Rozdział 346: Strach
Czasami, kiedy Mycroft musiał wyjechać, Greg miał koszmary. Wiedział, że to była irracjonalna reakcja, przez co było to bardziej frustrujące, kiedy się zdarzały. Podstawa koszmaru często się zmieniała, ale motyw był zawsze ten sam: tracił Mycrofta. W jakiś sposób polityk został wyrwany z jego życia we śnie, pozostawiając Grega dyszącego i trzęsącego się po przebudzeniu.
Przez większość swojego życia nigdy nie miał powracających koszmarów. Miał ich trochę w swojej wczesnej karierze po kilku szczególnie makabrycznych przypadkach i czasami wracały do niego, jeśli pracował nad czymś, co było trochę zbyt przypominające je, ale tak naprawdę to było to. Potem, na początku swojego związku z Mycroftem, mężczyzna był zamieszany w wybuch. Następnie był porwany i torturowany przez dwa dni, zanim został znaleziony i odzyskany.
Greg był bardziej niż przerażony, kiedy to wszystko się wydarzyło. Anthea była darem niebios, pozostając z nim w kontakcie telefonicznym przez długi czas i informując go co godzinę. Robiła, co w jej mocy, a on będzie jej za to dozgonnie wdzięczny. Całe zdarzenie było jednak trochę traumatyczne i od tego rozpoczęły się koszmary.
Działo się to prawie za każdym razem, gdy Mycroft musiał wyjechać. Czasami było to od razu pierwszej nocy, kiedy próbował przyzwyczaić się do spania samotnie w ich łóżku. Innym razem zaczynały się dopiero dzień lub dwa później. Kiedy już się zaczęły, zdarzały się co noc. Greg był całkowicie wyczerpany, zbyt spięty i przerażony, by pozwolić sobie na sen, ale potrzebował go. Kiedy jego partner miał czas, rozmawiali przez telefon lub przez Skype'a, dopóki nie zmęczył się na tyle, by zasnąć. Nigdy nie przespał całej nocy, ale zasypianie przy kojącym głosie Mycrofta przynajmniej trzymało koszmary z daleka przez kilka godzin.
Tym razem wyjazd Mycrofta trwał już prawie dwa tygodnie, a Greg sypiał średnio dwie, trzy godziny na dobę. Worki pod jego oczami musiały być potworne (zarówno Sally, jak i John powiedzieli coś w tym momencie). Próbował wypić kilka piw tuż przed snem i wypróbował tabletki nasenne. Pigułki tylko pogorszyły koszmary, więc zdecydowanie nie była to dobra metoda. Dlatego nadal cierpiał, siedząc na kanapie, wpatrując się w dziwaczne programy, które leciały o czwartej nad ranem.
Był zaskoczony, gdy usłyszał otwieranie i zamykanie frontowych drzwi. Serce podeszło mu do gardła. Wciągnął powietrze i siedział zamrożony, wpatrując się w korytarz i czekając. Mycroft nie miał jeszcze wrócić, nic nie powiedział, że będzie wcześniej… Mózg Grega pracował zbyt szybko, by móc za tym nadążyć, ale wszystkie myśli się zatrzymały, gdy zobaczył, jak wyższy mężczyzna wchodził do salonu ze zdjętą już marynarką przewieszoną przez ramię. Mycroft wydawał się zdziwiony jego widokiem i przez chwilę patrzyli na siebie. Greg poruszył się, ale nic nie powiedział, pozwalając swojemu partnerowi zbadać go i wydedukować, co tylko mógł. Wiedział oczywiście, że tak się stanie.
— Znowu nie spałeś — mruknął cicho Mycroft, a Greg potrząsnął głową z irytacją.
Nigdy nie spał dobrze, kiedy nie było Mycrofta. W tym momencie komentarz był prawie rutynowany, prosta dedukcja, tak jak ostatnim razem, i przed tym, i jeszcze przed tamtym. Powoli Mycroft podszedł i usiadł na skraju kanapy.
— Myc — zaczął Greg, ale dalsze słowa nie chciały przejść przez jego usta.
Zamiast tego po prostu zamknął oczy i oddychał głęboko, pozwalając, by otoczył go zapach jego partnera. Mieszanka szamponu, wody kolońskiej i ziemistego zapachu, który po prostu należał do Mycrofta, była tak kojąca, że musiał powstrzymać łzy ulgi.
— Chodźmy do łóżka.
To wszystko, co powiedział Mycroft, zanim ponownie wstał. Greg podniósł na niego wzrok i patrzył, jak układał marynarkę na oparciu kanapy i wyciągnął rękę oferując ją swojemu partnerowi. Greg sięgnął po nią i ścisnął ciepłą dłoń, wstając i splatając ich palce, gdy szli w milczeniu przez dom.
Kiedy dotarli do sypialni, Mycroft pozwolił Gregowi rozebrać się. Żaden z nich nie odezwał się; nie musieli. Greg zdejmował każdą warstwę powoli, zatrzymując się, by przycisnąć dłonie do nagiej klatki piersiowej Mycrofta i poczuć bicie jego serca. Dopiero gdy Mycroft zdjął spodnie i stał tylko w samej bieliźnie, Greg zrobił krok do przodu i schował twarz w obojczyku wyższego mężczyzny.
Szczupłe ramiona owinęły się wokół niego, obejmując mocno. Greg otoczył ramionami Mycrofta i przytulił się do niego. Jego niepokój ustępował kawałek po kawałku, wyczerpanie naprawdę zaczynało brać górę. Westchnął, ponownie wdychając zapach mężczyzny, zanim odsunął się.
Pierwszej nocy po powrocie do domu Mycroft nie zakładał piżamy. Zamiast tego, wszystko, co kiedykolwiek nosił, to dresowe spodnie i jeden z T-shirtów Grega. Dzisiejszy wieczór nie był inny i razem położyli się do łóżka, a Greg natychmiast przywarł do pleców Mycrofta, obejmując go.
Wszystko to było jego sposobem na ponownie otoczenie Mycrofta swoją obecnością. Ubranie, rutyna, pozycje do spania… Greg właśnie tego potrzebował. Był to dla niego sposób na normalizację i poczucie spokoju, A Mycroft o tym wiedział. Nigdy nie powiedział ani słowa przeciwko temu ani nie próbował tego zmienić, ponieważ wiedział, że Greg po prostu tego potrzebował. Może młodszy mężczyzna równie tego potrzebował. Greg był przekonany, że właśnie tak było.
Wzdychając, Greg przycisnął policzek do łopatki Mycrofta. Jego ramiona ułożyły się na piersi Mycrofta, praktycznie przylegając do mężczyzny i uśmiechając się, gdy jedna z dłoni Mycrofta znalazła się tuż pod jego łokciem. Zginając nogi, Greg przyciągnął je do nóg Mycrofta, idealnie je łącząc. Dopiero wtedy, owinięci sobą i otoczenie ciepłem swoich ciał i kołdrą znów zaczęli mówić.
— Tęskniłem za tobą — wyszeptał Greg, unosząc podbródek na tyle, by pocałować ciepłą skórę tuż nad kołnierzykiem koszulki.
— A ja za tobą — wyszeptał w odpowiedzi Mycroft, obracając nadgarstek, by móc delikatnie chwycić łokieć Grega. — Dobranoc, Gregory.
I w końcu ponownie miał dobry sen.
