Rozdział 349: Wczesne prezenty

W salonie trzaskał ogień, na kuchence przygotowywano grzane wino (jego zapach unosił się po całym domu), a na zewnątrz padał śnieg. Noc była chłodna i ciemna, gwiazdy błyszczały na niebie. To był ten rodzaj atmosfery, którą widzisz na filmach lub na kartkach świątecznych, ale tak naprawdę nigdy nie spodziewasz się, że sam tego doświadczysz. Po prostu nie do końca dało się to poczuć w sercu Londynu, co sprawiło, że ucieczka na kilka dni poza miasto była o wiele bardziej niesamowita.

Greg nie mógł powstrzymać się od uśmiechu patrząc na choinkę w salonie. Było to jedyne inne źródło światła w pokoju. Płomiennie migotały jasno wzdłuż ścian. Westchnął, wkładając ręce do kieszeni. Mógł sam nie wykonać żadnej z tych dekoracji (wszystko to zostało zrobione przez minimalny personel, który utrzymywał dom, kiedy nikt z rodziny Holmesów w nim nie przybywał), ale czuł, że tak. Poczuł spokój, o którym myślał, że go utracił na zawsze.

Zamruczał, gdy smukłe ramiona owinęły się wokół jego talii i przyciągnęły go do drugiego mężczyzny. Uśmiechając się szerzej, Greg pochylił się w stronę wyższego ciała, uwielbiając uczucie podbródka spoczywającego na jego ramieniu. Oszukałby samego siebie, gdyby sądził, że to szczęście, ten spokój, czuł z innego powodu niż dzięki swojemu partnerowi.

— Co się dzieje w twojej głowie? — zapytał cicho Mycroft, składając pocałunek na jego szyi.

Greg przechylił głowę.

— Ty mi powiedz — droczył się żartobliwie, podnosząc ręce, by położyć je na przedramionach Mycrofta.

Młodszy mężczyzna zaśmiał się, przeciągając czubkiem nosa wzdłuż linii szczęki Grega.

— Jesteś bardziej zrelaksowany niż przez ostatnie dwa miesiące — zaczął Mycroft, kontynuując przesuwanie nosa po policzku Grega, po jego uchu i we włosach. — Uważasz, że ciepło jest pocieszające, a światło na drzewku pięknie. Trudno ci uwierzyć, że ta mieszanka elementów może mieć miejsce właśnie teraz, przekonując siebie, że można to zobaczyć tylko w najbardziej absurdalnych świątecznych komediach romantycznych. Jednak zapewniam cię, Gregory, że to wszystko jest całkiem realne. Nie zamierzam cię uszczypnąć i sprawić, że obudzisz się w naszym łóżku w Londynie.

— Trafnie jak zawsze — wyszeptał dumnie Greg, nieco mocniej chwytając ramię Mycrofta.

— Usiądziesz ze mną przy ogniu?

— Z przyjemnością.

Kiedy Mycroft cofnął się, Greg odwrócił się i spojrzał na niego czule. Chwycił dłoń partnera i splótł ich palce. Przeszli przez salon do miejsca, gdzie rozłożono kilka poduszek blisko kominka, gdzie mogli wygodnie usiąść na podłodze. Kiedy mijali kanapę, Greg wolną ręką, chwycił dwa koce. Opadł na poduszki z cichym stuknięciem, gestem zapraszając Mycrofta, by do niego dołączył.

Kiedy obaj usiedli na podłodze, wygodnie układając nogi, Greg podał koc Mycroftowi i chwycił drugi dla siebie. Zaczął nucić.

— Zaczyna wyglądać to trochę jak Boże Narodzenie. — Jego noga podskakiwała z podniecenia, a Mycroft jedynie roześmiał się i przewrócił oczami.

Szturchali się żartobliwie, przytulając, śmiejąc się i całując, aż Greg przyciągnął Mycrofta do siebie i przytulił go tak mocno, tak że nie mógł się odsunąć.

— Puść — prychnął Mycroft, napierając na jego klatkę piersiową bez faktycznej siły.

Greg roześmiał się i potrząsnął głową.

— Nie — odmówił. — Nie, chyba że sprawisz, że będzie to warte tego.

— Naprawdę? — zapytał Mycroft, unosząc brwi.

— Tak.

— I pomyśleć, że chciałem przynieść nam grzane wino — westchnął Mycroft, udając rezygnację i poddanie się.

Zapanowała między nimi krótka chwila ciszy, przerywana jedynie trzaskiem ognia, zanim Greg go puścił.

— Dobra, wygrałeś. — Znów się roześmiał. — Idź po wino.

Mycroft ponownie uniósł brew i zmrużył oczy, pochylając głowę na bok, zanim podniósł się z podłogi. Koc opadł na ziemię, gdy wstał, a Greg patrzył z uznaniem, jak wychodził z pokoju. Oblizując usta, obrócił się, wciąż siedząc, pochylając się do przodu. Sięgnął pod kanapę, aż znalazł małe pudełko, które wcześniej tak schował. Szybko schował go na kolanach, pod kocem, w samą porę, ponieważ Mycroft wrócił z dwoma kubkami w dłoniach i pudełkiem pod pachą.

— Co to jest? — zapytał Greg, z zaskoczeniem patrząc na podarunek.

Mycroft tylko zanucił i odstawił kubki, żeby móc bezpiecznie usiąść.

— Prezent dla ciebie — nadeszła jego odpowiedź, gdy ofiarował mu pudełko.

— Myc, Boże Narodzenie będzie dopiero za tydzień. Co to jest? — Zaśmiał się zdumiony, odbierając pudełko, wpatrując się w nie.

— Mógłbym zapytać o to samo w stosunku do tego ukrytego pod twoim kocem.

Mycroft uśmiechnął się złośliwie, a jego oczy błyszczały psotnie.

— Naprawdę pozwoliłeś mi uwierzyć, że nie miałeś o tym pojęcia. Myślałem, że w końcu udało mi się przemycić go przed tobą — westchnął Greg, potrząsając głową, gdy wyciągnął mniejsze pudełko z jego kryjówki. — Dobra, wymienimy się tymi jedynymi wcześniejszymi prezentami, wypijemy nasze wino i przed pójściem spać, bzykniemy się spektakularnie przed kominkiem.

— Gregory masz tak wiele niesamowitych planów.

Mycroft uśmiechnął się złośliwie, powodując dreszcz wzdłuż kręgosłupa Grega. Duma i miłość mieszały się z nutą podniecenia, gdy wręczał prezent, niecierpliwie czekając, aż młodszy mężczyzna go otworzy.