamówiłbym Guinnessa. Przypuszczam, że również nie przepadam za gałką muszkatołową. Lepiej się komponuje z grzanym winem albo z ciastami mojej mamy.

— Mmm, przypuszczam, ze masz rację.

Mycroft skinął głową, a spojrzenie jego bladych oczu przesunęło się po postaci Grega.

Zanim w końcu dotarli do domu, Mycroft wygłosił co najmniej dwie inne tyrady, podczas których Greg milczał rozbawiony. Młodszy mężczyzna bardzo otwarcie dedukował rzeczy o innych gościach będących na przyjęciu bożonarodzeniowym, w którym uczestniczyli tego wieczoru. Chociaż nigdy nie robił tego przy danej osobie (jak to robił inny Holmes), jego dedukcje były ostrzejsze i nawet bardziej imponujące niż te, które Greg był zmuszony słuchać prawie codziennie. To było fantastyczne. Było to coś, czego Greg szczerze pragnął słyszeć częściej, ale Mycroft wolał być bardziej powściągliwy i zamiast tego odnotowywać te wszystkie szczegóły we własnym umyśle.

Ramię w ramię poszli prosto do sypialni, gdy wreszcie znaleźli się w zaciszu własnego domu. Mycroft był ciepły i czuły, ręce delikatnie błądziły po bokach Grega, a kanciasty nos trzymał we włosach starszego mężczyźni. Obaj rozebrali się do bokserek, Mycroft wciąż był zbyt pijany, by przejmować się ubieraniem swojej zwykłej piżamy i razem opadli na łóżko.

— Chcesz uprawiać seks? — wymamrotał Mycroft, kiedy Greg objął go w talii i przytulił się.

To była poważna propozycja, ale podszyta zmęczeniem, którego Greg nie mógł zignorować. Uśmiechnął się.

— Jesteś pijany, Myc — wyszeptał.

Ich ciała idealnie się ze sobą łączyły, gdy zgiął nogi w kolanach i przycisnął klatkę piersiową do pleców wyższego mężczyzny.

— Wierzę, że już to ustaliliśmy wcześniej — powiedział Mycroft. — Pytanie wciąż pozostaje.

— Idź spać, kochanie — zaśmiał się czule Greg, składając delikatny pocałunek na karku partnera. — Powrócimy do tego rano.

— Mmm, tak — sapnął Mycroft, już giętki od senności w ramionach Grega.

Zasnął kilka sekund później, oddychając równo i z pogodną twarzą. Greg znów delikatnie pocałował go w szyję, zamykając oczy i pozwalając sobie zasnąć z uśmiechem na twarzy.