Rozdział 347: Kolacja, śnieg i niespodzianka
Greg stał przed lustrem, wzdychając nerwowo, bawiąc się włosami chyba po raz tysięczny. Naprawdę stracił rachubę. Jednak nigdy wcześniej nie było tak ważne, żeby dobrze wyglądał. Szedł na randkę z Mycroftem Holmesem i wybierali się do jednej z najbardziej eleganckich restauracji w tej części Londynu i bez względu na wszystko, czułby się niesamowicie nie na miejscu.
Jasne, może wyszedł z pracy wcześniej tego dnia i kupił nowy garnitur. Jednak nie przypominał on nieskazitelnych trzyczęściowych garniturów Mycrofta, które ten zawsze nosił, bo to było trochę poza przedziałem cenowym Grega, ale i tak był to najładniejszy zestaw ubrań, jakie posiadał od jakiegoś czasu. Wmawiał sobie, wydając fundusze, że był on praktyczny, ponieważ byłoby dobry do pracy i tym podobnych, ale skłamałby, gdyby zaprzeczył, że był to główny cel zakupu.
Jak poważny był ich związek, jeśli podjął się takiego wysiłku na randkę z Mycroftem? Nigdy wcześniej nie zrobił tego dla nikogo innego, więc to mówiło samo z siebie. Nadal nie miał pojęcia, co w nim przykuło wzrok Mycrofta, ale nie narzekał.
Spojrzał na zegarek i oblizał usta. Miał jeszcze około dziesięć minut, zanim Mycroft przyjedzie po niego. To wystarczyło, by nadal martwić się swoim wyglądem i rozważał wysłanie wiadomości do Sally w panice. Oblizał ponownie usta i podniósł komórkę, pocierając roztargnieniem kciukiem klawiaturę, zanim ją odłożył. Nie było powodu, by dręczyć Sally.
Unosząc podbródek, Greg wygładził ubranie, szukając najmniejszych zgnieceń i próbując się ich pozbyć. Po tym, jak znowu zaczął bawić się włosami, użył odrobiny wody kolońskiej i wyjrzał na zewnątrz w chwili, gdy jego komórka zadzwoniła i oznajmiła przybycie Mycrofta.
Wypuścił drżący oddech i schował telefon do kieszeni. Kierując się do drzwi, włożył swój czarny płaszcz. Przystanął, aby owinął wokół szyi czerwony szalik w zielone wzory. Potem naciągnął czarne skórzane rękawiczki i wyprostował ramiona, wychodząc z mieszkania.
Mycroft wyłonił się z czarnego samochodu, którym podjechał, wyglądając oszałamiająco w swoim ciemno zielonym płaszczu i brązowych skórzanych rękawiczkach. Greg poczuł dreszcz przebiegający przez jego ciało i wątpił, żeby był to efekt śniegu, który zaczął padać. Posłał wyższemu mężczyźnie uśmiech, gdy szli ku sobie, zwalniając, gdy stanęli twarzą w twarz.
— Dobry wieczór. — Uśmiechnął się, patrząc na Mycrofta. Mężczyzna odwzajemnił uśmiech.
— Mam nadzieję, że taki będzie. — Skinął głową. — Nie mogę się doczekać kolacji.
— Ja również.
Greg uśmiechnął się promiennie, a jego oddech zmienił się w chmurę pary w wieczornym powietrzu.
— Śnieg spadł wcześniej, niż myślałem — zaczął mówić Mycroft, jakby próbował przeprosić za pogodę. Greg uznał to za urocze. — Jednak zawsze jestem przygotowany.
Mycroft chwycił czarną parasolkę przewieszoną przez jego łokieć i cofnął się o krok, by móc ją podnieść i rozłożyć między nimi. Potem zbliżył się, tak że zakrył ją ich obu i uśmiechnął się grzecznie, ale szczerze. Greg chciał już podziękować, ale zauważył plamę koloru na czarnym parasolu. Zaskoczony podniósł wzrok i rozchylił usta, gdy zobaczył jemiołę wiszącą bezpośrednio na drutach.
Mycroft również podniósł wzrok, ciekawy, co przykuło jego uwagę i zamarł na widok rośliny. Wyraz jego twarzy był jeszcze bardziej uroczy i Greg poczuł, że jego usta wykrzywiły się w psotnym uśmieszku.
— Cóż, spójrz na to — powiedział miękko, drażniąc się lekko.
Blada twarz Mycrofta poczerwieniała z mieszaniny chłodu i zakłopotania.
— To musiał być Sherlock — zaczął wyjaśniać pospiesznie, rozglądając się w tę i we w tę. — To jeden z jego wielu sposobów na zrobienie ze mnie głupka. Bez wątpienia wiedział o naszej dzisiejszej randce i…
Próba wyjaśnienia przez Mycrofta została przerwana, gdy Greg uniósł rękę i chwycił rączkę parasola, spoczywającą tuż nad jego własną. Wciągnął gwałtownie powietrze na widok czułego uśmiechu, który posłał mu Greg. Starszy mężczyzna zaryzykował, podchodząc odrobinę bliżej.
— Sherlock czy nie, jemioła nie służy tylko do dekoracji — wyszeptał.
Serce waliło mu w piersi, a umysł pędził, zastanawiając się, czy podjął złą decyzję, ale… coś w jego jelitach kazało mu zaryzykować.
— Ta… tak, jestem tego świadomy — mruknął Mycroft, lekko przesuwając ciężar swojego ciała. Nie przerywali kontaktu wzrokowego.
— Więc może… — zaczął Greg, głos ucichł z wahaniem.
Oblizał wargi, w żołądku zatrzepotały motylki, gdy spojrzenie jasnoniebieskich oczu natychmiast skierowały się w stronę jego ust na ten ruch. Następnie ręką, którą nie trzymał parasola, bardzo delikatnie dotknął policzka Mycrofta. Wypuścił drżący oddech i stanął na palcach, a Mycroft przechylił głowę na bok.
Ciepło rozeszło się po lekko zmarzniętym ciele Grega, gdy się pocałowali. Ich usta się zetknęły, wysyłając przez niego dreszcze, a on westchnął. Jeśli chodziło o pocałunki, to nie było najbardziej ekscytujący na świecie. Nie było w tym nic poza lekkim dotknięciem ich ust, ale to było niesamowite. Chciał przełożyć kolację i zaprosić mężczyznę na drinka. Ale mieli rezerwację, więc…
— Teraz — powiedział, patrząc na Mycrofta, opuszczając rękę, by spoczęła na bicepsie mężczyzny — co powiesz na tę kolację?
— Chodźmy na nią.
Mycroft skinął głową, uśmiechając się i wydając z siebie coś, co wydawało śmiechem pełnym ulgi. Greg zaśmiał się z sercem gotowym do wybuchu z radości, gdy Mycroft wziął go za rękę i poprowadził w stronę samochodu.
